Oriol Romeu zanotował bardzo poprawny początek sezonu i wydawało się, że jego transfer będzie jednym z najlepszych interesów, jakie Barça zrobiła w ostatnim okienku. Jednak ostatnie mecze, a w szczególności ten przeciwko Porto, pokazują, że dobra dyspozycja wychowanka może zależeć od tego, kto towarzyszy mu w środku pola.
Ostatnie spotkanie w Lidze Mistrzów zakończyło się bardzo cennym zwycięstwem, jednak nikt nie ma wątpliwości, że nie był to dobry mecz w wykonaniu Barcelony i przyznał to nawet sam Xavi. Wielu zawodników zaprezentowało się poniżej oczekiwanego poziomu, a jednym z tych, u których najbardziej rzucało się to w oczy, był niewątpliwie Romeu. Defensywny pomocnik nie radził sobie z wyprowadzaniem piłki (szczególnie) w pierwszej połowie i wręcz hurtowo notował straty. W całym spotkaniu uzbierał ich aż 11, z czego duża część nastąpiła w bardzo newralgicznych rejonach boiska i wiązała się z niemal automatycznym stworzeniem zagrożenia przez zawodników Porto. Xavi musiał zareagować i cofnąć nieco Gündoğana, co poprawiło nieco sytuację i zmniejszyło liczbę strat blisko własnego pola karnego.
Nieobecność De Jonga również wydaje się być czynnikiem, który wpływa na grę Oriola. W tandemie z Holendrem, niemal zawsze prezentował się bardzo solidnie, a po jego kontuzji cała drużyna zdecydowanie bardziej cierpi jeśli chodzi o wychodzenie spod pressingu i generalnie grę w środku pola. Nic dziwnego. Frenkie jest w tym sezonie bezapelacyjnie jednym z najlepszych zawodników Blaugrany (a może najlepszym) i okazało się, że dużo trudniej zastąpić jego niż Pedriego. Wygląda na to, że jedynym sposobem, żeby zatuszować nieco niedostatki Romeu jest ustawienie z Gündoğanem grającym niżej, bo Niemiec niewątpliwie jest jedynym graczem w składzie o profilu zbliżonym do De Jonga. To jednak sprawia, że z przodu może brakować zawodnika z ostatnim podaniem, bo to jedna z najcenniejszych umiejętności Ilkaya.
Sytuacja kadrowa sprawia, że Xavi musi nieco improwizować, ale skład, którym dysponuje, choć wąski, to daje mu wiele możliwości, gdyż jest kilku zawodników, którzy potrafią grać na wielu pozycjach. Jak zatem rozwiązać problem defensywnego pomocnika? Oczywiście jest nieśmiertelny Sergi Roberto, którego fani woleliby jednak nie oglądać, pomijając sytuacje absolutnej ostateczności. Nie ma żadnej gwarancji, że kapitan będzie się prezentował lepiej od Romeu grając na pivocie. Inną opcją awaryjną może być wypróbowanie Christensena na tej pozycji. Od przyjścia Duńczyka do Barcelony, mówiło się, że jest w stanie grać jako defensywny pomocnik, a jego umiejętność dobrego wyprowadzania piłki jest bezdyskusyjna. Po powrocie do zdrowia Araujo i mając Iñigo w obwodzie, środek obrony wydaje się być wystarczająco dobrze zabezpieczony. Może jest to jakiś pomysł, szczególnie na słabszych przeciwników.
Kariera Romeu i kwota, którą klub za niego zapłacił powinny być jasnym sygnałem dla fanów, czego mogą się spodziewać i czego mogą wymagać od swojego wychowanka. Oriol nie jest i nie będzie Busquetsem. Przyszedł jako tania alternatywa i jako taką należy go oceniać. Czas pokaże, jak potoczy się jego historia w klubie, w którym się wychował, ale to Xavi jest odpowiedzialny za stworzenie mu takich warunków, żeby jak najlepiej wykorzystać jego predyspozycje. Choćby poprzez upewnienie się, że zawsze ma obok siebie zawodnika, który będzie uwypuklał jego zalety i przykrywał niedostatki.
Komentarze (21)