Andreas „Iceman” Christensen wraca do łask [Aktualizacja 11:54]

Dariusz Maruszczak

7 grudnia 2023, 11:20

Sport

25 komentarzy

Fot. Getty Images

  • Andreas Christensen w poprzednich tygodniach stracił nieco na znaczeniu ze względu na dobrą postawę Iñigo Martíneza
  • Bask doznał jednak kontuzji na rozgrzewce przed meczem z Atlético, a Duńczyk dobrze go zastąpił w trybie alarmowym
  • Teraz 27-latek będzie miał szansę na przekonanie Xaviego, że to jemu należy się miejsce w wyjściowej jedenastce

Nie jest też tak, że Christensen gra wyłącznie ogony w rozgrywkach 2023/2024, ale ostatnio stracił miejsce w hierarchii. W całym poprzednim sezonie tylko sześć razy zdarzało się, że lądował na ławce rezerwowych, a w obecnej kampanii już pięciokrotnie mieliśmy z tym do czynienia. Duńczyk zapewne nie zagrałby również z Realem Madryt, gdyby nie kontuzja Julesa Koundé, a w starciu z Atlético drogę do wyjściowego składu otworzył mu dopiero uraz Iñigo Martíneza. Sytuacja była niełatwa, ponieważ Christensen nie miał nawet czasu na rozgrzewkę przed tak wymagającym pojedynkiem. Jak podaje Toni Juanmarti, dzięki temu, że obrońca zawsze jest dobrze przygotowany, zamiast tracić czas na rzeczy, których nie kontroluje, znów mógł otrzeć się o perfekcję. Sztab szkoleniowy też był pod wrażeniem jego wydajności w tych mało sprzyjających okolicznościach.

– To było trochę chaotyczne. Nie mogłem się nawet rozgrzać. Wszedłem do środka, zawołali mnie i musiałem zamiast bluzy włożyć koszulkę. Zajęło mi 20 minut meczu, zanim mogłem się trochę rozgrzać – relacjonuje sam Christensen.

To wszystko wiele mówi o nastawieniu Christensena. Juanmarti naznacza go przydomkiem Iceman” i uważa, że w szatni jest on postrzegany jako robot, jeżeli chodzi o rywalizację. Duńczyk jest dyskretny, a koledzy i sztab są zachwyceni jego profesjonalizmem. Dziennikarz Sportu twierdzi, że stoper nie obniżył poziomu nawet po zmianach w ostatnich tygodniach, gdy stracił miejsce w hierarchii bez popełnienia choćby jednego błędu. Wydaje się jednak, że Christensen mimo wszystko grał nieco gorzej (nie, żeby jakoś wybitnie źle, ale nie tak świetnie jak w poprzednim sezonie) i stąd wejście Iñigo Martíneza do składu.

Natomiast trzeba przyznać rację Juanmartiemu, że Duńczyk nie spuszczał głowy i dalej pracował z tym samym nastawieniem, na co też mieli zwracać uwagę koledzy 27-latka. Dziennikarz podaje, że Christensen nie prosił o wyjaśnienia co do utraty miejsca w składzie (choć według innych doniesień jego agent spotkał się z Deco) i choć w wywiadzie dla duńskich mediów przyznał, że czuje się sfrustrowany brakiem gry w spotkaniu z Porto, to jednak nie narzekał na zmianę swojego położenia.

Teraz Christensen będzie miał okazję pograć więcej w związku z absencją Iñigo Martíneza, która może sięgnąć Superpucharu Hiszpanii. Tym bardziej, że dobrym rozwiązaniem na zbalansowanie drużyny jest ustawienie Julesa Koundé na prawej obronie. Duńczyk po cichu wraca do łask, a w zakresie jego znaczenia dla zespołu można przywołać jedną ciekawą statystykę. Otóż żaden piłkarz w pięciu najsilniejszych ligach europejskich nie ma równie wysokiej skuteczności podań jak Christensen (95,7%).

AKTUALIZACJA

11:54 Christensen nie był obecny na dzisiejszym treningu z "powodów osobistych". Mundo Deportivo donosi, że piłkarz oczekuje narodzin drugiego dziecka. Z drużyną pracował za to Ronald Araujo.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Nie no, ten nagłówek nie jest zbyt fortunny :D
« Powrót do wszystkich komentarzy