Nic dwa razy się nie zdarza?

Marcin Poreda

8 maja 2019, 15:14

350 komentarzy

Dziś tekst wyglądający trochę niczym zlepek kartek z pamiętnika, bo w pewnym sensie archiwalne rozmowy na czacie redakcyjnym można tak traktować. Będą one zapisane w formie cytatów. Część zdań została ocenzurowana, jednak ich sens jest taki sam. Nie zabraknie również merytoryki i liczb – każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

10.04.2018

Pamiętny rewanż z Romą. Nie oglądałem meczu na żywo – byłem dość świeżo po rozpoczęciu nowej pracy. Wstawałem codziennie przed 5 rano, więc chciałem wyspać się, żeby myśleć jasno podczas okresu próbnego. Poza tym byłem pewny awansu drużyny z Katalonii. Smacznie spałem, kiedy Barcelona kompromitowała się Romą.

11.04.2018

Przegląd wydarzeń zeszłodniowych i zapiski na Whatsappie:

05:46

O. Niezłe zdziwko. Jeśli nie strzeliliśmy choćby jednego gola Romie, to znaczy, że byliśmy totalnie żałośni. 7up czy te kompromitacje w zeszłym sezonie były jednak z uznanymi markami. Średnio mi się mieści w głowie ten wynik. No ale trudno - znacznie bardziej niepokoi mnie Valverde. Niech się oni tam u góry zastanowią, czy nie powinno się go odpalić. Nie chodzi o wynik i kompromitację samą w sobie, ale jaki on ma faktycznie wpływ na ten zespół, skoro nie potrafi go zmotywować do strzelenia choćby jednego gola?

21:06

Matko, jak ja się cieszę, że nie musiałem tego meczu obejrzeć. I nigdy go nie obejrzę.

Ciekawość jednak zwyciężyła.

12.04.2018

Obejrzany obszerny skrót - około 40 minutowy. Tortury. Wnioski wyciągnięte:

17:41

Odnośnie Ernesta to napiszę tylko jedno. Jak kobieta zdradzi raz, to jest duża szansa, że zrobi to ponownie. Valverde popełnił grzechy śmiertelne w tym meczu i moim zdaniem wszystko świadczy o tym, że to może się powtórzyć. Zniszczenie przygotowania fizycznego, zajechanie zawodników, brak zmian. Nie rozumiem tego. Chłop jak zaczynał, to robił zmiany po przerwie, rotował często, zmieniał formacje i zaskakiwał. Teraz ma syndrom każdego trenera Barcelony z przeszłości. Czym to do motylej nogi jest spowodowane? Czy trenerzy w Barcelonie tracą jaja po kilku miesiącach? Enrique też z czasem zrobił z siebie mało eleganckiego człowieka. Jakby ktoś wziął im mózgi i wbił "tylko once się liczy, reszta jest za słaba". Dramat. Moim zdaniem powinien polecieć.

15.04.2018

Utwierdzenie się w opinii:

06:37

Jestem za odejściem, ale i tak zostanie na kolejny sezon. Mam tylko nadzieję, że jeśli zostanie, to będę za rok wszystko odszczekiwał i wcale nie chodzi mi o trofea, tylko o zarządzanie kadrą i brak kompromitacji.

09:27

Możliwości taktyczne możliwościami taktycznymi, ale ten mecz z Romą to była zbrodnia. Jeśli nie idzie, to robi się zmiany w 45. minucie, wstrząsa się piłkarzami, cokolwiek. Mówi się im „macie rzygać na boisku”. Zamiast tego było cofnięcie się do 0:3 – dla mnie to niewybaczalne, pokazuje jakąś impotencję. Nawet dyletant taktyczny Zidane w trudnych meczach coś zmieniał, próbował. Moim zdaniem ten mecz jest symptomatyczny. Zbrodnia.

14:10

Nie interesują mnie sukcesy – one są wypadkową. Jednak ten mecz z Romą dał mi zmienne, które sugerują, że Valverde się nie poprawi. Dał mi w tym meczu podstawy do sądzenia, że może w przyszłości odpłynąć. Skala kompromitacji jest zbyt duża.

Kilkadziesiąt minut później napisałem do kolegi, z którym polemizowałem o meczu i Valverde:

Mam tylko nadzieję, że za rok wyciągniesz mi tę rozmowę i przy zdobywaniu trofeów z Valverde będziesz się ze mnie śmiał. Nie mam nic przeciwko. ;)

A na deser krótka opinia na temat naszych odwiecznych rywali, która nada pełny rys wstępowi:

26.04.2018

A tak zupełnie poważnie, to dziś doznałem olśnienia. Ten Real jest wielki. Nie ma co pisać negatywnie o stylu, innowacjach i innych tego typu rzeczach. Przez wiele miesięcy większość składałem na karb farta i przygotowania fizycznego, ale dziś zrozumiałem jedno. Ten Real jest wielką drużyną. Jedną z najlepszych klubowych drużyn w historii piłki nożnej. Mają braki, ale posiadają w sobie tyle siły mentalnej i są tak świetni w strzelaniu goli, że ich przeciwnicy już na starcie robią w majty, a jeśli nie od razu, to w drugiej połowie lub w końcówce. Dlatego mają problemy z ogórkami. Ogórki mają inną mentalność, bo zawsze wychodzą skazani na pożarcie, więc siła Realu tak na nich nie działa. Jednak jeśli wychodzi na nich faworyt CL, to nagle staje się malutkim zasranym kundelkiem, który przy Cristiano może co najwyżej wyczyścić swój obsrany tyłek językiem. To jest ich wielkość. Oni są jak RFN, jak wielcy Włosi. Nie wirtuozja, nie piękno, ale potężna siła i kosmiczna skuteczność. Taki futbol też jest wspaniały i ci piłkarze na zawsze już zapiszą się w annałach.

Tyle wspominek. Mógłbym wygrzebać jeszcze więcej podobnych opinii, ale moim zamiarem nie jest wejście do kaplicy na pogrzebie kolegi, który jeździł 200 km/h po polskich drogach i zginął w wypadku samochodowym, stanięcie na trumnie i krzyczenie do zgromadzonej rodziny „A mówiłem mu, żeby jeździł wolniej!”. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na logikę zdarzeń i logikę przewidywań. W futbolu rzadko kiedy miejsce ma przypadek. Wynik końcowy zawsze jest składową wielu czynników. Tak było rok temu w Rzymie – można było zauważyć pewne niezmienialne cechy Barcelony Valverde. Powtórzenie się tego scenariusza nie jest niespodzianką, tylko logicznym następstwem decyzji i obecności osób, których rola w klubie powinna być zupełnie inna. Człowiek jest jednak istotą emocjonalną, zwłaszcza w takim temacie jak sport. Gdyby piłka nożna nie bazowała na uczuciach, to byłaby księgowością i nikt nie poświęcałby czasu na oglądanie jej. Emocje jednak odbierają trzeźwe spojrzenie na piłkę, koloryzują i przykrywają często prawdę.

Też jestem tego dobrym przykładem. W poniedziałek spotkałem się z Lookym, żeby porozmawiać o serwisie. Rozmowa zeszła też oczywiście na sytuację Barcelony w rozgrywkach. Powiedziałem:

Wiesz co, Łukasz? W zeszłym sezonie mocno krytykowałem Valverde i chciałem jego odejścia. Teraz wykręcił kolejną ligę, lepiej zarządza kadrą i wygrał z Liverpoolem 3:0. Wydaje mi się, że odrobił lekcje i wspiął się na kolejny szczebel jakości trenerskiej – nie wyobrażam sobie, żeby nie awansował do finału - to będzie potwierdzenie jego rozwoju. W związku z tym sumienie zmusi mnie do napisania tekstu. Nazwę go „Hau, hau, hau”, czyli odszczekuję to, co mówiłem o nim rok temu.

Weryfikacja. Emocje na bok. Wspomniany tekst nigdy nie zagości na naszej stronie. Cules są zszokowani, ale pamiętniczek pokazuje, że wszyscy mogliśmy się tego spodziewać. Logika i chłodna analiza nie pozostawiają wątpliwości – ten mecz jest konsekwencją pozostawienia Ernesto Valverde na ławce trenerskiej.

Dramat w czterech aktach

Akt I - Taktyka

Valverde w żenujący sposób przygotował taktykę na ten mecz. Wystawił ofensywne i mało stabilne w organizacji gry ustawienie 4-3-3, jednocześnie nakazując piłkarzom ostrożność. Efekty mogliśmy oglądać już po kilku minutach – szybkie 0:1. Pamiętam jak Tomasz Smokowski kilka dni temu w „Misji Futbol” mówił, że Liverpool nie ma zbyt dużych szans na awans, ale jeśli będzie w stanie strzelić gola w pierwszym kwadransie i dociągnąć do przerwy z czystym kontem, to w drugiej połowie mogą dziać się cuda – analiza doświadczonego eksperta, z której należy czerpać pełnymi garściami. Barcelona miała swoje okazje, ale nie były to aż tak dogodne sytuacje jak choćby próby Milnera i Salaha na Camp Nou. Wynikały one bardziej z indywidualnego błysku zagrywającego Messiego niż ze składnych akcji drużyny. Coutinho był bezużyteczny. Nic nie dawał w ataku i miał poważne problemy z powrotami do defensywy - standardowo. Vidal walczył, ale nie miał spokoju i precyzji w rozegraniu (78% celności podań). Stoperzy bardzo nerwowo wybijali piłki na oślep – goście wykonali aż 70 długich podań przy 54 gospodarzy - istny gwałt na stylu gry. Sergi Roberto balansował w środkowej strefie, ani razu nie podając celnie w pole karne, przy jednoczesnych problemach z powrotami do defensywy. Luis Suárez był z przodu osamotniony, zaliczył tylko 21 podań w meczu. W ofensywie istniał tylko Messi, który na dodatek nie miał najlepszego dnia strzeleckiego. Barcelona o ile nie od początku, to już po utracie gola powinna całymi siłami rzucić się do ataku, żeby strzelić tę jedną jedyną bramkę zabijającą spotkanie. Pośrednio ustawienie zespołu to sromotna klęska i blamaż Valverde – drugi raz z rzędu.

Wszystkie celne podania Luisa Suáreza w tym meczu. Najbardziej znamienny jest widok koła środkowego

Akt II - Zarządzanie składem i zmiany

Kiedy Juergen Klopp powiedział, że nie zagrają Firmino i Salah, kursy na zwycięstwo Liverpoolu poszybowały w górę. Mimo wszystko Niemiec, dzięki rozsądnemu zarządzaniu kadrą, mógł skorzystać z Origiego i Shaqiriego, którzy w tym sezonie mieli rozegrane na koncie w sumie niemal 2000 minut. Zrozumiał swój błąd z poprzedniego meczu, zostawiając na ławce Georginio Wijnalduma i wprowadzając go na murawę w odpowiednim momencie. Wypracowanie 4:0 pozwoliło gospodarzom na spokojne bronienie wyniku, a Kloppowi wystarczyło zaaplikowanie drobnych korekt, związanych z wyeliminowaniem najbardziej zmęczonych piłkarzy. Na drugim biegunie mamy Valverde, który najpierw fatalnie nastawił zespół pod kątem taktycznym, a potem podejmował zupełnie irracjonalne decyzje w trakcie spotkania. Zmiany zostały przeprowadzone zbyt późno – drużyna była już na kolanach, a na ławce rezerwowych brakowało wartościowych piłkarzy w formie. Trener zupełnie bezsensownie zdecydował się na tę samą roszadę personalną, co na Camp Nou, kiedy sytuacja boiskowa różniła się o 180 stopni. Wtedy drużyna potrzebowała 4-4-2 jako stabilności i kontroli środka pola. Wczoraj niezbędne wydawało się przesunięcie Coutinho do pomocy, gdzie mógłby wykorzystać swoją kreatywność i pograć kombinacyjnie z Messim, a także wprowadzenie Malcoma za Vidala oraz Arthura za Rakiticia. Zamiast tego nie było absolutnie żadnej reakcji na 0:1, a odpowiedzią na 0:3 było wprowadzenie obrońcy, który do tej pory w barwach Barcelony strzelił jednego gola i nie zaliczył ani jednej asysty, tworząc kolegom w sumie 23 okazje w 64 meczach. Szansa, że Semedo wniesie coś pozytywnego do kreacji, była niewielka, ale mimo wszystko Valverde zdecydował się na taki ruch. Wprowadzenie Arthura i Malcoma po 80. minucie to był już łabędzi śpiew Ernesto. Oczywiście trzeba mu oddać, że całościowo, w porównaniu do zeszłego roku, zarządzanie kadrą wyglądało znacznie lepiej (więcej odpoczynku dla Messiego, wprowadzanie Aleñi, rotacje Busquetsa, Arthura i Vidala), ale wciąż zabrakło mu szerszej perspektywy, elastyczności i zdolności do wyjścia poza betonowe schematy.

Akt III - Przygotowanie fizyczne

Po raz kolejny zawiodło. Zawodnicy dostali odpoczynek przed rewanżem, ale przygotowanie fizyczne w sporcie to nie tylko bycie wyspanym i wypoczętym. To również zarządzanie zmęczeniem mięśniowym, które później objawia się w ociężałości na boisku, gorszej szybkości i świeżości. Kilka miesięcy temu popełniłem tekst o Ivanie Rakiticiu, w którym zwróciłem uwagę na możliwość dalszego eksploatowania Chorwata, jednak z rozsądkiem - im bliżej decydującej fazy sezonu. Niestety Valverde nie zna umiaru i od momentu napisania felietonu dał odpocząć Ivanowi jedynie w dwóch meczach (w dwóch innych nie zagrał z powodu kontuzji i za kartki). Resztę rozgrywał w pełnym wymiarze czasu lub wchodził z ławki. Oczywiście Rakitić spokojnie dograłby do końca wczorajszego meczu, ale na murawie od początku był ociężały i powolny. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja z Busquetsem, Albą, Roberto i co gorsza z Messim. Leo miał wczoraj ewidentne problemy z dynamiką – nie był w stanie „oderwać się” od rywali swoim przyspieszeniem. Starość? Jakoś kilka miesięcy temu wyglądał w tym aspekcie zupełnie w porządku. Błędy w przygotowaniu fizycznym generują również w pewnym stopniu niedokładności. Zmęczony piłkarz jest mniej kreatywny, bardziej skupia się na próbach dopasowania się do intensywności meczu. Mniej czasu pozostaje na myślenie, a jeśli szwankuje analiza gry, to muszą pojawić się problemy. Zwycięski Real Madryt Zinedine’a Zidane’a potrafił zabiegać rywala i wykorzystać swoją przewagę fizyczną, stwarzając okazje Cristiano, a potem odpowiedzialnie broniąc wyniku. Wczoraj skompromitowana Barcelona Valverde przebiegła 105 kilometrów – siedem mniej niż Liverpool. To praktycznie tak, jakby gospodarze grali z przewagą jednego zawodnika.

Akt IV - Motywacja i psychika

Nie od dziś wiadomo, że najlepszych managerów od poślednich trenerów odróżnia umiejętność wykrzesania ze swoich piłkarzy wszystkiego, co najlepsze. W tym sezonie Valverde poczynił progres w aspekcie taktyki i zarządzania składem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że zrobił kroczek w przód w przygotowaniu fizycznym, dając odpocząć kluczowym piłkarzom w meczu ligowym (wiem, trochę naciągane ze względu na wygraną ligę, ale jednak). Niestety na polu psychologicznym Valverde jest trenerskim impotentem – zwykłym eunuchem, któremu nie pomoże nawet atrapa tego i owego. W moim odczuciu to w sferze psychiki zadecydowały się losy awansu do finału. Trener może popełnić błędy taktyczne, może kiepsko reagować na wydarzenia boiskowe i mieć zmęczonych zawodników, ale jeśli wzbudzi w nich ogień i pragnienie zwycięstwa, to może spokojnie liczyć na choćby jedną strzeloną bramkę, którą jego podopieczni wyszarpią rywalom z gardła. Z takim nastawieniem wyszli na murawę zawodnicy Kloppa. Przechodząca już do legendy umiejętność motywacji niemieckiego trenera pozwoliła Origiemu, Shaquiriemu i spółce na przeniesienie góry. Zawodnicy Barcelony wyglądali zupełnie inaczej. Już na początku wydawali się przestraszeni, popełniali szkolne błędy. Nikt przecież nie odebrał im umiejętności za pomocą czarodziejskiej różdżki – to głowa nie pracowała, jak należy. Podsumowaniem katastrofy mentalnej barcelonistów był gol na 4:0. Zupełnie odrealnieni, skamieniali zostali zaskoczeni jak na orliku. Na ich twarzach widać było strach, przerażenie i brak wiary, który pogłębiał się z każdą minutą. Z fatalnego przygotowania mentalnego wzięły się też w głównej mierze błędy indywidualne. Piłkarze nie ufali sobie nawzajem, nie dociągali piłek, przerzuty lądowały na autach – oznaka strachu przed zbyt krótkim zagraniem, co de facto sprowadza się do braku wiary we własne umiejętności. Rakitić bał się Milnera, Vidal Fabinho, a Busquets Hendersona – brzmi groteskowo, nieprawdaż? Najstraszniejsze jest jednak zdziwienie kibiców i pewnie zarządu, którzy mieli świadomość braków szkoleniowca. Ostatnio widziałem wywiad z Michałem Żewłakowem, którego trenował Valverde. Nasz były reprezentant opisywał Ernesto jako człowieka bardzo precyzyjnego i skupionego na detalach, ale stojącego z boku i nie wchodzącego w relacje z piłkarzami. Najprawdopodobniej tych relacji rok temu i obecnie zabrakło - trener nie potrafił zjednać sobie grupy, która oddałaby za niego życie na boisku. Bez tej pasji nie da się zwyciężać.

Koncepcja bez(-)nadziei

Fakty i logika po raz kolejny zwyciężyły. Na Camp Nou też widzieliśmy przeciętną Barcelonę, która jednak potrafiła zwyciężyć dzięki fenomenalnym bramkom Suáreza i Messiego, a także przez indolencję strzelecką Milnera i Salaha. Tym razem na boisku dokonała się sprawiedliwość. Lepsza drużyna zwyciężyła. Stado prowadzone przez lwa pokonało stado prowadzone przez barana. Kolektyw mocny psychicznie i gotowy zawracać rzekę wyjaśnił drużynę opartą na jednym piłkarzu, który na dodatek w takim momentach gaśnie jak znicz po 1. listopada. Największym winowajcą tego stanu rzeczy jest jednak trener. Valverde nie zrobił absolutnie nic pozytywnego, aby awansować. Przecież wystarczyło strzelić jednego gola! Zamiast tego przygotował drużynę na mecz z miałkim nastawieniem i pozostawił piłkarzy samym sobie. Można w ciemno zakładać, że nie wstrząsnął drużyną w szatni – pokazuje to brak zmian. Założył, że wszystko idzie w dobrą stronę, godząc się na długie piłki na oślep z defensywy i modląc się w duchu, żeby przewaga z pierwszego meczu wystarczyła. Ten mecz to jeszcze większa zbrodnia niż porażka z Romą. Barcelona miała w pamięci tamte chwile, wiedziała, czym może się skończyć zachowawcza gra, a mimo tego próbowała zrobić znów to samo i poległa tak samo sromotnie.

Istnieje powiedzenie, że saper myli się tylko raz. Fakty i okoliczności zeszłorocznej klęski pretendowały Valverde do zwolnienia, jednak dostał on kolejną szansę. Po drugim identycznym ośmieszeniu jego pozostanie w klubie będzie splunięciem w twarz kibicom. Valverde powinien dograć sezon do końca i podać się do dymisji. Jeśli zaś nie będzie miał tyle klasy, to niech wyręczy go Bartomeu, bo obecnie nic nie przemawia za jego pozostaniem. W klubie potrzebna jest nowa miotła, która bez sentymentów przeprowadzi zmianę pokoleniową, ograniczy minuty sytym niedźwiedziom i nie będzie się bała postawić na ambitnych następców. To szansa również dla zawodników, których przydatność w klubie się podważa: Semedo, Umtitiego, Malcoma, Dembélé i co najważniejsze Coutinho. Może nowy trener będzie w stanie tak dostosować taktykę, żeby uczynić z Brazylijczyka ponownie takiego cracka, jakim był w Liverpoolu. Najbardziej jednak życzyłbym sobie, żeby następca Valverde potrafił natchnąć swoich podopiecznych do wielkich rzeczy, tak jak potrafił to robić Pep Guardiola, bo taktyka, szybkość i umiejętność czytania gry są istotne, ale bez silnej psychiki nie da się zwyciężać, co Barcelona udowodniła po raz kolejny, broniąc bez krzty klasy tytuł frajerów roku z zeszłego sezonu. Można odpaść z turnieju – choćby w taki sposób, w jaki odpadł Manchester City, ale niewybaczalne jest potraktowanie kibiców dwa razy z rzędu w taki sposób, w jaki zrobiła to Barcelona.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Towarzyszu za rok o ile Valverde zostanie, podepniesz tylko temat i dopiszesz zamiast "dwa" - "trzy", bo poza transferami De Jonga i kogoś tam jeszcze nic się nie zmieni, temu trenerowi ciężko zmienić wyraz twarzy, a co tu wymagać zmiany stylu gry, ustawienia itd. Mi La Ligą i Pucharem Hefajstosa ( pewnie go wygra ) oczu nie zamydlił, dostał drugi raz szansę i drugi raz z kretesem nas ośmieszył, Basta !

Powiem tak. Z całym szacunkiem ale jako znawca stwierdzam że ten artykół jest słaby. Składnia ? a co to takiego ? poza tym mało obiektywny. pozdrawiam

Dzięki za wszystkie dobre słowa i konstruktywną krytykę. :)

Przy tym układzie drabinki trofeum było obowiązkiem.

Na dobrą sprawę z klasowym przeciwnikiem do momentu drugiego meczu z Liverpoolem wygraliśmy tylko jeden mecz w fazie pucharowej LM (i to wiadomo w jakich okolicznościach).

Za rok o taką drabinkę będzie niebywale trudno. Man. City, Liverpool wiadomo. PSG się nie sfrajerzy jak teraz + Real, Juve, Bayern, Atletico które się zbroją.

A u nas jest taki bałagan, że ciężko na to patrzeć. Nie bęzie tak łatwo o ile nowy trener tego nie poskłada.

Ostatnio graliśmy w finale w 2015r. i moim zdaniem długo już nie zagramy, oj długo...

Święte słowa!!!!!

Jeden z najlepszych artykułów na tej stronie jakie czytałem na w tym roku, tylko wywiady Pique były równie dobre i fajnie się je czytało. Zgadzam się praktycznie ze wszystkim.

Były jakieś głosy o odejściu Valverde czy serio zostaje?

Erik ten Hag powinien na 2-3 lata objąć Barcelone z De Ligtem i De Jongiem w 1 składzie, idealnie przygotuje drużynę i otoczenie pod Xaviego - trenera na lata może (oby) w duecie z Carlesem Puyolem

Na pytanie dziennikarza po wczorajszym meczu, o słowa trenera w przerwie meczu Son odpowiedział: „właściwie nie powiedział nam nic szczególnego. Rozmawiałem z kolegami i powiedzieliśmy sobie, ze musimy zagrac tak, żebyśmy mogli spojrzeć jutro w lustro!” Zapytany, któryś z piłkarzy kogutów o taktykę odpowiedział: „nie było żadnej taktyki na druga polowe, wygrała wola walki i determinacja”. Pisze ten postoi to, żeby uświadomić co po niektórym, ze ta porażka to nie wina Valverde! Pierwszy mecz wygrał 3:0 stosując ta sama taktykę, wiec czemu miał coś zmieniać...? Ludzie, przemyślcie czasem co piszecie, nie róbcie z siebie ekspertów, bo 99% (ja tez) gowno wie o profesjonalnym footballu. Prawda jest taka, ze gdyby Cou i Messi wykorzystali szanse, trener byłby na rękach noszony za pomysł na gre. Tym razem nie wyszło. Liverpool w dwumeczu pokazał, ze jest lepszym zespołem, mimo braku gwiazd. Taka jest piłka, nie zawsze pieniądze wygrywają i to jest w niej piekne. Większość pieniaczy, wręcz modliła się, żeby Barca kupiła Cou, a teraz ci sami ludzie mieszają zarząd z błotem za to, ze go kupili... czy wy naprawdę nie zdaje ie sobie sprawy, ze Barca nie ma monopolu na wygrywanie. W tym toku poziom LL jest bardzo niski co widac po klubach grających w europejskich pucharach. To ze CL wygrywają drużyny, które przez cały sezon walczą z najsilniejszymi w załodze. W tym roku jest to PL i trzeba to uszanować i zaakceptować!

Powiem Ci Ściachu, że przepięknie to podsumowałeś. Szczerze mówiąc to nawet się nie spodziewałem takiego trafnego wypunktowania błędów Barcy i trenera głównie ale to jest oczywiste tak właściwie. I oczywistym też jest, że poprzedni sezon i od początku tego sezonu wszyscy w całym Barcelonismo doskonale sobie zdawali sprawę z tego jak to wygląda i co się może stać na koniec sezonu. Jednak wszyscy się łudzili bo zespół ratowały indywidualne akcje oraz to, że chyba nie trafiliśmy do tej pory na zespół tak głodny wygranej jak Liverpool (wielki szacunek dla nich za to). Najbardziej w tym meczu zszokował mnie chyba Alba, którego gra wyglądała po prostu jak sabotaż. I to chyba przy najlepszym jego sezonie w życiu. Smutne to wszystko ale mam nadzieje, że podziała jak zimny prysznic i ktoś się weźmie wreszcie za tych naszych "króli" typu Busquets, Pique i Suarez bo na ten moment nie nadają się do niczego.

Kolejny raz zostajemy zdominowani przez drużynę grającą bezpośrednią, fizyczną piłkę. W lidze już Valencia pokazała, że nie radzimy sobie z wychodzeniem spod wysokiego pressingu i jesteśmy podatni na szybkie kontry. Brak nam jest silnego środka pola, graczy którzy łączą dobre warunki fizyczne z wysokim poziomem techniki. Można się z tego śmiać, ale idealnym zawodnikiem dla mniej byłby tutaj Pogba. W starciach z Barceloną potrafił dać świetne piłki do swoich atakujacych i w sumie tylko przez indolencje ataku United mogliśmy być spokojni o wynik. Dużą szansą dla nas jest jego sytuacja w United - widać że chłop jest świadomy, że tam nic już nie ugra i że dokonał fatalnego wyboru. United w tym okienku będzie chciało desperacko wzmacniać drużynę, co można wykorzystać, sprzedając im zawodników niemieszczacych się w planach kadrowych na przyszły sezon (mogliby np. kupić Big Sama).

Fajnie napisany artykuł, i chyba wszystkie słabości tej drużyny pokazane jak na dłoni. Jak dla mnie kluczowym był brak ognia i pasji u Valverde, które zostały zastąpione skupieniem na taktyce i detalach. Brak wsparcia od trenera dla zawodników w trudnym momencie meczu. I jeszcze jedna rzecz, którą może też zauważyliście: w tym sezonie mieliśmy sporo farta. Dużo meczy było wygranych jedną bramką lub dzięki przypadkowym zagraniom. Pierwszy mecz z Live też to pokazał: jedna bramka z gry, jedna całkowicie fartowna i trzecia z wolnego, przy którym oprócz umiejętności też potrzeba sporo szczęścia. Live miało go dużo mniej i nic nie wpadło. To mocno wpłynęło na obraz gry niby zdominowanej przez Barcę. Niestety, w rewanżu fortuna się odwróciła i zespół nie miał żadnych argumentów, żeby chociaż ta jedna bramka wpadła. Z odpowiednim trenerem, który by wpłynął na zawodników, było to do zrobienia.

Potrzeba nowego trenera, uznanego, z wizją i pasją, który zbuduje nową Barcelonę. Obecna moim zdaniem jest w agonii.

Problemem jest to że straciliśmy chyba najważniejsza cechę drużyny Pepa, a mianowicie strach przed nami. Dzisiaj już nikt się nas nie boi, no może oprócz Leo. W tamtych latach także zdarzały się przestoje i mecze w których byliśmy po prostu słabi, ale innym drużynom wydawało się że i tak nie dadzą rady bo przecież to Barca, drużyna która gra kosmiczna piłkę. I w mojej opinii przyczyniło się do tego nic innego jak to że straciliśmy nasz styl. Nasz styl jest dzisiaj taki jak nasz trener, czyli nijaki. Nasza tożsamością jest tiki taka, a nie pragmatyzm. Dla mnie to jest największy zarzut do trenera, wolał bym przegrać ale w zgodzie z naszym stylem, niż przegrać z tym czymś co gramy teraz. Pora na zmiany bo Leo i spółka już są bliżej niż dalej a świat piłki nie będzie na nas czekał, będzie pędził dalej i jeśli ten trener dalej tu zostanie to nie zdążymy wskoczyć do odjeżdżającego pociągu.

Ale dlaczego tylko dwa? Z EV to się może zdarzyć trzeci albo czwarty raz. Bo to nie są przypadki, ale konsekwencja beznadziejnego stylu gry, jaki zaszczepił EV. Chociaż czy stylem gry można nazwać "podaj do tyłu i niech Messi przybiegnie po piłkę ją rozegrać"?

Wszelkie zmiany w kadrze powinien już robić nowy trener. I to trener z nazwiskiem, a nie jakiś wynalazek za LaLiga. No ale to jest moje wishful thinking, bo EV zapewne pozostanie. Zakute łby z zarządu ucieszy pewnie kolejny PK i będzie git . W kolejnej edycji LM, gdy przegramy, ale już po walce, apologeci EV powiedzą, że jest progres, bo nie dajemy już dupy.

A na poważnie: trzeci sezon EV to ryzyko, że nie będzie ani ładnej gry, ani wyników.

Potrzeba zmian w kadrze, pozbyć się niepotrzebnych graczy e tym Rakitića, wiem to nasz filar w pomocy mocy ale jak by Waldek odszedł to Chorwat też raczej odejdzie a postawić na młodość czyli Arthur, Alena, Puig

Serce rozszarpane, rdzeń mózgowy w miazdze, dusza w kawałeczkach. Tak tak, panie i panowie, pobudka następnego dnia, a na tablicy wyników w dalszym ciągu te uparte, absurdalne i brutalistyczne 4:0, bezwzględna do bólu weryfikacja mianownika rzeczywistości, zapis katastrofy bez chociażby jednej i jedynej, cudem utrzymanej przy życiu duszyczki. To, co wczoraj się na moich - brukanych rejestrowanym obrazem - spertryfikowanych oczach odchromanieliło, było doskonale twórczym rozwinięciem zbioru desygnatów pojęcia "kompromitacja", legendarnym wręcz w historii spożytkowania w działaniu znaczenia tego słowa osiągnięciem. Bramka na cztery do jajca dla Czerwonych miała w sobie tę pochmurną atmosferę doszczętnej zagłady, barbarzyńskiego okrucieństwa bijącego z fotografii przybliżonych soczewką aparatu, wyprutych na ziemię, poskręcanych w plamach wystygłej już juchy, skiśniętych na miał wnętrzności tumanów otumaniałych owiec i ich pastuchem wyrżniętych baranów - jeszcze do niedawna wypełnionych wigorem pulsujących krwinek żywych organizmów, gdzieś po drodze jednak sprowadzonych w strefę opatrzoną nieobjętą w cnej beztrosce ich skąpego rozumku przestrogą śmiertelnego zagrożenia dla integralności ich ducha i ciała, posępną ponurość ich mgłą zachodzących, pozbawionych życia oczu. Najbardziej boli, że lata rok za rokiem lecą, transcendentalny lot przez struny ziemskiej rzeczywistości faktora X z numerem 10 zaczyna przechodzić w stadium wyczuwalnego już schyłku, zakreślonego nieugiętą parabolą przemijalności każdej epoki, a Barcelona od już lat do smolonej cholery ośmiu, z jednym bezcennym wyjątkiem, konsekwentnie czas tej epoki marnuje, obmyślając z patologicznym uporem, z coraz to większą inwencją i coraz to wymyślniejsze, a nadto paskudnie sadystyczne w odczuciu jej sympatyków i jej samej, niegodne już nawet łzy pożałowania, sadomasobombastyczne formy dowodzenia swej obezwładniającej, skuśtykałej niezdarności - prezentuje nam tragikomiczną, błazeńską i szarpiącą wszystkie kiszki epopeję rodem z filmów o Gangu Olsena... Takim filmie, w którym te ambitne, szczwane i groteskowo utalentowane, a pomimo tego tęgo i na wskroś upośledzone rzezimieszki z genem zakodowanej w jądrze duszy, w kółko reprodukowanej na osi ich działań klęski zagrzebały w zapomnianym później miejscu zdobyty w pocie parujących czółen, przez co należny im skarb, odnalazły go przezwyciężając cyklony trudności, zagrzebały z powrotem, sporządziły doń mapę, mapę tę zgubiły, skarb znów odnalazły pomimo kolejnych samym sobie przyrządzonych tarapatów, skarb cudem odnaleziony bystro w innej rozpadlinie ziemi skryli, mapę sporządzili, mapę znów zgubili, odnaleźli mapę, którą to stracili wcześniej nim kolejną sobie sprawili i za jej fałszerskim wskazaniem udali się w miejsce, z którego skarb zdobyty już przenieśli, tam zaś złapali się wzajemnie za swe puste łby i rzewnie nad trudami swego zbójeckiego losu zapłakali... A mapę na ten moment właściwą, przez nich w roztargnieniu porzuconą, przejął gang-ichni-nemezis, ograbiając ich zarówno ze zdobyczy, jak i czasu, który poświęcili, aby zdobycz na swą własność i świetlaną przyszłość zdobyć. Rozmiary, format i obraz tej pętli porażek wzmaga już do kresów potencjalnej obciążalności miernika żenadometru relatywizm oceny sukcesów Barcelony przez pryzmat osiągnięć jej najdonioślejszego przeciwnika. To, że Real i Ronaldo zjedli w ostatnich latach Ligę Mistrzów, przy mlaśnięciach autofilii ją strawili, po czym wyrzygali z powrotem po to tylko, by na oczach oniemiałych, mimowolnych gapiów wymiociny z niej pożreć na nowo, a by dopełnić obrazu swego tryumfalnego monopolu, tak pomyślnością nasyconego, że aż pozbawionego należytego szacunku dla tryumfu swego przedmiotu, powtórzyli operację jeszcze raz - ten wyjęty z technik bondage, rynsztokowy, ale dokonany w aurze diabelskiej potęgi akt przyprawia Barcelonie rogi bezradnego frajera, chuderlaka i niemoty, coby nawet gdyby wnieść mu cudo natury w podwoje sypialni i przykuć do wezgłowia łoża, zamknąłby się w kiblu i sprawdzając wypryski na twarzy wyrżnął nią o kanty umywalki, fundując sobie miast radosnych uciech trzymiesięczny pobyt na OIOMI-e. Ech i ach i szkoda gadać, ale przynajmniej można sobie pogadać, bo nad pejzażem tej klęski oszołomionym jej świadkom pozostała tylko pusta gadka - dla mnie jak psychoterapia.

Osobny temat to Valverde. Pan Txingurri, Mister Mrówka, koronny architekt zjawiskowości zgłębianego tu upadku. Cały sezon dobrych decyzji, cały sezon demonstracji profesjonalizmu, zarówno strategicznego, jak i taktycznego zmysłu. Cały sezon skutecznego w moim przypadku wodzenia za nos w temacie wyciągniętych wniosków i pełnego zaangażowania w działalność fundacji Nigdy Więcej. Jeszcze tydzień temu potwierdzenie wszystkich argumentacji na korzyść pozytywnej oceny jego pracy, wydawałoby się, że już ostateczne. A na koniec dobrze spożytkowanego dnia gotowemu na zasłużony posiłek objawił się tak makabrycznie spitraszony, zwiędły klops - przywdziewana czasem co trzy dni od kaskady przydługich miesięcy maska "el treneiro, co się zowie" z blaszanym łoskotem wśród ościennej ciszy spadła, a zszokowanej dramaturgią chwili braci ukazała się ponownie, znów sumiennie dotąd pod maską skrywana, sparaliżowana strachem, blada gęba Imć Franciszka Smudy. Pojedynek na Anfield to był menedżerski blamaż. Brak reakcji na wydarzenia boiskowe, a właściwie to reakcje fantomowe, według schematu uknutego bez użycia cefali cerebrum na tydzień przed wdrożeniem go w życie, zasadzonego na technice kopiuj-wklej z poprzedniego meczu, podczas gdy podstawową zaletą i czynnikiem skuteczności przyjętej wtedy taktyki był element zaskoczenia, wyjście poza schemat i tym schematem ograniczenia, które to Valverde postanowił w uwłaczającym swej sztuce, upadlającym samego siebie, cały klub i jego kibiców, atawistycznym obłędzie przerodzić w kolejny schemat, ryglując powziętą w odpowiedniej chwili i wtedy słuszną ideę kneblem czerstwoty swej nie-wyobraźni w pudełku nie-bytów, przeznaczonym dla dokonań poddanych przez teraźniejszość derogacji z powodu kontekstu swej bezprzedmiotowości, pozbawionych przezeń choćby krztyny sensu. Wszystkie swoje mrówczą pracą zasłużone osiągnięcia, udane projekty i wypełnione twardą i zdecydowaną ręką zadania, jakie stawiał przed nim obecny sezon, Pan Txingurri po raz drugi bezczelnie poskładał na kupę i - z perfekcyjną precyzją podkładając ogień - ku osłupieniu zebranej wokół, zatrwożonej odbywającym się na ich oczach szaleństwem, w słup ogłupiałej gawiedzi, puścił z dymem na ołtarzu pojedynczej jednostki 90-ciu minut, na których przestrzeni zadanie do odbębnienia było już nad wyraz proste, z perspektywy poprzednich wyczynów oczywiste - nie dopuścić do powstania sytuacji legendarnej i dziejowej kompromitacji.
Dzieło hańby wirtuozerskimi manewrami pędzla jest już na wieki wieków spłodzone, moim skromnym zdaniem ma artystycznie dalece większe walory niż te poprzednie, gratuluję, cztery do jajeczka jak w mordunię strzelił w spisie wyników widnieje i widnieć będzie już na ever forever, gablota przyszykowana na święte świadectwa fenomenu FC Barcelony XXI-ego wieku świeci coraz to smętniejszą pustką, podkreślanej refleksem światła odbitego wypełnionej najcenniejszym kruszcem gabloty znienawidzonego sąsiada z drugiego końca sali, a nam pozostaje czekać, kiedy karta się odwróci. Ja wciąż głęboko wierzę, że odwrócić się musi... Tik-tak, tik-tak, tik-tak....


W tej chwili barca potrzebuje powrotu do filozofi, kontroli nad meczem przez posiadanie piłki. Xavi jest najlepszym kandydatem, który może spróbować to przywrócić. Ma szacunek, autorytet piłkarzy oraz najlepsze DNA. Mecz z Liverpoolem został przegrany przez fatalny dobór taktyki przez Valverde. Zamiast wygrać posiadanie piłki rozpoczynając mecz w środku z Arthurem (zamiast katastrofalnego w rozegraniu, utrzymaniu się przy piłce, wizji gry (głowa cały czas spuszczona) i defensywie - Coutinho, oraz Roberto (zamiast fatalnego w operowaniu piłką Vidala (brawa dla niego za walkę, ale to liverpool mieł biegać za piłką a nie Vidal). Valverde poszedł na grę jaką chciał Klop. Była grana angielska piłka: chaos z masą wrzutek z pominięciem środka. Gdyby Arthur i Roberto rozpoczęli ten mecz w wyjściowej 11 grając w środku (4-4-2) mielibyśmy dużo większe posiadanie i kontrole a liverpool więcej zmęczenia, mniej wrzutek i rożnych. To był klucz do awansu. Niestety Valverde wczoraj prąd odcięło i pewne wpuściłby na plac Andre Gomesa, ale na szczęście nie było go już na ławce.

"Valverde w żenujący sposób przygotował taktykę na ten mecz. Wystawił ofensywne i mało stabilne w organizacji gry ustawienie 4-3-3, jednocześnie nakazując piłkarzom ostrożność. Efekty mogliśmy oglądać już po kilku minutach – szybkie 0:1". Nie ma sensu dalej czytać, bo pewnie Valverde krzyczał do Alby podaj im ...

Nie rozumiem hejtu na Rakitica, chłop rozegrał wg mnie swój najlepszy sezon w tym klubie i to chyba nie jego wina że trenejro zajechał go na maxa wystawiając go prawie w każdym meczu w tym sezonie...

Dwa razy jeszcze może się coś zdarzyć. Jest na to nawet bardzo ładne francuskie określenie "deja vu". Takie rzeczy dzieją się przy odpowiednim splocie przypadków. I to się właśnie przytrafiło nam. Ale wiecie co? Przyjdzie do nas de Jong, może także de Ligt. Obaj zawiedzeni i żądni zemsty. My tym bardziej nabuzowani do granic możliwości. Jeśli jakiś psycholog albo nowy trener odpowiednio wykorzysta te emocje, w przyszłym sezonie będziemy niezniszczalni.

Czy też sprawdzacie stronkę w oczekiwaniu na najważniejszy news dnia? Oczywiście dymisja

Strasznie brakuje tu jakiegoś rozsądnego obiektywizmu .Od razu topór i egzekucja . Powiedzcie że Valverde nie wyciągnął wniosków po meczu z Romą . Wyszedł ofensywnie 4-3-3 a nie na utrzymanie wyniku .Widać że nastawienie było na jak najszybsze strzelenie bramki i zamknięcie tego meczu . W pierwszej połowie mieliśmy więcej sytuacji bramkowych ale zabrakło po prostu szczęścia .No a w drugiej to wiadomo kto nas załatwił i wszystko się posypało w kilka minut .I tu Valverde się już zupełnie nie spisał za póżne zmiany .Dla mnie od początku drugiej połowy powinien wejść Arthur za Coutinho bo brakowało kontroli w środku boiska za dużo strat i wybijania do przodu . Nie wiem może trener zasugerował się końcówką pierwszej połowy gdzie zaczęliśmy przejmować kontrolę na boisku .Ale jak dla mnie to wynikało że Liverpool się zmęczył i cofnął aby odpocząć . A za tego babola na 4-0 to go winić nie można . Dziś AJAX też przegrał wygrany mecz w 30 minut i to na własnym boisku .Widać że wszystko w dzisiejszej piłce zmienia się błyskawicznie bo poziom ,umiejętności techniczne i wybieganie jest na podobnym poziomie a decyduje często szczęście i przede wszystkim gra do końca a tego możemy uczyć się od Anglików .DO Valvede mam straszny żal za drugą połowę za póżno i złymi zmianami reagował na to co się działo na boisku i stało się .

Jestem załamany wczorajszym meczem. Nie wiem co myśleć. Styl gry Barcelony za Valverde mnie nie przekonuje. Chciałbym jakiegoś trenera z jajami. Liverpool zagrał z nami jak z dziećmi. Trzymajcie się. Ore

Totalnie się nie zgadzam z obwinianiem Valverde za porażkę z Liverpoolem... Pewnie mógł zrobić lepsze zmiany, pewnie mógł ustawić nas w 4-4-2 (co wywołałoby falę buczenia tutaj na la rambli jak nic), ale nie ma trenera, który przewidziałby że jego gracze sprezentują przeciwnikowi 4 gole! Żaden trener nie jest w stanie coś takiego ogarnąć. Moim zdaniem ten artykuł był pisany mocno na emocjach, a to chyba nie przystoi. Uargumentuje:

1 punkt. Taktyka.

Postawienie na stabilny skład, ograny, który zna specyfika meczu z Liverpoolem z przed tygodnia ma sens. Równie dobrze pozmienianie w nim mogłoby wpłynąć na zaskoczenie ekipy z Anfield co na chaos w poczynaniach Katalończyków. Jak byłoby w przypadku zmian w stosunku do pierwszego meczu nigdy się nie dowiemy. Ten argument okraszę mianem "mądry Polak po szkodzie".

2. Zmiany.

Czy na pewno było tak oczywistym robić je szybko? Zwróćmy uwagę na pierwszą połowę. Przez 15 minut Liverpool szaleje, potem Barca przejmuje kontrole i ma do 45 właściwie wszystko pod kontrolą. W drugiej połowie sytuacja się powtórzyła. Niewykluczone, że Valverde oczekiwał tego samego, że piłkarze z Anfield się wyszumią, a jego chłopcy wejdą w swój rytm. Nie mógł spodziewać się, że Alba ponownie postanowi oddać przeciwnikom piłkę blisko pola karnego, a nasi obrońcy po paru minutach stwierdzą, że dośrodkowanie to nie jest odpowiednia okazja do wyskoczenia do piłki czy w ogóle zawalczenia o nią. Te dwa gole zabiły drużynę moralnie, byli niczym wojsko po tym gdy padła chorągiew dowódcy, wystawieni na rzeź.

3. Przygotowanie fizyczne

No poważnie? Serio sądzisz, że zawodnicy Liverpoolu byli mniej eksploatowani walcząc o mistrzostwo do ostatniego meczu, niż nasi, którzy w ostatnich miesiącach mieli naprawdę sporo spokoju? Rzecz jasna poza paroma zawodnikami Live, którzy wskoczyli przez wzgląd na mały szpital, który się u nich wytworzył. Oni siłą rzeczy mieli mniej w nogach.

4. Motywacja.

Ponownie się nie zgodzę. Liverpool miał tu prostą taktykę, rzucić się na przeciwnika w pierwszych minutach, nastrzelać ile się da i lecieć na fali. No i udało im się to doskonale, obie połowy zaczęli potężnymi ciosami, które powalały na ziemie i co gorsza które sami nasi im podali na tacy. To troszkę tak jakby stwierdzić, że Pudzian jest bardziej zmotywowany, niż Kliczko, bo pędził na Najmana w pierwszych sekundach walki, a Kliczko walczył spokojniej. Rzecz jasna Liverpool będzie wyglądał na drużynę bardziej zmotywowaną przez obraz drugiej połowy (pierwsza utrzymuje, że była wyrównana nawet z wskazaniem na Barce) gdzie dwoma błyskawicznymi ciosami posłał naszych na matę i Ci się już nie podźwignęli. Tam był koniec meczu tak naprawdę. Zwróćmy, jednak uwagę jak szalenie trudna jest to sytuacja dla trenera, jest tuż po przerwie, nie ma kontaktu z graczami, nie ma kiedy ich zmotywować, show musi trwać, a trenerowi pozostają tylko zmiany, nadzieja że roszady wprowadzą ożywienie, nadejdzie okazja, składna akcja, może gol, który sprawi że drużyna podźwignie się z kolan. Tak się, jednak nie stało.

Podsumowując meczu nie przegrał Valverde w takim stopniu w jakim tu jest opisane, choć z pewnością jakieś tam winy miał, przegrali go w głównej mierze piłkarze robiący fatalne błędy indywidualne czy to organizacyjne. Podobną sytuacje miał Real w meczu z Atletico, rzecz w tym że Atleti przy 2:0 się wycofało, w efekcie czego pozwoliło rywalowi zza miedzy podnieść się z kolan i przejąć kontrolę, Liverpool nie powtórzył tego błędu, cały czas idąc na fali tego co dokonali już w tym meczu i trzeba im pogratulować, że dali radę do końcowego gwizdka utrzymać intensywność.

P.S. To że w oficjalnym artykule na stronie Barcelony trener Barcelony nazywany jest baranem to jest po prostu niesmaczne.

Czy mozna zdjąć twarz tego Pana z głównej? Powinien spuścić glowę na dół i długo nie podnosić. Wracając do meczu. Oglądając na spokojnie skrót tego meczu widać, ze 2 wielkie błędy przy bramkach dla gospodarzy zawalił Alba... Po jego stratach poszły bramki.

"Chłop jak zaczynał, to robił zmiany po przerwie, rotował często, zmieniał formacje i zaskakiwał. Teraz ma syndrom każdego trenera Barcelony z przeszłości. "

A może to syndrom MESSIEGO? :))) Może to nie trener jest szefem w Barcy :)

Jak dla mnie to ten De Jong niczym się nie wyróżnia u Valverde on nie wygryzie Busquetsa niestety

Jak widzę jak ci piłkarze Ajaxu i Totków gryzą trawę, walczą o każdy cal boiska i nie ma, że boli to po prostu wstyd mi za Barce. Jak można tak przejść obok meczu? Jedno różni cztery drużyny które znalazły się w półfinałach - osobowość trenera. To jak trener jest w stanie natchnąć piłkarzy, zagrzać ich do walki jest cenniejsze niż najbardziej wyszukane niuanse taktyczne. Jeśli Bartomeu nie wie kim zastąpić Valverde to niech weźmie jednego z tych motywatorów, a kolejnym sezonie nie będziemy musieli się wstydzić tak jak dzisiaj.

Droga redakcjo,
Bardzo prosimy nie umieszczać zdjęć tego trenerzyny na jakiś czas,albo na zawsze.
Ten ból jest nadal ogromny,Johan się w grobie przewraca...

Jak by ktoś powiedział tydzień temu , że będzie finał Liverpool Tottenham to byśmy go śmiechem chyba zabili a tu takie jaja.

Żal Ajaxu z drugiej strony wspaniały mecz. Od zera do bohatera z odrobiną szczęścia. Ale widać, ze trzeba grac. W 92 minucie Aldewire posyła piłkę tragedię a trener po prostu pokazuje zasuwamy dalej. Moura jak by był 20 latkiem w 93 walczy o piłkę z 4 piłkarzami na pełnej szybkości i dynamice.
A my? W 93 minucie popełniamy faul i nasi geniusze wdają się w dyskusję z sędzią, ze odgwidał faul. Grę wznawia Live po 40 sekundach po czym kolejny faul i powtórka. 1.30min doliczonego czasu na rozpoczęcie gry. Brawo my.

Tottenham pokazał jak się gra do ostatniej minuty na wyjeździe.

Ajax przynajmniej nie ma sie czego wstydzic

Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, jak ważny jest trener? Czemu futbol brytyjski jest teraz najlepszy? Klopp, Gaurdiola, Pochettino i inni...

W polfinalach graly trzy gryzace trawe druzyny i Barcelona...

To wygląda jak ustawka. Więcej sensacji w tym sezonie LM niż "normalnych" meczów.

Cruijff się w grobie przewraca i to drugi raz...

To jest ambicja. Nie grali nic ale to są Anglicy. Samym wybieganiem mozna wygrac. I odrobiną szczęścia. A nie staniem i czekaniem.
Brawo Messi, brawo Busquets.

Ajax przewalil w ostatniej minucie... ale to życie jest przewrotne, miał być finał ajax-barca a tu live-tot. Ale będzie chujowy finał w tym roku

O - ja - pier - dzie - le

Jeśli ktokolwiek obstawiał angielski finał, to dzisiaj jest milionerem.

Mecz totenhamu powinni pokazywać tym naszym panienka od jutra codziennie jako lekcje pokazowa ... jak walczy się w najważniejszym meczu sezonu ...

Ja valdka normalne bym rozstrzelał za tak głupio przegrany mecz

Mój kac moralny sięga zenitu. Gorzej mogłoby być jedynie gdybyśmy przegrali z bialymi

Czas na zmiany Panowie nie mogłem wczoraj zasnąć miała być magiczna noc a była koszmarna. Czekam juz na kolejny sezon z de jongiem i chyba de ligtem poza nimi wiadomo ter stegen Messi Vidal i alba mimo słabego meczu jaki rozegrał jest cenny co do pozostałej ekipy to trzeba się jej przyjrzeć i trochę przewietrzyć szatnie trener również do zmiany ale tylko wtedy gdy miałby być ktoś z czołówki trenerskiej bo inaczej to nie ma sensu WE ARE BARCELONA!!! Wrócimy silniejsi VVAMOSS!!

Czy tylko ja czuje sie, jakby zdradzila mnie zona ( Barcelona ) i ten bol ciagle trwa. :(

Czapki z głów za ten artykuł Panie Redaktorze, jestem bardzo ciekaw co ludzie "z góry" zadecydują.

Takie remontady zdarzają się może raz w roku. Trochę pech, a trochę sami zawodnicy Barcy sprawili, że ostatnio te remontady przytrafiają się naszym rywalom. Ale coraz bardziej się uspakajam i wierzę, że takie porażki uczynią Barcę silniejszą. Tak naprawdę już w tym roku byliśmy silniejsi niż rok temu, po tragedii w Rzymie. W końcu zaszliśmy dalej. Mam wrażenie, że po prostu trochę za bardzo chcieliśmy i presja nieco splątała nogi naszym graczom. Za to Liverpool zagrał na luzie bo i tak ich już wszyscy skreślili po pierwszym meczu. Teraz potrzebnych jest parę spotkań naszych piłkarzy z dobrym psychologiem, żeby w siebie nie zwątpili i za rok tą porażkę nasi zawodnicy potrafili odbierać po prostu jako bezcenne doswiadczenie niezbędne w drodze na szczyt.

No niestety nie szło się dzisiaj przyjemnie do pracy i wysłuchiwanie i naśmiewanie z ukochanej Barcy ale cóż przyjelem to na klatę .Odnośnie meczu żal było patrzeć po kazdej bramce widać było wielką panikę a ostatnia bramka to kryminał ale ja i tak winie naszego wspaniałego trenera chociaż zawsze starałem się go bronić to już wiem że jego podejście do piłki nie pasuje do stylu Barcy Barca to jest atak tiki taka popisy techniczne ,za czasów Enrique ,Guardioli strzelaliśmy bramkę na 2,3 -0 to szliśmy dalej po kolejne to było DNA Barcy a teraz 1-0 i bronimy to żenujące nie da się tego oglądać jak można przy wyniku 0-3 wpuszczać obrońcę i przechodzić z ustawienia 4-3-3 na 4-4-2 co my broniliśmy wstyd Panie Valverde. Jeżeli chodzi o zawodników to ile można oglądać aktorzyny Suareza potrafi zagrać dobrze ale więcej już tych występów jest słabych nie ma zmiennika nawet jak jest bez formy to i tak gra bo kto inny brak,kolejny gracz który jest wypalony to Rakitic on się stał u Valverde mega defensywnym zawodnikiem on wcale nie atakuje pełno strat a gdzie jego magiczny strzał nie ma i mam nadzieję że to koniec jego przygody w Barcelonie.Mam nadzieję że Bartomeu zakończy współpracę z Valverde dobry trener ale nie na Barcelonę zaryzykował bym Xiavim nic nie tracimy a dał bym mu poprowadzić drużynę nawet kosztem tytułów VAMOS
A co wy na to gdyby Barce przejął obecny trener Ajaxu

Pozostało kibicowanie Ajaxowi..Super grają.Niech nasi patrzą i się uczą.

Pomyśleć jakiego potwora stworzył by Klopp gdyby był trenerem Barcelony.

Niestety bez większych zmian ta drużyna w LM nic nie wygra Weszli na boisko z pełnymi pampersami, proste podanie było problemem, masa strat i błędów, wybijanie na oślep, presja ich zjadła Gdzie mentalność zwycięzców, Valdek mówi że nie mogli sobie poradzić z presingiem Live ludzie kochani to jest barca klub słynący z techniki i finazji Bez Leo jesteśmy marnym sredniakiem nawet w la lidze Pora na wietrzenie

Busquets- brak zmiennika, Alba - brak zmiennika, Suarez - karykatura a nie zmiennik, , Rakitic - ciągle grał, Coutinho - dramatyczna forma w tym sezonie, Dembele- kontuzje. I mamy obraz który w wczorajszym meczu widzieliśmy. Trener OUT - dwie kompromitacje w LM. W tym roku była duża szansa na LM , za rok będzie dużo ciężej. Gdyby nie Messi i Ter Stegen to sezon zakończylibyśmy z gorszym rezultatem niż Real. Zacząć trzeba od znalezienia trenera i sprzedaży Rakitica lub Coutinho.

Bronilem Valverde wiele razy ale tym razem powiedzmy sobie szczerze , wyniki w lidze były i wiele razy w tym sezonie mówiliśmy po meczach że ohoho ważne 3 punkty nie ważne gra no i owszem ważne 3 punkty , ale nie było stylu , tego stylu wczoraj nam brakowało, tego stylu brakowało nam w Rzymie, wolałem wtopic czasem te punkty za enrique z głupią celta vivo , ale czasami po prostu człowiek zapomniał o wszystkim jak przychodziły takie mecze jak 6:1 z wcześniej wspomniana celta, jak Barcelona wiele wiele meczy załatwiała w 45 minut, po makabrycznych szturmach na bramkę rywala, a teraz co wrócimy po tej porażce i znowu napiszemy brawa brawa za 3 punkty , śmieszne jest wyrzucanie trenera który ma praktycznie 2 trofea i półfinał LM, ale nie zdzierże jego miny w następnym sezonie...

Oglądam Ajax. De Ligh będzie głupi jak do nas przyjdzie.

Szkoda mi de Jonga, bo ten beton dalej będzie wystawiał Rakiticia, Busquetsa i Vidala na zmianę z Arthurem. Z drugiej strony wszyscy piszą o Xavim, ale mam obawy, że będzie tak samo jak z ś.p. Tito, który oprócz podań w zasadzie nic więcej nie zrobił, chciałbym się oczywiście mylić.

Wnioski które się nasuwają na następny sezon:
1. Nowy trener
2. Pique nowym kapitanem, mimo że messi jest najlepszym zawodnikiem na świecie to na kapitana sie niestety nie nadaję
3. Nowy napastnik, najlepiej lacazette ale pewnie przyjdzie griezman
4. Środek pola powinni tworzyć de jong- arthur- vidal
5. Semedo podstawowym PO
konto usunięte

A może by tak trenera Ajaxu do nas