Długo było trzeba czekać na powrót Barcelony na Camp Nou wypełnione kibicami. Dodatkowo emocje rozbudzały transfery napastników, którzy mogli dziś zadebiutować. Po porażkach w Superpucharze Hiszpanii oraz Pucharze Króla kibice oczekiwali poprawy i przede wszystkim punktów, które pozwoliłyby przeskoczyć Atlético w tabeli. Xavi miał przynajmniej kilka dylematów, szczególnie w kwestii wyboru napastników. Postawił na rozwiązanie dość konserwatywne i w wyjściowej jedenastce wystąpiło zaledwie dwóch nominalnych napastników. Do pewniaka, jakim był Ferran Torres, dołączył Adama Traoré. W rolę fałszywego skrzydłowego miał wcielić się natomiast Gavi. Nie było niespodzianek w linii pomocy - przed Busquetsem wystąpili Frenkie de Jong i Pedri. Z kolei jedyną wątpliwością w defensywie była pozycja prawego obrońcy i Xavi ostatecznie postawił na doświadczenie, posyłając do gry Daniego Alvesa.
Barcelona rozpoczęła od ataków prawym skrzydłem i Adama szybko wywalczył rzut wolny, z którego jednak nic nie wynikło. W 5. minucie świetnie uwolnił się Ferran Torres i uderzył na bramkę, niestety niecelnie. Atlético odpowiedziało znakomicie w 8. minucie. Świetna akcja prawym skrzydłem i podanie od Suáreza do Carrasco, który pewnym strzałem pokonał Ter Stegena. Barcelona odpowiedziała od razu - Adama zakręcił obrońcami przy linii i choć piłkę stracił, to szybko udało się ją odzyskać, a następnie Dani Alves dośrodkował do Jordiego Alby, który uderzył wprost cudownie z pierwszej piłki, dając wyrównanie. W 20. minucie dobrze uderzył João Felix, ale piłka nie dokręciła się w światło bramki.
W 21. minucie ponownie świetnie urwał się Adama i dośrodkował w pole karne, a tam pojedynek główkowy wygrał Gavi, a piłka po rykoszecie wpadła do siatki! Chwilę później znów mógłby być remis, jednak Felix nieczysto uderzył piłkę i Ter Stegen bez większych problemów ją złapał. W 25. minucie znów ruszyła Barcelona za sprawą Alby, jednak Pedri ostatecznie w trudnej sytuacji uderzył niecelnie. Atlético mogło odpowiedzieć w 36. minucie po uderzeniu głową Savicia, ale stoper gości uderzył niecelnie. Tymczasem Barcelona nie zwalniała i w 43. minucie podwyższyła prowadzenie za sprawą Araujo. Urugwajczyk dobił piłkę po uderzeniu w poprzeczkę i Camp Nou zawrzało po raz trzeci. W końcówce nic już się nie zmieniło, ale mogliśmy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że Barcelona zasłużyła na prowadzenie.
Druga połowa rozpoczęła się dla Blaugrany najlepiej, jak tylko mogła. Gavi uciekł obrońcy na lewym skrzydle i dośrodkował w pole karne, a akcję zamknął Dani Alves silnym strzałem i było 4:1! W 57. minucie Carrasco uderzył z rzutu wolnego, jednak Ter Stegen nie dał się zaskoczyć. Chwilę później piłka wpadła już jednak do siatki po rzucie rożnym, a autorem trafienia był Luis Suárez. W 61. minucie na boisku pojawił się Aubameyang, zmieniając Adamę Traoré. Atlético przejęło jednak inicjatywę i Barcelona miała duże problemy, żeby utrzymać się przy piłce. Sytuacja skomplikowała się w 69. minucie, kiedy Dani Alves nierozsądnie wszedł w Carrasco i obejrzał czerwoną kartkę.
W końcówce Barcelona odzyskała kontrolę nad meczem i starała się utrzymywać przy piłce, nie próbując na siłę przedostać się w pole karne. Bardzo dobrze pracowali Nico oraz Frenkie de Jong, a w bardziej defensywnej roli dobrze odnajdował się Ferran Torres. To pozwoliło utrzymać prowadzenie i zdobyć trzy punkty. O tyle ważne, że pozwoliły przeskoczyć ekipę z Madrytu w lidze. Wreszcie Barcelona zagrała naprawdę dobre spotkanie i pomimo głupio straconych bramek oraz zupełnie niepotrzebnej czerwonej kartki, można być zadowolonym z postawy zespołu.
FC Barcelona: Ter Stegen; Alves, Piqué, Araujo, Alba; Busquets, De Jong, Pedri (min. 66, Nico); Adama (min. 61, Aubameyang), Ferran Torres, Gavi (min. 71, Dest).
Atlético: Oblak; Vrsaljko (min. 46, Wass), Savić, Giménez, Mario Hermoso (min. 55 Cunha); Carrasco, De Paul, Koke (min. 76, Herrera), Lemar (min. 55, Reinildo); João Felix (min. 55, Correa), Luis Suárez.
Komentarze (633)