W barcelońskich okoliczno-ściah: Przypadek Malcoma

Marcin Poreda

31 lipca 2019, 10:20

94 komentarze

Jeden miesiąc. Tylko tyle czasu potrzeba było, żeby w zarządzie FC Barcelony doszło do trzęsienia ziemi. Nie jest to zbyt mocne słowo, bo jak inaczej nazwać dymisję wiceprezydenta do spraw sportowych oraz menedżera generalnego obszaru sportowego? Wyobraźcie sobie, że nagle w firmie zajmującej się produkcją gier zmieniany jest dyrektor wykonawczy oraz kierownik projektu. Jesteśmy świadkami absolutnej rewolucji, która pod koniec kadencji obecnych władz klubu ma za zadanie naprawić błędy Mestre i Segury.

Bartomeu & Zubizarreta style

Obecny zarząd jest spadkobiercą Sandro Rosella, który w 2010 roku objął stery w klubie. Już wtedy wśród jego najbliższych współpracowników mogliśmy zobaczyć Bartomeu i Mestre. Kiedy Pan Sandro, po oskarżeniach o defraudację pieniędzy przy transferze Neymara, zdecydował się podać do dymisji, na jego miejsce trafił właśnie obecny prezydent, zaś Mestre objął pozostawione przez niego stanowisko wiceprezydenta ds. sportowych. O rządach Bartomeu w latach 2010 – 2014 można mieć różną opinię. Rolę dyrektora ds. sportowych pełnił wtedy Andoni Zubizarreta, który zarządzał w kratkę. W głównej mierze chodzi tu o transfery:

  • pozytywne (Alba, Suárez, Rakitić, ter Stegen),
  • negatywne (Fàbregas, Sánchez, Song, Vermaelen, Douglas),
  • neutralne (Neymar, Mathieu, Bravo).

W tej oraz poniższych ocenach transferów kierowałem się tym, jakie oczekiwania były związane z danym zawodnikiem i jakie piętno odcisnął on na zespole. Przykładowo Alba stał się podstawowym graczem na wiele sezonów, natomiast Cesc traktowany jako gwiazda prezentował się standardowo - na wiosnę nie istniał. Piłkarze, którzy pokazali się z dobrej strony, ale nie zagrzali zbyt długo miejsca w klubie, byli przeze mnie traktowani neutralnie.

Wracając do meritum, trudno zarzucić tutaj decydentom brak spójności. Nowi piłkarze zazwyczaj byli dobrze analizowani pod kątem charakterystyki i potencjału. O ich niepowodzeniu decydowały raczej kiepskie przystosowanie się do stawianych im wymagań, niestabilna forma oraz podatność na kontuzje. Krótko mówiąc – Zubizarreta i odpowiedzialny za niego Bartomeu mieli dobrą wizję zarządzania klubem, a nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.

Mestre, Fernández i Segura - tercet rodem z Monty Pythona

W 2015 roku zdymisjonowany przez zarząd został Zubizarreta. Po kilku miesiącach perturbacji jego stanowisko zajął Robert Fernández, którego miał wspierać Pep Segura. Co dociekliwsi i zorientowani w temacie mogli w tych nominacjach dostrzec powiew nowego – bynajmniej świeżości. Panowie mocno zabrali się do pracy. Po latach można śmiało stwierdzić, że pierwszy rozpoczął powolne niszczenie pierwszej drużyny, zaś drugi Barcelony B i La Masii. Efekty? W ciągu czterech lat duet Fernández (2015-2018) – Segura (2015-2019) w aspekcie transferów dokonał następujące roszady:

  • pozytywne (Umtiti, Cillessen, Lenglet, Arthur, Arturo Vidal),
  • negatywne (Turan, Aleix Vidal, Gomes, Alcácer, Denis Suárez, Deulofeu, Coutinho, Malcom, Boateng),
  • neutralne (Digne, Dembélé, Paulinho, Semedo, Mina).

W tym przypadku również nie myli się tylko ten, kto nic nie robi, jednak znamienna jest liczba błędów oraz skala jakości, którą nowi gracze wprowadzili do pierwszej drużyny. W ciągu tych czterech lat tak naprawdę tylko Umtiti zadomowił się na dobre w składzie, choć ocena jego gry jest naciągana ze względu na zeszłoroczne problemy ze zdrowiem, które nadal są niewiadomą.

O skali problemu świadczy rzut oka na podstawową jedenastkę zespołu w finale Ligi Mistrzów z Juventusem w 2015 roku.

Fot. Wikipedia

Once de gala z zeszłego sezonu różni się od powyższej jedynie czterema zawodnikami – Alvesem, Mascherano, Iniestą i Neymarem. To pokazuje stagnację i brak rozwoju kadry w ciągu panowania duetu Fernández-Segura. Jeszcze gorzej wygląda natomiast kwestia zastępców. Za Daniego mamy duet Semedo-Roberto (pierwszy ma duże braki w grze, a drugi imituje prawego obrońcę), Iniestę nie zastąpił obecnie nikt, a Neymara próbują na zmianę Coutinho z Dembélé (pierwszy nie pasuje do systemu, a drugi nawet nie zbliżył się do dolnej granicy jego potencjału), którzy spisują się znacznie poniżej oczekiwań. Jedynie Umtiti w jednym sezonie wszedł na odpowiedni poziom, zastępując Jefecito. Krótko mówiąc, z każdym sezonem kadra stawała się coraz słabsza.

Casus Malcoma

Wczoraj pojawiły się bardzo wyraźne pogłoski o zaawansowanych pracach nad transferem Malcoma do Zenitu. Brazylijczyk rok temu trafił do drużyny za 41 mln euro w dość niecodziennych okolicznościach. Obecnie jest na wylocie z klubu. Jego sytuacja to idealny przykład chaosu, który panował w pionie sportowym Barcelony. Jeszcze kilka lat temu, nawet za czasów Zubizarrety, nie do pomyślenia było uskutecznianie koncepcji zarobku na transferach. Klub kupował najlepszych i próbował tych, którzy pasowali potencjałem oraz profilem. Obecnie coraz częściej mamy do czynienia z przykładami zakupów totalnie „z czapy” lub stricte zarobkowych. Lista ma kilka linijek:

  • Arda Turan – typowy ofensywny skrzydłowy (w składzie Neymar i Messi), z którego próbowano zrobić środkowego pomocnika – z wiadomym skutkiem.
  • Aleix Vidal – typowy prawy skrzydłowy, z którego próbowano zrobić prawego obrońcę – efekt podobny do Ardy.
  • Paco Alcácer – lis pola karnego i egzekutor, którego próbowano nawet na prawym skrzydle. Zawodnik niebiorący częstego udziału w rozgrywaniu został sprowadzony do Barcelony w niewiadomym celu.
  • André Gomes – niewybijający się ponad przeciętność w przeciętnej Valencii, którego w Barcelonie próbowano na wszystkich możliwych pozycjach, obdarzając nieadekwatnym zaufaniem.
  • Yerry Mina – totalny odlot. Wielki i wolny, którego największą zaletą jest gra w powietrzu, czyli ostatnia istotna cecha potrzebna w Barcelonie. Neutralność jego transferu polega tylko na tym, że klub na nim zarobił, choć przed mundialem wcale nie było to oczywiste.
  • Philippe Coutinho – piłkarz, dla którego nie ma miejsca w 4-3-3 z Messim w składzie. Może Fernández i Segura liczyli, że wygryzie Argentyńczyka?

Na koniec sam sztandarowy przykład – Malcom. Prawy skrzydłowy (pozycja Messiego, co już pokazuje możliwości jego rozwoju), lewonożny, z dobrym zejściem do środka, który w kolejnych miesiącach ledwo wąchał murawę. W sumie trochę ponad 1000 minut. Zastanawiające jest, jaka koncepcja kierowała dyrekcją sportową, kiedy postanowili sprowadzić za 41 mln euro 21-letniego rezerwowego na pozycję Messiego, który na dodatek za konkurentów miał przepłaconych (w domyśle powinni grać jak najczęściej) Dembélé i Coutinho? Absurd.

Optymizm

Przyszłość jawi się jednak w znacznie jaśniejszych barwach. Jedenastka z 2015 roku musi wreszcie zostać wymieniona w większym stopniu – czas jest nieubłagany i nawet Rakitić nie da rady grać na najwyższym poziomie do czterdziestki. Przede wszystkim jednak w klubie nie ma już od dawna Fernándeza, a teraz możemy radować się z odejścia Mestre i Segury. Tegoroczne transfery bez wątpienia mają ręce i nogi. Klub wreszcie wrócił do kupowania najlepszych na świecie (Griezmann i de Jong), nie bawiąc się w „okazje” na rynku w stylu Malcoma, Miny, Gomesa i Paco Alcácera. Możemy mieć też nadzieję, że bardziej zaufa się wychowankom - Wagué, Araujo, Aleñi i Puigowi, którzy w żadnym wypadku nie są słabsi od licznych w ostatnich latach pomyłek transferowych. Nawet ewentualne przyjście Firpo będzie bardzo sensowne - wszak młody lewy obrońca mógłby znacząco odciążyć Albę i mieć więcej cierpliwości niż Digne. Moment, w którym klub od kupowania średniaków będzie wolał postawienie na wychowanków, będzie dla wszystkich culés dniem cudownym. Tylko czy może on już nie nastał? Miejmy taką nadzieję.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Neymar transferem neutralnym... Co za byzyduura. Ktoś tu ma chyba problemy z panowaniem nad emocjami.

@kimpanjest No niestety Choć nie mam zamiaru więcej go tu oglądać to jednak umieszczenie go w tej skali na tym miejscu to gruba przesada
« Powrót do wszystkich komentarzy