Pozyskanie przez Barcelonę Mikayila Faye było bardzo nieoczekiwanym posunięciem katalońskiego klubu, zwłaszcza że o Senegalczyku było wiadomo bardzo niewiele. Okazało się jednak, że o defensora rywalizowały bardzo poważne marki, a Barça w ostatniej chwili zapewniła sobie usługi zawodnika.
Już w momencie przeprowadzania operacji pojawiły się doniesienia, że w grze były Chelsea i Borussia Dortmund. Toni Juanmarti ze Sportu donosi, że pierwszy z klubów był bardzo blisko pozyskania Faye. Według dziennikarza Barça śledziła grę Senegalczyka już od pewnego czasu i miała świetne raporty na jego temat, w dużej mierze dzięki pracy Moussy Kone, który jest odpowiedzialny za obserwowanie graczy z Afryki. Barcelona nie spieszyła się jednak z wykonaniem ostatecznego ruchu, aby sprowadzić 19-latka, ze względu na trudną sytuację finansową, zmiany w strukturze sportowej czy inne planowane operacje.
Jak relacjonuje Juanmarti, w tym czasie wzrastała liczba klubów zainteresowanych obrońcą, a Katalończyków miały wyprzedzić Chelsea i Genk. Obie ekipy złożyły lepszą propozycję na poziomie finansowym i miały określony projekt dla Faye. Genk chciał włączyć defensora bezpośrednio do pierwszego zespołu, a koncepcja Chelsea polegała na wypożyczeniu go do ligi francuskiej. Anglicy i Belgowie naciskali tak mocno, że Barcelona stanęła pod ścianą i musiała dokonać wyboru. Albo sprowadzi Faye teraz, albo piłkarz odejdzie gdzieś indziej. Zdaniem dziennikarza Sportu Chelsea miała już nawet gotową dokumentację.
Ostatecznie Barcelona postanowiła zrealizować transfer. Według Juanmartiego, jeśli klub zwlekałby jeszcze kilka godzin, Faye podpisałby kontrakt z Chelsea lub Genkiem. Dziennikarz ocenia jednak działania Barçy ws. Senegalczyka jako błyskotliwe i szybkie. Patrząc na poziom prezentowany przez obrońcę w pierwszych spotkaniach rezerw, a także jego potencjał, trudno nie zgodzić się, że to może być świetny ruch Barcelony.
Komentarze (8)