Ernesto Valverde: DNA Barçy to trochę ściema; niczego bym nie zmienił z okresu trenowania Barcelony

Bartosz Pluciński

1 października 2023, 09:30

Relevo

66 komentarzy

Fot. Getty Images

  • Były szkoleniowiec i zawodnik Barçy Ernesto Valverde udzielił obszernego wywiadu Relevo
  • El Txingurri odniósł się w nim m.in. do etapu spędzonego na ławce trenerskiej Barcelony, trenowania Leo Messiego i tzw. DNA Blaugrany
  • W rozmowie z Lu Martinem Valverde przyznał też, że zdarza mu się zapominać nazwiska swoich zawodników

***

Ernesto Valverde jest jednym z najdłużej pracujących trenerów w Primera División i prawdopodobnie jednym z najbardziej osobliwych. Piłkarz, który wychował się w San Ignacio, drużynie z dzielnicy Gasteiz, w której dorastał, grał dla Alavés, Sestao, Espanyolu, FC Barcelony, Athleticu i Mallorki, zanim zasiadł na ławkach trenerskich następujących klubów: Athleticu (trzykrotnie), Espanyolu, Valencii, Villarrealu, Olympiakosu i Barçy. Jego osiągnięcia przemawiają za jego dobrą pracą. Grał w finale Pucharu UEFA z Espanyolem, finale Pucharu Króla z Los Leónes, z Athletikiem zdobył także Superpuchar Hiszpanii, dodatkowo wygrał trzy ligi i dwa puchary w Olympiakosie oraz zdobył cztery tytuły w dwa i pół roku z Barceloną. Ponadto jest trenerem z największą liczbą meczów na San Mamés.

Jest również jednym z trenerów o najciekawszych pozasportowych zainteresowaniach znanych człowiekowi: opublikował książki fotograficzne, gra na gitarze z grupą przyjaciół, a także jest wielkim fanem malarstwa. Ale zawsze chciał być piłkarzem, odkąd był dzieckiem, więc wydawało się naturalne, aby rozgrzać się, pytając go o najlepszego w historii.

[Lu Martin, Relevo] Jak to było trenować Messiego?

Ernesto Valverde: Świetnie. Messi? Nie wiem. Widziałeś, jak gra, prawda? Cóż, co mogę ci powiedzieć, czego nie wiesz?!

Tak, ale nie byłem jego trenerem. Czy bycie jego szefem jest tak skomplikowane, jak głosi legenda?

Nie. W końcu, kiedy idziesz do takiego klubu, łatwiej jest, jeśli wiesz, z kim będziesz pracować. To prawda, że trzeba brać pod uwagę, kto jest kim. Messi to zawodnik, o którym wiesz, że da z siebie wszystko.

Na boisku?

Tak, oczywiście, że da.

Jasne. Ale zawsze są sprawy pozaboiskowe. Jak to z nimi było?

Zobaczmy. Kiedy idziesz do drużyny takiej jak Barcelona... Hmm, jest taki wywiad, nie wiem z kim, chyba ze Scariolo, kiedy przeszedł do NBA.

Scariolo?

Chcesz mi powiedzieć, że nie znasz Scariolo?

Człowieka z żelem na włosach?

Włoch, selekcjoner od wielu lat, który wiele wygrał. A tam, jeśli dużo wygrywasz, jesteś bardzo dobry. A przynajmniej tak mówią. Cóż, wyjechał do Stanów Zjednoczonych i szybko zdał sobie sprawę, że kiedy przyszedł do drużyny NBA, musiał obniżyć poprzeczkę. Innymi słowy, był przyzwyczajony do tego, że projekty, które tworzył z drużynami w Europie, były jego projektami. Tam to nie był jego projekt, to był projekt zawodników. Widział więc, że musi się do tego dostosować, aby zawodnicy mu zaufali. I widział, że na początku wielkie gwiazdy miały pewne obawy i musiał je stopniowo przekonywać. Podobnie było w moim przypadku. W końcu zawodnicy muszą zobaczyć, że możesz pomóc im wygrać. Są bardziej zawodnikami rywalizującymi niż trenującymi, ponieważ są "zwierzętami", jeśli chodzi o rywalizację. Nie mają przywilejów, ponieważ ostatecznie nie są to przywileje. Kiedy są na boisku, kiedy muszą występować, kiedy muszą rozwiązać problem i kiedy zawodnik wychodzi i bierze drużynę na plecy... Ludzie, którzy są tam od dłuższego czasu i którzy mają pewną odpowiedzialność, jak Messi czy gracz NBA na tym poziomie, mają pewien status...

Tak, jak Michael Jordan?

Michael Jordan, na przykład. W końcu są to gracze, którzy są w stanie przejąć to przywództwo, są inni. Scariolo powiedział, że musiał się dostosować i doskonale wiedział, że projekt był bardziej... innych, ich.

Innymi słowy, to nie Messi musiał dostosować się do ciebie. To ty musiałeś dostosować się do Messiego.

Nie, nie tylko do Messiego, ale do... FC Barcelony. Tak, w końcu musisz dostosować się do tego, co robisz, gdzie idziesz. Trzeba też dostosować się do Athleticu, Valencii, kiedy przyszła moja kolej, czy Olympiakosu. To, co się tam dzieje, jest inne. Ale żaden trener nie jest ponad klubem, a tym bardziej w Barçy. Są inne zespoły, w których projekt bardziej dotyczy trenera. Tam, w czasie, gdy tam byłem, nie wiem, jak jest teraz w FC Barcelonie, ale nie, podszedłem do tego trochę w ten sposób...

Tak, ale na końcu chodzi o to, by robić to, co umiesz najlepiej, prawda?

Jasne, na końcu chodzi przede wszystkim o... W moim przypadku chodzi o, cóż, dotarcie tam, dostosowanie się do nowej sytuacji i podejmowanie najlepszych decyzji. Co w końcu musi robić trener, bo inaczej... Na początku pamiętam, że nie było łatwo przystosować się do tego sposobu trenowania, przystosować się do innego sposobu robienia rzeczy i cóż, oczywiście stopniowo robiliśmy co w naszej mocy.

Zdobyłeś tytuły, dwa tytuły ligowe, Copa del Rey. Ale wydaje się, że jesteś bardziej pamiętany za to, czego nie zrobiłeś, niż za to, co zrobiłeś. Czy czujesz się w ten sposób?

A czego nie zrobiłem? Nie zagrałem w meczu, do którego co roku dochodzi dwóch, w finale Ligi Mistrzów? Cóż, tak, przegraliśmy jedną bramką, to prawda. Ale zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, zapewniam cię. Słuchaj, nie wiem, czy powinienem to mówić, ale powiem ci: jeśli chodzi o tytuły i to wszystko, nie powiem, że mnie to nie obchodzi, ale ma to dla mnie względne znaczenie. Mówię ci prawdę.

Co więc zabrałeś ze sobą z Barçy?

Nie sądzę, by ktokolwiek był lepszy wygrywając lub przegrywając. Nie, zobaczmy. To było nowe doświadczenie, przejście do Barcelony było sensacyjnym przeżyciem. A także wyzwaniem, prawda? A potem, przezwyciężenie tych sytuacji, w których widzisz, że musisz dostosować się do pewnych kwestii i że jesteś w stanie je przezwyciężyć, w jakiś sposób cię pociesza, sprawia, że czujesz się dobrze, ponieważ widzisz, że jesteś w stanie. To było dla mnie najważniejsze. Potem, tak, są chwile, kiedy mówisz: "cholera, to było tak, był inny sposób". Ale naprawdę, daj spokój, niczego bym nie zmienił. Było jak było, kropka.

Miałem przyjaciela, który zawsze powtarzał mi, że strzeliłeś pięć goli Realowi, zdobyłeś tytuły, w tym Puchar Króla po spektakularnej goleadzie, a wydaje się, że rozegrałeś tylko dwa mecze, przeciwko Romie i Liverpoolowi. Czy nadal masz to poczucie, że zostałeś uznany za winnego?

To właśnie powiedział ci mój przyjaciel Jonan. I nie, nie mam takiego poczucia. To bzdura. Nie wiem, czy powinienem to mówić. Są ludzie w Barcelonie, którzy powiedzieli mi, że kiedy przychodzisz do Barçy, ważne jest, aby mieć lobby.

A dlaczego ty nie miałeś lobby? Mogłem to zrobić.

Cóż, nie miałem lobby. Jaki to ma sens, jeśli ostatecznie nie przyniesie ci to nic dobrego? Bardzo dobrze było trenować Barçę, z dobrymi i złymi chwilami. Nie zamierzam się nad tym rozwodzić, ani nad niczym innym, ponieważ ostatecznie nie chcę też na nic narzekać. Sprawy są takie, jakie są. Byłem wcześniej trenerem innej drużyny stamtąd, grałem w Barçy, znałem miasto, które uwielbiam - nawiasem mówiąc, minęło wiele czasu, odkąd tam ostatnio byłem - i podpisali ze mną kontrakt. Przybyłem po świetnym trenerze, jakim był Luis Enrique, z określoną drużyną. Neymar odszedł, starałem się jak najlepiej dostosować do sytuacji i wszystko poszło dobrze. Nie, przepraszam: sprawy potoczyły się bardzo dobrze, bardzo dobrze.

Człowieku, poradziliby sobie lepiej, gdyby mieli innego prezydenta, ale to osobista opinia.

Nie, nie idźmy tam. To twoja opinia. Ja nie mam nic do powiedzenia czy zarzucenia na tym etapie tego filmu.

Minęło trochę czasu, odkąd byłeś w Barcelonie i bardzo polubiłeś to miasto. Czy może zmieniło się to po tym, jak zostałeś trenerem Barçy?

Co masz na myśli? Wcale nie, moja rodzina czuła się swobodnie. Słuchaj, na nic nie narzekam. Wygraliśmy to, co wygraliśmy, sprawy skończyły się tak, jak się skończyły... I tyle. Bardzo lubię Barcelonę, tak, mieszkałem na ulicy Paris, w Les Corts, w domu, który kupiłem, na ulicy Montnegre, potem w dzielnicy Sarrià... Ale to prawda, że nie byłem tam już przez długi czas. Lubię Barcelonę, tak.

A czy masz w sobie DNA cruyffisty?

Nie. Nie wiem, co to jest.

To jakie jest twoje DNA? Gasteiztarra?

Przypuszczam, że tak. Tam dorastałem. Byłem nazywany cruyffistą 500 razy. I przypuszczam, że mam coś w sobie, ponieważ, trochę lub nawet dużo, posiadanie go jako trenera coś w tobie zaznacza. Ale mogę też powiedzieć, że z Cruyffem rzucaliśmy dalekie piłki do Alexanko, kiedy przegrywaliśmy. Ale to DNA to trochę ściema. Kiedy pojawia się dobry zawodnik, mówi się: "on ma DNA Barcelony". Kiedy pojawia się zły zawodnik: "on nie ma DNA". Jasne.

A ile zapłaciłbyś za baskijskiego Haalanda?

Gdyby pojawił się baskijski Haaland, wiesz, co by się stało? Ano oddalibyśmy most wiszący do jego dyspozycji, żeby został w Athletiku, choć pewnie jakiś szejk wpłaciłby klauzulę. A z tego, co klub by dostał, moglibyśmy zatrzymać Lezamę i opłacić pół drużyny. W końcu taka jest nasza rzeczywistość. I hej, nam też nie idzie najgorzej, niech to trwa.

Czy ten Athletic to jakiś cud?

Z biegiem czasu? Cóż, tak, trochę cud, tak długo broniąc tej filozofii, tego zaangażowania. Tak, to jest cud. Pozostać tu przez tyle sezonów. Zawsze jesteś narażony. Spójrz na to, co stało się ze wszystkimi zespołami. W końcu zawsze jesteś narażony na zły rok, to rachunek prawdopodobieństwa, prawda? Przydarzyło się to wszystkim, z wyjątkiem Barçy, Madrytu i nas. To, co masz w Athletiku, to bardzo silne poczucie przynależności. Bycie z Athletiku, granie dla Athletiku - to coś innego, nie da się tego wyjaśnić.

Peio Agirreoa powiedział mi niedawno, że Athletic to Iribar, że bez niego nic nie byłoby takie samo.

Jeśli trzeba o czymś mówić, o kimś, kto reprezentuje wszystko, to oczywiście o nim. Ze względu na postać, jaką był dla wszystkich, ale nie dla wszystkich tutaj, mam na myśli świat. Byłem zawodnikiem Heynckesa w Niemczech, a on przyprowadził ze sobą przyjaciela. Jedliśmy obiad, Iribar był trenerem bramkarzy i Jupp mu go przedstawił. I ten człowiek, stary człowiek, zaczął płakać, przysięgam. Iribar reprezentuje znacznie więcej niż tylko Athletic. Reprezentuje nas.

Czy teraz, gdy kamery wchodzą do szatni, czujesz się niekomfortowo?

Ale tak to już jest: biznes. Klub dostaje więcej pieniędzy. A my jesteśmy w masowym spektaklu, to wystarczyło. Trzeba było to zrobić i tak się stało. Ale nie podoba mi się, dokąd to prowadzi. Skończy się na tym, że sprzedadzą piłkę.

Miałeś oferty z Chin, Kataru, zrezygnowałeś z dużych pieniędzy. Nie miałeś nawet ochoty jechać do Anglii?

Cóż, pojechałbym do Anglii. Ale ostatecznie, z tego czy innego powodu, tak się nie stało. Nie wiem, w życiu często chodzi o okoliczności, prawda? Po zakończeniu etapu w Barcelonie, prawda jest taka, że byłem tam... Wolałem zatrzymać się na jakiś czas, ponieważ trenowałem przez wiele lat i nie wiem, potrzebowałem się zatrzymać. W tamtym czasie, to prawda, że miałem okazję udać się w pewne miejsca.... Ale tak naprawdę nie lubię mówić o tym, czego nie zrobiłem. Nie wiem, po prostu nie miałem na to ochoty i tyle.

Dlaczego zatrzymałeś się na tak długo po Barçy? Xavi powiedział mi, że Barça to maszyna do miażdżenia ludzi. Potrzebowałeś tego?

Nie, nie, odchodzisz z Barçy i mówisz, że masz ochotę zatrzymać się na chwilę, to wszystko. Miałem przerwę także wtedy, gdy odchodziłem z Espanyolu, gdy wyrzucono mnie z Villarrealu, gdy wróciłem z Olympiakosu, po odejściu z Valencii. Powinieneś wiedzieć, że w tego typu sprawach podejmuję decyzje, które są nieco ryzykowne, prawda? Podjąłem decyzję o przejściu do Olympiakosu, o którym nie wiesz, jaki to klub; o odejściu z Athleticu; o odejściu z Valencii, kiedy walczyła o Ligę Mistrzów...

Twój agent, Iñaki Ibáñez, często powtarza, że robisz sobie takie przerwy, ponieważ jesteś nietypowym trenerem: lubisz jeździć na rowerze, malować, słuchać muzyki i robić zdjęcia. Inny po miesiącu nie może wytrzymać bez trenowania. Też tak masz czy masz dużo innych rzeczy do zrobienia w życiu?

Cóż, w końcu piłka nożna zawsze wraca... Przestajesz trenować lub grać i mówisz: "No, będę miał wspaniałe lato". Jesteś w czerwcu, lipcu... Zajebiście. I sierpień też. I wrzesień, pogoda jest nadal dobra, bardzo spokojna. Jest dobrze, ale zaczynasz oglądać mecze, masz przyjaciół, którzy już rywalizują. Październik też, mniej więcej, chociaż pogoda zaczyna się trochę psuć i zaczynasz myśleć i zaczynasz oglądać więcej piłki nożnej i jest już inaczej. A w listopadzie mówisz: "Niech mnie diabli!". To taki proces, w którym przez pierwsze trzy, cztery miesiące radzisz sobie bardzo dobrze, ale potem....

W sierpniu pewien znajomy już do ciebie dzwonił, szukając zespołu, prawda?

Nie, moi przyjaciele mieli bardziej listę miast, które chcieli odwiedzić.

A kiedy nie pracujesz, oglądasz mecze myśląc: "Ale stary, zdejmij tego, wprowadź tego"?

Nie ma mowy! Nigdy! Nie, nigdy. Ale nie jestem jednym z tych, którzy torturują się myśląc: "Powinienem był to zrobić, a tego nie zrobiłem". Jeśli podejmuję decyzję, to ją podejmuję. Uwielbiam Leóntxo Garcíę. Ilekroć go słucham, gdy mówi o grze, zawsze powtarza zdanie, które uwielbiam: z perspektywy czasu bardzo łatwo jest powiedzieć, że powinien był przesunąć pionek lub pomylił się, przesuwając ten pionek. Bo oczywiście trzeba się postawić w jego sytuacji, on miał problemy z czasem, może tak i tak, ale może ten później...

Czy to prawda, że zapominasz nazwiska zawodników w rozmowach?

Od czasu do czasu tak. Patrzę na niego i nie kojarzę nazwiska. Ale jak już to wiedzą, ktoś mówi: "De Marcos". A ja mówię: "Zgadza się, De Marcos". Cholera, spędziłem miesiące nazywając biednego Mikela Vesgę "Kepą", jak jego ojciec, bo z nim grałem. I zwykłem nazywać Andera "Iru Aitorem", tak samo, po jego ojcu.

W której szatni grało ci się najlepiej?

Miałem dużo szczęścia. Od Alavés do ostatniej w Mallorce, nie sądzę, by była jakaś zła. Ta w Barçy była spektakularna, w Espanyolu świetnie się bawiłem, te w Athleticu były świetne, a tej w Sestao nawet nie potrafię opisać..... Bardzo dobre.

Hej! Na koniec, derby. La Real [wywiad został przeprowadzony przed meczem Real Sociedad 3:0 Athletic Club - przyp. red.]?

To skomplikowane. Real Sociedad to świetna drużyna, mają bardzo dobrych zawodników i świetnego trenera, który jest również bardzo fajnym facetem. La Real pracuje bardzo, bardzo dobrze. Zrobili ważny krok naprzód w ostatnich latach, z ważnymi graczami, takimi jak Ødegaard, Isak, Silva, zawodnikami o wysokiej jakości i bardzo konkurencyjnymi, którzy sprawili, że się rozwinęli. Teraz są intensywni, silni w pojedynkach i w polu karnym. To trudny mecz, ale wyjdziemy na boisko, aby rywalizować.

*Wywiad będzie miał drugą część, w której odkryjemy bardziej osobistą stronę Valverde. Jego miłość do fotografii, gitary i młodość w Kraju Basków [uwaga przeprowadzającego wywiad]

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (66)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy