W ciszy stadionu. Neymar da radę

Karol Chowański 'Challenger'

5 lipca 2013, 11:56

127 komentarzy

Magiczne dla rodaków popołudnia na wimbledońskich kortach, imponujące brawurą gry i dosadnością wyniku zwycięstwo nie faworyzowanych Brazylijczyków z monopolizującą ostatnio wielkie turnieje Hiszpanią - niezależnie od wszystkiego, sport i dziś pozostaje piękny. Wspaniale nieprzewidywalny i nieprzewidywalnie wspaniały.


O Wimbledonie wspominam tu nieprzypadkowo. Wielkoszlemowy popis Polaków emocje związane z Pucharem Konfederacji zesłał głęboko na półce wspomnień. Wydaje się, jakby brazylijski turniej odbył się nie wiadomo kiedy. A minęło tylko parę dni. Dla sympatyka Barçy było szczególnie interesująco.

Jest dwóch zwycięzców zakończonego w niedzielę turnieju. Pierwszym jest trener Luiz Felipe Scolari. To on firmuje nazwiskiem tę ekipę, tę Brazylię, która w ciągu paru dni odzyskała dumę i miano żelaznego faworyta Mundialu 2014. Drugiemu na imię Neymar.

Nie jestem żadnym znawcą Ney'a sprzed maja 2013. Ale mam czasem przeczucia. Jasne, przeczucia te płyną z jakichś własnych przemyśleń, „widzimisiów", ale w sferze futbolu konstruktywne bywają bardziej, gdy zasilane z zewnątrz. Doniesieniami, rozmowami, opiniami „zaczytanymi" i zasłyszanymi - gleba, na której to i owo może sobie kwitnąć.

Polegam na wiedzy „biegłych", swoich i cudzych publicystycznych autorytetów. Znawców mających więcej czasu na futbol bądź pasjonatów oddychających peryferyjną dla moich zainteresowań ligą 24/7. Owszem, to sztuka selekcji wieści, bieg na orientację w zalewie informacji. Nie można wierzyć w każdą wyczytaną w sieci bzdurę. Warto tu o tym przypomnieć, bo o Brazylijczyku roiło i roi się od nich w sieci do niestrawności. Informacje trzeba dziś nieustannie filtrować, aby w ich ciągłym zalewie znajdować opinie autentycznych w danej dziedzinie ekspertów.

Mówiąc o piłce południowoamerykańskiej, na rodzimym podwórku jednym z nich jest redaktor Bartłomiej Rabij. Jeśli on twierdzi, że Neymar będzie pasował do Barcelony - wierzę na słowo. Przynajmniej do pierwszego występu diamentu Santosu w bordowo-granatowych barwach:)

Poza tym liczne głosy wątpienia w talent brazylijskiego napastnika wydają mi się wotum nieufności dla tej instytucji. Sprowadziła 13-letniego Messiego w powszechnie znanych okolicznościach, ma skautów w każdym zakątku świata i wychowała fundament ultrazwycięskiej drużyny narodowej: Xavi, Iniesta, Busquets, Pedro, Fàbregas, Alba, Piqué. Czy taki klub polowałby na jakiegoś piłkarza przez trzy lata bez powodu? Czy płaciłby tyle gotówki za inwestycję marke-tylko-tingową?

Szkoleniowy autorytet Barçy - OK, każdy może mieć o nim własną opinię. Optymizm największych publicystów piłkarskiego świata wyjątkowo zgodnie chwalących piłkarską jakość tego chłopaka? Wieszczono mu wielką przyszłość w Europie już lata temu, ale ktoś odpowie: „nie jemu pierwszemu". Cóż, nikt nie zna brazylijskiej piłki bliżej, nie orientuje się w jej realiach lepiej od samych Brazylijczyków.

Mundial 2014 to wyjątkowa chwila dla brazylijskiej kadry. Unikatowa szansa na odrodzenie po bez mała dekadzie i przy okazji zmazania plamy "szoku na Maracanie" 1950. Gdyby ktokolwiek chciał „zrobić" liderem na tę okazję piłkarza-wydmuszkę, celebrytę nie sportowca, baletnicę, kuglarza muraw, wnet zapłaciłby posadą za szafowanie szansami kraju na historyczny triumf - jak z innych względów pożegnano bez znieczulenia Dungę i Menezesa... Tymczasem drugi kolejny trener widzi w Neymarze lidera (z punktu widzenia gospodarza MŚ 2014, czytaj: zbawcę) tego zespołu. Smaży się w oleju krytyki? Gdzie tam! Popiera go cały naród.

To oszalała na punkcie futbolu Ameryka Południowa. Tu zwalnia się trenerów z byle powodu. Każde mikrozagrożenie niepowodzeniem za rok, skutkowałoby usunięciem gracza Santosu z kadry - czy w takich okolicznościach przyrody Ney bez odpowiedniej jakości na przestrzeni lat (!) uzyskałby ponad 30 występów w „dorosłej" kadrze czy status gwiazdy absolutnej (3 gole, 4 asysty) zespołu podczas turnieju olimpijskiego w Londynie?

Dlatego w przedświt rozgrywanego u siebie Mundialu nawet laikowi w zakresie piłki brazylijskiej nonszalancją trąciło zarzucanie ludziom tak obeznanym w futbolu jak Brazylijczycy wybranie sobie na Mesjasza „grajka z wideo" albo innego hochsztaplera. Nie teraz. Nie przy jednorocznej perspektywie najważniejszych zawodów dla tej generacji reprezentantów „Kraju Kawy"... Korci, by rzucić: „nie przy takich statystykach", ale o nich za krótki moment.

Nawet jeśli całe społeczeństwo z dziennikarzami na czele uległoby zbiorowej iluzji, ostatnim, którego by o to podejrzewać - wydaje mi się Luiz Felipe Scolari. Trener największych klubów Brazylii od 30 lat, znający inną piłkarską kulturę z Chelsea, Japonii i Portugalii. Zdobywca Pucharu Świata 2002, zbawca gospodarzy Euro 2004 - mimo wszystko niespodziewanego finalisty. Dziś: właściwa osoba na właściwym miejscu. Dla dodatkowej pewności otoczona sztabem gwiazd brazylijskiej piłki, z Carlosem Alberto Pareirą na czele.

Jeśli w takiej Brazylii AD 2013 ktoś ma na przestrzeni roku i paru dni 12 goli i 11 asyst w 18 meczach z m.in. takimi rywalami jak Meksyk, Argentyna (x2), Francja, USA, Anglia (x2), Chile, Włochy czy Szwecja na miesiące przed „domowymi" mistrzostwami świata, to realizacja planu obstawienia tego gościa Messim, połową hiszpańskiej kadry i Sánchezem może się skończyć rozniesieniem systemu... Kwestionowanie klasy Neymara jeszcze przed Pucharem Konfederacji, wszystkie te bajki o jego domniemanej niekompatybilności z piłkarską Europą - brzmiały mi na naiwnie nierozsądne już kilka tygodni temu. Jeśli głosami najlepszych trenerów w kraju i oddychające futbolem od świtu do zmierzchu media ktoś zostaje przez aklamację mianowany liderem na rozgrywany po brazylijskich murawach Puchar Konfederacji, czyli w domyśle: na Mundial również, to na pewno nie dlatego, że biegłość w cyrkowych sztuczkach pozwala mu wstawać z łóżka przeplatanką.

„FF" - szybkie przewijanie. 4 gole, 4 asysty, a na rozkładzie Włochy, Meksyk, Urugwaj, Hiszpania. Neymar to nie tylko masa nowego materiału do internetowych kompilacji, ale silne piłkarskie konkrety. Ma wielką jakość, co obrazowo pokazuje, jak fenomenalnie radził sobie z obrońcami najlepszej reprezentacji świata w niedzielę. Jeden zmieniony już w przerwie, drugi wyrzucony z boiska przy wyjściu sam na sam.

Zwycięstwo w finale Pucharu Konfederacji 2013, 3:0 z Hiszpanią, Neymar bohaterem finału i najlepszym zawodnikiem całego turnieju - nie, nie tylko ze względu na jakąś statuetkę, ale to, co wszyscy widzieliśmy na własne oczy. Jeszcze 12 miesięcy temu Brazylia nie miała drużyny. Dziś przeżywa poranek po być może najgorszym okresie ich kadry od dekad. Ostatnia niedziela przypieczętowała w świadomości pasjonatów piłki na całym świecie, że nadzieje i marzenia drużyny Scolariego na XX Mundial bezsprzecznie noszą twarz nowego gracza FC Barcelony. Nawet te 57 mln euro razi jakby mniej, prawda?

Piłkarz z youtube'a?! Ha ha. Po Pucharze Konfederacji, finale z Hiszpanią, popisie Ney'a w tym meczu i całym turnieju - jest jasne jak słońce nad Peru, że Neymar da w Europie radę. A Neymar w Barcelonie, z Messim, Iniestą i całą resztą? ... ... ... ... i ...!

Wielka szkoda, że pierwsza kolejka 83. sezonu La Liga nie startuje jutro.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (127)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze