Zemsta rozkoszą bogów: Real Madryt - FC Barcelona 2:6

M_k

2 maja 2009, 20:05

1024 komentarze

Real Madryt CF

RMA

Herb Real Madryt CF

2:6

Herb Real Madryt CF

FC Barcelona

FCB

Ileż było w Madrycie gadania przed tym meczem! Na przykład, niejaki Marcelo oznajmił, że skoro Real ma na koncie 18 spotkań bez porażki, to Barça musi mieć przed nim respekt i się go obawiać. Po tym wyznaniu Brazylijczyka Cules zadrżeli tym bardziej, iż na niebie i ziemi pojawiły się inne niepokojące znaki. Słynny już, kastylijski "duch walki", którego jaskrawym dowodem działalności było zagranie Pepe w meczu z Getafe, przemówił teraz przez Jerzego Dudka. Polski bramkarz stwierdził mianowicie, że Barcelona ma wielki szacunek do Królewskich oraz tzw. "kompleks Realu". Kolejny sławny madridista, Bernd Schuster dowodził istnienia tajemniczego drobnoustroju o nazwie virus madriditis, na który rzekomo miała cierpieć katalońska drużyna. Żadne z tych twierdzeń nie sprawdziło się dziś wieczorem. Zwycięstwem 6:2 FC Barcelona postawiła Królewskich w jednym szeregu z potęgami typu Valladolid i Almeríi, czyli tam, gdzie, według co bardziej fanatycznych Cules, powinni znajdować się zawsze.

Zaczęło się bardzo niespokojnie. Już po 20 sekundach Xavi mógł zdobyć bramkę, lecz jego strzał dzielnie wybronił Iker Casillas. W 5. minucie przed stuprocentową szansą stanął Samuel Eto'o, ale, po pierwsze, był spalony, a po drugie, Casillas spisał się na medal. W chwilę później Samu próbował swoich sił zza pola karnego, jednak znów bramkarz Realu okazał się być górą.

Szok przyszedł w 14. minucie. Sergio Ramos z łatwością ograł Abidala i posłał dośrodkowanie w pole karne, które spadło wprost na głowę Higuaína. Zostawiony bez opieki Argentyńczyk nie miał problemu z pokonaniem Valdésa. Radości Królewskich nie było końca. Bramka padła po okresie naprawdę dobrej gry Realu Madryt, co nie wróżyło bordowo-granatowym niczego dobrego.

Jak się okazało, obawy te były nieuzasadnione. Najpierw, w 18. minucie, Leo Messi posłał świetnie prostopadłe podanie do Thierry'ego Henry, który z łatwością, właściwą klasowym snajperom, umieścił piłkę w siatce obok zaskoczonego Casillasa. Warto było zobaczyć jak po zdobyciu gola, nagle eksplodowały pokłady sportowej złości, najwyraźniej od wielu dni tłumione w tej ambitnej, francuskiej duszy. Henry klął i wymachiwał groźnie rękami w stronę trybun. W tej chwili był bardziej kataloński niż wszyscy Katalończycy w składzie Barçy razem wzięci.

Temperatura na boisku zaczęła sięgać zenitu, gdy w chwilę później, rozjuszony Henry z wściekłością ponowił natarcie lewą flanką. U styku linii końcowej i granicy pola karnego został nieprzepisowo powstrzymany przez Cannavaro. Do leżącej piłki podszedł Xavi i wrzucił piłkę w pole karne. Kto pamięta, kiedy ostatnio Barcelona zdobyła bramkę po wrzutce z rzutu wolnego? A kto spodziewałby się, że uczyni to akurat w Gran Derbi? A czy jakikolwiek kibic przypuszczałby, iż strzelcem będzie Carles Puyol? Wszystkie te trzy warunki spełniły się w 20. minucie. Po chwili w stronę trybun biegł szczęśliwy "Tarzan", całując uszytą na wzór Senyery opaskę kapitańską.

Moment później mogło być już 2:2. Najpierw, w stuprocentowej sytuacji znalazł się Robben, ale Valdés obronił strzał. Po minucie, Higuaín zacentrował w pole karne i trafił w Daniego Alvesa. Od samobójczej bramki uratował Barcelonę Víctor Valdés. W 23. minucie Abidal otrzymał żółtą kartkę po dość problematycznym przewinieniu, a zaraz potem Messi stanął w dogodnej okazji do podwyższenia wyniku. W 27. minucie, piłkę z prawej strony otrzymał Eto'o, lecz strzał w krótki róg obronił Casilas. Po chwili znów Messi mógł zdobyć gola. Była to fenomenalna akcja z Iniestą, niestety "o jedno podanie za daleko". W 33. minucie wspaniały Argentyńczyk próbował ośmieszyć Casillasa wrzucając mu z ostrego konta piłkę "za kołnierz", bez rezultatu. Wreszcie, w 35. minucie, Messi dopiął swego. Xavi zabrał futbolówkę Lassowi, który popełnił tu fatalny błąd i wyłożył ją Leo. Najlepszy napastnik świata pogalopował w stronę bramki i technicznym strzałem podwyższył wynik na 1:3.

Początek drugiej odsłony zapowiadał całkowitą dominację Blaugrany. W 47. minucie Iniesta wywiódł w pole połowę bloku obronnego rywala, lecz zza pola karnego minimalnie przestrzelił. Chwilę potem Leo Messi zrobił to samo, tym razem z połową linii pomocy i chyba całą obroną Realu. Zawiedli koledzy, którzy spisali już szarżę Argentyńczyka na straty i nie pobiegli za nim w pole karne. W 56. minucie, po faulu Iniesty na Ramosie, sędzia odgwizdał rzut wolny na 40. metrze od bramki. Dośrodkowanie Robbena poszło wprost na głowę Ramosa i mieliśmy już 2:3.

Było to już ostatnie wierzgnięcie płetw madryckiego kaszalota. Został on następnie przez bordowo-granatowych harpunników wyciągnięty na brzeg i poćwiartowany. Operację tę rozpoczął w już w chwilę po stracie bramki Xavi Hernández, który posłał piękne podanie do Henry'ego. Oszołomiony zdobyciem gola Sergio Ramos zachował się w tej akcji jak przysłowiowa płotka i pozwolił Francuzowi przejąć piłkę. Titi, mimo przytomnego wyjścia Ikera Casillasa, pokazał swoją klasę. Błyskawicznie odwrócił się, i, już upadając, kopnął futbolówkę, która wolno potoczyła się do siatki. Mieliśmy 2:4 na tablicy wyników i kolejny wybuch sportowej złości u Francuza.

Do krańcowej rozpaczy doprowadził gospodarzy Leo Messi. Po akcji wespół z Xavim, jakiej w tej chwili chyba żadna drużyna w Europie nie jest w stanie przeprowadzić, Argentyńczyk znalazł się sam na sam z Casillasem. Strzał w drugim tempie nie dał szans bramkarzowi Realu. Messi był w tej sytuacji bezlitosny. Kastylijski kaszalot wył z bólu i upokorzenia. Było ono tak wielkie, że kibice Królewskich zaczęli już opuszczać trybuny Bernabéu.

Jakby tego upokorzenia było jeszcze mało, kolejny harpun w śnieżnobiałe cielsko wbił stoper Barcelony, Gerard Piqué. W 82. minucie środkowy obrońca Blaugrana zachował się bardzo przytomnie w zamieszaniu pod bramką. Sprytnie zamarkował zamiar dogrania do Messiego, po czym kopnął piłkę za plecy Casillasa, który biegł już do Argentyńczyka. Rezultat 2:6 nie zmienił się do końca spotkania, a Guardiola dał pograć jeszcze Busquetsowi i Bojanowi, którzy weszli w wyniku zmian.

FC Barcelona rozegrała dziś spotkanie roku, a może i dekady. Wynik mówi sam za siebie. Żadne opisy nie oddadzą tego co widzieliśmy na murawie Santiago Bernabéu. Jeżeli ktoś nie obejrzał tego meczu, to w ogóle nie powinien się wypowiadać w kwestiach związanych z futbolem. Cała drużyna pokazała dziś klasę. Uczciwie trzeba przyznać, że Realowi nie brakowało ambicji. Był jednak bezsilny wobec tak grającej Dumy Katalonii. Dwa razy podnosił się z klęczek i dwa razy padał pod ciosami bordowo-granatowej armii. Guardiola Fergusonem Barcelony? Po tych derbach - jak najbardziej tak!

Real Madryt: Iker Casillas; Sergio Ramos (Van der Vaart, m.71), Cannavaro, Metzelder, Heinze; 'Lass' Diarra, Gago, Marcelo (Huntelaar, m.59), Robben (Javi García, m.78); Higuaín, Raúl.

FC Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Piqué, Puyol, Abidal; Touré (Busquets, m.84), Xavi, Iniesta (Bojan, m.84); Messi, Henry (Keita, m.60), Eto'o.

Gole:
1-0, m.14: Higuaín.
1-1, m.17: Henry.
1-2, m.20: Puyol.
1-3, m.35: Messi.
2-3 m.55: Sergio Ramos.
2-4, m.58: Henry.
2-5, m.75: Messi.
2-6, m.83: Piqué.

Arbiter: Undiano Mallenco (Navarra).

Żółte kartki Real: Sergio Ramos (24), Marcelo (44), Van der Vaart (73), Javi García (84) Barcelona: Abidal (22), Puyol (38)

Widzów: 79.500

Statystyki:

36.6% Posiadanie 63.4%
5 Strzały 17
4 W tym celne 13
3 Obrony bramkarskie 1
3 Rzuty rożne 2
21 Faule 9
2 Spalone 3
4 Żółte kartki 2
0 Czerwone kartki 0
17 Odbiory 27
266 Celne podania 499
26 Niecelne podania 57
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1024)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze