Sevilla rozpoczęła sezon od kryzysu, który kosztował ją już osiem punktów, z kolei Barcelona po falstarcie zaczęła się rozpędzać. W tych okolicznościach nietrudno wskazać faworyta dzisiejszego spotkania, choć w Andaluzji zawsze może dojść do niespodzianki.
Pod koniec sierpnia od lat więcej emocji w Europie dostarczają dokonywane na ostatnią chwilę transfery, niż same mecze piłkarskie. Nie inaczej było i tym razem, choć w przypadku Barcelony wielkich rozstrzygnięć nie było. Udało się zakontraktować Marcosa Alonso I Hectora Bellerína, z kolei Aubameyang, Dest i Braithwaite opuścili Klub. W efekcie Xavi ma do dyspozycji dwóch bocznych obrońców więcej, a z listy płac zniknęli piłkarze, którzy albo stanowiliby spore obciążenie (Aubameyang), albo nie mieli zaufania trenera (Dest, Braithwaite). Do Sevilli zespół udał się jednak jeszcze bez dwóch pozyskanych w ostatnim dniu okienka zawodników. Mimo to głębia składu Barcelony robiła wrażenie. Powodów do zadowolenia nie mógł mieć natomiast Julen Lopetegui.
W Sevilli czekają na lepsze czasy
Nie od wczoraj wiemy, że w Hiszpanii są zaledwie trzy kluby, które mogą dość swobodnie planować kadrę z myślą o Lidze Mistrzów. Ekipa z Andaluzji do tej grupy nie należy i ma to swoje konsekwencje. Próba dopasowania budżetu do ambicji niemal zawsze kończyła się deficytem, który trzeba było pokrywać poprzez sprzedaże zawodników. Ten sam scenariusz był realizowany tego lata, kiedy z Sevillą pożegnali podstawowi stoperzy, czyli Diego Carlos i Jules Koundé. Klub zarobił na nich ponad 80 milionów euro, ale nie był w stanie załatać powstałej w ten sposób dziury. Przyszli co prawda Marcão i młodziutki Nianzou, ale pierwszy wciąż nie wyleczył jeszcze urazu, natomiast drugi jest melodią przyszłości. W efekcie Lopetegui dysponował linią obrony wyraźnie słabszą, niż miało to miejsce w minionym sezonie. A to wciąż nie koniec problemów.
Z Andaluzją pożegnali się również Ocampos i Agustínsson, natomiast pozyskani Dolberg i Januzaj wciąż nie doszli jeszcze do pełni formy. Sporo wątpliwości budzi także dyspozycja Isco, który ma być ważną postacią budowanego na nowo zespołu. Monchi starał się jak mógł i całkiem możliwe, że w dalszej części sezonu Sevilla zacznie regularnie punktować oraz włączy się do walki o europejskie puchary, ale z obecnie dostępnym składem bardzo trudno walczyć o punkty. Na domiar złego przeciwko Barcelonie nie będzie mógł zagrać Rekik, a wątpliwe jest także, czy w najbliższym czasie uda się wypełnić ubytki jakości po nieobecnym Tecatito czy powstałe w wyniku coraz niższej formy zbliżającego się do piłkarskiej emerytury Rakiticia. Przy tak wielu problemach nie może dziwić fatalny start sezonu w wykonaniu dzisiejszego rywala Barcelony. Był on zresztą swoistą kontynuacją tragicznej rundy wiosennej z minionej kampanii, w której Sevilla zwyciężyła zaledwie sześciokrotnie. Ten sezon rozpoczęła z kolei od dwóch porażek przedzielonych remisem z Realem Valladolid, w efekcie czego z zaledwie jednym punktem znalazła się sześć oczek za strefą Ligi Mistrzów.
Trudno z dostępnych zawodników stworzyć drużynę, która będzie w stanie rywalizować z Barceloną czy Manchesterem City. Tym bardziej, że w wyniku transferów najbardziej ucierpiała formacja, która stanowiła o sile Sevilli w zeszłym sezonie – zgrana defensywa. W środku pola o miejsce walczy między innymi tercet: Papu Gómez, Rakitić i Fernando, którego sumaryczny wiek przekroczył już 103 lata. Niepewny jest Isco, a Jordan i Oliver Torres także nie gwarantują odpowiedniej jakości w każdym meczu. Trochę większy wybór Lopetegui ma w przypadku formacji ofensywnej, ale również trudno powiedzieć, by Rafa Mir czy En-Nesyri byli gwarantem bramek, a Januzaj, Suso i Lamela wybitnymi skrzydłowymi. Na tle budowanej w stolicy Katalonii ekipy Xaviego kadra Sevilli wygląda po prostu blado.
Barcelona Xaviego może budzić lęk
Oczywiście znajdą się i krytycy, bo transfery Alonso czy Bellerína oraz odejście Aubameyanga to nie są jednoznacznie pozytywne posunięcia. Natomiast przyjmując trochę dalszą perspektywę, dość łatwo dostrzec niesamowitą głębie składu. Xavi może dowolnie wybierać między formacjami z trójką stoperów i czwórką z tyłu, a także przenosić środek ciężkości między prawą a lewą stroną bez uszczerbku na jakości. Obecnie ma w składzie zarówno ofensywnych bocznych obrońców jak i szybkich stoperów. W środku pola może zagrać natomiast siedmiu zawodników, a do roli pivota dostosować można także Christensena. Linia ataku to z kolei szóstka piłkarzy, z których każdy ma do zaoferowania trochę inne walory. Przeciwko Sevilli wszystkich atutów Xavi jeszcze nie wykorzysta i po odejściu Desta został na ten jeden mecz bez nominalnego prawego obrońcy, jednak wciąż opcji ma bardzo dużo. Tym bardziej, że w pojedynku z Realem Valladolid swoją przydatność do gry na boku defensywy potwierdził Koundé. To właśnie Francuz jest przez media typowany do wystąpienia na tej pozycji, podczas gdy Araujo i Éric García mieliby stworzyć parę stoperów. Niepewny gry wciąż jest Jordi Alba, który ostatnio przegrywał rywalizację z młodziutkim Balde. Nie można też wykluczyć, że tym razem to Christensen zagra od pierwszej minuty w miejsce Érica lub Ronalda.
W środku pola pewne pozycje mają Pedri i Busquets, o ile Xavi nie zdecyduje się już teraz na rotacje. O trzecie miejsce powalczą pewnie Gavi z De Jongiem i Holender wcale nie jest na straconej pozycji. Najbardziej prawdopodobne są drobne zmiany w linii ataku. Na środku znów powinien wystąpić Robert Lewandowski, ale w perspektywie trudnego września może dojść do rotacji na skrzydłach. Czy tak się stanie już teraz, czy może dopiero w meczu Ligi Mistrzów przeciwko ekipie z Pilzna? Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym Raphinha i Dembélé zagrają dziś wieczorem, a przynajmniej jeden z nich zasiądzie na ławce w najbliższą środę. Nie oznacza to jednak, że w okolicach 60. minuty nie zobaczymy Ansu Fatiego lub Ferrana Torresa. Wszystko zależy od wyniku i intensywności spotkania.
Jeśli Barça mierzy w mistrzostwo, musi wykorzystać słabość Sevilli
Okoliczności przed dzisiejszym pojedynkiem sprawiają, że zdecydowanym faworytem jest Barcelona. Drużyna Julena Lopeteguiego jest w rozsypce i potrzebuje sporo czasu, by wejść na właściwy poziom. Z kolei zespół Xaviego zdaje się rozkręcać z meczu na mecz, a po spokojnie przepracowanym tygodniu bez gry powinien być także wypoczęty. Katalończycy już na starcie sezonu pokazali, że w walce o punkty są gotowi biegać więcej od rywali oraz walczyć do samego końca. Silna ławka rezerwowych i duża rywalizacja o miejsce w wyjściowej jedenastce sprawiają, że na boisku nie widać rozluźnienia, które było sporym problemem na Camp Nou w ostatnich latach. Także sam Xavi wydaje się być trenerem, który dobrze czyta grę rywala i nawet jeśli nie trafi z doborem środków, to umie dokonać odpowiednich zmian w trakcie meczu. Barcelona musi dzisiaj wykorzystać przejściową słabość rywala i zdobyć komplet punktów, ponieważ w maju przyszłego roku mogą się one okazać decydujące. Mistrzem Hiszpanii nie zostaje się bowiem przypadkiem, ale dzięki równej formie i wyrachowaniu.
Komentarze (7)