Odejście Leo Messiego z Barcelony sprawia naturalnie, że cały czas napływają nowe wiadomości i tematy do debaty. Po tym, jak prezydent FC Barcelony Joan Laporta wyjaśnił, że brak możliwości zarejestrowania Argentyńczyka wynikał z kontroli finansowej LaLigi, dziennik La Vanguardia ujawnił, że klub musiał zaakceptować warunki umowy ligi z CVC, aby móc wpisać Leo Messiego do kadry. Porozumienie przedstawił Joanowi Laporcie sam prezes ligi hiszpańskiej Javier Tebas podczas wspólnej kolacji 14 lipca.
Ponadto, jak dowiedziała się Marca, Laporta zapoznał się z umową jeszcze przed wspomnianą datą. Miało to miejsce podczas innego wspólnego posiłku, który odbył się 2 lipca. W kolejnych dniach prezydent Barcelony i Javier Tebas wykonali kilka telefonów, nadal rozmawiając na ten temat. Joan Laporta w pierwszych dniach lipca mocno popierał projekt LaLigi, do tego stopnia, że poprosił, aby przyspieszono Zgromadzenie LaLigi i Komisji Delegatów. Było to zasadniczym wymogiem zatwierdzenia umowy z CVC, a tym samym przedłużenia kontraktu Leo Messiego i zarejestrowania go w LaLidze.
Umowa z funduszem inwestycyjnym CVC miała wygenerować dla klubów 2,7 miliarda euro, z czego 15% można było przeznaczyć na transfery i pensje (w przypadku Barcelony ta kwota wyniosłaby 40 mln euro). Marca donosi, że na wspomnianym spotkaniu Laporta otrzymał zgodę od Javiera Tebasa na rejestrację Leo Messiego, ale pod warunkiem, że zaakceptuje umowę z funduszem. LaLiga nie wymagała opuszczenia przez kataloński klub projektu Superligi.
W ostatni piątek prezydent Barçy wyjaśnił, że ostatecznie nie chciał ryzykować udostępnienia praw na następne 50 lat, mimo że początkowo postrzegał on ten projekt przychylnie. Odpowiedział na to sam Javier Tebas, cytując wiadomość La Vanguardii.:
14 lipca zjedliśmy razem z Joanem Laportą kolację. Omówiliśmy dokumentację dotyczącą kwestii CVC i dostarczyliśmy ją do kierownictwa FC Barcelony. Poinformowali o zamkniętym porozumieniu z Leo Messim… „Pełen entuzjazm!”
Spotkanie Laporta - Agnelli - Pérez
Z drugiej strony madrycki dziennik As informuje, że prezesi Realu Madryt, FC Barcelony i Juventusu odbyli niedawno spotkanie w Barcelonie, podczas którego poza Superligą rozmawiali o umowie „LaLiga Impulso”. Real Madryt przygotowuje skargę na nieuczciwą administrację i oszustwa LaLigi, a Barcelona planuje zrobić to samo. Oba kluby utrzymują, że LaLiga jest uprawniona do negocjowania praw telewizyjnych tylko na trzy lata, podczas gdy umowa z CVC ma obowiązywać aż przez pół wieku.
Prezes Juventusu Andrea Agnelli przekazał Joanowi Laporcie i Florentino Pérezowi, że porozumienie nie powiodło się we Włoszech, ponieważ jego klub wraz z Interem Mediolan i Milanem odmówili jego podpisania, uznając je za szkodliwe dla interesów włoskich drużyn w perspektywie średnio- i długoterminowej. Fundusz CVC musiał wycofać się w obliczu sprzeciwu wielkich klubów. Javier Tebas chciał w tamtym czasie przejąć stery w Serie A, lecz jego kandydatura nie została wybrana.
Umowa między CVC i LaLigą przewiduje wkład z funduszu w wysokości 2,667 miliarda euro, z czego 2,46 ma zostać przeznaczone na pożyczki dla klubów. W zamian CVC otrzymałoby 11% przychodów z działalności nieaudiowizualnych LaLiga i 10,95% z działalności audiowizualnej przez najbliższe 50 lat.
Jednak według obliczeń Realu Madryt umowa LaLiga-CVC oznacza, że gdyby rynek praw utrzymał się na obecnym poziomie przez następne pół wieku (około 1,8 mld rocznie), CVC zgarnęłoby 9,885 miliarda euro za wpłacone 2,667. Gdyby przychody wzrosły o 2%, zysk CVC wyniósłby już 16,671 mld euro. Gdyby natomiast wzrosły aż o 10%, CVC otrzymałoby 229,406 miliarda euro. Real Madryt szacuje, że nawet w przypadku poważnego spadku wartości tych praw, np. o 30%, CVC pozyskałoby 6,958 miliarda euro. Według klubu z Madrytu układ jest jednoznacznie korzystny dla funduszu i niekorzystny dla LaLigi i klubów, ponieważ nawet w przypadku drastycznego spadku wartości praw CVC nic nie traci.
Komentarze (55)