Derby na remis; Espanyol 0:0 Barcelona
W ligowym liczniku coraz szybciej ubywa, ale im mniej zadań do końca, tym są coraz cięższe. Tak było właśnie dziś, dokładnie trzeci dzień po łatwym zwycięstwie Barcelony z Deportivo. Espanyol swoim rywalom z miasta od początku postawił bardzo ciężkie warunki i na boisku nie miał zamiaru oddać nawet źdźbła trawy, a piłka niczym zwariowana nie chciała na dłużej być w posiadaniu któregoś z zespołów. Urok derbów Barcelony - pięć miesięcy temu na Camp Nou przebieg spotkania był podobny, ale dziś żadna z drużyn nie zdołała znaleźć drogi do bramki.
Eksperymenty
Przed spotkaniem Pep Guardiola nie miał wątpliwości, że jego podopiecznych czeka bardzo trudne zadanie - "Dla nas jest to zbyt ważny mecz, by łatwo oddać rywalom punkty. Dla Espanyolu jednak będzie to mecz roku, ale to my mamy więcej do stracenia. Musimy więc sprostać wyzwaniu". Faktycznie, ‘Los Pericos' pod względem defensywnym przygotowali się wręcz perfekcyjnie. Nie byli natomiast przygotowani na kolejne niespodzianki ze strony trenera Barcelony. Tylko czy te eksperymenty przeszkodziły Espanyolowi w czymkolwiek?
Tezy ekspertów o szybszym powrocie Abidala do składu już kilka godzin przed meczem poszły do kosza. Francuz mimo dobrych wiadomości z treningów, nie znalazł się w gronie powołanych. Podobnie rzecz się miała w przypadku Ibrahimovicia - Guardiola posadził Szweda na ławce, wprowadzając do linii ataku... Maxwella. Na lewej obronie zobaczyliśmy Puyola, a w środku obrony Milito u boku Piqué.
Łamanie kości
Od pierwszego gwizdka Undiano Mallenco obie drużyny nie miały zamiaru sobie ustępować. Walka w środku pola o piłkę przybierała taką moc, że sędzia co chwilę używał gwizdka i przerywał grę. W 5 minucie meczu to gospodarze wysłali rywalom pierwsze ostrzeżenie - strzał Verdu po podaniu Osvaldo był jednak niecelny. 3 minuty później odpowiedziała Blaugrana. Pedro znajdując się na prawym skrzydle posłał dośrodkowanie, które wylądowało na... poprzeczce. Gdyby piłka opadła o kilka centymetrów niżej, Kameni byłby bez szans.
Do 24 minuty ani jedna, ani druga drużyna, nie potrafiły stworzyć sobie dogodnej okazji podbramkowej. W tym czasie za to, sypały się kolejne kartki - do tego czasu głównym celem ostrych wejść rywali stał się Sergio Busquets. Dla późniejszych okoliczności natomiast ważnym momentem była żółta kartka, którą zarobił Dani Alves.
Groźne ataki Espanyolu
24 i 25 minuta to okres oblężenia bramki Victora Valdésa. Zdawało się wręcz, że pojedynek podopiecznym Guardioli zaczyna wymykać się spod kontroli. Najpierw groźnie strzelał Osvaldo, a później Baena - w obu przypadkach bramkarz Barcelony zachował spokój, broniąc oba uderzenia. Duma Katalonii notowała bardzo dużą ilość niecelnych podań, szczególnie Dani Alves nie pokazał się dziś z dobrej strony.
Barcelona odważniej zaatakowała w 40 minucie. Wreszcie celny strzał udało się oddać Maxwellowi, niestety jednak był on za słaby, by zaskoczył Kameniego. Blaugrana statystycznie częściej miała piłkę w posiadaniu 38% - 62%, ale nie było to aż tak widoczne. Co więcej, to Espanyol miał największą szansę na gola do szatni - w 44. minucie Valdés znów uchronił gości, wybijając piłkę niemalże z linii bramkowej po uderzeniu Osvaldo.
Blaugrana w ‘10'
W 61. minucie, gdy Barcelona powoli uspokajała grę w środku pola, stało się coś, na co zanosiło się od pierwszej połowy. Undiano Mallenco po faulu Alvesa na Callejónie nie miał wątpliwości i pokazał Brazylijczykowi drugi kartonik. Blaugrana od tego momentu musiała radzić sobie w dziesięciu.
Osłabienie nie wpłynęło jednak negatywnie na podopiecznych Guardioli. W 67 minucie meczu Messi chciał wziąć odpowiedzialność na swoje barki - Argentyńczyk mijając trzech rywali wpadł w pole karne, ale jego próbę dośrodkowania zatrzymał Pareja. Jak pokazały powtórki - piłka trafiła obrońcę w rękę, ale sędzia nie był skłonny w tej sytuacji użyć gwizdka i podyktować rzut karny.
Niezagrożony Kameni
Blaugrana mimo braku swobody nie dawała za wygraną. W 76 minucie wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby Xavi zdołał oddać strzał głową po wrzutce Messiego. To właśnie wtedy mieliśmy jeden z nielicznych momentów, kiedy Barcelona rozmontowała obronę Espanyolu.
Gospodarze zaczęli tracić siły na 10 minut przed końcem spotkania. Trudno się dziwić - pracę w defensywie wykonali znakomitą, mimo wprowadzenia do gry przez Guardiolę dwójki napastników - Henry'ego i Ibrahimovicia. Do końca jednak bramka Kameniego była prawidłowo zabezpieczona. Xavi i Messi, od których ostatnio tak wiele zależało, w końcowych minutach nie zdołali niczym zaskoczyć.
Derby rządzą się swoimi prawami. Przepaść w tabeli La Liga, która dzieliła obie ekipy, na boisku w ogóle nie była widoczna. Na osobny temat natomiast zasługują dzisiejsze eksperymenty Pepa Guardioli. Szczególnie po pierwszej połowie odnosiło się wrażenie, że główna siła Barcelony, jaką jest atak, poważnie ucierpiała, ale pomimo braku strzelenia bramki i gry w osłabieniu, Piqué, Milito, Puyol i Valdés znakomicie wywiązywali się ze swoich zadań. Inna sprawa, że wbrew oczekiwaniom, kandydaci do obrony tytułu mistrzowskiego stracili punkty. Jak ważna była to strata, okaże się przy kolejnych ligowych sprawdzianach - pozostało ich już tylko pięć. Remis 0:0 na trudnym terenie można uznać za sygnał ostrzegawczy przed wtorkowym pojedynkiem na San Siro.
Składy:
RCD Espanyol: Kameni; Chica, Pareja, Víctor Ruiz, Dídac Vilà; Baena, Forlín; Callejón (Ben Sahar, m. 85), Verdú (Iván Alonso, m.78), Luis García; Osvaldo.
FC Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Milito (Henry, m.57), Puyol, Touré (Keita, m.57), Busquets, Pedro (Ibrahimovic, m.82), Maxwell, Xavi, Messi.
Arbiter: Undiano Mallenco. Żółte kartki: Osvaldo (m. 7), Luis García (m. 22), Alves (m.25), Milito (m.32), Baena (m.63), Keita (m.82). Czerwona kartka: Alves (m.62)
Widzów: 39 263.
Statystyki:
Posiadanie piłki: 36% - 64%
Strzały: 8 - 5
Strzały celne: 3 - 2
Rzuty rożne: 3 - 4
Straty: 81 - 85
Odbiory: 63 - 49
Faule: 21 - 16
Eksperymenty
Przed spotkaniem Pep Guardiola nie miał wątpliwości, że jego podopiecznych czeka bardzo trudne zadanie - "Dla nas jest to zbyt ważny mecz, by łatwo oddać rywalom punkty. Dla Espanyolu jednak będzie to mecz roku, ale to my mamy więcej do stracenia. Musimy więc sprostać wyzwaniu". Faktycznie, ‘Los Pericos' pod względem defensywnym przygotowali się wręcz perfekcyjnie. Nie byli natomiast przygotowani na kolejne niespodzianki ze strony trenera Barcelony. Tylko czy te eksperymenty przeszkodziły Espanyolowi w czymkolwiek?
Tezy ekspertów o szybszym powrocie Abidala do składu już kilka godzin przed meczem poszły do kosza. Francuz mimo dobrych wiadomości z treningów, nie znalazł się w gronie powołanych. Podobnie rzecz się miała w przypadku Ibrahimovicia - Guardiola posadził Szweda na ławce, wprowadzając do linii ataku... Maxwella. Na lewej obronie zobaczyliśmy Puyola, a w środku obrony Milito u boku Piqué.
Łamanie kości
Od pierwszego gwizdka Undiano Mallenco obie drużyny nie miały zamiaru sobie ustępować. Walka w środku pola o piłkę przybierała taką moc, że sędzia co chwilę używał gwizdka i przerywał grę. W 5 minucie meczu to gospodarze wysłali rywalom pierwsze ostrzeżenie - strzał Verdu po podaniu Osvaldo był jednak niecelny. 3 minuty później odpowiedziała Blaugrana. Pedro znajdując się na prawym skrzydle posłał dośrodkowanie, które wylądowało na... poprzeczce. Gdyby piłka opadła o kilka centymetrów niżej, Kameni byłby bez szans.
Do 24 minuty ani jedna, ani druga drużyna, nie potrafiły stworzyć sobie dogodnej okazji podbramkowej. W tym czasie za to, sypały się kolejne kartki - do tego czasu głównym celem ostrych wejść rywali stał się Sergio Busquets. Dla późniejszych okoliczności natomiast ważnym momentem była żółta kartka, którą zarobił Dani Alves.
Groźne ataki Espanyolu
24 i 25 minuta to okres oblężenia bramki Victora Valdésa. Zdawało się wręcz, że pojedynek podopiecznym Guardioli zaczyna wymykać się spod kontroli. Najpierw groźnie strzelał Osvaldo, a później Baena - w obu przypadkach bramkarz Barcelony zachował spokój, broniąc oba uderzenia. Duma Katalonii notowała bardzo dużą ilość niecelnych podań, szczególnie Dani Alves nie pokazał się dziś z dobrej strony.
Barcelona odważniej zaatakowała w 40 minucie. Wreszcie celny strzał udało się oddać Maxwellowi, niestety jednak był on za słaby, by zaskoczył Kameniego. Blaugrana statystycznie częściej miała piłkę w posiadaniu 38% - 62%, ale nie było to aż tak widoczne. Co więcej, to Espanyol miał największą szansę na gola do szatni - w 44. minucie Valdés znów uchronił gości, wybijając piłkę niemalże z linii bramkowej po uderzeniu Osvaldo.
Blaugrana w ‘10'
W 61. minucie, gdy Barcelona powoli uspokajała grę w środku pola, stało się coś, na co zanosiło się od pierwszej połowy. Undiano Mallenco po faulu Alvesa na Callejónie nie miał wątpliwości i pokazał Brazylijczykowi drugi kartonik. Blaugrana od tego momentu musiała radzić sobie w dziesięciu.
Osłabienie nie wpłynęło jednak negatywnie na podopiecznych Guardioli. W 67 minucie meczu Messi chciał wziąć odpowiedzialność na swoje barki - Argentyńczyk mijając trzech rywali wpadł w pole karne, ale jego próbę dośrodkowania zatrzymał Pareja. Jak pokazały powtórki - piłka trafiła obrońcę w rękę, ale sędzia nie był skłonny w tej sytuacji użyć gwizdka i podyktować rzut karny.
Niezagrożony Kameni
Blaugrana mimo braku swobody nie dawała za wygraną. W 76 minucie wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby Xavi zdołał oddać strzał głową po wrzutce Messiego. To właśnie wtedy mieliśmy jeden z nielicznych momentów, kiedy Barcelona rozmontowała obronę Espanyolu.
Gospodarze zaczęli tracić siły na 10 minut przed końcem spotkania. Trudno się dziwić - pracę w defensywie wykonali znakomitą, mimo wprowadzenia do gry przez Guardiolę dwójki napastników - Henry'ego i Ibrahimovicia. Do końca jednak bramka Kameniego była prawidłowo zabezpieczona. Xavi i Messi, od których ostatnio tak wiele zależało, w końcowych minutach nie zdołali niczym zaskoczyć.
Derby rządzą się swoimi prawami. Przepaść w tabeli La Liga, która dzieliła obie ekipy, na boisku w ogóle nie była widoczna. Na osobny temat natomiast zasługują dzisiejsze eksperymenty Pepa Guardioli. Szczególnie po pierwszej połowie odnosiło się wrażenie, że główna siła Barcelony, jaką jest atak, poważnie ucierpiała, ale pomimo braku strzelenia bramki i gry w osłabieniu, Piqué, Milito, Puyol i Valdés znakomicie wywiązywali się ze swoich zadań. Inna sprawa, że wbrew oczekiwaniom, kandydaci do obrony tytułu mistrzowskiego stracili punkty. Jak ważna była to strata, okaże się przy kolejnych ligowych sprawdzianach - pozostało ich już tylko pięć. Remis 0:0 na trudnym terenie można uznać za sygnał ostrzegawczy przed wtorkowym pojedynkiem na San Siro.
Składy:
RCD Espanyol: Kameni; Chica, Pareja, Víctor Ruiz, Dídac Vilà; Baena, Forlín; Callejón (Ben Sahar, m. 85), Verdú (Iván Alonso, m.78), Luis García; Osvaldo.
FC Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Milito (Henry, m.57), Puyol, Touré (Keita, m.57), Busquets, Pedro (Ibrahimovic, m.82), Maxwell, Xavi, Messi.
Arbiter: Undiano Mallenco. Żółte kartki: Osvaldo (m. 7), Luis García (m. 22), Alves (m.25), Milito (m.32), Baena (m.63), Keita (m.82). Czerwona kartka: Alves (m.62)
Widzów: 39 263.
Statystyki:
Posiadanie piłki: 36% - 64%
Strzały: 8 - 5
Strzały celne: 3 - 2
Rzuty rożne: 3 - 4
Straty: 81 - 85
Odbiory: 63 - 49
Faule: 21 - 16
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (1083)