Tebas: Bardziej niż sytuacja finansowa martwi mnie brak stabilności instytucjonalnej Barcelony

Julia Cicha

2 marca 2021, 20:00

AS, MD, Marca

1 komentarz

Fot. Getty Images

LaLiga dostosowała limity płac dla hiszpańskich klubów, obniżając je wszystkim drużynom z wyjątkiem Realu Madryt. W sumie zalecane wydatki zmalały z 2,333 miliarda euro do 2,224 miliarda. Przy okazji prezes ligi Javier Tebas skomentował bieżącą sytuację w Barcelonie.

Zmiany są spowodowane dalszym zamknięciem stadionów, co obniża przychody klubów. Początkowo zakładano bowiem, że od stycznia fani stopniowo mogliby wracać na trybuny. Limit Realu został ustalony na 473,34 miliona euro (wcześniej wynosił 468,53 mln). Barcelona wciąż znajduje się na drugim miejscu, a jej maksymalne wydatki to 347 mln. Atlético może wydać 217 mln euro.

- Pandemia wystawiła na próbę hiszpańską piłkę. Możemy wyciągnąć wnioski. Mimo że przychody spadły o dwa miliardy, kluby były w stanie przetrzymać kryzys i zmniejszyć wydatki. Możemy podejść do przyszłego sezonu z pewnym optymizmem. W innych ligach jest problem z wypłacaniem pensji, np. we Francji. Premier League poprosiła o pomoc państwa, my nie. Dziękuję za wysiłek, teraz przychody wrócą. Limity na kolejną kampanię prawdopodobnie będą większe. W ciągu dwóch lat powinniśmy wrócić do sytuacji sprzed pandemii – powiedział Tebas.

Czym tak właściwie jest limit płac? Jak wspomnieliśmy, są to wydatki na pensje piłkarzy, trenerów, trenerów przygotowania fizycznego, rezerw, szkółki i innych sekcji sportowych. W ich skład wchodzą wynagrodzenia stałe i zmienne, a także pieniądze za prawa do wizerunku, amortyzacja transferów, ubezpieczenie społeczne, odszkodowania za rozwiązanie umów, premie zbiorowe czy premie dla agentów. Limit jest określany na podstawie różnicy między przychodami klubu a jego wydatkami i długiem przewidywanym na dany sezon. Każdy klub sam ustala swój limit, bazując na normach dostarczanych przez LaLigę, która później zatwierdza kwotę. Jeśli ktoś wyznaczy limit niegwarantujący stabilności klubu, liga może go zmniejszyć.

Javier Tebas skorzystał też z okazji, by odnieść się do zatrzymania Josepa Marii Bartomeu i jego współpracowników: - bardziej niż sytuacja finansowa martwi mnie brak stabilności instytucjonalnej Barcelony. Po wyborach klub na pewno z tego wyjdzie. Zadłużenie mnie nie martwi, nie chodzi o kwotę, tylko o możliwość spłacenia jej. Zatrzymanie Bartomeu ma wpływ na reputację Barcelony. Nie jest to dobre ani dla niej, ani dla ligi. Nie możemy tego jeszcze ocenić. Mam nadzieję, że Bartomeu nie przekroczył swoich kompetencji, bo wtedy szkody byłyby nieodwracalne. Nie sądzę, by miało to wpływ na ligę, jej marka jest silna.

- W hiszpańskiej piłce chcemy najlepszych piłkarzy świata, a Messi wg mnie jest najlepszy. Może nam zaszkodzić, ale jesteśmy przygotowani na jego odejście. Odeszli Neymar i Cristiano, a my dobrze to znieśliśmy. Odejście Messiego nie miałoby na nas wpływu finansowego, ponieważ mamy długie kontrakty. Byłoby to jednak szkodliwe dla rozgrywek. Byłoby szkoda, gdyby opuścił Barcelonę – dodał prezes LaLigi.

- Nie oczekujmy tego lata wielkich transferów. Nie wydarzy się wiele na rynku. Dobrze, że zimą na hiszpańskim rynku nie doszło do wielu operacji, bo mamy recesję. Trudno będzie sprowadzić do Hiszpanii Mbappe czy Hålanda. Pierwszego z nich może kupić tylko jeden klub, a drugiej 1-2 drużyny. Najwięcej mówi się o Realu, a on zapewne poczeka, bo cena zawodnika spadnie w kolejnym sezonie – zakończył Tebas.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

To niech się wreszcie odbędą te wybory