"Bez culés Barça nie istnieje"

Dawid Lampa

1 marca 2024, 11:30

Sport

4 komentarze

Fot. Getty Images

Ivan San Antonio, dziennikarz Sportu, w swoim felietonie podjął temat sztuczności dzisiejszego świata i nostalgii do lat dziewięćdziesiątych. Uważa, że Barça to w głównej mierze nie kibice-turyści, a ci wierni lokalsi, którzy ją stworzyli. Poniżej prezentujemy tłumaczenie tego tekstu.

***

"Idealny świat przypomina bardzo ten z lat dziewięćdziesiątych, gdzie mediami społecznościowymi były bary, czy salony gier, a "influencerzy" [piłkarze] nie mówili wszyscy tego samego, nie zachowywali się tak samo, ani nie chcieli być nazywani wpływającymi na ludzi. Chcieli wyróżniać się dobrą grą w piłkę, założeniem najnowszej kurtki bomberki czy przefarbowaniem się na jasny blond. To były lata, w których, aż do 1992 roku (roku chwały - pierwszej Ligi Mistrzów dla Barçy) wszystko było beztroskie i mogłeś wyjść na miasto jedynie z portfelem i paczką fajek w kieszeniach. "Hejterzy" byli malutką grupą i niczym więcej. Telefon komórkowy był fantastyką, a żeby się spotkać wystarczyło: "o siódmej w salonie".

To były lata trochę glamour i trochę mniej pozowane, a bardziej autentyczne. To epoka, w której świat dorosłych był daleko i tylko ci najmądrzejsi rozumieli przyszłość i uczynili ją swoją, płacąc za to zbyt wysoką cenę, swoją młodość. Reszta uczyła się wszystkiego na własnej skórze, upadając i wstając, nie mając innego wsparcia niż własna tożsamość, często niepełna, bo niemożliwe jest zrozumieć świat, kiedy nie jesteś jego częścią. Szczęśliwe lata dziewięćdziesiąte cały czas tu są, niemożliwe do zatarcia, wieczne. I to właśnie podczas tej wspaniałej dekady, dla wielu, narodziła się Barça.

Razem z Cruyffem narodziła się nowoczesna Barça: klub zwycięski, wolny od kompleksów, przekonany o swoich wartościach i którego osobowość eksplodowała w pełnej okazałości po byciu dawkowaną kropla po kropli przez dekady. Historia mówi nam, że jesteśmy tacy, jacy byliśmy i będziemy tacy, jacy jesteśmy. Johan był przed i po, ale bez przed nie istnieje po. To założenie zmusza tych, którzy piszą o historii Barcelony, żeby być wiernym przeszłości i, w tym samym czasie, być odpowiedzialnym przed przyszłością.

Ta Barça z lat dziewięćdziesiątych stała się wielka, bo już taka była, wspierana przez tożsamość, jaką dali jej ludzie, którzy chodzili na stadion, którzy palili cygara, którzy nosili barwy klubu w każdym momencie, nie myśląc o zdjęciu, które wrzucą na Instagram. Barça jako klub jest tym, czym jest dzięki ludziom z Les Corts, ale także z Lleidy, Huelvy, Murcji, Extremadury, Girony, czy Aragonii. Bez nich, ten nowy stadion, nowoczesny i mogący pomieścić ponad 100 tysięcy osób, będzie jedynie majestatycznym dziełem architektonicznym zrobionym z betonu i pozbawionym duszy. Barça nie jest zbudowana dzięki turyście z Tokio, który ubiera koszulkę, której cena przekracza sto euro i je hot-dogi. Barça to klub, którego esencja rodzi się na zerowym kilometrze. Dbaj o gości, rozpieszczaj ich, ale nie bardziej niż tych, którzy sprawili, że Barça jest tym, czym jest. Bez culés, Barça nie istnieje".

Jak wy postrzegacie tożsamość Barçy i czy uważacie, że Barça bez kibiców nie tylko tych w Hiszpanii, a tych na całym świecie, nie byłaby tym, czym jest?

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Komentarz usunięty przez użytkownika

Bo Barca to są ludzie, którzy prezentują sobą te same, piękne wartości
Niestety z bólem serca trzeba przyznać że tych prawdziwych cules na Barcelonie nie ma zbyt wielu - jest to sektor za bramką i jakaś część karnetowiczów. Byli też fanatycy BN ale zostali wyrzuceni ze stadionu. Moje słowa opieram o to że jest problem z frekwencją na olimpijskim, to co odwaliło się z Eintrachtem

"To założenie zmusza tych, którzy piszą o historii Barcelony, żeby być wiernym przyszłości i, w tym samym czasie, być odpowiedzialnym za przyszłość." Jest błąd w tym zacytowanym przeze mnie tekście. Tam raczej chodzi, by być wiernym przEszłości, i być odpowiedzialnym w przyszłości.
Ogólnie bardzo sentymentalny tekst, w którym wartość uczuć i emocji miały głębszy sens, niż era komputeryzacji, a zwłaszcza mediów. Empatia do drugiego człowieka i szacunek były wartościami nadrzędnymi.

Każdy kibic jest ważny, ale są ważni i ważniejsi