"We can't get no satisfaction"

Mateusz Doniec

29 października 2023, 09:30

23 komentarze

Fot. Getty Images

"Nie potrafię się usatysfakcjonować, bo próbuję, próbuję, próbuję i próbuję..." - śpiewa w jednym z najpopularniejszych kawałków The Rolling Stones "I can't get no satisfaction" Mick Jagger. Jakże trafne są te słowa, patrząc na starania Barcelony o zamknięcie wczorajszego meczu, próbując i próbując strzelić gola na 2:0... Przeanalizujmy już na chłodno, co wydarzyło się w El Clásico, w którym prawdziwym rockstarem (znów) okazał się Jude Bellingham.

Można spokojnie stwierdzić, że pierwsza połowa w wykonaniu podopiecznych Xaviego była jedną z najlepszych w tym sezonie i być może jedną z najlepszych, odkąd kataloński trener zasiada na ławce trenerskiej Blaugrany. Pozytywne odczucia pojawiły się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, kiedy trener zdecydował się wystawić optymalną według wszystkich kibiców jedenastkę: Bez Oriola Romeu, a z Ferminem; nie ze "świeżakiem" Lamine Yamalem na skrzydle, a z doświadczonym i wszechstronnym Cancelo; z Araujo w roli "Anty-Vinícius" na prawej obronie i bez forsowania zawodników, którzy ledwo zdążyli na załapanie się do kadry meczowej.

Te dobre odczucia potwierdziły się już w 6. minucie meczu, kiedy gola strzelił İlkay Gündoğan. Niemca trzeba jednak pochwalić nie tyle za tego gola, co za kapitalną pracę w rozegraniu piłki z głębi, szczególnie w pierwszej połowie. Gündoğan świetnie odnalazł się w roli Sergio Busquetsa po tym jak na początku sezonu grywał bliżej bramki. Jego współpraca z Gavim i Ferminem, którzy także zanotowali świetny występ, wyglądała bardzo dobrze.

Po pierwszej połowie trudno było przyczepić się do kogokolwiek. Według Opty Real Madryt nie oddał ani jednego celnego strzału w pierwszej połowie ligowego El Clásico po raz pierwszy od kwietnia 2010 roku. To wiele mówi. Barcelona mogła z kolei prowadzić jeszcze wyżej. Swoje okazje mieli Fermin, który trafił w słupek, czy João Felix, a po faulu na Ronaldzie Araujo powinien zostać odgwizdany rzut karny. Po pierwszych 45 minutach Barcelona prowadziła zasłużenie, ale tylko 1:0.

W drugiej połowie zostało to jednak zmarnowane. Xavi twierdzi, że przez 15 minut drugiej połowy wszystko jeszcze szło dobrze. Wtedy jednak na świetne zmiany Camavingi i Modricia trener Barçy odpowiedział mało użytecznym w tym meczu Lewandowskim i słabym Oriolem Romeu, a pięknego wyrównującego gola zdobył Jude Bellingham. Prawdą jest, że Xavi zmianami osłabił zespół, ale czy mógłby dokonać innych zmian lub nie robić ich w ogóle, mając na względzie zmęczenie i ryzyko czerwonej kartki jak w przypadku Fermina?

Real poczuł krew i zyskiwał przewagę, a Barça chciała wrócić do meczu, wprowadzając 16-letniego Lamine Yamala i wracającego po kontuzji Raphinhę. Ani jeden, ani drugi nie okazali się takimi game changerami jak zmiennicy Realu.

Ostatnie 15-20 minut to akcje od bramki do bramki, czyli gra, jakiej Barcelona nienawidzi. Przed każdym meczem, a szczególnie przed Klasykami, Xavi przestrzega przed szybkim transportowaniem piłki do ataku przez rywali. Drużyna staje się wtedy zdezorganizowana i właśnie przez taki brak porządku w obronie w doliczonym czasie gry Jude Bellingham dał Królewskim zwycięstwo.

"To wielka szkoda, bo to, co zaplanowaliśmy, wyszło bardzo dobrze. Kluczem była jednak skuteczność. Strzelasz na 2:0 i masz inny mecz. Mówiąc szczerze, uważam, że zasłużyliśmy na więcej. Myślę, że zwycięstwo Realu Madryt jest niesprawiedliwe" - powiedział odważnie Xavi. Czy miał ku temu podstawy? Według jego matematyki Barça dominowała przez 60 minut, a Real przez 20-25, z tym że rywale byli skuteczniejsi. Statystyki są jednak porównywalne: 52% do 48% dla Barçy w posiadaniu piłki (w drugiej połowie to Real był częściej przy piłce), 15 do 13 w strzałach, ale już 3 do 4 w celnych i 1,55 do 1,07 w xG. "Podsumowanie tego meczu to bardzo dobre 60 minut w naszym wykonaniu i gol, 20 czy 25 minut dla Realu Madryt, podczas których strzelili dwie bramki. Graliśmy dobrze, dobrze się ustawialiśmy, dobrze graliśmy trójką z tyłu. Myślę, że dobrze zagraliśmy, ale brakowało nam skuteczności, żeby zdobyć gola na 2:0" - mówił Xavi.

Dobitnie, choć nieświadomie odpowiedział trenerowi Gavi: "Dobra gra ostatecznie nic nie znaczy, jeśli nie wygrywamy" - powiedział wychowanek zapytany o swój bardzo dobry występ. I choć w kontekście tego jednego meczu bliżej racji może być 19-latek, to w dalszej perspektywie trenera może cieszyć postęp w grze drużyny w tych pierwszych 60 minutach. "Uważam, że wykonaliśmy krok naprzód, jeśli chodzi o grę" - powiedział trener i mimo porażki trudno się z nim nie zgodzić, patrząc na grę w pierwszej połowie. Szukając pozytywów, trener mówił też: "W zeszłym roku również przegraliśmy Klasyk na Bernabéu i traciliśmy 3 punkty, teraz są to 4. W LaLidze pozostała wieczność. To jedenasta kolejka. Robimy krok naprzód w grze. Tego właśnie chcemy".

Należy docenić to, że bez praktycznie połowy zawodników wyjściowej jedenastki Barça potrafiła w poprzednich meczach regularnie zdobywać punkty, kreując nowych nieoczywistych bohaterów takich jak Fermin López, Iñigo Martínez czy João Felix. Porażka w Klasyku zawsze boli, ale w tym przypadku to tylko jeden z 38 meczów ligowych. Celem powinno być zatem "wydłużenie" tej dobrej gry z 60 na 90 minut przy pomocy zawodników, którzy wrócą wkrótce do gry jak Frenkie de Jong, Pedri i Jules Koundé. Mimo porażki u siebie w Klasyku nie ma powodu do popularnego wśród barcelonismo katastrofizmu czy demotywacji.

Jak śpiewa Mick Jagger: "If you start me up, I'll never stop!".

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Trochę mnie dziwi, że Xavi nie zaplanował więcej minut dla duetu Felix - Lewandowski, skoro wiemy, że często się szukają na boisku.

Lamine po lewej stronie również nieco kontrowersyjny, on ma 16 lat, więc nie oczekiwałbym od niego, że zrobi różnicę na pozycji, do której nie jest przyzwyczajony.

Romeu bez De Jonga jest zagubiony i wygląda jak ciało obce w drużynie. Martwi też gorsza seria Balde, Xavi musi poświęcić mu więcej uwagii.

@iksajotien
Ale jakich minut? W momencie wejścia na boisko Lewandowskiego przestał istnieć pressing - nie trzeba być wielkim obserwatorem żeby to dostrzec. Wszystkie zmiany osłabiały zespół

@m81 Lewy musi więcej naciskać, to oczywiste, ale cała drużyna opadła z sił i wszyscy się cofnęli, co dało więcej przestrzeni, którą odpowiednio zajął Camavinga.
« Powrót do wszystkich komentarzy