Dowiedzieliśmy się ledwie wczoraj, że FC Barcelona będzie wnioskować w sądzie o ponad 6 milionów euro odszkodowania od rozgłośni Cadena COPE. Jak na to zareagowaliście?
Zdziwieniem? Zaskoczeniem? Szokiem? Aż tyle, 6 milionów? Wow! W końcu to suma rodem z MTV Cribs, wartość zgrabnej rezydencji na Costa Brava, w świecie futbolu ekwiwalent niejednego utalentowanego piłkarza. A może reakcją było wzruszenie ramion? Eeee, każdy już zapomniał. Ojjj tam, kolejna niepotrzebna afera przed Derbami...
Nic bardziej mylnego. To imponujący sygnał, że w chwili próby Zarząd potrafi podejmować odpowiednie decyzje, chroniące interes (i godność) klubu oraz jego kibiców. W tej konkretnej sprawie widzimy dużą konsekwencję działań Rosella i jego otoczenia. Słowa nie poleciały na wiatr, pozew to pochodna wcześniejszych wypowiedzi członków Zarządu. Stanowi on przy tym bardzo, bardzo wyraźne ostrzeżenie dla wszystkich innych mediów na czele z Marką i AS-em: Nie przesadzajcie z wypisywaniem swoich bajek. To kosztuje.
Brak rozsądku
FC Barcelona to marka. I jak każda marka - ma swoją wartość. W przypadku bezzasadnego sabotowania jej reputacji (innymi słowy: osłabiania jej wartości) wyłącznie dla doraźnych celów własnych lub instytucji trzecich - pozew sądowy jest skutkiem naturalnym i oczywistym. Skutkiem czyjejś lekkomyślności lub złych intencji. Nie ma znaczenia, czy obiektem zniesławienia zostanie marka "Coca Cola", "Danone", "Apple", "Honda", "IKEA", "Los Ángeles Lakers" czy "FC Barcelona". Granice wolności słowa mają w biznesie międzynarodowym chronione prawnie i bardzo rygorystycznie przestrzegane granice. Madrycka rozgłośnia o tym zapomniała.
Sama sytuacja jest banalnie prosta. Cadena COPE, nie różniąc się w tym od żadnego innego współczesnego medium, polowała na newsa. Możliwie jak najbardziej sensacyjnego, bo to, że w Albacete żyje emerytowany biznesmen, który codziennie finansuje darmowe posiłki dla wszystkich potrzebujących z okolicy - nikogo dziś nie interesuje. Cadena COPE chciała prawdziwie mięsistej SEN-SA-CJI. Zdobyła ją. Upubliczniła. I przesadziła. Wyczerpała cierpliwość barcelonismo.
W biurach obsługi medialnej na Camp Nou "dzień po" rozdzwoniły się telefony. Nie od zawiedzionych fanów. Od mediów, sponsorów, partnerów, instytucji współpracy społecznej i charytatywnej. Wiarygodność Barçy została podważona i wcześniejsze dokonania czy długoletnia nieskazitelność nie mają tu znaczenia. W przypadku tak ostrego oskarżenia każdy nabiera wątpliwości. Pomówienia COPE musiały się zatem spotkać z maksymalnie zdecydowaną reakcją FC Barcelony.
Można próbować znaczenie tego faktu marginalizować, deprecjonować, tłumaczyć głupotą lub brakiem rozsądku. Takie próby były. Telefony z Bernabéu również. Ale takie tłumaczenia brzmią naiwnie i groteskowo, gdy chodzi o podważanie dobrego imienia jednej z najbardziej zasłużonych instytucji piłkarskiego świata. Potwierdzi to każdy prawnik. Ponadto, w tle jest jeszcze fakt, że w kierunku klubu katalońskiego kierowane są oskarżenia z Madrytu - co też ma swoje znaczenie.
Pozew - czy warto?
Mamy dziś rynek klienta w niemal każdej branży - klubów piłkarskich także. Konkurencja ogromna a informacja powszechna, toteż nabywcy momentalnie podejmują swe wybory i momentalnie je zmieniają. Spadek jakości w Toyocie = sprzedaż Toyoty spada. Z minuty na minutę można stracić klienta, wyborcę, fana. Dlatego public relations to we współczesnej rzeczywistości gospodarczej warunek sukcesu, stanowiący tak ważne narzędzie realizacji celów strategicznych. Nie tylko przez podmioty komercyjne (przedsiębiorstwa i korporacje), ale także administracje państwowe, instytucje edukacyjne, pojedyncze osoby publiczne i wreszcie kluby sportowe.
PR jako kluczowy element nowoczesnej strategii marketingowej to sztuka skutecznego komunikowania się z całym swym środowiskiem*: mediami, klientami, pracownikami, wyborcami, fanami, także konkurentami. Służy nie tylko promocji czy informacji, ale przede wszystkim kreowaniu pożądanego przez nadawcę wizerunku (tj. tego, jak jest się postrzeganym przez ogół odbiorców).
W sporcie PR to konferencje prasowe, artykuły, wywiady, reklamy, wypowiedzi prezydenta i trenera, chamskie zachowanie piłkarzy na boisku, ich zupełnie prywatne skandale obyczajowe. Wszystko to i jeszcze więcej. Informacje są czytane i przyswajane. Dlatego jeden nierozważny wpis na Twitterze kosztuje drogo każdego gracza NBA czy Premiership. Słusznie. A skoro sportowcy dotkliwie karani są za wszelkie nierozważne wypowiedzi o przeciwnikach lub sędziach - można pełniej wyobrazić sobie wymiar i konsekwencje publikacji Alcali. News Cadena COPE zdestabilizował strategię budowania wizerunku przez Barcelonę. W bardzo nierzetelny, by nie rzec: kłamliwy, sposób. Nadwyrężono wizerunek Barçy jako wiarygodnej społecznie, wartościowej dla partnerów biznesowych i profesjonalnie zarządzanej instytucji sportowej, która do swoich sukcesów dochodzi na arenach sportowych. Nierzetelne insynuacje skończyły się dla katalońskiego klubu wymiernymi stratami wizerunkowymi, które mają oczywiste przełożenie na straty finansowe. Jest zatem naturalne, że Zarząd Rosella zażądał wyrównania tychże strat od sprawcy zaistniałej sytuacji.
Dlatego odpowiedź na pytanie z śródtytułu może być tylko jedna: tak, warto. Gra idzie o wartość najwyższą - budowaną przez prawie 112 lat reputację FC Barcelony.
Ostrzeżenie dla innych
Może coś zostało Cadena COPE podszepnięte; może radiostacja sama dotarła do jakichś pogłosek - mniejsza o to, dziś to nie jest już ważne. To, co jest ważne - to puszczenie w świat na skrzydłach sensacji informacji, o której usłyszały miliony ludzi (fanów i nie-fanów) na całym świecie. Zorientowani w temacie - pewnie nie uwierzyli; wiele jest dziś w mediach plotek, równie wiele niegodziwości. Ale nie zmienia to faktu, jak poważna to sytuacja i jak poważne oskarżenie.
Co najważniejsze, dyrekcji madryckiego radia przed ogłoszeniem pamiętnych słów na antenie nie przeszkodził w żaden sposób brak dowodów, zweryfikowania informacji. Nawet jeśli (?) istniał informator, z jakiegokolwiek otoczenia - to zapadł się pod ziemię i pewnie już o nim nie usłyszymy; w każdym razie dziennikarz Juan Antonio Alcalá wraz z Cadena COPE zostali z problemem sami jako jego finalni posłańcy. I w takim charakterze z Zarządem FC Barcelony spotkają się w sądzie. Pobieżne przejrzenie hiszpańskiej i międzynarodowej prasy wskazuje, że nie ma praktycznie nikogo, kto dawałby należącej do hiszpańskiego Kościoła stacji szanse na wokandzie, kilku optymistów wspomina nieśmiało o ugodzie. Wątpliwości nie ma zaś nikt, ze nieodpowiedzialnie opublikowana informacja zaważy na przyszłości tej rozgłośni.
Oby przykładnie zachęciło to inne madryckie media do przynajmniej delikatnego opamiętania. W czasach kryzysu bankrutuje się szybko.
* Tzw. interesariuszami.
W ciszy stadionu. Odszkodowanie od Cadena COPE, czyli parę słów o public relations
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (1)