El Confidencial: Agencja syna Joana Laporty brała udział operacjach FC Barcelony; klub zaprzecza [Aktualizacja 17:25]

Mateusz Doniec

2 grudnia 2022, 17:00

El Confidencial, Mundo Deportivo, Cadena SER

4 komentarze

Fot. Getty Images

Portal El Confidencial donosi, że Guillem Laporta, syn prezydenta FC Barcelony, prowadzi razem z dwoma innymi synami dyrektorów FC Barcelony agencję piłkarską, która brała udział m.in w sprowadzeniu Marcosa Alonso czy wypożyczeniu Sergiño Desta do Milanu. Potwierdzają to inne media, które zwracają uwagę, że takie działanie jest sprzeczne z ustawą o sporcie.

Jak informują różne hiszpańskie media takie jak El Confidencial, Cadena SER, Radio Barcelona czy Mundo Deportivo, trzech synów dyrektorów FC Barcelony pracuje jako agenci piłkarzy. Według MD klubowe źródła potwierdzają te doniesienia, ale zapewniają, że osoby, o których mowa, nie były zaangażowane w operacje dotyczące zawodników należących do klubu. Guim Laporta, syn prezydenta klubu, założył agencję "Top Level Football 77" wraz z Raúlem Verdú, byłym graczem m.in. Barçy i Espanyolu, która brał udział w niektórych operacjach, jak np. w przypadku sprowadzenia Marcosa Alonso.

Wedłu stacji SER Catalunya, obydwaj figurują w rejestrze jako właściciele wspomnianej agencji, założonej 18 lipca br. Firma ta współpracuje z Falim Ramadanim, jednym z wielkich europejskich agentów, który współpracował z Barçą przy operacjach sprowadzenia m.in. Alonso, Kessiego, Aubameyanga i Lengleta.

Klub wie, że synowie prezydenta Laporty, a także wiceprezydentów Rafaela Yuste i Xaviera Puiga są zaangażowani w reprezentowanie piłkarzy. Klub twierdzi, że Guillem Laporta ma "czerwoną linię" narzuconą przez swojego ojca: nie może robić interesów z żadnym zawodnikiem Barcelony ani z samym klubem. - Guillem nigdy nie był zaangażowany w transakcję z udziałem zawodnika Barçy w trakcie kadencji Joana Laporty. Prezydent zabronił swojemu synowi występowania w jakichkolwiek operacjach z udziałem zawodników Barçy - zapewniają dziennik Mundo Deportivo klubowe źródła.

Cadena SER zwróciła z kolei uwagę, że jeśli Guillem Laporta przekroczy tę granicę, to naruszy artykuł 147. ustawy o sporcie, który mówi, że "żaden dyrektor nie może zawrzeć kontraktu z firmą należącą do niego lub jego krewnych, wstępnych, zstępnych lub małżonków".

W programie "Què t'hi Jugues" w stacji Cadena SER zauważono, że z usług tejże agencji korzysta zawodnik drużyny cadete Barçy - 15-letni Marc Bernal. Co więcej, udało się potwierdzić za pośrednictwem różnych agentów, że syn Laporty dzwonił do rodziców młodzieżowych piłkarzy, aby zwerbować ich do swojej agencji. Zgodnie z tym, co klub powiedział dziennikowi Mundo Deportivo, Raúl Verdú zapewnia, że syn Laporty nie otrzymuje wynagrodzenia, gdy prowadzą interesy z Barçą, przyznając pośrednio, że agencja rzeczywiście prowadzi interesy z Barçą.

Według informacji portalu El Confidencial, Verdú przyznaje, że firma, którą dzieli z Guillemem Laportą, była zaangażowana w podpisanie kontraktu z Marcosem Alonso, a także w wypożyczenie Sergiño Desta do Milanu czy Lengleta do Tottenhamu. Portal zwraca też uwagę, że firma Top Level Football 77 SL została utworzona 7 lipca tego roku, czyli zaraz po otwarciu okienka transferowego, a jej celem jest "zarządzanie i reprezentowanie sportowców dowolnej kategorii, działalność zarządcza i administracyjna, usługi rekreacyjne i rozrywkowe".

Aktualizacja

17:25 W oficjalnym komunikacie FC Barcelony klub informuje, że dział Compliance (zgodności z prawem) zbadał całą sytuację i wyciągnął następujące wnioski:

- Po po przeprowadzeniu szeregu rozmów zarówno z osobami zainteresowanymi, jak i z innymi członkami działów piłki nożnej i finansów Klubu ustalono, że w żadnym przypadku Pan Guillermo Laporta nie uczestniczył w operacjach pośredniczenia w transferach lub wypożyczeniach Alonso, Lengleta czy Desta (ani żadnych innych). W związku z tym dyrektor ds. piłki nożnej, Pan Mateu Alemany, oświadcza, że Pan Guillermo Laporta nigdy nie uczestniczył w żadnym spotkaniu ani negocjacjach w żadnej z w.w. operacji.

- Nigdy nie dokonano żadnej płatności na rzecz wyżej firmy Top Level Football 77, a w rejestrach FC Barcelony nie ma żadnego zapisu o jakichkolwiek relacjach między klubem a firmą.

- Po rozmowach Panem prezydentem Joanem Laportą oraz z Panem Guillermo Laportą można potwierdzić, że obaj są w pełni przekonani, że Pan Guillem Laporta nie może uczestniczyć w żadnej operacji zawodowej z zawodnikami Klubu, respektując Statut FC Barcelony, Kodeks Etyczny, pozostałe regulacje wewnętrzne i obowiązujące przepisy.

- Zarówno Guillermo Laporta, jak i Raul Verdu wykonują swój zawód pośrednika w świecie piłki nożnej jako "freelancerzy", niezależnie od siebie. Obaj realizują współprace, które sporadycznie oferuje im rynek.

- Nie istnieje żadna operacja, która ze strony klubu i/lub zawodnika związanego z FC Barceloną spowodowała korzyść majątkową na rzecz pana Guillermo Laporty, ani ze strony spółki Top Level Football 77 S.L., ani pana Raúla Verdú.

- Spółka Top Level Football 77 S.L. rzeczywiście została utworzona kilka miesięcy temu przez pana Guillema Laportę i pana Raúla Verdú w oczekiwaniu na możliwość okazjonalnego świadczenia przez nich usług razem, co do tej pory nie miało miejsca, ponieważ spółka jest całkowicie nieaktywna, jak twierdzą, i co można potwierdzić w rejestrze.

- Zawodnik drużyny cadete A FC Barcelony (Marc Bernal) rzeczywiście jest reprezentowany przez Raula Verdu, który jest przyjacielem ojca piłkarza i również byłum piłkarzem.

Wniosek:

Departament Compliance stwierdza, że dzięki informacjom, które udało się do tej pory uzyskać, nie znaleziono żadnego naruszenia wewnętrznych regulacji FC Barcelony lub obowiązujących przepisów dotyczących niezgodności, konfliktu interesów i samozatrudnienia dyrektorów klubu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Zbyt mało informacji aby przyjąć konkretne stanowisko, ale wystarczająco aby podnieść kurz.
Pytanie gdzie lexy prawda :|

Niby człowiek wiedział a jednak się łudził

Lapciu jak pisior, ośmiornicę zrobi i opanuje całość