Piłkarzom Barcelony pozostały cztery mecze do dokończenia sezonu, w którym wszystko mają już rozstrzygnięte. Warto więc zwrócić uwagę na sytuację w innych sekcjach sportowych. Już dziś koszykarze Barcelony powalczą z Realem Madryt o miejsce w finale Euroligi.
Do niedzieli będzie już wszystko jasne, jeśli chodzi o zmagania w najważniejszych europejskich rozgrywkach klubowych w koszykówce. Barcelona dość pewnie dotarła do czołowej czwórki tych rozgrywek. W fazie zasadniczej Katalończycy zajęli drugie miejsce za Olympiakosem, nieznacznie wyprzedzając Real Madryt dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich starć. W walce o Final Four Barcelona zmierzyła się z Żalgirisem, a w serii, która rozstrzygała się po trzech zwycięskich meczach, wygrała 3:0. Z kolei Los Blancos pokazali charakter w starciu z Partizanem. Przegrali bowiem dwa pierwsze pojedynki i stracili ważnych graczy na skutek zawieszenia po bójce na parkiecie, po czym pokonali rywali w trzech kolejnych konfrontacjach (w ostatnim z nich przegrywali w pewnym momencie 18 punktami) i zdołali wywalczyć awans.
Rywalizacja w Final Four odbywa się już na zasadzie pojedynczych meczów w półfinale, finale i pojedynku o trzecie miejsce. Wszystkie trzy spotkania będą rozgrywane w Kownie, miejscu urodzenia trenera Barcelony Sarunasa Jasikeviciusa. „Ta hala jest jak mój dom” – powiedział popularny Saras, którego bilans w spotkaniach z Królewskimi w ostatnich trzech sezonach to 15 zwycięstw i 9 porażek. Co ciekawe, Barça drugi raz z rzędu zmierzy się z Realem na tym etapie zmagań. W poprzednim sezonie Duma Katalonii, mimo wygrania fazy zasadniczej, minimalnie przegrała 83:86. Los Blancos w finale ulegli jednak jednym punktem Anadolu Efes. Do tej pory Barcelona i Real cztery razy rywalizowały ze sobą w półfinale Euroligi, a bilans to 3:1 na korzyść Królewskich. AS nazwał tę konfrontację „przeklętą” nie bez powodu – jej zwycięzca za każdym razem przegrywał w wielkim finale. W tym sezonie będzie tam czekać zwycięzca fazy regularnej Olympiakos lub rewelacja rozgrywek Monaco (mecz o 17:00).
Barcelona podejdzie do dzisiejszej rywalizacji w bardzo dobrej formie, bo notuje serię 11 zwycięstw z rzędu (7 w rozgrywkach ligowych). Z kolei Real wygrał 7 kolejnych spotkań. Katalończycy będą szczególnie liczyć ma graczy z przeszłością w NBA Nikolę Miroticia i Tomasa Satoransky’ego, a także na Nicolasa Laprovittolę. Jasikevicius będzie musiał zaplanować zatrzymanie potężnego centra Los Blancos Waltera Tavaresa (221 cm), który jest nie tylko czołowym zbierającym i blokującym Euroligi, ale też potrafi zdobywać punkty. Zdecydowanie najlepszym strzelcem Królewskich jest jednak Dzanan Musa. Obaj ci koszykarze znaleźli się w najlepszej piątce tego sezonu Euroligi. Z graczy Barçy Mirotić trafił do drugiej piątki, choć rzutowo był skuteczniejszy od Musy. Po stronie Los Blancos może być euroligowe doświadczenie takich graczy jak Sergio Llull, Rudy Fernández czy Sergio Rodríguez. Ciekawy może być pojedynek mającego przeszłość w Realu Miroticia z Mario Hezonją, który przed latami spędzonymi w NBA reprezentował właśnie Blaugranę.
W Barcelonie zabraknie rzucającego obrońcy Cory’ego Higginsa, który przeszedł ostatnio operację pleców. Wrócili za to Jan Vesely i Nikola Kalinić. Natomiast trener Los Blancos Chus Mateu nie będzie mógł skorzystać z Yabusele (na skutek zawieszenia po wspomnianej bójce), Gabriela Decka i Vincenta Poiriera.
Barcelona na sukces w Eurolidze czeka już trzynaście lat. Koszykarze Dumy Katalonii na razie dwukrotnie sięgali po triumf w tych rozgrywkach, a w tym sezonie apetety są bardzo duże po trzecim z rzędu awansie do Final Four. Real był w tej fazie zmagań 7 razy w ostatnich 10 latach. To właśnie Los Blancos najczęściej wygrywali Euroligę, zdobywając 10 trofeów. Tegoroczny finał zaplanowano na 21 maja, a tego samego dnia odbędzie się też mecz o trzecie miejsce.
Mecz Barcelony z Realem rozpocznie się o 20:00. Spotkanie będzie można obejrzeć na żywo w polskiej telewizji tylko na kanale Polsat Sport Premium 2.
Komentarze (7)