Niemiła niespodzianka; Barcelona 1:2 Sevilla
W pierwszym meczu 1/8 finału Copa del Rey, w którym Barcelona podejmowała Sevillę, trener gości nie mógł skorzystać z usług aż 10 piłkarzy. Bukmacherzy mało płacili za zwycięstwo Barçy, kibice zaś spodziewali się w takim wypadku pewnej wygranej graczy Guardioli. Szkoleniowiec z Santpedor jeszcze przed meczem pokazał, że ma dobre serce i jest po prostu dżentelmenem, sadzając na ławce rezerwowej filary zespołu, dając tym samym fory gościom.
Początek meczu to nieśmiałe ataki z obu stron. Pierwszą dogodną sytuację miał w 7. minucie Romaric. Jego uderzenie z rzutu wolnego w dobrym stylu obronił jednak Pinto. 180 sekund później lewą stroną szarżował Messi. Minął dwóch rywal i uderzył technicznie w długi róg bramki Palopa, zmuszając tym samym golkipera gości do interwencji. W 22. minucie piłkę 25 metrów od bramki Sevilli ustawił sobie Alves. Huknął jak z armaty, Palop z trudem zdołał odbić piłkę, którą gdyby nie interwencja obrońcy miał szansę dobić Márquez. Chwilę po tym wydarzeniu z bardzo ostrego kąta strzelał Messi. Ładnie podkręcił piłkę, ale trafił w słupek. Ostatni kwadrans pierwszej połowy to przewaga Sevilli, która rozgrywała piłkę w środku pola, zapuszczając się często pod pole karne Pinto. W końcowych minutach pierwszej części gry, na domiar złego, Sevilla straciła aktywnego Jesusa Navasa, który z powodu kontuzji musiał opuścić murawę.
Od początku drugiej połowy na murawie pojawił się Zlatan Ibrahimović, który zastąpił Pedro. Barcelona dalej nie miała jednak swobody w rozgrywaniu piłki, Sevilla natomiast coraz śmielej poczynała sobie w ofensywie, co było wynikiem nie tylko dobrej postawy Andaluzyjczyków, ale w głównej mierze błędów poszczególnych piłkarzy Barçy. W 60. minucie Perotti wygrał pojedynek z Danim Alvesem, zagrał w pole karne do Renato, który wystawił piłkę Capelowi. Hiszpan nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce i wyprowadził Sevillę na prowadzenie.
Po tym wydarzeniu Guardiola desygnował do gry Busquetsa i Xaviego, co znacznie ożywiło poczynania Barcelony w ataku. W 71. minucie do siatki trafił Bojan, ale Pérez Burrull bramki nie uznał, co rozwścieczyło kibiców, jak i samych graczy Barçy. Minutę później, po kilkudziesięciometrowym podaniu Márqueza, "sam na sam" z Palopem znalazł się Ibra, który wykorzystał tę sytuację i doprowadził do remisu. Cały stadion jeszcze cieszył się z bramki Szweda, gdy euforię fanów przerwał gwizdek arbitra. Rzut karny dla Sevilli, Czyhrynski faulował swojego rywala, pytanie tylko, czy było to w, czy poza polem karnym. Tak czy inaczej do piłki podszedł Negredo i pokonał Pinto.
W ostatnim kwadransie arbiter z Kantabrii jeszcze kilkakrotnie wywołał swoimi decyzjami gniew fanów Barcelony, czy to pokazując Bojanowi żółty kartonik za protesty w sprawie słusznego kornera dla Barçy, czy to nie uznając zdobytej w ostatniej minucie bramki przez Alvesa (Brazylijczyk był na spalonym). W międzyczasie swoje świetne okazje mieli Czyhrynski i Messi, ale ani jeden, ani drugi nie potrafili pokonać Palopa. Mecz zakończył się zatem niespodzianką, niestety, niemiłą dla Barcelony.
Bukmacherzy się pomylili. Pomylił się też Guardiola, mylił się Pérez Burrull. Największa pomyłka to dziś jednak postawa obrony. Milito, Czyhrynski, Maxwell, a później Márquez zagrali słabo, prezentując w głównej mierze zwycięstwo gościom. Nie piszę o Alvesie, który jako jedyny z defensywy zagrał poprawne zawody. Porażka boli, ale w myśl zasady "szczęście sprzyja lepszym" należy tylko pogratulować gościom wspaniałego wyniku osiągniętego na Camp Nou. Nie należy jednak tracić nadziei, gdyż w perspektywie jest rewanż, w którym wszystko zdarzyć się może.
FC Barcelona: Pinto; Dani Alves, Czyhrynski, Gabi Milito (Sergio Busquets, min. 66), Maxwell, Márquez, Thiago (Xavi, min. 70), Iniesta, Messi, Bojan, Pedro (Ibrahimović, min. 46).
Sevilla: Palop; Konko, Dragutinovic, Escudé, Fernando Navarro; Lolo (Duscher, min. 82), Romaric; Perotti, Navas (Renato, min. 46), Capel; Koné (Negredo, min. 69).
Gole: 0:1: Capel, min. 60. 1:1: Ibrahimovic, min. 73. 1:2: Negredo (karny), min. 75.
Sędziował: Pérez Burrull.
Żółte kartki: Thiago (min. 40), Escudé (min. 42), Márquez (min. 45), Gabi Milito (min. 52), Fernando Navarro (min. 53), Lolo (min. 65), Czyhrynski (min.74), Bojan (min. 80), Maxwell (min. 83).
Widzów: 48 167.
/fot. sport.es/
Początek meczu to nieśmiałe ataki z obu stron. Pierwszą dogodną sytuację miał w 7. minucie Romaric. Jego uderzenie z rzutu wolnego w dobrym stylu obronił jednak Pinto. 180 sekund później lewą stroną szarżował Messi. Minął dwóch rywal i uderzył technicznie w długi róg bramki Palopa, zmuszając tym samym golkipera gości do interwencji. W 22. minucie piłkę 25 metrów od bramki Sevilli ustawił sobie Alves. Huknął jak z armaty, Palop z trudem zdołał odbić piłkę, którą gdyby nie interwencja obrońcy miał szansę dobić Márquez. Chwilę po tym wydarzeniu z bardzo ostrego kąta strzelał Messi. Ładnie podkręcił piłkę, ale trafił w słupek. Ostatni kwadrans pierwszej połowy to przewaga Sevilli, która rozgrywała piłkę w środku pola, zapuszczając się często pod pole karne Pinto. W końcowych minutach pierwszej części gry, na domiar złego, Sevilla straciła aktywnego Jesusa Navasa, który z powodu kontuzji musiał opuścić murawę.
Od początku drugiej połowy na murawie pojawił się Zlatan Ibrahimović, który zastąpił Pedro. Barcelona dalej nie miała jednak swobody w rozgrywaniu piłki, Sevilla natomiast coraz śmielej poczynała sobie w ofensywie, co było wynikiem nie tylko dobrej postawy Andaluzyjczyków, ale w głównej mierze błędów poszczególnych piłkarzy Barçy. W 60. minucie Perotti wygrał pojedynek z Danim Alvesem, zagrał w pole karne do Renato, który wystawił piłkę Capelowi. Hiszpan nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce i wyprowadził Sevillę na prowadzenie.
Po tym wydarzeniu Guardiola desygnował do gry Busquetsa i Xaviego, co znacznie ożywiło poczynania Barcelony w ataku. W 71. minucie do siatki trafił Bojan, ale Pérez Burrull bramki nie uznał, co rozwścieczyło kibiców, jak i samych graczy Barçy. Minutę później, po kilkudziesięciometrowym podaniu Márqueza, "sam na sam" z Palopem znalazł się Ibra, który wykorzystał tę sytuację i doprowadził do remisu. Cały stadion jeszcze cieszył się z bramki Szweda, gdy euforię fanów przerwał gwizdek arbitra. Rzut karny dla Sevilli, Czyhrynski faulował swojego rywala, pytanie tylko, czy było to w, czy poza polem karnym. Tak czy inaczej do piłki podszedł Negredo i pokonał Pinto.
W ostatnim kwadransie arbiter z Kantabrii jeszcze kilkakrotnie wywołał swoimi decyzjami gniew fanów Barcelony, czy to pokazując Bojanowi żółty kartonik za protesty w sprawie słusznego kornera dla Barçy, czy to nie uznając zdobytej w ostatniej minucie bramki przez Alvesa (Brazylijczyk był na spalonym). W międzyczasie swoje świetne okazje mieli Czyhrynski i Messi, ale ani jeden, ani drugi nie potrafili pokonać Palopa. Mecz zakończył się zatem niespodzianką, niestety, niemiłą dla Barcelony.
Bukmacherzy się pomylili. Pomylił się też Guardiola, mylił się Pérez Burrull. Największa pomyłka to dziś jednak postawa obrony. Milito, Czyhrynski, Maxwell, a później Márquez zagrali słabo, prezentując w głównej mierze zwycięstwo gościom. Nie piszę o Alvesie, który jako jedyny z defensywy zagrał poprawne zawody. Porażka boli, ale w myśl zasady "szczęście sprzyja lepszym" należy tylko pogratulować gościom wspaniałego wyniku osiągniętego na Camp Nou. Nie należy jednak tracić nadziei, gdyż w perspektywie jest rewanż, w którym wszystko zdarzyć się może.
FC Barcelona: Pinto; Dani Alves, Czyhrynski, Gabi Milito (Sergio Busquets, min. 66), Maxwell, Márquez, Thiago (Xavi, min. 70), Iniesta, Messi, Bojan, Pedro (Ibrahimović, min. 46).
Sevilla: Palop; Konko, Dragutinovic, Escudé, Fernando Navarro; Lolo (Duscher, min. 82), Romaric; Perotti, Navas (Renato, min. 46), Capel; Koné (Negredo, min. 69).
Gole: 0:1: Capel, min. 60. 1:1: Ibrahimovic, min. 73. 1:2: Negredo (karny), min. 75.
Sędziował: Pérez Burrull.
Żółte kartki: Thiago (min. 40), Escudé (min. 42), Márquez (min. 45), Gabi Milito (min. 52), Fernando Navarro (min. 53), Lolo (min. 65), Czyhrynski (min.74), Bojan (min. 80), Maxwell (min. 83).
Widzów: 48 167.
/fot. sport.es/
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (581)