Sport z wizytą w rodzinnych stronach Gaviego

Mateusz Doniec

26 grudnia 2021, 17:15

Sport

1 komentarz

Fot Getty Images

  • Redakcja Sportu udała się do Los Palacios, rodzinnego miasta Gaviego
  • Dziennik opublikował wiele ciekawych historii opowiedzianych przez mieszkańców miasteczka i byłych trenerów Gaviego
  • W ostatni czwartek 17-latek odebrał z rąk burmistrza miasta Los Palacios nagrodę dla Młodego Człowieka Roku

- On będzie grał w Primera División
- O czym ty mówisz? Ma dopiero sześć lat!
- Zobaczysz…

Pierwszy trener Gaviego Manuel Vasco zwany przez wszystkich „Batalla” ma mnóstwo anegdot na temat 17-letniego pomocnika Barçy. Od kilku miesięcy jego telefon nie przestaje dzwonić. Batalla gości dziennikarzy nawet spoza Hiszpanii i pokazuje zapisane na swoim telefonie zdjęcia i filmiki z Gavim, gdy ten stawiał pierwsze piłkarskie kroki w klubie La Liara.

- Pewnego dnia spotkałem się z jego ojcem i powiedziałem: „O matko! Ależ to dziecko mnie objechało!”. Odpowiedział mi: „Nawet mi nie mów… Mnie też!”. Ojciec Gaviego także nazywa się Pablo Paez i jest dobrze znany wśród społeczności miasteczka Los Palacios. Burmistrz miasta Juan Manuel Valle wręczył w ostatni czwartek Gaviemu nagrodę dla Młodego Człowieka Roku 2021. – Jestem dumny z bycia „Palenciago” – przyznał 17-latek.

- Spotkałem go kopiącego piłkę na ulicy przed kawiarnią. Grał sam. Uderzające było to, jak wiele czasu spędzał sam na sam z piłką. Był w swoim świecie – wspomina sąsiad, który pracował w Bloan, kawiarni należącej wówczas do ojca Gaviego. – Sprzedałem nieruchomość jego ojcu i wspólnikowi. Znam go od dziecka. Porusza się jak ojciec – opowiada bywalec pobliskiego lokalu Casa Francisco.

Wszyscy jednomyślnie uważają, że Gavi ma w sobie coś z ojca i dziadka. Przede wszystkim chodzi o odwagę i przebojowość. – Dlaczego nie przeraża go gra dla Barçy w wieku 17 lat? Wdał się w swojego ojca, który był tancerzem – stwierdza były prezes klubu La Liara. – Ten chłopak ma coś z dziadka – mówi sąsiad Paezów. – Dziadek był fenomenem. Nocami pracował na bagnach i miał kilka łodzi. Był świetnym pracownikiem. Miał „cojones” do wszystkiego. Gavi ma to po dziadku i pradziadku, który był sierżantem.

Ta mentalność jest w jego rodzinie. Kiedy był dzieckiem, złościł się, gdy przegrywał, i tracił panowanie nad sobą. Pierwsze kroki stawiał na stadionie Municipal Marismas, podobnie jak np. Fabian Ruiz z Napoli czy Jesús Navas z Sevilli. Na filmach z tamtych czasów trudno zobaczyć Gaviego stojącego w miejscu. Nawet gdy strzelił gola, świętował, nie przestając biegać. – Porażki były dla niego trudne. Był urodzonym zwycięzcą. Kiedy ktoś z drużyny tracił piłkę, on pierwszy ją odzyskiwał. Już w dzieciństwie wykazywał ten sam zapał, który pokazuje teraz. Moim zdaniem powinien nauczyć się go kontrolować – wspomina Pablo Otero, który trenował Gaviego, gdy ten miał siedem lat.

Otero pamięta spokojniejszego Gaviego: – on przemawiał na boisku. Pierwszego gola strzelił z połowy boiska. Wyprowadziliśmy piłkę, on ją przyjął i strzelił na bramkę – wspomniał trener. Szkoleniowcy, których Gavi napotkał na swojej drodze, przyznają, że teraz 17-latek zachowuje się na boisku tak samo, jak w zespołach młodzieżowych: „to samo puste spojrzenie, rozwiązane sznurówki i język przy policzku”.

Jego pierwszy trener Manuel Vasco mówi o tym, odnosząc się do meczu Barçy z Sevillą na Sánchez Pizjuán. – Przypomniało mi się, że gdy sześcioletnie dzieci grały z rozwiązanymi sznurówkami, sędzia podchodził i zwracał uwagę. Gavi się jednak nie zatrzymywał. W meczu przeciwko Sevilli zobaczyłem dokładnie to samo – wspomina Vasco.

Gavi już wtedy pokazywał charakter. Dla niego jasne było, że powinien grać w środku pola. Batalla pamięta dzień, w którym odmówił gry na skrzydle. – Gdy zaczynałem trenować, mieliśmy bardzo dobrego chłopaka, najlepszego pomocnika w prowincji. Potem pojawił się Pablo Paez i chciałem jakoś zmieścić go w składzie. Przed pierwszym meczem powiedziałem mu, że zagra na skrzydle, ale on odmówił. Powiedział, że nie gra na skrzydle. Kazałem mu to przemyśleć. Gdy wróciłem, powiedziałem mu: „prawe skrzydło albo ławka” i od tamtej pory grał wszędzie.

- Robił rzeczy, które nie były normalne dla sześciolatka. Tego nie dało się nauczyć. W Barcelonie bardziej zależało mu na tym, aby nie popełnić błędu niż zaryzykować, ale gdy już sobie na to pozwoli, to zobaczycie, jak zdobywa bramki – mówią trenerzy Gaviego. 17-latek strzelał mnóstwo goli za czasów gry w La Liarze. Wtedy nadeszła oferta z Realu Betis, który zaproponował ojcu pracę w klubowej pralni.

W okolicy robiło się coraz głośniej o Gavim. Wtedy został nazwany „dzieckiem z 96 golami”, które zdobył w drużynie benjamin. Propozycje napływały z największych klubów. – Wiem, że chciały go Real Madryt i Atlético, ale kiedy pojechał do Barcelony, powiedział ojcu: „Tato, oni są najlepsi. Chcę tu grać” – wspomina Batalla.

Na początku ciężko było mu się przyzwyczaić, ale później odesłał swoich rodziców do Los Palacios. – Pierwsze kilka miesięcy w La Masii było dla mnie trudne, ale z czasem zaadaptowałem się. Od zawsze byłem kibicem Barçy. Było dla mnie jasne, że chcę tam grać. Miałem marzenie o grze na Camp Nou i udało mi się je spełnić – przyznał w ostatni czwartek sam Gavi.

Teraz w wieku 17-lat jest dzieciakiem, który stara się być „dorosłym” w pierwszej drużynie Barcelony i w reprezentacji Hiszpanii. Nikt do końca nie wie, jak on to robi. Zawsze był zagadką. – Ten zadziorny i bojowy charakter jest bardzo typowy dla naszego miasta – stwierdzają mieszkańcy Los Palacios, którzy nadal mówią na niego Pablo. – Był bardzo małomówny. W ogóle się nie zmienił. Jest szczęśliwy z piłką przy nodze, którą tworzy sztukę.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze