„It’s getting messy”, czyli jak Messi mógł trafić do Manchesteru City

Redakcja

16 marca 2022, 15:14

3 komentarze

Leo Messi mógł w 2008 roku trafić do Manchesteru City? Okazuje się, że klub nawet złożył Barcelonie ofertę transferu. Wszystko przez... tajlandzkiego członka kierownictwa The Citizens. Tę historię opowiedział Simon Kuper w książce „Barça. Powstanie i upadek klubu, który kształtował nowoczesną piłkę nożną”, wydanej kilka dni temu przez Wydawnictwo SQN.

Zamów książkę Simona Kupera na: https://bit.ly/fcbarca-kuper 

Fragment

Messi powodował, że wątpliwe decyzje zarządu i tak wypadały korzystnie. Soriano chwali się, że w latach 2003–2008, czyli kiedy był on dyrektorem generalnym klubu, Barça ponad dwukrotnie zwiększyła przychody. Wyjaśnia: „Inwestowaliśmy w oferowany produkt, czyli zespół piłki nożnej, i kierowaliśmy klubem z zachowaniem najwyższych standardów profesjonalizmu i z wykorzystaniem najlepszych możliwych narzędzi zarządzania”. Budowa „mistrzowskiego zespołu […] nie ma absolutnie nic wspólnego ze szczęściem”, podkreśla. Cóż, podejrzewam, że ma jednak coś wspólnego z faktem, że w klubie był Messi.

Do 2020 roku w Barcelonie nie musieli się też za bardzo martwić tym, że Argentyńczyk może odejść. Mało który klub zbierał się na odwagę, by w ogóle złożyć taką ofertę. W 2008 roku zrobił to Manchester City, ale tylko przez przypadek. Jeden z członków kierownictwa klubu, Tajlandczyk, powiedział z wyraźnym zagranicznym akcentem (podczas masażu, którego zażywał w czasie największej paniki transferowej): „Very messy, messy, it’s getting messy” (Chaos, chaos, wielki chaos), ale ktoś w klubie zinterpretował to jako: „We’ve got to get Messi” (Musimy mieć Messiego). Klub złożył wtedy ofertę opiewającą na 70 milionów funtów, a ktoś z Barcelony miał rzekomo oddzwonić z pytaniem, czy to nie żart.

Wydaje się, że przez cały ten czas Messi tylko raz poważnie myślał o transferze, a było to w sezonie 2013/14, gdy na skutek problemów z hiszpańską skarbówką kusił go wyjazd za granicę. W czerwcu 2013 roku Iñigo Juárez, prawnik prowadzący sprawy Messiego, wysłał Jorge Messiemu e-mail z informacją, że spotkał się z przedstawicielami Realu Madryt, którzy oferują za Argentyńczyka 250 milionów euro. Sugerowali nawet, że są gotowi interweniować u Mariana Rajoya, ówczesnego premiera Hiszpanii, by problemy podatkowe zawodnika rozeszły się po kościach. Juárez pisał w e-mailu: „Powiedzieli mi, że nacisną na Rajoya, by ten znalazł rozwiązanie możliwie najkorzystniejsze dla twojego syna”.

Taka oferta z Madrytu była dla Messiego podwójnym błogosławieństwem, bo nawet gdyby jej nie przyjął, to mógłby wyszarpać w Barcelonie jeszcze większą część jej budżetu przeznaczonego na wynagrodzenia. Zgodnie z oczekiwaniami w maju 2014 roku dostał kolejną dużą podwyżkę, jedną z dziewięciu zaoferowanych mu w latach 2005–2020. W kontrakcie Messi miał klauzulę umożliwiającą mu odejście na koniec każdego sezonu jako wolnemu zawodnikowi, więc klub miał tym większą motywację, by dbać o zadowolenie swojej gwiazdy.

Po aferze podatkowej Messi i jego ojciec stali się osobami oficjalnie karanymi. Sąd uznał, że są winni unikania opodatkowania, nałożył na nich karę pieniężną i skazał na 21 miesięcy pozbawienia wolności. Barça wypłaciła Messiemu równowartość grzywny, a obaj skazani nie musieli odbywać kary więzienia, ponieważ był to ich pierwszy wyrok. Mimo wszystko był to sygnał ostrzegawczy, że sprawy biznesowe Argentyńczyka są prowadzone po amatorsku.

Zamów książkę Simona Kupera na: https://bit.ly/fcbarca-kuper

Barça. Powstanie i upadek klubu, który kształtował nowoczesną piłkę nożną
Autor: Simon Kuper
Data premiery: 9.03.2022
Liczba stron: 512
Cena okładkowa: 44,99 zł

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

„Very messy, messy, it’s getting messy” (Chaos, chaos, wielki chaos), ale ktoś w klubie zinterpretował to jako: „We’ve got to get Messi” (Musimy mieć Messiego).
Hehe nie no dajcie spokój :)