O sobie

  • Zainteresowania Brak informacji
  • Ulubiony zawodnik Brak informacji
  • Ulubione zespoły Brak informacji
  • Barcelonie kibicuję od Brak informacji

Statystyki

  • Dni w serwisie 369
  • Liczba komentarzy 146
  • Polecenia 353

Komentarze

4

Swoją drogą te klauzule wykupu jak z początku miały jakiś sens, to teraz zupełnie go stracił

2

Zgadzam się z Nelsonem, że rasizm powinien być tępiony w każdej sytuacji, jednak nie zgodzę się z nim, że kary są zbyt łagodne, przez co problem istnieje. Trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o wyczyny słowne na stadionach to te rasistowskie są najbardziej piętnowane. Wszak już się zdarzało, że przerywano mecz przez okrzyki rasistowskie, choćby na 5 minut co już ma swoją wymowę. Nigdy, natomiast nie widziałem, aby robiono coś takiego, bo kibice wyzywali kogoś od śmieci, jego żonę od panien lekkich obyczajów itp. Pomimo tego nie widziałem jeszcze, żeby zawodnik schodził z boiska, bo ktoś obrażał go albo rodzinę od najgorszych. Możliwe, że mało widziałem. Ja rozumiem, że temat rasizmu jest popularniejszy i bardziej nośny, niż ogólna kwestia kultury na stadionach. Ja, jednak uważam, że nieistotne czy ktoś jest biały, czarny czy żółty jego obrażanie powinno być karane jednakowo. Obecnie, natomiast Pique może być zwyzywany od najgorszych, włącznie z rodziną po trzecie pokolenie na El Pratt, a to nawet nie zostaje zapisane w protokole, tymczasem gdy dochodzi do incydentu rasistowskiego o sprawie buczy cała Europa. Podsumowując mój wywód: pomimo, iż zdaje sobie sprawę, że te okrzyki mają swój cel do spełnienia to go nie akceptuje. Powinno się je wyplenić poważnymi karami i mam tu na myśli chamstwo wszelkiego pokroju. To ma być sport, a nie rzeź pełna nienawiści i pierwotnych zachowań.

0

Czy ta Cadena SER to w ogóle źródło godne uwagi czy jakiś szmatławiec?

1

@Marcinss10 Moja odpowiedź na to pytanie brzmi "zdecydowanie nie". Messi nie bez powodu zaczął grać głębiej, moim zdaniem to pokazuje inteligencje tego piłkarza, która pozwoliła mu na adaptacje do Barcelony, która im dalej od Guardioli tym mniej zaczęła opierać się na środku pola. Wiedział, że w polu karnym raczej piłki nie otrzyma. Nie tylko ze względu na indolencje pomocników, ale również fakt że autobusy są coraz gęstsze. W związku z tym cofa się, napędza akcje i dopiero wówczas zbiega w pole karne, bo w biegu jest groźniejszy. Rzecz w tym, że za "linią Messiego", że tak to nazwę, musi być kilka opcji do rozwiązania akcji ofensywnie. Obecnie mamy zasadniczo regularnie stosowane dwie (ściana i Alba), gdy ich nie ma Messi rusza w drybling albo próbując dojść do pozycji strzeleckiej, albo wywalczyć wolny, w których wykonywaniu jest świetny. Przez to sprawia, że w jego osobie jest jakieś 80% potencjału ofensywnego Barcy. Żeby to zaczęło działać z przodu trzeba po pierwsze sprawić, by inni piłkarze również próbowali podawać do przodu (a Arthur pokazał, że się da) w sposób regularny. Po drugie należy stwarzać opcje osobom napędzającym akcje (obecnie Messiemu), czyli rozszerzać pole gry przez dynamicznych skrzydłowych. Zauważ, że każda drużyna oparta na posiadaniu piłki miała szybkich zawodników po bokach (City ma choćby świetnego Sterlinga, w Bayernie byli Robben, Ribery, teraz jest Gnabry, Barca Guardioli miała Pedro po lewej, Alvesa po prawej, który co prawda skrzydłowym nie był, ale z przodu robił więcej niż niejeden z takowych). Nie jest to bez powodu. Rozszerzenie gry rozciąga autobus, a do tego daje dodatkowe opcje do rozegrania do przodu. U nas prawa strona często jest pod tym względem zupełnie martwa, a lewa przewidywalna do granic możliwości. W skutek tego atakować musimy środkiem, a obecnie mamy mało osób do tego. Bo tak Messi, okej świetny, Suarez kontuzjowany, Grizi nie jest ścianom, także póki co nie znajduje roli w ubogim asortymencie schematów rozrywania autobusów Barcy, Rakitic do mega kreatywnych nie należy, a i z wchodzeniem w pole karne jest średnio, zaniknęła u niego zdolność strzelania z dystansu, De Jong pod formą, Arthur pod formą, Busquets pod formą, Vidal sensowna opcja, ale obecnie kontuzjowany. Krótko mówiąc nie jest to wina Messiego, bo jest on jednym z nielicznych atutów, które obecnie Barca ma w grze ofensywnej, a fakt że schodzi do tyłu traktowałbym, jako adaptacje do zmieniającej Barcelony oraz piłki samej w sobie, niż jakiegoś egoizmu.

1

Zgadzam się z ocenami redakcji. Ten mecz obnażył większość charakterystycznych problemów Barcy ostatnich lat, czyli:

1) Braku ruchu - Pomimo tego, że nasi zawodnicy powinni mieć więcej miejsca, bo Messi zbiera na siebie 3-4 rywali to i tak ten często nie ma komu podać. Zresztą nie tylko on. Ter Stegen, obrońcy, cierpią na ten sam problem co La Pulga. Komu podać?

2) Problemy z silnymi, wybieganymi drużynami - Było tak z Romą na Stadio Olimpico, było tak z Liverpoolem na Anfield i było również tak z Athleticiem na San Mames. Gdy przeciwnicy dużo biegają i naciskają to piłka jest transportowana do tyłu, do tyłu, aż otrzymuje ją bramkarz, który (tu wracamy do punktu 1) nie ma do kogo podać, a że nie wolno mu (bo i nie bardzo ma do kogo) grać długą piłkę to stwarza sytuacje ryzyka. Rzadko widać to tak bardzo jak w przegranym ćwierćfinale Copa del Rey.

3) Uzależnienie od Messiego - Żeby była jasność, jest dla mnie zjawisko do pewnego stopnia normalne, gdy ma się kogoś takiego w składzie to oparcie na nim jest czymś zwykłym, bo jest świetny. Problem w tym, że od jakiegoś czasu te kwestie w Barcy są na absurdalnym poziomie. Piłkarze już nie podają Argentyńczykowi tylko często i gęsto pozbawiają się piłki na jego rzecz. W tym meczu zdarzyła się sytuacja, w której jeden z pomocników (chyba Rakitic, ale ręki sobie za to uciąć nie dam) wykonał podanie na jakieś pół metra do Leo, bo ten po prostu był blisko, więc niech sam się martwi.

4) Brak pomysłu - Generalnie Barca nie ma wizji jak zaatakować w oryginalny sposób. Ostatnim charakterystycznym schematem, który się sprawdził w Barcelonie było uwolnienie korytarza dla Alby po lewej stronie, gdy zwolniło się tam miejsce po Neymarze, co rozpoczęło znakomitą współpracę między nim, a właśnie Messim. Było to, jednak na początku kadencji Valverde, czyli 2,5 roku temu. Trochę słabo. Szczególnie, że akcja ta była powtarzana tyle razy, że każdy przeciwnik, który mierzy się z Blaugraną ma ją przejrzaną od każdej strony. Co gorsza Alba jest piłkarzem na wskroś szablonowym, przez co w zasadzie cały czas robi dokładnie to samo. Barca nie ma pomysłu jak uszczypnąć rywala, piłka oddawana jest do Messiego, a ten ma coś wykombinować. W tym meczu doskonale było to widać. Argentyńczyk nie miał do kogo zagrać na ścianę (brak Vidala i Suareza), Alba został przejrzany, w polu karnym kocioł i mało miejsca na przepchnięcie się środkiem, absolutny brak skrzydeł i nagle mamy portret zespołu z jednym kłem. Może i dużym, ale to wciąż za mało.

5) Nasycenie zespołu - Po takim meczu, który pokazał ogrom problemów drużyny, z którymi ta w dużej mierze walczy od schyłku kadencji Luisa Enrique, piłkarze i trener twierdzą, że zagrali świetnie co wydaje mi się główną bolączką Barcy.

Zobacz wszystkie

38

"Można myśleć o dublecie, kiedy ma się jedno trofeum, albo o tryplecie, kiedy ma się dwa tytuły, ale my nie mamy żadnego." Bardzo podoba mi się ta myśl Ernesto. Tak powinniśmy podchodzić do sprawy, a nie z góry zakładać, że wszystko trzeba wygrać, bo jak nie to sezon stracony

23

Boże jak ja Alby nie cierpię... Gryzol się uspokoił, a ten coraz starszy, a zero zmian, cały czas ten sam niski mentalny poziom

18

Personalnie mój ulubiony trener ostatnich lat. Piłka jego zespołów była prawie tak atrakcyjna jak jego konferencje prasowe. Taki swój chłop z fajnym ciętym humorem, oby wszystko mu się poukładało!

18

Moje krótkie podsumowanie tego meczu.

Odnoszę wrażenie, że jakbyśmy usłyszeli plan meczu, który założyła sobie drużyna wraz z trenerem to ten wyglądałby dokładnie tak jak w rzeczywistości. Chłopacy dokładnie wiedzieli o co grają oni, a o co gra Real. Ekipa z Madrytu musiała tu wygrać, bo inaczej tylko jakaś katastrofa może przywrócić im nadzieje na tytuł. Szczególnie, że szansa na puchar Króla już uciekła im sprzed nosa. To natomiast wiązało się z tym, iż biali rzucą się na nas z wysokim pressingiem, ofensywnym nastawieniem i chęcią zrobienia z tego meczu dzikiej wymiany ciosów. Drużyna Ernesto Valverde, natomiast na to nie pozwoliła grając futball może i niezbyt porywający, ale odpowiadający potrzebie tego meczu, szczególnie po pięknym golu Ivana Rakitica. Wszelkie atuty ofensywne zostały wytrącone z dłoni Madryckiego kolosa, który zdaje się coraz bardziej stać na glinianych nogach.

Podstawy Barcy, natomiast wyglądały jak za pierwszego półrocza pracy Valverde, czyli bardzo bardzo solidnie. Na ogromną pochwałę zasługuje obrona oraz pomoc, które odrobiły lekcje z półfinału pucharu Króla i nie pozwoliły Realowi na zbombardowanie bramki Ter Stegena. Szczególnie tutaj wyróżniłbym Sergiego Roberto, który nie tylko świetnie poradził sobie z Viniciusem, ale jeszcze przytomnie asystował przy bramce Rakitica, którego również pochwaliłbym za ten mecz. Solidność z tyłu, wyjścia do przodu. Brawo.

Co do ofensywy to nie przystawała ona do poziomu jaki chłopaki zaprezentowali w defensywie, jednak nie była dramatyczna. Więcej spodziewałbym się po Dembele w meczu, w którym nareszcie miał mnóstwo miejsca, więc mógł skorzystać ze swych największych atutów. Francuz, jednak nie miał najlepszej dyspozycji dnia, co zwyczajnie się zdarza, szczególnie w przypadku młodego piłkarza wracającego do pełnej dyspozycji po kontuzji. Cieszy to, że Ousmane potrafi współpracować z Albą, co po przygodzie z Neymarem, który notorycznie pomijał obiegającego go lewego obrońcę nie jest takie oczywiste. Pomysł, w którym Dembele swoją dynamicznością zbiera uwagę obrońców, a potem podaje dla wybiegającego z jego pleców Jordiego wydaje mi się znakomity. Poza planem taktycznym na obraz ofensywy wpłynął, jednak Messi, któremu nie szło za dobrze. Miejmy nadzieje, że ten ból, który poczuł nie jest tego powodem, bo jeśli Leo gra z kontuzją to jest to bardzo niedobry prognostyk przed coraz szybciej zbliżającym się finałem sezonu.

Ofensywa bez fajerwerków była, więc czymś oczywistym wynikającym z planu na mecz, stosunkowo szybko strzelonej bramki oraz dyspozycji dnia najważniejszych osób kreujących moc w ataku. Są, jednak kwestie, które dla mnie są bardziej wyraziście alarmujące. Po pierwsze Coutinho, który po wejściu wyglądał dość nieporadnie. Wydaje mi się, że chłopak ten potrzebuje zagrać 90 minut na tyle niezbyt mocnego rywala, żeby zagrać fajny mecz, w którym nabierze wiatru w skrzydła i pewności siebie, bo umiejętności na pewno mu nie brak. Zważywszy na to, że grał w Anglii dziwi jego, widoczna gołym okiem, słabość fizyczna. Drugim problemem jaki dostrzegam są stałe fragmenty gry, które aż przypominają mi mecze z Celticiem za Guardioli. Każdy rożny wykonany krótko, zawsze z tym samym efektem. Dziś co prawda było kilka zagranych bezpośrednio w pole karne, jednak po ani jednym z nich nie padł nawet strzał (o ile dobrze pamiętam oczywiście). Stałe fragmenty gry to ważna sprawa, bo pomagają w wygrywaniu gdy zwyczajnie nie idzie, a na pewno jeszcze w tym sezonie takie mecze się zdarzą. Na treningach chłopcy powinni nad tym popracować.

Ogólnie, jednak kładę się spać po tym meczu w dobrym nastroju. Przez bardzo solidną grę oraz dobry wynik. Realowi zostaje tylko Liga Mistrzów, czy jeśli sezon skończy się dla nich bez ani jednego trofeum to Biali przestaną żyć ułudą swojej potęgi? Oby nie!

12

Uwielbiam Lucho, ale nie wiem czy jego karierze wyjdzie to na zdrowie. Moreno na pewno dokonał zmian pod siebie, stworzył poprawnie działający mechanizm, do którego przed mistrzostwami wchodzi Enrique. Do tego jest to bardzo trudna sytuacja, bo warto sobie wyobrazić co się stanie jeśli Hiszpania zanotuje kiepski turniej. Na głowę federacji i samego Luisa spadną gromy. Jeśli natomiast pójdzie mu dobrze nie zdziwiłbym się jakby padły teksty, że tak naprawdę Lucho spił śmietankę po Moreno. Mam nadzieje, że się mylę, bo jestem fanem tego gościa i życzę mu jak najlepiej.