Nikola Mirotić: Nie podpisałbym się pod zdobyciem z Barceloną tylko Euroligi w tym sezonie

Bartosz Pluciński

18 stycznia 2023, 19:00

Mundo Deportivo

2 komentarze

Fot. Getty Images

  • Koszykarska drużyna Barçy zajmuje obecnie drugie miejsce w lidze hiszpańskiej (ACB) oraz czwarte w Eurolidze [odpowiedniku piłkarskiej Ligi Mistrzów - przyp. red.]
  • Największa gwiazda zespołu, Nikola Mirotić, jest na drodze do odzyskania swojej najlepszej formy po prawie półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją lewego ścięgna Achillesa
  • 32-letni Czarnogórzec udzielił wywiadu Mundo Deportivo, w którym skomentował swoją rehabilitację, obecną formę oraz szansę Barcelony na zdobycie trofeów w tym sezonie

José Ignacio Huguet: Przede wszystkim, jak się czujesz po kontuzji ścięgna Achillesa?

Nikola Mirotić: Czuję się dobrze, mam coraz lepsze odczucia. Lekarze już mi wytłumaczyli, że pierwszy miesiąc to proces adaptacji, ciało musi się dostosować. Był moment, w którym trochę mnie to kosztowało, ale myślę, że teraz to bardziej kwestia koszykówki niż ścięgna. Nie martwię się, bo jestem w dobrych rękach.

Prawie pół roku bez gry, jak sobie z tym radziłeś? Nigdy nie byłeś tak długo poza grą...

To prawda. Trochę dziwnie być tak długo bez koszykówki, musząc oglądać ją z zewnątrz. Dużo więcej czasu spędziłem na siłowni, na leczeniu i oglądając koszykówkę z zewnątrz. Dobrą rzeczą, jeśli w ogóle można o czymś tak powiedzieć, jest to, że ominął mnie najmniej ważny okres, czyli początek sezonu, i że zdążę na najważniejsze spotkania.

Zastanawiam się, czy była opcja poddania się operacji i czy została ona ostatecznie wykluczona...

Nie wiem. Prosiłem ich, żeby powiedzieli mi, co jest dla mnie najlepsze. Wiem, że wszystko zostało bardzo dobrze przeanalizowane i wybrano opcję zastrzyków. I szczerze mówiąc, leczenie się sprawdziło, dotrzymaliśmy terminów i czuję się teraz dobrze.

Od jakiegoś czasu jest coraz więcej kontuzji gwiazd. Czy uważasz, że powinno się zmniejszyć liczbę rozgrywanych spotkań?

Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, by o tym mówić, ale będąc ważnym zawodnikiem Euroligi myślę, że mogę wyrazić swoją opinię. I tak, meczów jest za dużo. A tym bardziej dla nas, grających w lidze hiszpańskiej, która jest bardzo wymagająca. Ostatnio widzimy coraz więcej trenerów mówiących o tych sprawach: Trinchieri, Itoudis, Scariolo... To dla nich trudne, bo prawie nigdy nie mają pełnego składu. A ja nie wyobrażam sobie tych, którzy grają w reprezentacjach, to szaleństwo i duże ryzyko dla zawodnika. Również dlatego koszykarze ostatnio mniej wytrzymują i przechodzą na emeryturę w młodszym wieku. W tym sensie uważam, że związek graczy (EuroLeague Players' Association; ELPA) musi nas bardziej chronić.

Nikt nie wiedział o twojej kontuzji Achillesa, aż do momentu, gdy ta wiadomość wypłynęła w Serbii pod koniec lipca. Dlaczego pod koniec sezonu nie informowano o twoich problemach fizycznych?

Zespół wiedział, że już pod koniec sezonu odczuwałem dyskomfort, prawdopodobnie z powodu zmęczenia nagromadzonego w ciągu roku. Kiedy byliśmy już w playoffach, nie było mowy o zatrzymaniu się, przynajmniej dla mnie. W końcu to ja zdecydowałem się na dalszą grę, chciałem być dla drużyny i pomagać. To prawda, że nie mogłem grać na najwyższym poziomie, kontuzja ścięgna jest dość dokuczliwa, ale udało mi się ukończyć sezon. Od razu potem zrobiliśmy więcej testów, żeby sprawdzić, czy się pogorszyło i zdaliśmy sobie sprawę, że ścięgno ucierpiało bardziej niż myśleliśmy.

W tym czasie był wielki alarm, ponieważ nie było jasne, co się dzieje...

Tak, otrzymałem wiadomości o serbskich mediach mówiących, że Mirotić zerwał ścięgno Achillesa na wakacjach. Ludzie nie byli informowani. Klub chciał mnie chronić, dopóki nie zobaczymy, co będzie najlepsze dla mojego powrotu do zdrowia, jaki będzie następny krok. Dlatego wyjaśnienie mojej sytuacji trwało nieco dłużej.

Grasz już od półtora miesiąca, a Sarunas Jasikevicius [trener Barçy Bàsquet – przyp red.] nadal ściśle przestrzega zasad dotyczących liczby rozgrywanych przez ciebie minut w ACB, trochę mniej w Eurolidze. Jak długo będzie trwało to dozowanie wysiłku?

Myślę, że czas ograniczeń już za nami. Teraz to zależy od mnie, od moich uczuć. Lepiej reaguję, choć oczywiście muszę przyznać, że nadal nie jestem gotowy na sto procent, widać to na boisku. Jestem najbardziej krytyczny wobec siebie, wiem, że muszę się poprawić. Czasami docieram już tam na poziomie mentalnym, ale jeszcze nie na fizycznym. Ale wszystko idzie dobrze, jestem spokojny i szczęśliwy, że wracam do drużyny.

Jak myślisz, kiedy zostawisz problemy za sobą i wrócisz do dawnego siebie?

Cóż, myślę, że przed Pucharem powinienem być już gotowy na sto procent. W styczniu przygotuję się do tych rozgrywek.

Co się dzieje z twoimi trójkami? W ostatnich sześciu meczach trafiłeś tylko 4 z 26, co daje 15% skuteczności... Z drugiej strony, rzucasz fantastycznie za dwa punkty (77%; 20/26).

Znam te liczby. My, strzelcy, mamy swoje okresy, w których wszystko nam wpada i takie, gdy częściej pudłujemy. To jasne, że jestem w momencie, w którym nie rzucam trójek, za to wpada mi więcej za dwa, ale jeśli spojrzysz na statystyki dotyczące całego sezonu, to nadal jest to powyżej 40% skuteczności, co jest bardzo dobre. Myślę, że ma to wiele wspólnego z tym, o czym rozmawialiśmy, zmęczeniem, nogami, tym, że wciąż nie jesteś w stu procentach taki, jaki chciałbyś być. Nie mam wątpliwości, że ten etap minie.

Czyli nie możemy wywnioskować, że Mirotic ma tendencję do bycia bardziej graczem podkoszowym?

Nie, nie, to jasne. W końcu muszę być wierny swojej grze, grać zarówno pod koszem, jak i na obwodzie, bo to właśnie zawsze czyniło mnie groźnym zawodnikiem.

Jak przeanalizowałbyś występy Barçy w tym sezonie?

Solidnie, szczerze - solidnie. Mieliśmy swoje upadki, rollercoaster, jak to się tutaj nazywa, ale nie ma się czym przejmować. Pomimo tak wielu kontuzji i zmian tak wielu zawodników, myślę, że radzimy sobie dobrze, starając się dostosować do rytmu i gry, która jest od nas wymagana. Oczywiście, możemy i musimy być lepsi, w wielu aspektach, ale mam zaufanie do tego zespołu. Nie ma sensu być dobrym teraz, jeśli nie jest się dobrym na końcu sezonu. Teraz jest moment, w którym musimy zrobić krok do przodu i jestem pewien, że to zrobimy, bo wiemy o co gramy.

Mówisz o solidności, ale macie wiele wzlotów i upadków w dużej liczbie meczów, łączycie świetne minuty z dużo słabszymi…

To prawda. Mówiąc solidny, miałem na myśli bardziej to, gdzie jesteśmy w tabelach. Ale zgadzam się, mamy załamania, czasami jesteśmy 13 czy 15 punktów na plusie i pozwalamy przeciwnikowi nas dogonić. Myślę, że to brak koncentracji, a także brak przywództwa, jak mówi trener, ze strony nas, najważniejszych zawodników; nie powinniśmy na to pozwalać. To najważniejsza rzecz, którą musimy poprawi - mieć większą ciągłość podczas meczów.

Jasikevicius prawie zawsze usprawiedliwia porażki wskazując, że nie był w stanie przygotować was mentalnie do gry. Czy przegrywacie mecze z powodu problemu z nastawieniem?

Mogę się zgodzić, że zdarzało nam się to w wielu meczach, gdzie nie robiliśmy tego, o co prosił nas trener. Ale muszę też powiedzieć, że to nie jest takie proste, jest wiele spotkań, nie można być na swoim najlepszym poziomie w każdym z nich. Nic nie jest łatwe. Jeśli spojrzysz na to, jak wymagająca jest Euroliga, gdzie każdy może wygrać z każdym, to gdy przegrywamy, nie możemy być zbyt negatywnie nastawieni. Musimy zrobić krok do przodu jako zawodnicy, a także sztab trenerski; jeśli widzimy, że coś nie działa, musimy to poprawić. Jesteśmy zespołem i rozwijamy się razem.

Calathes był twoim wielkim przyjacielem i głównym partnerem na boisku. Brakuje ci go?

Brakuje mi Calathesa pod każdym względem. Po pierwsze jako wielkiego przyjaciela, wytworzyła się między nami wielka przyjaźń w Barcelonie, nadal jesteśmy ze sobą w kontakcie, on jest bardzo szczęśliwy w Turcji, a ja jestem szczęśliwy z jego powodu. I oczywiście brakuje mi go też na boisku w niektórych sytuacjach, to typowy zawodnik, który zapewniał ci sześć punktów, nie męcząc cię. Ale muszę powiedzieć, że jestem też zadowolony z tego co mamy, Satoransky to świetny zawodnik, facet, który gra coraz lepiej, ma swoją fizyczność, eksplozywność. Oczywiście chciałbym, aby Nick został tutaj, nie mogę temu zaprzeczyć, ale jestem też zadowolony z tego, co mam.

Podaj swoją ocenę zmian, jakie drużyna przeszła tego lata.

Uważam, że przeprowadziliśmy bardzo dobre transfery. Nie jestem jedną z tych osób, które lubią wtrącać się w decyzje podejmowane przez klub, to klub rządzi. Ale udało się. Podpisaliśmy Kalinicia, Vesely'ego, Tobey'a, Da Silvę... to inni zawodnicy niż ci, których mieliśmy. Mówiąc o Kaliniciu i Veselym - to zawodnicy z dużo większym charakterem, którzy nie potrzebują tak bardzo piłki, to bardziej…

...dranie?

(śmiech) Tak, to bardziej skurczybyki, tego Saras [Sarunas Jasikevicius – przyp. red.] wymagał od zespołu i teraz to mamy. Bardzo dobrze się adaptują, to bardzo profesjonalni i pracowici zawodnicy. Mamy bardzo kompletny i szerszy skład.

Czy po tych zmianach Barça gra inaczej niż w poprzednim sezonie?

Nie bardzo. Cały czas próbujemy grać coś bardzo podobnego do poprzedniego sezonu.

Gdzie zyskaliście, a gdzie straciliście?

To się okaże na koniec sezonu. Tytuły powiedzą. Myślę, że rywalizujemy o wszystko.

Wydaje się, że Barça nie gra na 100% swoich możliwości, ale w tym sezonie nie ma rywala, który wyróżniałby się na tle innych, ani Real Madryt, ani Efes, ani tym bardziej Milan czy CSKA...

Jesteśmy o jedną wygraną od pierwszego miejsca. Nie lubię mówić za dużo o innych, ale to prawda. W zeszłym roku byliśmy lepsi w grupie, ale wcale się nie martwię, ponieważ mieliśmy dwa lata, w których byliśmy niesamowici na tym etapie sezonu, a potem nie skończyliśmy dobrze. To dobrze, że tacy jesteśmy, to lepsze niż bycie „nadludźmi” czy faworytami, to nam nie pomaga.

Kto jest według ciebie najsilniejszym przeciwnikiem, którego macie w tym roku w Eurolidze?

Myślę, że wiele się nie zmieniło, po prostu zespoły są solidniejsze. Real jest zawsze w tym gronie, Efes też jest dużym faworytem, Olympiakos jest bardzo dobry, Monaco się wzmocniło, Fenerbahçe... W tym roku będzie trudno być w pierwszej czwórce. To będzie bardzo ważne w tym roku, aby mieć przewagę boiska, ponieważ można grać przeciwko wielkiej drużynie.

Do tej pory mówiliśmy o teraźniejszości, teraz porozmawiajmy o przyszłości. Za kilka tygodni skończysz 32 lata, jak długo widzisz siebie grającego?

To bardzo dobre pytanie. Są chwile, kiedy zadaję sobie to pytanie. Naprawdę. Zanim powiem o liczbie, muszę powiedzieć, że jestem jednym z tych graczy, którzy wolą grać tak długo, jak czują się dobrze. Jeśli tak się nie czuję lub cierpię..., nie chcę być tam dla samego bycia. I to też nie jest sprawa pieniędzy. Chcę być tam tak długo, jak mogę pomóc, jak długo mogę grać dobrze i czuć się ważny w zespole. Miejmy nadzieję, że może to być jeszcze cztery lub pięć lat.

Czy przejdziesz na emeryturę w Barçy?

To jest trochę bardziej skomplikowane pytanie, żeby na nie odpowiedzieć. Nie mogę powiedzieć, że nie chciałbym, ale to zależy od wielu rzeczy.

Z klubu wyciekły informacje, że chcą zmniejszyć budżet sekcji. Czy rozmawiają z Tobą o zmniejszeniu pensji?

Szczerze mówiąc, nie. Odkąd rozmawialiśmy w zeszłym roku w trakcie sezonu, klub nie wywierał na mnie żadnej presji ani nie rozmawiał ze mną o zmniejszeniu budżetu. Klub wie, że mam jeszcze dwa gwarantowane lata kontraktu, jestem tu bardzo szczęśliwy, bardzo zadowolony z zarządu i zawsze chętny do rozmów i słuchania. Ten klub ma dla mnie znaczenie, myślę, że oni to wiedzą, dlatego tu jestem, dlatego przyszedłem. Cieszę się tym i jestem szczęśliwy tutaj w Barcelonie.

Podobno już kilka razy obniżałeś pensję?

Tak, zrobiłem to kilka razy, gdy mnie o to poproszono i nie wahałem się. Ostatnim razem nie mogliśmy dojść do porozumienia z powodu różnych sytuacji. Ale potrafię słuchać i jeśli mogę pomóc, to pomogę.

Wracamy do teraźniejszości. Za kilka tygodni będziecie w grze o pierwszy ważny tytuł w sezonie, Copa del Rey - bronicie tego tytułu. Czy przyjeżdżacie jako faworyci?

W tym roku nie jesteśmy faworytami w żadnej sytuacji. Wygraliśmy dwa ostatnie Puchary, to prawda, ale mamy jeszcze czas, aby lepiej się przygotować. W Pucharze nie ma faworytów, oczywiście zazwyczaj wygrywa Real lub Barça, ale zawsze może zdarzyć się niespodzianka.

Czy Barça regulowała swoje wysiłki w tych pierwszych miesiącach, aby w lepszej formie dotrzeć do ważnych momentów sezonu, tych, które zaczynają się od Copa del Rey?

Nie chodzi o to, że chcieliśmy przegrywać mecze, ale w obecnej sytuacji nie uważam, że jest się czym przejmować. Zespół będzie ciężko pracował, a przy tak wymagającym trenerze nie ma wątpliwości, że postaramy się wydobyć z siebie to, co najlepsze. Idziemy w inną stronę niż w ostatnich latach, ale myślę, że to może być plus.

W zeszłym roku zdobyliście Puchar, ale potem rozsypaliście się w Final Four Euroligi i playoffach ACB...

Wygraliśmy Puchar i to był dla nas impuls, byliśmy też bardzo dobrzy dwa lub trzy tygodnie później. Potem trochę opadliśmy z sił. Musimy uznać, że przegraliśmy, bo druga drużyna zasłużyła na zwycięstwo. Po przegranym Final Four nie byliśmy w dobrych nastrojach, moja kontuzja też nie pomogła, choć to nie jest usprawiedliwienie. Pracowaliśmy cały rok, aby wygrać, ale nie byliśmy w stanie. Musimy wyciągnąć z tego wnioski.

Czy podpisałbyś się pod zdobyciem tylko jednego tytułu, gdybyś mógł wybrać który?

Czy podpisałbym się pod zdobyciem Euroligi?

Tak, Euroligi lub jednego z trzech tytułów, które są do wygrania.

(myśli) Nie, nie podpisałbym się, walczyłbym o wszystko. Wiem, że nie wygrałem żadnej Euroligi i niektórzy pomyślą, że teraz kłamię. Ale ja bym się pod tym nie podpisał. Gramy o trzy ważne tytuły. Idziemy po wszystko. Ja zawsze idę po wszystko.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (2)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze