Po świetnym występie w meczu z Villarrealem Ronald Araujo porozmawiał w luźnej atmosferze na Twitchu z Gerardem Romero. Urugwajczyk opowiedział o bieżącym sezonie, o Viníciusie czy o kontuzji, a także ujawnił, kogo sprowadziłby do Barcelony, gdyby był Mateu Alemanym.
Gerard Romero: Jak się czujesz?
Ronald Araujo: Dobrze, jestem zadowolony. Dobrze pracujemy i widać to w wynikach.
To normalne u ciebie, że po takim meczu jak wczoraj jesteś tak spokojny?
Jestem zadowolony z tego meczu i z tego, jak radzi sobie drużyna. Mamy za sobą trudny czas, a teraz idzie nam dobrze. To owoc ciężkiej pracy.
Czy to najlepszy moment od przybycia Xaviego dla ciebie i dla drużyny?
Tak, myślę, że tak. Trener mocno na nas postawił i skupił się na rzeczach, nad którymi wcześniej tyle nie pracowaliśmy.
Z czego wynika ta solidność w defensywie?
Dzięki pracy. Rozegraliśmy bardzo dobry presezon i czujemy się bardzo dobrze pod kątem fizycznym, a tego od dłuższego czasu nie było. Zbieramy teraz tego owoce. To coś, co musieliśmy poprawić względem poprzedniego sezonu. Widać, że drużyna jest solidna. Napastnicy też: wysoki pressing…
W meczu z Betisem cały zespół wrócił na pełnej szybkości do obrony…
Tak, pracujemy nad tym. Wszyscy razem wracamy, razem bronimy, razem atakujemy… Widać zaangażowanie tego zespołu, widać, jaką stworzyliśmy rodzinę.
Co czujesz, gdy ludzie mówią, że w tym momencie jesteś środkowym obrońcą w najlepszej formie na świecie?
Nadal pokornie pracuję, jak zawsze. Nie jestem teraz najlepszy, tak samo jak nie byłem kiedyś najgorszy. Wiem, że jeszcze jest nad czym pracować.
Jest ktoś, kto pomaga ci w poprawie gry piłką? Z każdym meczem wyglądasz coraz lepiej pod tym względem…
Myślę, że to praca Xaviego. Zawsze we mnie wierzył, zawsze mówił mi, że mam wielki potencjał. Wierzył, że będę dobrze grał i zbieramy teraz tego owoce. To coś, w czym bardzo się poprawiłem od przybycia Xaviego. Pochodzę z Urugwaju, gdzie gra się inny futbol. Zacząłem dosyć późno, bo w wieku 16-17 lat jeszcze byłem w domu. Grałem u siebie, w swojej dzielnicy… W wieku 17 lat ściągnęło mnie Montevideo. Spędziłem 5 miesięcy w juvenilu i awansowałem do pierwszego zespołu. Zagrałem rok, potem kolejny rok w Boston Rivers i… Barcelona! To była ogromna zmiana. Barça miała swoją unikalną filozofię, unikalny styl… Na początku było mi ciężko. Zaczynasz, a tam zawodnicy grają to od 8-10 lat.
Niektórym trudno to zrozumieć…
Tak, ludzie tego teraz nie rozumieją, bo chcą natychmiastowych wyników. Ja zachowałem wtedy pokorę. Na początku w Barçy B piłka koło mnie latała! Chodziłem samemu na boczne boisko w Ciutat Esportiva, żeby trenować: prawa, lewa, przyjęcie, podanie z pierwszej piłki… Sporo trenowałem i widać rezultaty na boisku. Trener na mnie postawił, zaufał mi i czuję się z piłką innym piłkarzem. Podejmuję dobre decyzje i to pomaga drużynie.
11 punktów przewagi…
Cóż, to też nas cieszy… Musimy być w górze. Jeszcze nic nie wygraliśmy. Jeszcze zostało sporo meczów. Wiedzieliśmy, jak ważne było wczoraj zwycięstwo, aby oddalić się na 11 punktów. W poprzednim sezonie to my musieliśmy odrabiać 15-16 punktów! To bardzo ważne, bo to dodaje nam pewności siebie. Jesteśmy na dobrej drodze.
Vinícius czeka tam na jakąś akcję? Ostatnio sobie z nim pięknie poradziłeś…
Vinícius to spektakularny piłkarz…
…Tak, tak, jasne… ale zrobiłeś z nim to, co zrobiłeś!
To spektakularny piłkarz, uwielbiam go! Bardzo trudno przed nim bronić. Jestem szczęśliwy, że wszystko wyszło nam dobrze, w dodatku to był finał… ale jeszcze dużo meczów przed nami i jeszcze przez niego trochę pocierpimy.
Ludzie piszą na czacie, że nie mówisz o nim źle, bo jesteś jego „tatusiem”! Ale ten Superpuchar dał wam spory zastrzyk pewności siebie…
Tak, to puchar, graliśmy przeciwko Realowi Madryt, graliśmy bardzo dobrze i nabraliśmy pewności siebie na kolejne mecze. Bardzo ważne jest też to, że młodzi w końcu wygrali puchar. Wcześniej sięgnęliśmy tylko po Puchar Króla…
Znałeś Christensena? Mówiło się, że Real wziął Rüdigera, czyli „tego lepszego” z Chelsea… Teraz tworzycie razem znakomity duet…
Christensen to świetny piłkarz… Znaliśmy go. Trzeba też wiedzieć, że jeśli Barça kogoś kupuje, to zawodnik jest dokładnie analizowany. Bardzo nam pomaga. Nie tylko Christensen, ale też Jules, Eric… Jesteśmy w bardzo dobrym momencie, jesteśmy rodziną, a rywalizacja jest zdrowa.
A jak tam Pedri i Gavi?
Cóż, są spektakularni. Czysta magia! Wszyscy wiemy jaki jest Gavi…
Musicie się nim opiekować! Ostatnio zarzucano mu nawet, że gra jak Casemiro…
On taki jest, nie ma w nim żadnej złości. Gra właśni w taki sposób. Nie wchodzi w rywala bez powodu, gra intensywnie. Czasem trafi kogoś na treningu i nic się nie dzieje, taki jest. Oczywiście, trzeba się nim opiekować, ale on taki jest. Jest wyjątkowy. Gra na wysokim poziomie w takim wieku…
Jak przeżyłeś mundial?
To był dla mnie trudny moment. Sporo cierpiałem. Straciłem wiele ważnych meczów. Wiedziałem też, że występ na mundialu był skomplikowany. Trochę mnie to stresowało, bo chciałem zdążyć i dużo pracowałem. Chciałem pomóc swojej reprezentacji. Zdecydowałem się na operację i konsultowałem to chyba z sześcioma doktorami. Gdybym zdecydował się na leczenie zachowawcze, byłoby bardzo trudno; przede wszystkim nie pojechałbym na mundial, a w dodatku mogłoby mi to zaszkodzić w przyszłości, a nawet w całej karierze. Jestem zadowolony, bo podjąłem dobrą decyzję. Już na drugi dzień przyszedłem do klubu, bo chciałem zacząć pracować, żeby pojechać na mundial, to było marzenie. Myślę, że gdybyśmy awansowali z grupy, mógłbym już grać. Klub nie chciał, abyśmy podejmowali jakiekolwiek ryzyko, co jest normalne, a reprezentacja chciała, abym grał, jeśli będę mógł. W żadnym momencie nie było żadnego przyspieszania powrotu.
Ostatecznie to twoja kariera i ty decydujesz, jesteś dorosły!
Tak, tak. Koniec końców to ja podjąłem decyzję. Gdybyśmy awansowali, to bym zagrał. Tak czułem. Szkoda, bo nie rozegraliśmy dobrego mundialu. Gdy wróciłem, byłem sfrustrowany. Poprosiłem o kilka dni wolnego, abym mógł polecieć do Urugwaju i zresetować głowę. Czułem się źle, nie mogłem spać w nocy. Cóż, to część futbolu. Posłuży mi to doświadczenie na później.
Jak ważny był dla ciebie Luis Suárez w Barcelonie?
Luis był i jest dla mnie bardzo ważny. Zawsze mnie wspierał, nie tylko piłkarsko, ale też na co dzień. Gdy awansowałem do pierwszego zespołu, zapraszał mnie do siebie na mate z nim i Leo. Luis zawsze do mnie pisze; po ważnym meczu, po kontuzji czy przy okazji nowej umowy… było wtedy sporo hałasu medialnego. Inne kluby oferowały dużo więcej niż Barca. Oczywiście trzeba to przemyśleć, ale od początku chciałem tu zostać.
Martwi cię to, że ta twoja nowa umowa jeszcze nie została zarejestrowana?
Nie, jestem spokojny. Klub mówi mi, że mają wszystko pod kontrolą. Jestem skupiony na rozegraniu dobrego sezonu. Później zobaczymy, ale jestem spokojny.
Osoby z działu komunikacji klubu mnie zabiją, ale… chciałbyś, aby Leo Messi wrócił do Barçy?
Oczywiście, Leo Messi jest najlepszym piłkarzem świata. To byłoby coś niesamowitego. Nie wiem, na ile jest to wykonalne, ale oczywiście, że bylibyśmy zachwyceni.
Niektórzy pytają: „po co?”, bo szatnia jest już bardzo zjednoczona… Ale gdyby udało się go sprowadzić na rok czy dwa…
To byłoby coś spektakularnego. To wielki kapitan. Genialny piłkarz i dobry człowiek. Bylibyśmy bardzo szczęśliwy, gdyby wrócił.
W czwartek mecz Barça – Manchester United. Jesteście podekscytowani, mimo że to Liga Europy?
Jesteśmy spokojni, bo na razie jesteśmy zmęczeni po wczorajszym meczu… sporo biegaliśmy. Od jutra będziemy już analizować Manchester.
Na jakiej pozycji wolisz grać?
Gdziekolwiek mi każą! Moją naturalną pozycja, na której czuję się komfortowo jest środek obrony, ale zawsze staram się dawać z siebie maksimum.
Czy jesteś najsilniejszym piłkarzem w kadrze? Jak wygląda TOP3?
Lewandowski i Jules są silni.
Z kim z zespołu jesteś najbliżej?
Naprawdę ze wszystkimi trzymam się dobrze, ale jeśli miałbym wybrać jedną osobę, to byłby to Ansu.
Ostatnio prasa robi wokół niego wielki hałas…
Ansu to spektakularny piłkarz, potrzeba cierpliwości. Miał kontuzję i bardzo trudne momenty, ale fizycznie jest już na 100%. Chyba ostatnio miał testy i wszystko wyszło dobrze. Potrzebuje zaufania, trochę naszej opieki i będzie dobrze. Pokazał już, jak może być dobry i na pewno znów taki będzie.
Wyobraź sobie, że jesteś Mateu Alemanym… kogo kupujesz do Barcelony?
Rodrigo Bentancur! Bardzo dobry zawodnik… i oczywiście Leo Messi!
Jak opisałbyś grę z Leo Messim?
Coś spektakularnego, wiele się od niego nauczyłem. Koledzy często się też mnie pytają, dla czego zawsze koło niego stałem, jak strzelał rzuty wolne… kiedyś nie mógł przez kilka meczów zdobyć bramki po rzucie wolnym, a jak stanąłem obok niego, to trafił. Więc pomyślałem, że dalej tak będę robił (śmiech). Wiadomo, że nie będę strzelał, ale sobie stanę! Cieszę się, że wygrał mundial, bo od zawsze o tym marzył.
Jesteś szczęśliwy?
Tak, mam rodzinę, co jest najważniejsze, a w dodatku moją pracą jest to, co lubię robić. Zawsze mówię, że jesteśmy uprzywilejowani, bo płacą nam za granie w piłkę!
Chciałbyś być kiedyś kapitanem Barçy?
Jeśli kiedyś nadarzyłaby się taka okazja, oczywiście, że byłbym zachwycony. Nie pracuję na specjalnie na to, ale wszystko co robię jest naturalne.
Tęsknicie za Gerardem Piqué?
Oczywiście!
Żartował z tobą też?
Ze mną nie. Mieliśmy bardzo dobre relacje, ale mi nigdy nie zrobił żadnego kawału!
Pewnie się bał!
Komentarze (14)