Były bramkarz Barçy Claudio Bravo udzielił niedawno wypowiedzi dla The Players' Tribune. Chilijczyk skomentował swój pobyt w klubie z Katalonii oraz odniósł się do rywalizacji w Ter Stegenem.
- Mówią, że bramkarzom trudno jest grać dla Barçy. Dla mnie to było naturalne.
- Trzeba było być bramkarzem, rozgrywającym i ostatnim obrońcą. Dla niektórych było to nowe, ale dzięki pracy z Julio w Colo-Colo grałem w ten sposób od dziecka. Czułem też, że mam osobowość, która poradzi sobie z presją.
- Kiedy wychodzisz na stadion przed 100 000 ludzi, przypominasz sobie pracę, która cię tam doprowadziła: dni, w których było ci zimno, dni, w których byłeś głodny, mecze na betonie, interwencje na piaszczystych boiskach, godziny spędzone w ciężarówce podczas dojazdów... a teraz jesteś tutaj. Zielona trawa. Niesamowici koledzy z drużyny. Powiedziałem sobie: ciesz się tym. Co dla mnie oznaczało dobrą zabawę i rywalizację na maksymalnym poziomie. Zawsze taki będę.
- Co było dalej? Osiem czystych kont z rzędu. Miałem ten głos w głowie, który mówił: ten klub został stworzony dla ciebie. Byłem tak pewny siebie, że nawet Bóg nie mógłby strzelić mi gola. Myślę, że wciąż jestem ostatnim bramkarzem Barcelony, który zdobył trofeum Zamory za największą liczbę czystych kont w sezonie ligi hiszpańskiej.
- Przy okazji, jedną rzeczą, którą odkryłem w Barçy, było to, że najlepsi zawodnicy, ci naprawdę najlepsi - Xavi, Iniesta, Messi - to po prostu normalni ludzie. Idziesz tam myśląc, że żyją na innej planecie, ale to zwykli faceci. Są też inni, którzy są bardziej poważni niż mogłoby się wydawać. Weźmy Daniego Alvesa - wygląda na to, że śpiewa i tańczy przez całe życie. Ale kiedy przychodzi czas na pracę? Dani będzie pierwszym, który się pojawi. Dani będzie ostatnim, który wyjdzie. Idź na siłownię, a Dani tam będzie.
Rywalizacja z Ter Stegenem
- On grał w pucharach, ja grałem w lidze. Prasa zrobiła z tego wielką sprawę, a niektórzy nawet powiedzieli, że byliśmy wrogami, ale to wcale nie była prawda.
- Rozmawialiśmy o tym z trenerem i zrozumiałem, że chcieli zainwestować w młodszego bramkarza. Nigdy nie pukałem do drzwi, aby zapytać, dlaczego nie gram. Po prostu przygotowywałem się najlepiej jak potrafiłem i radziłem sobie z tym, co pojawiało się na mojej drodze. Byłem dumny, że mogłem grać w i wygrać La Liga, która jest podstawą dla takiego klubu jak Barça.
- Myślę, że Marc i ja podnosiliśmy sobie nawzajem poprzeczkę. Jeśli ja nie gram, moim zadaniem jest wspieranie tego, który gra, ponieważ drużyna to coś więcej niż 11 zawodników. Ostatecznie wygraliśmy razem tryplet. To, w moich oczach, uczyniło nas obu zwycięzcami.
Komentarze (8)