Barça znów górą w Gran Derbi (68:61)
Droga do Final Four koszykarskiej Euroligi rozpoczęta. Barcelona w pierwszym meczu ćwierćfinałowym w Palau Blaugrana pokonała Real Madryt 68:61. Katalończycy mimo zwycięstwa, nie mieli łatwej przeprawy, a pojedynek ten przysporzył im więcej kłopotów niż oczekiwano. W poprzednich Gran Derbi, które miały miejsce w finale Pucharu Króla, Barça łatwo rozprawiła się z Blancos. Wczoraj nie było już tak sielankowo.
Koszykarze Barcelony wygraną zawdzięczają przede wszystkim Pete Mickealowi, najlepszemu atakującemu w tym meczu. Amerykanin zdobył 18 punktów, decydując o losach pojedynku w ostatnich minutach. W kluczowym momencie, tuż przed jego zakończeniem, dwa razy trafił w rzutach za trzy i raz za dwa punkty, co pozwoliło drużynie wyjść na prowadzenie, ze stanu 57:60 do 65:60.
Niska skuteczność w rzutach za trzy
Głównym czynnikiem, który mocno utrudnił podopiecznym Xaviego Pascuala odniesienie zwycięstwa, była wyjątkowo słaba skuteczność w rzutach zza linii 6,25 m. Bolączkę Barçy stanowił za to atut graczy Realu Madryt, punktujących ‘za trzy' jak na zawołanie.
Pierwsza kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem Barcelony, 19:17. Po rozpoczęciu drugiej, swoje nieprzeciętne umiejętności zaprezentował magiczny duet Vázquez - Basile, który zwiększył różnicę punktową do rezultatu 24:19. W odpowiedzi, Jarić dzięki swoim rzutom odrobił straty Realu i zrobiło się 25:24.
Podopieczni Messiny mocno zaatakowali i wyrównali do stanu 31:31 dzięki trafieniu Llulla za trzy punkty. Barça przy znacznej pomocy Rickiego Rubio powróciła do prowadzenia, ale koszykarze Królewskich skutecznie odpowiadali rzucając zza linii 6,25. Po wyjściu na czteropunktowe prowadzenie pod koniec drugiej kwarty, Garbajosa celnie rzucił ‘za trzy' i do przerwy Blaugrana prowadziła tylko jednym punktem (37:36).
Kryzys w trzeciej kwarcie
Koszykarze Realu wyciągnęli wnioski po ostatnich wysokich porażkach z Barceloną. Obrona podopiecznych Messiny w przeciwieństwie do poprzednich starć, była bardziej zdecydowana i konsekwentna.
Trzecia kwarta to pokaz dwóch najlepszych zawodników Blancos - Lavrinovicia i Reyesa. Pierwszy z nich wyprowadził swój zespół na prowadzenie (41:45), zdobywając 5 punktów z rzędu, w tym raz trafiając za trzy. Drugi z nich brylował zarówno w ataku, jak i w defensywie, co sprawiło, że Real osiągnął największą w tym meczu przewagę (41:47).
Po kilku mocnych ciosach, Barcelona się ocknęła i na koniec trzeciej kwarty doprowadziła do remisu 51:51. Kryzys w tej części mocno zdenerwował koszykarzy Dumy Katalonii, których zwichrowane celowniki obniżyły średnią zdobywanych punktów w rzutach za trzy. Statystyki mówiły wszystko. Na pochwały zasługiwali jedynie Fran Vázquez i Ndong, znakomicie spisujący się przy zbiórkach.
Mickeal zadecydował
Ostatnia kwarta także upłynęła pod znakiem walki łeb w łeb. Real co chwilę wychodził na minimalne prowadzenie, jednak obrońca Barcelony, Mickeal pod koniec meczu zadał decydujące ciosy i przesądził o zwycięstwie Blaugrany. Amerykanin dzięki trzem zbawiennym trafieniom (2 razy zza linii 6,25) zdobył dla zespołu osiem punktów z rzędu, tym samym niemal w ostatniej chwili odrabiając straty ze stanu 57:60 do 65:60.
Podopieczni Xaviego Pascuala nie oddali do końca prowadzenia i pomimo dominacji rywala, braku precyzji i momentami pomysłów na grę, przywrócili w swoje szeregi spokój. Ostatecznie koszykarskie Gran Derbi znów zakończyły się zwycięstwem Barcelony, tym razem 65:61.
Drugie spotkanie ćwierćfinałowe między Barçą i Realem zaplanowane jest na czwartek, na godzinę 20.45, również w hali Palau Blaugrana. To spotkanie będzie można obejrzeć na Canal Plus Sport na platformie Cyfry Plus.
REGAL FC BARCELONA 68
REAL MADRYT 61
Regal FC Barcelona (19+18+14+17): Ricky Rubio (7), Navarro (11), Mickeal (18), Ndong (14), Lorbek (6) - wyjściowa piątka -, Lakovic (-), Fran Vázquez (5), Grimau (-), Basile (6), Morris (-), Sada (-), Trias (1).
Real Madryt (17+19+15+10): Prigioni (2), Kaukenas (4), Jaric (7), Garbajosa (8), Tomic (6) - wyjściowa piątka - Reyes (8), Llull (9), Hansen (3), Lavrinovic (14), Bullock (-).
Sędziowie: Shmuel Bachar (Izrael), Ilija Belosević (Serbia), Eddie Viato (Francja)
[źródło: Sport]
Koszykarze Barcelony wygraną zawdzięczają przede wszystkim Pete Mickealowi, najlepszemu atakującemu w tym meczu. Amerykanin zdobył 18 punktów, decydując o losach pojedynku w ostatnich minutach. W kluczowym momencie, tuż przed jego zakończeniem, dwa razy trafił w rzutach za trzy i raz za dwa punkty, co pozwoliło drużynie wyjść na prowadzenie, ze stanu 57:60 do 65:60.
Niska skuteczność w rzutach za trzy
Głównym czynnikiem, który mocno utrudnił podopiecznym Xaviego Pascuala odniesienie zwycięstwa, była wyjątkowo słaba skuteczność w rzutach zza linii 6,25 m. Bolączkę Barçy stanowił za to atut graczy Realu Madryt, punktujących ‘za trzy' jak na zawołanie.
Pierwsza kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem Barcelony, 19:17. Po rozpoczęciu drugiej, swoje nieprzeciętne umiejętności zaprezentował magiczny duet Vázquez - Basile, który zwiększył różnicę punktową do rezultatu 24:19. W odpowiedzi, Jarić dzięki swoim rzutom odrobił straty Realu i zrobiło się 25:24.
Podopieczni Messiny mocno zaatakowali i wyrównali do stanu 31:31 dzięki trafieniu Llulla za trzy punkty. Barça przy znacznej pomocy Rickiego Rubio powróciła do prowadzenia, ale koszykarze Królewskich skutecznie odpowiadali rzucając zza linii 6,25. Po wyjściu na czteropunktowe prowadzenie pod koniec drugiej kwarty, Garbajosa celnie rzucił ‘za trzy' i do przerwy Blaugrana prowadziła tylko jednym punktem (37:36).
Kryzys w trzeciej kwarcie
Koszykarze Realu wyciągnęli wnioski po ostatnich wysokich porażkach z Barceloną. Obrona podopiecznych Messiny w przeciwieństwie do poprzednich starć, była bardziej zdecydowana i konsekwentna.
Trzecia kwarta to pokaz dwóch najlepszych zawodników Blancos - Lavrinovicia i Reyesa. Pierwszy z nich wyprowadził swój zespół na prowadzenie (41:45), zdobywając 5 punktów z rzędu, w tym raz trafiając za trzy. Drugi z nich brylował zarówno w ataku, jak i w defensywie, co sprawiło, że Real osiągnął największą w tym meczu przewagę (41:47).
Po kilku mocnych ciosach, Barcelona się ocknęła i na koniec trzeciej kwarty doprowadziła do remisu 51:51. Kryzys w tej części mocno zdenerwował koszykarzy Dumy Katalonii, których zwichrowane celowniki obniżyły średnią zdobywanych punktów w rzutach za trzy. Statystyki mówiły wszystko. Na pochwały zasługiwali jedynie Fran Vázquez i Ndong, znakomicie spisujący się przy zbiórkach.
Mickeal zadecydował
Ostatnia kwarta także upłynęła pod znakiem walki łeb w łeb. Real co chwilę wychodził na minimalne prowadzenie, jednak obrońca Barcelony, Mickeal pod koniec meczu zadał decydujące ciosy i przesądził o zwycięstwie Blaugrany. Amerykanin dzięki trzem zbawiennym trafieniom (2 razy zza linii 6,25) zdobył dla zespołu osiem punktów z rzędu, tym samym niemal w ostatniej chwili odrabiając straty ze stanu 57:60 do 65:60.
Podopieczni Xaviego Pascuala nie oddali do końca prowadzenia i pomimo dominacji rywala, braku precyzji i momentami pomysłów na grę, przywrócili w swoje szeregi spokój. Ostatecznie koszykarskie Gran Derbi znów zakończyły się zwycięstwem Barcelony, tym razem 65:61.
Drugie spotkanie ćwierćfinałowe między Barçą i Realem zaplanowane jest na czwartek, na godzinę 20.45, również w hali Palau Blaugrana. To spotkanie będzie można obejrzeć na Canal Plus Sport na platformie Cyfry Plus.
REGAL FC BARCELONA 68
REAL MADRYT 61
Regal FC Barcelona (19+18+14+17): Ricky Rubio (7), Navarro (11), Mickeal (18), Ndong (14), Lorbek (6) - wyjściowa piątka -, Lakovic (-), Fran Vázquez (5), Grimau (-), Basile (6), Morris (-), Sada (-), Trias (1).
Real Madryt (17+19+15+10): Prigioni (2), Kaukenas (4), Jaric (7), Garbajosa (8), Tomic (6) - wyjściowa piątka - Reyes (8), Llull (9), Hansen (3), Lavrinovic (14), Bullock (-).
Sędziowie: Shmuel Bachar (Izrael), Ilija Belosević (Serbia), Eddie Viato (Francja)
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (16)