„Lewandowski jest symbolem pogorszenia się Barcelony”

Dariusz Maruszczak

7 grudnia 2023, 19:30

ESPN

74 komentarze

Fot. Getty Images

Wbrew niektórym narracjom słaba forma Roberta Lewandowskiego nie jest zauważana wyłącznie przez polskich kibiców Barcelony. Również zagraniczni dziennikarze krytykują dyspozycję 35-letniego napastnika. Ostatnio głos w sprawie postawy Lewego zabrał Graham Hunter na łamach ESPN. Poniżej przedstawiamy tłumaczenie jego felietonu.

Fakt, że João Felix nagle odnalazł formę, nastawienie i gole w Barcelonie, to zła wiadomość dla Roberta Lewandowskiego. Dlaczego? Ponieważ to oznacza, że uwaga musi teraz nieubłagalnie zwrócić się w stronę najlepiej zarabiającego, najbardziej doświadczonego, ale też najgorzej grającego piłkarza obrońcy tytułu LaLigi.

Barcelona na pierwszy rzut oka nie jest w żadnej katastrofalnej sytuacji. Do lidera LaLigi traci cztery punkty i w końcu ponownie awansowała do fazy pucharowej Ligi Mistrzów po dwóch straszliwych sezonach, w których odpadała z rozgrywek w fazie grupowej, a potem z Ligi Europy w poniżających i niewdzięcznych finansowo okolicznościach.

Barça gra jednak apatycznie, jej statystyki w LaLidze są znacznie gorsze niż rok temu na tym etapie, a Lewandowski nie trafia. Mistrzowie strzelili mniej goli, stracili ich więcej i mają mniej punktów w porównaniu do tego etapu z poprzedniego sezonu.

Lewandowski jest symbolem tego pogorszenia. Mamy grudzień, tuż za rogiem jest sterta ważnych terminów Pucharu Króla i Superpucharu, a reprezentant Polski od września strzelił tylko dwa gole w LaLidze lub Lidze Mistrzów. Rok temu trafiał do siatki 13 razy w rozgrywkach ligowych i pięciokrotnie w Europie. Obecnie te liczby to 7 i 1.

Jednak problem tych plag Barcelony nie jest czymś, co da się wytłumaczyć prostymi statystykami. Jeśli oglądałeś Lewandowskiego po raz pierwszy, właściwie zastanawiasz się, jak u licha ktoś tak niezdarny, wolny i niezręczny może grać dla mistrzów Hiszpanii. Gdybyś był skautem na meczu Barcelony, łowiąc talenty, oznaczyłbyś go w następujący sposób: „niezdarny, okropny pierwszy kontakt, braki w nastawieniu, nie sprowadzać!”.

Niedzielna wygrana 1:0 z Atlético podkreśliła większość z tych cech. Wielokrotnie miał świetne szanse strzeleckie, ale spartaczył każdą z nich. Co gorsza, jego pozbawione entuzjazmu, płaskie i niezdarne zaangażowanie często kosztowało Barcelonę inicjatywę, łapanie go na spalonym albo po prostu podarowało dobre posiadanie piłki, ponieważ jego przyjęcie było ołowiane, jego podania były za krótkie, a jego antycypacja była przyćmiona.

W mojej ocenie nie ma ani śladu złośliwości. Lewandowski był nowoczesnym fenomenem. W poprzednim sezonie jego łączna liczba bramek, mimo że przez większą część drugiej połowy nie grał dobrze, była bezdyskusyjnie centralnym powodem wygrania przez Barcelonę pierwszego trofeum od czterech lat. Jeśli jednak ktoś jest zatrudniony w takiej roli, czasem nieprzyjemnym obowiązkiem staje się przerwanie tego poklepywania i nie banie się stwierdzenia szczerych faktów. Daleko poza jego łącznym dorobkiem goli i asyst Lewandowski gra jak gość, którego entuzjazm dotyczący tego, gdzie jest i dlaczego tu przybył, skurczył się do tego stopnia, że jest oczywisty na boisku.

Myślę, że można na to spojrzeć z jego perspektywy. Nadal jest bardzo urażony, że nie wygrał Złotej Piłki w roku, w którym zrezygnowano z jej przyznania z powodu pandemii (2020). Przeszedł do Barcelony z jasną strategią udowodnienia sobie, że jest brakującym ogniwem do tego, żeby niegdyś potężny, ale teraz schorowany klub, mógł bajecznie wskrzesić się dzięki jego wielkości, co, zauważone przez zachwyconych głosujących, napędzi go do Złotej Piłki, której tak bardzo pragnie.

Jeśli chodzi o strategię, nie było to niedorzeczne. Od 2009 roku tylko dwie wygrane Złote Piłki pochodziły spoza LaLigi – Messiego w PSG i Interze Miami. Real ani nie chciał, ani nie potrzebował Lewandowskiego, a on zwątpił w uzyskanie uwielbienia branży, której tak desperacko pragnął, podczas pozostania w Bundeslidze, więc została Barca.

Mój punkt widzenia na temat tego, jak faktycznie spisywał się w poprzednim sezonie, mimo strzelenia 23 goli w 34 meczach ligowych, zrodził się z faktu, że tak naprawdę nie sprawił problemu tymi bramkami, gdy przyszło do głosowania Złotej Piłki. Był piąty w rankingu członków jury z takich krajów jak Uganda, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Gwinea Równikowa. Poza tym był w dużej mierze ignorowany przez każdy „większy” piłkarski kraj na świecie.

To bardziej tylko opinia niż twardy fakt, ale myślę, że to miało całkiem niszczycielski wpływ na tego dumnego, ambitnego mężczyznę. Jego pomysł bycia człowiekiem-wskrzesicielem na Camp Nou prawdopodobnie od razu upadł dzięki odpadnięciu z Ligi Mistrzów i strategia była martwa.

Poza tym życie w Barcelonie to uprzywilejowana bańka. Ładna pogoda, wygrał dwa trofea w poprzednim sezonie, a ponieważ był flagowym wzmocnieniem, kiedy klub przebudowywał się ostatniego lata (45 mln), jego pensja wynosiła 20 milionów w pierwszym sezonie, 26 milionów obecnie i wzrośnie do 32 milionów, jeśli nadal będzie w Barcelonie na następny sezon. Niezła robota, jeśli możesz ją dostać.

Uwodzicielski koktajl zawodowego rozczarowania, dolce vita osobistego zadowolenia i nietykalny status w składzie sprawiły, że 35-latek spisywał się i pracował tak, jakby reszta zespołu była mu winna dostarczenie mu podania na palce kilka metrów przed pustą bramką.

Poziom integracji Lewandowskiego z etyką pracy, odpowiedzialnością, jaką bierze za trzymanie piłki i jej świetne rozprowadzanie, za stwarzanie dużych okazji sobie i kolegom – to wszystko jest obecnie wyraźnie niewystarczające. I trwa już od pewnego czasu. Fraza komentatorów „zły pierwszy kontakt” staje się zarezerwowana dla niego i tylko dla niego.

Nietrudno rozumieć dylemat menedżera Xaviego. Dużo zainwestował w przekonanie Polaka, aby wybrał Barcelonę, gdy odchodził z Bayernu. W momencie, gdy poziom gry Lewandowskiego zasługuje, aby go ściągnąć w celu przekazania wiadomości „czas się poprawić”, to albo bardzo odważny, albo bardzo bezpieczny swojej posady trener rozpoczyna wojnę domową na taką skalę.

Kiedy trener Barcelony mówi o swoim nieskutecznym, słabo spisującym się napastniku, mówi dziwne i niejasne rzeczy na temat tego, że Lewandowski nigdy nie przestaje trenować. Cóż, dlaczego miałby to robić? Zdania, które, szczerze mówiąc, służą tylko temu, żeby niezależny myśliciel powiedział sobie: „Zatem dlaczego występy Lewandowskiego nie są bardziej wyraziste, bardziej interesujące lub nie zaczynają grozić, że przyniosą dobry futbol?”.

Sytuacja finansowa Barcelony nie poprawiła się znacząco. Pomoże awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, a na przykład osiągnięcie przez drużynę półfinału czy czegoś lepszego zostałoby powitane z wielką radością. Byłoby to ogromnie intratne, ale ta perspektywa jest stosunkowo mało prawdopodobna. Zwłaszcza ze sprawiającym trudności Lewandowskim.

Niemniej jednak absencja Gaviego na resztę sezonu oznacza, że 80% jego pensji może zostać zwolnione w Finansowym Fair Play. Jeśli klubowi uda się jeszcze trochę zaoszczędzić, będzie miał dużą szansę na włączenie 18-letniego brazylijskiego napastnika Vitora Roque w styczniu, który na początku będzie wypożyczony z Athletico Paranaense, a potem zostanie w lipcu na stałe.

Jeśli im się to uda, intrygujące będzie zobaczenie, jakie efekty będzie miało przybycie młodego gracza. Partner w ataku Lewandowskiego? Jego zastępca? Źródło zazdrości dla często humorzastego Polaka czy bodziec dla niego, aby faktycznie robił to, za co tak dobrze jest opłacany?

Bezdyskusyjnie najlepszym rozwiązaniem dla Barcelony i Xaviego byłoby to, żeby jedna z saudyjskich drużyn zdecydowała, że Lewandowskiemu należy podwoić jego pensję – co mogliby zrobić bez mrugnięcia okiem – i doprowadzić do jego transferu następnego lata. Tymczasem jest to najwyższy czas, żeby sięgnąć głęboko, wydobyć dodatkową dumę zawodową i znów zacząć dobrze wykonywać nawet podstawowe elementy bycia środkowym napastnikiem.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Przychodził żeby zmienić oblicze Barcelony, żeby był główną twarzą odbudowy klubu, a teraz że jest symbolem pogorszenia Barcelony.
« Powrót do wszystkich komentarzy