Leo Messi odebrał właśnie ósmą Złotą Piłkę. Najwspanialszy piłkarz w historii osiągnął już wszystko, co mógł, wygrał wszystko, co było do wygrania. Ballon D’Or to symboliczne oddanie hołdu królowi futbolu, chęć docenienia i przypomnienia po raz ostatni całemu światu wybitnego etapu Argentyńczyka w swojej ukochanej reprezentacji. Etapu, który zakończył się na stadionie Lusail, przyciągającym miliardy spojrzeń, tym, czym musiał się zakończyć. Podniesieniem przez piłkarskiego Boga upragnionego Pucharu Świata.
Być może Leo Messi zdobędzie jeszcze kilka trofeów w USA, być może zawita ponownie do Rosario, zagra przez parę miesięcy dla Newell’s Old Boys, by zdobyć ostatnie bramki w ojczyźnie. Niestety, La Pulga Atómica nie wróci już do Barcelony, LaLigi ani Ligi Mistrzów.
Nie wiem, czy macie świadomość z-n-a-c-z-e-n-i-a tych słów.
Najlepszy piłkarz, z tysięcy, jakie mieliście okazje oglądać, już zaraz przejdzie na emeryturę. Buty na kołku zawiesi ktoś, dla którego poświęcaliśmy 4h tygodniowo przez kilkanaście lat, anulowaliśmy spotkania ze znajomymi, odwoływaliśmy rodzinne uroczystości, przesuwaliśmy śluby. Zawodnik, który sprawiał, że nastawialiśmy budziki na 2:30, by na żywo obejrzeć jego popisy w wakacyjnych sparingach Barçy i Copa América.
Inni? Jacy?
Oczywiście futbol nadal będzie istniał, a niesamowici piłkarze pewnie wciąż będą zachwycać tłumy kibiców. Ale, z ręką na sercu, czy kogoś naprawdę ekscytują gole Haalanda i Bellinghama, sprinty i fochy Mbappe, „dryblingi” i prowokacje Viníciusa oraz kontuzje Pedriego?...
Przecież to nie jest półka Leo Messiego. Porównywanie kogokolwiek z obecnie grających piłkarzy do GOAT-a nie ma żadnego sensu. Pod względem prezentowanych umiejętności w ostatnich latach najbliżej był chyba Neymar. Niestety, Brazylijczyk wybrał inną drogę niż można by oczekiwać.
W dobie fizycznego futbolu, w którym kluczowe są fazy tranzycji, przejścia z obrony do ataku, a znalezienie drużyny z charakterystycznym stylem gry jest niemal niemożliwe, także piłkarze stają się do siebie podobni. Spektakularnych dryblerów widzimy coraz rzadziej, wybitni rozgrywający już niemal wymarli. Próby strzałów z rzutów wolnych to częściej powód do śmiechu niż podziwu, a znalezienie zawodnika, który nie kładzie się na murawę przy minimalnym kontakcie z rywalem, graniczy z cudem. Messi miał to wszystko. Przy okazji będąc niesamowitym goleadorem, z chęcią oddającym kolegom z zespołu rzuty karne, „na przełamanie”. Naprawdę nie wiem, jak to jest możliwe, że jeden piłkarz, był najlepszy we wszystkim. Nie wierzę, że szybko pojawi się podobny geniusz.
Po symbolicznym oddaniu królowi jego własności, w głowie mam tylko jedną myśl:
śpieszmy się kochać Messiego, on zaraz odchodzi.
Komentarze (29)