Analiza taktyczna meczu z Athletikiem

Marcin Poreda

17 sierpnia 2019, 15:25

130 komentarzy

Inauguracja nowego sezonu najlepszej ligi świata to zawsze wielkie wydarzenie. Tym razem zaszczyt przecięcia wstęgi przypadł Barcelonie oraz Athleticowi. Katalończycy wzmocnieni wielkimi transferami de Jonga i Griezmanna oraz wyglądający całkiem nieźle w meczach presezonu byli faworytami tego starcia, zwłaszcza że Baskowie nie poczynili na rynku żadnych ruchów, ograniczając się jedynie do przeprowadzania sparingów z lepszymi i gorszymi zespołami. Wynik końcowy może więc zaskakiwać. Jak do tego doszło?

Typowy Athletic i zaskakująca Barcelona

Zacznijmy od gospodarzy. Ich trener nie zaskoczył wystawieniem podstawowej jedenastki. Głównym założeniem Basków było zmaksymalizowanie wydajności zespołu, który miał przeciwstawić się elastycznemu i ofensywnemu 433 Barcelony. W związku z tym Garitano postawił na ustawienie 4231 z dwoma defensywnymi ryglami w środku pola – Unaiem Lópezem oraz Danim Garcíą, których głównym zadaniem miało być utrudnienie przekazywania piłki przez Barcelonę przed linię defensywną Basków. Bardziej z przodu ustawieni byli Muniain, Raúl García oraz Oscar De Marcos – gracze doświadczeni i ciężko pracujący – to głównie na nich miała opierać się taktyka zespołu. Jedynym nominalnym napastnikiem został Iñaki Williams – największy talent baskijskiej piłki ostatnich lat. Dla obserwatorów takie ustawienie nie było niczym niezwykłym. Athletic grał już tak wielokrotnie przeciwko wielkim rywalom – choćby w zeszłym sezonie.

Patrząc na Barcelonę, to Ernesto Valverde musiał radzić sobie bez Leo Messiego. Nie zaskoczył ustawieniem zespołu, którym było klasyczne 433, jednak mocno naznaczył jedenastkę personaliami. Środek de Jong – Roberto – Aleñá był odważny i pomysłowy zarazem. Trójka mobilnych, elastycznych i szybkich piłkarzy z inklinacją do gry kombinacyjnej miała za zadanie tworzyć przewagę w środku pola, a w razie przejścia do obrony szybko wrócić na swoją połowę. Jeśli chodzi o linię ofensywną, to nie było tutaj absolutnie żadnego zaskoczenia. Dembélé – Suárez – Griezmann – najbardziej logiczne i prawidłowe ustawienie. Krótko mówiąc, patrząc na presezon, Valverde zrobił wszystko jak należy.

Myśląc o ustawieniu Barcelony, można było w nim doszukiwać się chęci do bardziej wertykalnej i ofensywnej gry. Nie wolno jednak zapominać o presezonie – zwłaszcza ostatnich meczach z Napoli. To w nich Valverde próbował ustawienie de Jong – Roberto – Aleñá, które przyniosło dobre rezultaty. Co było w nim jednak zaskakujące, to rozmieszczenie zawodników na szerokości boiska. Holender był klasycznie zlokalizowany na pozycji nr 6, jednak Aleñá i Roberto zostali zamienieni stronami niezgodnie z założeniami futbolu totalnego. Lewonożny Aleñá został ustawiony bliżej lewej strony, zaś prawonożny Roberto bliżej prawej.

Czerwone zaznaczenie - Aleñá, niebieskie - Roberto

Z Napoli ten manewr zakończył się powodzeniem. Rywal bronił luźno, starał się atakować i zostawiał pomocnikom Barcelony sporo miejsca. Możliwe były wejścia między linie i próby gry na małej przestrzeni. Valverde chciał to samo wykonać w meczu na San Mamés. Takie ustawienie pomocników odbierało im możliwość zagrywania prostopadłych podań, co jest kluczowe w kombinacyjnej grze ofensywnej, ale dawało dwie przewagi. Pierwszą była możliwość przyspieszenia gry na małej przestrzeni na każdym skrzydle. Txingurri, mając na uwadze ustawienie rywala i jego blokadę środka pola, chciał przenieść ciężar rozgrywania akcji w boczne sektory boiska. Aleñá miał współpracować z Griezmannem i Albą, zaś Roberto z Semedo i Dembélé.  Drugą zaletą takiego ustawienia miała być przewaga podczas fazy defensywnej. Prawonożni zawodnicy znacznie lepiej bronią, będąc ustawionymi bliżej prawej strony – lewonożni analogicznie. Można więc stwierdzić, że położenie pomocników było głównie zdeterminowane ostrożnością i pragmatyzmem trenera – przy okazji zaś koncepcją ofensywną.

Athletic nie zaskoczył swoim ustawieniem oraz personaliami. Baskowie byli jednak niesamowicie wybiegani i konsekwentni na całej długości boiska – to był motyw przewodni ich gry. Od samego początku założyli wysoki pressing na gościach i egzekwowali go z zadziwiającą skutecznością. Iñaki Williams harował za dwóch, biegając we wszystkich kierunkach i utrudniając swobodną wymianę piłki w środku pola. Bardzo mądrze przesuwali się De Marcos, Raúl García oraz Muniain. Natomiast defensywni pomocnicy z wyczuciem uzupełniali luki pomiędzy obrońcami i wykonującymi wysoki pressing ofensywnymi pomocnikami.

Pressing w wykonaniu Athletiku

Garitano postawił na szybkość przejść z obrony do ataku i w związku z tym bardzo ważną rolę mieli odegrać Yuri oraz Capa. W tym wszystkim trener Athleticu liczył na to, że Barcelona będzie mylić w konstruowaniu akcji, dzięki czemu będzie można wykorzystać jej błędy. Rozgrywanie i dominacja gospodarzy nie interesowała.

Starcie systemów

Już pierwsze minuty pokazały, kto zaczyna mieć przewagę. Gospodarze nie prowadzili gry, ale świetnie się ustawiali i przemieszczali, momentami nie pozwalając pomocnikom gości choćby na przyjęcie piłki. Bardzo przeszkadzało wtedy ustawienie Aleñi i Roberto na przeciwległych pozycjach, co znacząco ograniczało ich potencjał w kreacji. Dodatkowo w szeregach Katalończyków pojawiały się błędy, jak choćby strata Dembélé, po której Williams oddał świetny strzał z dystansu. Barcelona próbowała przeciwstawić się wykonywaniem koncepcji Valverde, czyli adresowaniem futbolówki na skrzydła i wykorzystaniem gry na małej przestrzeni. Spotykało się to z bezbłędną reakcją Basków, którzy szybko zagęszczali daną stronę boiska i zmuszali rywali do wycofywania piłki lub notowania strat. Nie pomogała również indolencja Semedo oraz Dembélé na prawej stronie, a także kiepska komunikacja Alby z Griezmannem, choć akurat Francuz świetnie pracował na lewej stronie, wracając się nawet na pozycję lewego obrońcy. Athletic biegał i biegał, a Barcelona wydawała się być tym ogromnie zaskoczona. W całej pierwszej połowie jedynie Rafinha oddał celny strzał na bramkę i to dopiero w końcówce po indywidualnej akcji na prawej stronie. Okazję Suáreza można traktować jako łut szczęścia, a nie efekt wypracowanej taktyki. Warto tutaj też wspomnieć o roli samego Urugwajczyka. Jego obecność na murawie była pewną realną nadzieją na skuteczność obranej taktyki. Luis znakomicie przemieszczał się między liniami rywali, wyciągał obrońców, wiązał pomocników i starał się współpracować z kolegami w grze kombinacyjnej. Do tego stanowił realne zagrożenie w polu karnym, do którego miały być adresowane płaskie dośrodkowania. Jego kontuzja była fatalną wiadomością dla Valverde, który nie ma w drużynie podobnego zawodnika. Na murawę wbiegł więc wspomniany wcześniej Rafinha, Griezmann zajął pozycję snajpera, a Dembélé zadomowił się na lewym skrzydle. Jednocześnie ogólna taktyka nie została zmieniona. Odbijało się to więc na samej efektywności rozgrywania. Dembélé kiepsko współpracował tym razem z Albą, a Semedo nie wspierał Rafinhi. Griezmann zaś był osamotniony i zupełnie nie potrafił odnaleźć się w czynnościach, które Suárezowi przychodzą z łatwością. Baskowie grali cały czas swoją grę i od czasu do czasu próbowali nękać ter Stegena uderzeniami na bramkę. Dość powiedzieć, że w celnych strzałach do przerwy było 4:1.

Na ratunek Rakitić?

Po przerwie Valverde wprowadził na boisko Rakiticia, który zmienił Aleñę. W założeniu obecność Chorwata miała zapewnić drużynie więcej spokoju i stabilności w środku pola. Krótko mówiąc, była to zmiana pragmatyczna na zyskanie przewagi w starciach fizycznych z rywalami, przy jednoczesnym wykorzystaniu długich podań wicemistrza świata. Bardzo ciekawa była natomiast reakcja trenera gospodarzy na wejście Ivana. Polecił on swoim zawodnikom ograniczyć pressing, wycofać się i skupić się na zabezpieczeniu bocznych sektorów. Garitano zdawał sobie sprawę z tego, że Rakitić dysponuje niezłym przerzutem i świetnym przeglądem pola, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do skrajnego zmęczenia jego graczy. Barcelona miała więc rozgrywać do 30 metra, a dalej bić głową w mur. Czas pokazał, że było to optymalne rozwiązanie. Chorwat dawał drużynie opcje przerzutów, ale był wyraźnie wolniejszy i mniej mobilny. Szukał swoich okazji w polu karnym, ale miał praktycznie tylko jedną, którą zmarnował. Gospodarze zaś starali się wymieniać co bardziej zmęczone elementy układanki i kontynuować taktykę, która dawała rezultaty w postaci kilka szans bramkowych oraz niemal zupełnego powstrzymania zapędów ofensywnych rywala. W samej końcówce Garitano zdecydował się na wyciągnięcie asa z rękawa – Aritza Aduriza, który miał przez ostatnie kilka minut czyhać na błędy zmęczonych Katalończyków. Baskom pressing nie był już zupełnie potrzebny. Zresztą Iñaki był skrajnie zmęczony ogromem wykonanej przez siebie pracy. I nawet ten manewr Gaizki się powiódł, choć okoliczności zdobycia gola przez weterana są kuriozalne. Wszystko stało się po wyrzucie piłki z autu, kiedy cała drużyna była w teorii pieczołowicie ustawiona w defensywie.

Alba kryjący swoje zawodnika i Dembélé z głową w chmurach

Wystarczyły dwa błędy indywidualne. Pierwszym był brak koncentracji Dembélé, który zapomniał o asekuracji lewej strony, kiedy Alba wyszedł do prawidłowego pressingu. Dzięki temu Capa bez żadnych problemów mógł celnie dośrodkować. Drugim błędem było natomiast fatalne krycie Semedo, który zupełnie stracił z oczu Aduriza i rozpaczliwym podbiegnięciem próbował blokować strzał Baska – nieskutecznie.

Semedo i Aduriz zaznaczeni w czerwonym prostokącie. Klatka tuż po wykonaniu dośrodkowania przez Capę.

Reszta to już maestria strzelca – legendy klubu z Bilbao. Nie dało się lepiej uderzyć tej piłki, co oczywiście oznacza, że ter Stegen nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję.

Co fałszowało w barcelońskiej muzyce?

Analizując wszystkie fakty, nie można oprzeć się wrażeniu, że gospodarze od początku do końca meczu wiedzieli, co chcą grać. Gdyby nie indywidualne umiejętności ter Stegena już po kwadransie mogliby prowadzić przynajmniej jednym golem i nikt nie kwestionowałby takiego wyniku. Baskowie byli zdyscyplinowani, waleczni i pomysłowi w ofensywie. Owszem, również popełniali błędy jak choćby koszmarne odegranie Unaia do defensywy, które trafiło wprost pod nogi Suáreza, jednak w sumie nie było ich więcej niż palców u jednej ręki. Podopieczni Garitano solidnie bronili, grali skutecznym pressingiem i raz po raz starali się wyprowadzać kontry. Ich największym sukcesem było zniszczenie kolektywności Barcelony. Kiedy akcja była prowadzona danym skrzydłem, to tam Baskowie starali się zamknąć rywali, przez co goście nie mogli wykorzystywać całej głębi boiska. Katalończycy byli kilkoma oddzielnymi zespołami: lewą stroną, prawą stroną, defensywą i jednostkami, które na dłuższą metą nie potrafiły powiązać tych wszystkich grup.

Jeśli chodzi o gości, to śmiało można stwierdzić, że zostali zdominowani. W pierwszej połowie pressingiem, a w drugiej solidnością i skutecznością Basków. Mimo że Ernesto Valverde miał dobry pomysł na rozegranie tego meczu, to finalnie został wyraźnie pokonany przez Gaizkę Garitano. Kiedy Valverde chciał przekierować ciężar rozgrywania akcji na skrzydła, trener gospodarzy zarządził powszechny pressing. Kiedy Valverde wprowadził Rakiticia, aby przejąć kontrolę w środku pola, Garitano sam ją oddał, wycofując swoich zawodników i pozwalając rozgrywać Barcelonie z mało mobilnym Chorwatem i bez Suáreza. Wydaje się, że Barcelonie zabrakło przede wszystkim głębi rozgrywania – zwłaszcza po zejściu Urugwajczyka. Na wysoki pressing jak i skomasowaną obronę nie ma lepszej broni niż dalekie przerzuty na skrzydła, które rozszerzają defensywę rywala. Rozegranie do prawej strony, odegranie prawego obrońcy z pierwszej piłki do lewonożnego pomocnika i wtedy daleki przerzut na lewą stronę. Wtedy broniący piłkarze nie mają wyjścia – muszą się przesuwać, męczyć, tworzą się luki w formacjach. Od szybkości i precyzji przerzutów zależy skuteczność ataku pozycyjnego. Natomiast wszyscy zawodnicy z pola Barcelony wykonali w tym meczu jedynie 20 przerzutów. To jedno takie zagranie co 4,5 minuty – w taki sposób trudno wykreować sytuację strzelecką na San Mamés.

Nie można również zapomnieć o problemach personalnych. Semedo fatalnie czytał grę i miał kłopoty z ustawianiem się na boisku, Alba miał problemy ze współpracą z Griezmannem, a Roberto z Aleñą, nie do końca ze swojej winy, byli bezproduktywni w środku pola. Szczytem była jednak dyspozycja Dembélé, który w ciągu całego meczu zaprezentował się najgorzej ze wszystkich. Drużyna nie mogła liczyć na choćby jeden przebłysk jego talentu, co przy przewadze taktycznej gospodarzy mogłoby zadecydować o końcowym wyniku.

Wszystkie straty Dembélé

Fani Athleticu mogą czuć się bardzo zadowoleni z postawy ich ulubieńców. Gaizka Garitano po raz kolejny pokazał, że jest dobrym taktykiem i wzorowo potrafi zareagować na wydarzenia boiskowe. To jest coś, czego zabrakło Ernesto Valverde. Trener Barcelony miał dobry plan na mecz, prawidłowo wyselekcjonował once de gala, ale zupełnie nie potrafił wykorzystać potencjału swoich zawodników, ustawiając ich zbyt asekurancko. Najbardziej niepokojące dla culés jest jednak to, że z upływem czasu gra nie wyglądała wcale lepiej. W żadnym momencie tego meczu goście nie zaryzykowali – potencjalny remis im pasował. Zostali jednak skarceni tuż przed zakończeniem spotkania. To zły znak na początek sezonu.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

W ubiegłym sezonie Barcelona strzelała zdecydowanie więcej bramek w drugich połowach i były artykuły, że Valverde znakomicie czyta mecze i zmianami potrafi odwracać przebiegi spotkań, a Barcelona punktowała w wielu meczach, kiedy nie szło. Dzisiaj po jednej porażce na piekielnie trudnym terenie, po pierwszym meczu sezonu, gdzie drużyna się musi dotrzeć trener jednak jest beznadziejny. No i nie umie wykorzystać potencjału swoich zawodników. Zdecydowanie jego winą jest to, że Dembele nie umie przyjąć piłki. Waszą gadkę i bycie mądrym przed ekranem monitora idealnie pokazała liga mistrzów. Dwa lata temu po porażce z Romą: jaki ten trener jest beznadziejny, że chciał bronić wyniku, powinien grać swoje to co w pierwszym meczu. Rok później po porażce z Liverpoolem, gdzie Valverde chciał zagrać to samo co na camp nou: jaki ten trener jest beznadziejny, zagrał to samo co u siebie, a powinien bronić wyniku. No to jak w końcu powinien zrobić?Przypominam, że na boisku biega 11 gości, których każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej przyjąć piłkę czy oddać strzał. Niedawno Valverde jak prawie wygrał ligę bez porażki to był świetny, bo nauczył Barcelonę bronić. Dzisiaj to się nazywa zbędnym pragmatyzmem. Nie da się czytać tych komentarzy. Oby wygrał potrojnai koronę i zamknął wszystkim mo*dy choć to i tak pewnie byłoby chwilowe. Wszystko co robi jest złe. Wszystko. Mieszane uczucia i dyskusja powinny być i je rozumiem, ale tutaj naprawdę czego nie zrobi trener to i tak zawsze powinien zrobić dokładnie odwrotnie. Nawet piłkarzy niby wystawił dobrze, ale jednak powinien ich zamienić stronami. Po fakcie to zawsze łatwo być mądrym.

@constantine16 przestan p.....c farmazon

@constantine16 W meczu z Romą, jak i Liverpoolem, Barca po prostu przestała grać w piłkę i obserwowała jak robi to przeciwnik. W obu przegranych meczach, obudzili się 5 min przed końcem. Myślę, że trener nie potrafił ich zmotywować, Valverde jest z natury flegmatyczny i to widać na każdym kroku, nawet po stylu gry, jaki od ostatnich lat prezentuje Barca. Nudny bez polotu, nastawiony na zwycięstwa, jak najmniejszym wysiłkiem i zaangażowaniem, co nie raz odbiło się czkawką. Valverde posługuje się chłodną kalkulacją. Brak w nim ikry i tego błysku, który miał Guardiola czy Klopp.

@Gallaret
Z tym się zgadzam. Może nie ma tego ognia, ale to jest inna rzecz, niż brak taktyki, złe zmiany i generalnie nie róbmy z niego nieudacznika. Takiego samego mamy kapitana, niestety, choć ostatnimi czasy Messi miewał przebłyski.

@constantine16 z dokladnie dobrze napisane :) Visca el Barca!!

@constantine16 Przecież analiza i wnioski tyczą się tylko tego meczu. Nie twierdzę, że Valverde nie umie czytać meczów i odwracać jego losy, tylko że w tym konkretnym ta sztuka mu się nie udała.

@ściah Tak, tak. Miałem na myśli komentujących.
« Powrót do wszystkich komentarzy