Niektórzy kibice Barcelony po wczorajszym meczu z Atlético w Pucharze Króla zapewne mówią o niebywałym szczęściu rywali, którzy, mimo bycia zespołem zdominowanym i po prostu zwyczajnie dużo słabszym, zdołali uzyskać na Montjuïc korzystny wynik. Podobne komentarze były po, mającym podobny przebieg, starciu ligowym. Fani mogą w tej sytuacji wskazywać na los, który w końcu na pewno się odwróci. Nie jest to jednak kwestia fortuny, tylko określonych prawidłowości, zarówno w drużynie Hansiego Flicka, jak i w ekipie Diego Simeone. Barça musi zwrócić na nie uwagę w perspektywie kolejnych dwóch kluczowych starć z ekipą z Madrytu.
Xavi zwykł po spotkaniach swojego zespołu mówić, że drużyna wyglądała dobrze przez większość meczu, tłumacząc gorszy rezultat punktowymi kwestiami, a nie całościową postawą ekipy. Teraz używa tego również Hansi Flick, ale Niemiec ma ku temu powody w porównaniu do nadużywającego takich wniosków legendarnego pomocnika. Barcelona rzeczywiście potrafi grać świetny futbol przez dużą część pojedynku. Całkowicie zdominować rywala, nie dopuszczać go do swojego pola karnego, kreować mnóstwo szans. A mimo to później nie mieć oczekiwanego wyniku.
Dwukrotnie przydarzyło się to Blaugranie w starciach z Atlético. Drużyna walcząca o mistrzostwo Hiszpanii, będąca w czołowej szesnastce Europy wyglądała na tle Barçy jak ubogi krewny. Poza pierwszymi minutami różnica między tymi zespołami była taka, jakby Katalończycy mierzyli się z co najwyżej ligowym średniakiem. Z całym szacunkiem do Atlético, bo to bardziej zasługa Barçy niż krytyka Rojiblancos, ale tak to właśnie wyglądało. Zresztą w dużej mierze podobnie przedstawiało się pierwsze ligowe spotkanie tych drużyn. Świadczą o tym łączone statystyki z tych dwóch konfrontacji. Wskaźnik xG (oczekiwane gole) nie zawsze musi być miarodajny, ale test oka potwierdza, że w tym przypadku wszystko się zgadza. W odniesieniu do Barcelony wynosił on 6,03, a w ekipie Rojiblancos – 2,14. A mimo to drużyna Simeone wygrała w LaLidze i zremisowała na wyjeździe w pierwszym meczu półfinału Pucharu Króla.
| Barcelona | Atlético | |
| Strzały ogółem | 35 | 15 |
| Duże szanse | 14 | 6 |
| xG | 6,03 | 2,14 |
Zrzucanie tego na karb zwykłego szczęścia nie wyjaśnia całego zjawiska, a zbagatelizowanie tematu może doprowadzić do problemów w przyszłości. Pewne sprawy stanowią naleciałości z całego sezonu, a spotkanie z Atlético stanowi drugie poważne ostrzeżenie. Trzeciego może nie być, bo wtedy brak rozwiązania problemu jest w stanie doprowadzić do utraty szansy na któreś z trofeów. Na jakie kwestie należy zwrócić uwagę?
1. Koncentracja
Ten aspekt wymieniali po spotkaniu Hansi Flick czy Iñigo Martínez. Barcelona rzeczywiście zbyt często gubi koncentrację. To potem ma wpływ na tracenie bramek czy brak ich zdobywania w sytuacjach, gdy drużynie idzie dobrze. Niestety jest to efekt uboczny przewagi, dominacji nad rywalami. Piłkarze Barçy widzą, że idzie im świetnie, są na skutek tego bardzo pewni siebie, ale ma to potem negatywny wpływ na wykańczanie akcji czy punktowe błędy w obronie przy takim rozluźnieniu. Pojawiają się sztuczki i zabawy, co może jest miłe dla oka, ale ten intelektualny relaks sprawia, że zespół nie wykorzystuje szans na poprawienie rezultatu.
Osobnym tematem pozostaje wejście w mecz. Nie pierwszy raz było ono wczoraj koszmarne, żeby przypomnieć starcia z Benficą, Realem Madryt w Superpucharze czy Leganés w LaLidze, a może nawet z Monaco w Lidze Mistrzów. W pierwszych dwóch ostatecznie udało się wyciągnąć wynik, ale drużyna musi grać swoje od pierwszej do ostatniej minuty, licząc na zdobycie trofeów. Barcelona ma młodych piłkarzy, którzy muszą się nauczyć na własnej skórze, ile może kosztować brak odpowiedniej koncentracji w dowolnym fragmencie meczu.
2. Skuteczność
Temat w pewnym sensie związany z poprzednim punktem, ale też nie do końca. Ferran Torres miał dwie fantastyczne szanse, gdy Barcelona musiała gonić. To właśnie w takich spotkaniach i w takich momentach należy wymagać od napastnika, że będzie trafiał do siatki. Hiszpan tego nie zrobił. Czasem takie sytuacje zdarzały się też Robertowi Lewandowskiemu. Niestety temat skuteczności stale pojawia się w dyskusji dotyczącej Barcelony, gdy tylko zespołowi nie udaje się zwyciężyć. Wspomniany Lewandowski, Raphinha czy Lamine Yamal mają fantastyczne statystyki, które świadczą o tym, jak świetnie działa Barça Flicka jako ofensywna maszyna, ale końcowy etap na linii produkcyjnej nadal trzeba poprawiać.
3. Nadmiar odwagi to szaleństwo
Barcelona Hansiego Flicka gra w ściśle określony sposób. Opiera się on na odważnej postawie, wysoko ustawionym pressingu i formacjach grających blisko siebie, aby ta próba odbioru miała większe szanse powodzenia. Logiczną konsekwencją jest ustawianie linii obrony w okolicach środka boiska i podjęcie działań polegających na łapaniu rywali na spalone. Co do zasady zgadzamy się, że ten system daje wiele korzyści, a trudno byłoby liczyć na jego sprawność, gdyby poszczególne elementy wyglądały inaczej. W futbolu, podobnie jak w życiu, dobrze jednak stosować zasadę umiaru.
Jedyny sposób na bronienie
W czym mam problem? Otóż odnoszę wrażenie, że to łapanie rywali na spalone jest jedyną spójną koncepcją gry Barcelony w obronie. Gdy pułapka okazuje się nieskuteczna, w defensywie Blaugrany pojawia się totalny chaos. Brakuje dobrej organizacji podczas powrotu pod swoje pole karne, nie tylko w pierwszej fazie kontrataku rywala, ale nawet później. Widzieliśmy to nawet przy trzecim golu Atlético, gdy druga linia kompletnie nie zabezpieczyła okolic szesnastego metra. To tylko przykład, ale można by je mnożyć.
Statystyki spalonych miały być dowodem na skuteczną grę Barcelony w obronie. W pewnym sensie to prawda, że defensorzy Barçy potrafili umiejętnie zakładać pułapki i wielokrotnie wytrącali rywalom argumenty z rąk. Z drugiej jednak strony nie widzimy danych dotyczących samych prób łapania przeciwników na ofsajdach, a również w tej dziedzinie Blaugrana dominowałaby nad innymi klubami. Trudno więc zdefiniować na poziomie liczbowym skuteczność takiego zagrania. Na pewno bywa skutecznym narzędziem, ale również ryzykownym.
Przy takich akcjach możesz w zasadzie wszystko zrobić dobrze, a i tak stracić gola, bo rywal zdołał jednak przykurczyć duży palec u nogi. Nie mówiąc o ostatnich i niedawnych wątpliwościach związanych z samym wyznaczaniem linii spalonego przez system. Nawet najsłabsze zespoły potrafią wykorzystać takie sytuacje, gdy jednym długim podaniem i wyjściem na pozycję z głębi pola można otworzyć sobie szansę. Co dopiero mówić o tych najlepszych. Nie można tu nie zwrócić uwagi na głównego rywala Barcelony – Real potrafi znakomicie wykorzystać wolną przestrzeń, mających takich zawodników jak Mbappe i Vinícius. Tam też fachowcy analizują metody pracy Barçy i szukają sposobów, aby nie wpadać w pułapki. Trzeba mieć to na uwadze i roztropnie szukać ofsajdów.
Nie chodzi tu o to, żeby Barcelona tego nie robiła. Niech dalej gra wysoko ustawioną linią obrony, niech zakłada pułapki ofsajdowe, skoro tak dobrze wypracowano ten element gry, zwłaszcza że stanowi on nierozerwalny element pewnej całości. Rzecz w tym, żeby NIE BYŁ TO JEDYNY sposób na efektywne bronienie się zespołu. Żeby Barça była w stanie dawać sobie radę także w głębszej defensywie. Najlepsze ekipy to te, które są wielowariantowe po obu stronach boiska. Zaskakują rywala, ale też potrafią się zabezpieczyć przed niespodziankami przygotowanymi przez konkurenta.
Proszenie się o kłopoty
To jest akurat, wydaje mi się, postulat dość umiarkowany. Natomiast kompletnie nie rozumiem, jak linia obrony Barcelony, przy korzystnym wyniku w końcówkach spotkań, może ustawiać się na połowie boiska. Przecież to jest proszenie się o kłopoty. I znowu – nie przechodźmy w skrajność, że ma od razu cofać się w pole karne. Wystarczyłoby ustawienie o 10-15 metrów do tyłu, aby zapewnić względną spoistość i bezpieczeństwo.
W końcówkach spotkań pojawia się zmęczenie, przy którym łatwiej o punktowe błędy, co miało miejsce przy wczorajszej bramce Sorlotha. Obwinia się głównie Julesa Koundé, który się poślizgnął, ale trzeba zwrócić uwagę, że cała linia obrony wychodziła wtedy w kierunku przeciwnym do lotu piłki, a pozostali defensorzy prawdopodobnie też nie potrafili złapać Norwega na spalonym – jest to zatem również błąd kolektywny. Warto ograniczyć szanse na ich powstanie, zwłaszcza gdy często w takich sytuacjach wiąże się to z brakiem możliwości asekuracji ze strony partnera.
Tym bardziej, że Iñigo Martínez i Pau Cubarsí nie należą do najszybszych stoperów. Moglibyśmy sporo napisać również o ich zaletach, ale akurat w tym temacie trzeba przyznać, że jest to pewien problem dla Barcelony przy takim, a nie innym stylu gry. Odbudowanie ustawienia w takich sytuacjach jest bardzo trudnym zadaniem. Dlatego tym bardziej warto, gdy wynik jest korzystny, zagrać roztropniej.
Barça dużo ryzykuje i co do zasady może nam się podobać taki styl gry, ale w określonych momentach, zwłaszcza w końcówkach, gdy waży się wynik, pójście na zasadzie „wszystko albo nic” jest pozbawione racjonalności. Drużyna musi prezentować się dojrzalej w takich sytuacjach. Bo w przeciwnym wypadku cały wysiłek i nawet najlepsza gra mogą pójść na marne. Jak w starciach z Atlético, w których Barça powinna odnieść dwa wysokie zwycięstwa, a nie wychodzić z nich na minus lub na zero.
Nie są to tylko moje tezy, bo w Hiszpanii też zaczyna się o tym mówić. Zwraca na to uwagę analityk Albert Blaya, pisząc, że nie rozumie, dlaczego drużyna zawsze broni tak samo, nawet w 94. minucie, mając przewagę. Z kolei Toni Juanmarti ze Sportu pisze w tym kontekście, że Flick na dobre i na złe stawia na futbol pozbawiony planu B, a „skrajna wierność bardzo odważnemu pomysłowi na grę tym razem obróciła się przeciwko zespołowi podczas wieczoru, który stanowił kolejną przestrogę przed meczami typu wszystko albo nic”.
4. Analiza rywala
W tym, że Atlético dwukrotnie potrafiło zranić Barcelonę w doliczonym czasie gry, też nie ma żadnego przypadku i dziwne, że Katalończycy nie byli na to przygotowani, reagując stosownie do okoliczności (patrz punkt trzeci). W tym sezonie Rojiblancos 31 z 81 swoich goli strzelili w ostatnim kwadransie meczu. Aż 13 bramek padło w doliczonym czasie gry. Drużyna Simeone jest dobrze przygotowana fizycznie i mentalnie, aby walczyć do końca. A że ekipa Argentyńczyka, jak to mówią Hiszpanie, „potrafi cierpieć”, wiemy od wielu lat.
Dlatego w perspektywie kolejnych spotkań Barça nie może trzeci raz dać się zaskoczyć. Musi wcześniej wypracować odpowiednią przewagę na tablicy wyników i powinna zastosować się do wskazówek zawartych w trzecim punkcie – ryzykowna gra przy korzystnym wyniku w końcówce pojedynku z Atlético to w najlepszym wypadku brak roztropności. Barça 16 marca zagra z Rojiblancos w jednym z decydujących spotkań tego sezonu LaLigi, a rewanż w półfinale Pucharu Króla czeka ją 2 kwietnia - to idealne okazje, aby pokazać, że wyciągnęło się wnioski.
5. Reakcja na boiskowe wydarzenia
Ze zmianami Hansiego Flicka bywa bardzo różnie. Czasem są one dobre, a czasem nie. W spotkaniu z Atlético reakcja na boiskowe wydarzenia była jednak nietrafiona. Niemiec trochę się spóźnił ze zmianami, bo w końcówce było już widać, że brakuje zabezpieczenia defensywy. W dodatku po zejściu Pedriego kontrola nad grą osłabła. Zwykle mówi się w takich sytuacjach, że nie ma specjalne kogo wpuścić z ławki, ale w przypadku wczorajszego meczu takie założenie nie byłoby prawdziwe.
Na murawie nie pojawił się na przykład Marc Casadó. Piłkarz bardzo waleczny, a więc pasujący do okoliczności, ale też na tyle inteligentny, żeby zapewnić utrzymanie piłki. Ponadto Flick powinien zastanowić się nad wpuszczaniem chociaż na końcówki Ronalda Araujo. Urugwajczyk, nawet jeśli nie jest w optymalnej formie, może stanowić wartość dodaną podczas pojedynków z rywalami, które często w takich fragmentach meczów okazują się kluczowe. Wtedy potrzebny jest ktoś, kto wejdzie na boisko i będzie wyjaśniał akcje, a Araujo nadaje się do tego najlepiej z grona wszystkich obrońców Barcelony. Tym bardziej do rywalizacji z Sorlothem.
Wyciągnąć pełnię korzyści z dobrej gry i postępów zespołu
Warto się zastanowić, dlaczego Barcelona aż 13 z 43 goli (30,2%) wpuściła po 75. minucie. Zapewne jest to mieszanka różnych czynników zawartych w tym artykule. Przez końcówki Barça traciła m.in. wygrane z Celtą, Betisem czy Atalantą. Skoro tak, to tym bardziej byłoby dobrze zwrócić uwagę na potrzebę zapewnienia drużynie większego bezpieczeństwa w newralgicznym fragmencie spotkania i reagować stosownie do okoliczności oraz kontekstu.
Na koniec podkreślę, że tekst nie ma na celu potępienia Flicka i jego drużyny. Chodzi raczej o zwrócenie uwagi na detaliczne kwestie, które można, a wręcz trzeba poprawić, bo wpływają one na wyniki drużyny, która spisuje się momentami rewelacyjnie, a nie zawsze czerpie z tego takie korzyści na poziomie wyniku, na jakie zasługuje. Stanowi to też wyraz obawy o przyszłość, aby to wszystko nie hamowało niewątpliwych postępów Barcelony i nie ograniczyło jej szans na trofea. Dobrze by było, gdyby Flick nieco elastyczniej podszedł do swojej strategii, a nie ZAWSZE trzymał się jej kurczowo bez względu na okoliczności.