Alejandro Balde zadebiutował wczoraj w Barcelonie, zmieniając Jordiego Albę. Być może czeka go teraz więcej występów, ponieważ podstawowy lewy obrońca zespołu doznał kontuzji. Wychowanek Barçy bardzo cieszy się z otrzymanej szansy.
Debiut: To było moje marzenie mimo wyniku. Pracuję na to, od kiedy jestem w klubie, czyli od 7. roku życia. Możliwość debiutu w Lidze Mistrzów przeciwko Bayernowi, który jest jedną z najlepszych drużyn w Europie, to spełnienie marzeń.
Minuty: Nie spodziewałem się, że wejdę na boisko, ale Jordi poprosił o zmianę, a ja rozgrzewałem się przez 30 sekund i powiedziano mi, że wchodzę. Wiele rzeczy przeszło mi wtedy przez myśl. Chciałem już wejść, zadebiutować. Jestem bardzo zadowolony.
Pamiątka: Zabrałem ze sobą koszulkę Daviesa, który gra na mojej pozycji i którego bardzo lubię, oraz Upamecano. Zachowam też moją koszulkę, oprawię ją sobie. To pamiątka, którą ze sobą wezmę.
Cele: Mam nadzieję, że dalej będę dostawał minuty w pierwszym zespole, zbierał doświadczenie, trenował i uczył się od najlepszych.
Dziennik Sport poświęca dziś Balde kilka akapitów i podkreśla, że jednym z powodów, dla których zdecydowano się na sprzedaż Juniora Firpo, była wiara w młodego gracza. Rodzice Alejandro pochodzą z Gwinei Bissau i z Dominikany, ale on urodził się w Barcelonie. W lipcu obrońca podpisał umowę do 2024 roku, choć interesowały się nim inne kluby. W 2011 roku Balde przeszedł do Barçy z Espanyolu, w którym spędził zaledwie rok. Reprezentuje go Jorge Mendes i latem pojawiły się pewne problemy z jego nowym kontraktem, przez co początkowo nie zaproszono go na treningi pierwszego zespołu, ale kryzys szybko został zażegnany i osiągnięto porozumienie z klubem.
Balde postawił na piłkę nożną głównie dzięki bratu. Wcześniej próbował szczęścia w lekkoatletyce. W La Masii mówią o nim: - jest szybki i ma dużą jakość. Jest agresywny, wierzy w swoje możliwości i dobrze dośrodkowuje. To lepsza wersja Mirandy. Musi jeszcze poprawić się w obronie, być może nie kryć tak przesadnie i umieć nieco zwolnić.
Komentarze (20)