Okiem Chowańskiego: Krok wstecz na dalszej drodze przed siebie

Karol Chowański

22 stycznia 2021, 20:30

23 komentarze

W finale Superpucharu Athletic pokonał Barçę futbolem, z jakiego jest powszechnie znany. Końcowy wynik jest łatwy do wyjaśnienia. W kontekście pierwszego oblanego egzaminu w sezonie ciekawsze zagadnienie stanowi, dokąd zmierza Barça Koemana i co jest w stanie osiągnąć.

Baskijskie drużyny bazują na wytrwałości, agresji i stałych fragmentach gry. Te same środki, nowy sukces. Trofeum. Profil klubu z San Mamés daje mu okazję rzadziej niż Realowi czy Barcelonie sięgać po puchary, co oddają pomeczowa stopklatka wzruszonego Muniaina oraz żywiołowa radość całej drużyny. Kto kocha ligę hiszpańską, bez względu na afiliację klubową doceni triumf baskijskich „Lwów”, których kapitan ma Superpuchar 2015 zawsze przy sobie. Mówiąc o FC Barcelonie, musi w tym przełomowym dla siebie sezonie wysilić się bardziej niż w zeszłą niedzielę. Rywalom dawno minął strach. Każdy wychodzi na starcie z Dumą Katalonii po zwycięstwo.

Porażki kształtują. Finały hartują. Dla Pedriego, De Jonga i ośmiu innych graczy Barçy był to pierwszy mecz z klubem o tytuł. Wraz ze straconą szansą drużyna zabiera z Andaluzji weryfikację formy i aktualnych możliwości. Za rogiem kolejne wyzwania – czwarta runda Pucharu Króla, pierwszy mecz z PSG w Lidze Mistrzów, terminarz ligowy zwolnił tylko na chwilę. Zobaczymy, jakie wnioski z turnieju wyciągnie Holender ze swym sztabem i w jakim tempie. Materiału do analizy nie brakuje.

Nic za darmo

Przegrać można na wiele sposobów (i podopieczni Koemana o tym wiedzą), ale widzę klapę w realizacji własnych planów na mecz, jeśli ekipa z indywidualnym potencjałem Blaugrany kapituluje w starciu z powszechnie znanymi atutami rywala, jakie wymieniłem na początku. To ważne dla oceny sytuacji na Camp Nou. Bilbao zagrało jak zwykle, zagrało jak w półfinale. Zasłużenie wzniosło trofeum. Mimo całego zadęcia części obserwatorów nie musiało nawet zagrać wielkiego meczu. Do dogrywki przedarło się golem sprezentowanym przez trzech barcelońskich obrońców i bramkarza.

Dwa trafienia Basków z regulaminowego czasu gry padły po dośrodkowaniach. Anulowany gol Raúla Garcíi z 57. minuty nie anuluje złego ustawienia defensywy. Te same błędy skończyły się bramką trębacza Villalibre. Obrona FC Barcelony spisała się we wspomnianych sytuacjach gorzej od statystów. Ci wykazali inicjatywę idąc na casting.

Lenglet – przez Katalończyków nazywany „Lentet”, od słowa „wolny” – w obu superpucharowych starciach należał do najsłabszych na boisku. Na tle Araujo wyglądał, jakby zamienili się wiekiem i karierami. Jordi Alba miał udział przy pięciu bramkach finału. Trzy z nich padły dla rywali. Gol dla Bilbao wisiał w powietrzu tyle razy, ile dośrodkowana piłka zmierzała w barcelońskie pole karne. Panicznie przyklejony do linii Ter Stegen zawiódł przy golach na 1:1, 2:2 i tym, którego skasował VAR.

Akcje bramkowe Barçy należały do najefektowniejszych w tym sezonie. Nie zdołała „zamknąć” wyniku trzecim trafieniem, a liczba pomyłek w kryciu przy akcjach zaczepnych Basków potęgowała wrażenie, która z drużyn jest lepiej zorganizowana w przekroju całego spotkania. Gdy rywalizujesz o tytuły, nie ma nic za darmo. Za błędy pod własną bramką trzeba płacić.

Misja: zrobić porządek (z Messim)

Po katastrofie, jaką dla kadry Niebieskich było Euro 2008, trener Raymond Domenech uprzejmie odrzucił w jednym z wywiadów propozycję uznania go za wroga nr 1 we Francji. Stwierdził, że to miano zajęte przez prezydenta Sarkozy'ego. Niedzielny finał Superpucharu jest pierwszym występem w klubie, po którym widziałem tak silną krytykę Messiego. Był na okładkach i w każdej relacji. W odróżnieniu od klęsk w Rzymie, Liverpoolu, Lizbonie i finale Pucharu Króla 2019 – mało kto go bronił.

Czerwona kartka zakończyła dyskretny występ. Oddała bezsilność Leo na metody gry Basków chcących utrzymać korzystny wynik. Roszady Koemana pokazały, że pod koniec regulaminowego czasu gry podmęczeni Katalończycy sami nastawili się na bronienie wyniku. Z tej perspektywy wyrzucenie z boiska ich lidera można rozpatrywać jak kolejne z osiągnięć Athleticu w meczu, mówię to bez ironii. Kataloński okręt zatonął. Kapitan opuścił go przed czasem.

Poza cwaniactwem w utrudnianiu życia barcelonistom Baskowie pokazali w dogrywce bramkę-marzenie, udane zmiany i kolejne stuprocentowe okazje z dośrodkowań. Na tym etapie spotkania każdy na stadionie i przed ekranem czuł, że Barça nie ma środków na pokonanie Athleticu. Była słabsza jako zespół. Widocznie Messi też to czuł i pękł.

Podobała mi się reakcja Jordiego Alby, który w pomeczowym wywiadzie przedstawił bardziej konstruktywne przyczyny porażki niż Leo. Mówiąc o 119 minutach, nie był to występ na miarę umiejętności Pchły, a przedwczesny zjazd do bazy był aktem frustracji. W dogrywce charakteryzowała ona Messiego w takim samym stopniu co jego partnerów z zespołu. Nie zmienia to faktu, że wykluczenie w takim meczu wzmacnia to, co już wiemy. Podejście kapitana Barçy do gry jest kwestionowane w ostatnich tygodniach coraz częściej i coraz głośniej. Czas na Koemana.

Zadaniem dobrego trenera jest osiąganie pełnego zaangażowania swoich piłkarzy. Losy Barcelony i Messiego po zakończeniu sezonu są nieznane, lecz trudne położenie drużyny wymaga maksymalnego poświęcenia wszystkich członków składu. Podczas zimowego okna transferowego klub nie ma możliwości wzmocnień, a także czeka na koniec rehabilitacji dwóch piłkarzy kluczowych dla ich formacji. Dwa mecze przerwy stworzyły szkoleniowcowi z Zaandam okazję, aby popracował nad swoim kapitanem w obszarze mentalnym, uzyskał jego maksymalne zaangażowanie dla zespołu. „Wolne” Messiego może przynieść odrodzenie jego formy oraz konsolidację zespołu. Posadzenie go na ławkę w rozliczeniu za zawieszenie nie wydaje mi się realne ani rozsądne. Poza oczywistymi efektami jak napięcie w szatni i aspekt wizerunkowy polecam powtórkę bramki na 1:0, aby przekonać się, dlaczego.

Przyszłość trudna i wyboista

Z pozycji culés kuszące jest pomeczowe podejście, że Superpuchar jest najmniej ważny ze wszystkich tytułów. To dosyć złudne. Jest też najłatwiejszy do zdobycia, a przeszedł Barcelonie koło nosa. Więcej okazji na trofea może nie być.

Przed zespołem, przed klubem przybywa przeszkód. Uporanie się ze wszystkimi przerasta zakres możliwości trenera i niejednego cudotwórcy. Potrzeba organizacji, przywództwa, koordynacji na wszystkich poziomach zarządzania klubem. Cóż, należy na to poczekać. Postępy sportowe w takich warunkach trzeba oceniać na bieżąco, niezależnie od skuteczności w walce o trofea.

Niepowodzenie w Superpucharze może stanowić dla Koemana i piłkarzy źródło konkretnych wniosków do pracy na kolejnych etapach sezonu. Nawet jeśli tytuły będą poza zasięgiem, Barça musi pracować dalej, patrzeć w przód. Oceniając przez pryzmat pierwszej połowy rozgrywek i przebiegu finałowego meczu w Sewilli, jest dla mnie jasne, że to droga długa i wyboista.

Pięć miesięcy po objęciu stanowiska przez Koemana ekipa pozostaje placem budowy. Efekty w obszarach taktycznym i personalnym są różne. Tak różne, że w ciągu 92 sekund FC Barcelona może zdobyć efektowną bramkę po płynnej akcji zespołowej oraz stracić „gola na życzenie” w sposób ośmieszający całą drużynę.

Między trafieniami Griezmanna i Raúla Garcíi żaden z piłkarzy Barcelony nie dotknął piłki.

Czas na żelazną jedenastkę, rozsądniejsze rotacje i skuteczniejsze zmiany

Mimo decyzji o braku decyzji za zdemolowanie De Jonga przez Daniego Garcíę nie widzę potrzeby zrzucania winy na sędziego ani rywali. Jedni osiągają swoje cele, inni nie. Athletic grał ostro, ale bez przesady. Zamiast rozpamiętywać nieprzyznane kartki, niech Barça patrzy w lustro. Świadomość niedoskonałości swojej gry stanowi ważny krok na drodze do rozwoju.

Osobną kwestią wymagającą poprawy jest decyzyjność szkoleniowca Barçy. Trincão jest cieniasem. Braithwaite nie pasuje do szybkiej gry tercetu Pedri-Dembélé-Messi. Cieszy, gdy trener stawia na byłego gracza Las Palmas, ale czy powinien mecz w mecz? Zmęczenie nastolatka widzieliśmy w finale. W chwili zmiany oddychał rękawami.

Mija moim zdaniem czas na eksperymenty z formacją i personaliami. Ślepe stawianie na Busquetsa kosztem Pjanicia i Moriby nie pasuje do tempa gry rywali zorientowanych na kontry. To charakterystyka większości ekip, z jakimi mierzy się kataloński klub, ponieważ przy obecnym zagęszczeniu meczów krótkie zrywy do kontrataku i „chowanie się” za linię piłki są energetycznie oszczędniejsze od prowadzenia ataku pozycyjnego. Jestem ciekaw rozwoju Ilaixa Moriby. Pjanić nie jest żadnym zbawcą środka pola, natomiast daje większą od Busquetsa siłę fizyczną w pakiecie z dynamiką w pojedynkach jeden na jednego. W kokonie z De Jonga i Pedriego gorsza gra Bośniaka „na piłce” stanowi względnie małą wadę. Kreacją zajmują się inni.

Listę zastrzeżeń do polityki trenera wydłuża ignorowanie na dystansie sezonu Konrada i Puiga. Pomijania ich w rotacji nie bronią potrzeby drużyny, której poza Dembélé brakuje argumentów ze skrzydeł. Różne okoliczności układają się przeciw Ronaldowi Koemanowi, ale porównanie liczby minut Trincão (652) z wynikami De la Fuente (17), Moriby (0) i Puiga (147) sprzed Cornelli stanowi wyłączną odpowiedzialność szkoleniowca. Sądzę też, że zaproponowane na półfinał zestawienie Griezmanna za Martinem stanowi ślepą uliczkę ewolucji Barçy Koemana. Udowodniły to trzy kolejne mecze z tym konceptem. Wystarczy.

W pierwszym meczu po Superpucharze drużyna była bliska pożegnania się z Pucharem Króla. Zostanę przy tym, że mecz dostarczył emocji, i przekażę głos menedżerowi. Obraz gry z trzecioligowcem skłonił Koemana do najostrzejszej krytyki piłkarzy FC Barcelony przez trenera od wielu lat. Wypowiedzi Holendra kolejny raz wskazały, że precyzyjnie określa obszary do poprawy. Pora, aby za słowami szły spójne z nimi wybory; nawet jeśli miałyby być niepomyślne dla pewnych członków „starej gwardii”. W sześć godzin gry z Sociedad, Bilbao i Cornellą młodzi pokazali całemu barcelonismo, że zasługują na więcej szans do gry.

Budować z tego, co jest

Za sprawa drużyny Marcelino dwaj hiszpańscy giganci przekonali się, że w tym nietypowym sezonie proste środki dają świetne efekty. Wyjąwszy Williamsa i Muniaina, w grze Athleticu jest tyle finezji, co w walnięciu gwoździa maczugą, jednak wystarczyło to na Madryt, po czym wystarczyło na Barçę. Dla będącej o 300 sekund od trofeum Dumy Katalonii widzę w takim rozstrzygnięciu sygnał, że czas szukania nowych rozwiązań minął i pora samemu sięgnąć do podstaw. Wyselekcjonowanie konkretnej jedenastki, zrezygnowanie w rotacjach z piłkarzy bezużytecznych, mądrzejsze zmiany w trakcie spotkań to trenerskie abecadło, które Ronald Koeman szlifuje piąty miesiąc. Pora dokonać kilku decyzji, a potem się ich trzymać. Naturalnie, należy dawać co jakiś czas odpocząć kluczowym zawodnikom, ale nie więcej niż jednemu, dwóm w tym samym meczu. Sytuacja Barçy wyklucza takie ekstrawagancje.

Na koniec turnieju-fiaska Domenech oświadczył się przed kamerami dziennikarce Estelle Denis. Zgodziła się, mają dwójkę dzieci. Będąc na półmetku sezonu, Barça też powinna skupić się na tym, co przed nią, zamiast rozpamiętywać stracone okazje czy minioną chwałę. Mimo slapstickowej formy obrony, niepewnej przyszłości Messiego i masy trudności pozaboiskowych Katalończycy dysponują w składzie kapitałem, który pozwala trudne okoliczności sportowe przekuć w lepszą przyszłość. Z wymienionych w poprzednich akapitach powodów wątpię, że z placu budowy Koemana szybko wyłoni się ósmy cud świata. Wystarczy, jak powstanie wygodny domek, do którego nie wstyd zaprosić znajomych.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ja myślę co do trincao że kup go kupił za spore pieniądze dostaje szanse w tym rok w przyszłym będzie jego ocena.Z Atletic przegraliśmy przez brak koncentracji po golu.Zobaczymy jak będzie wyglądać drużyna po powrocie fatiego Pique i Roberto w Coutinho nie wierze.Zobaczymy jak będzie z przyjściem Garci jak będzie obrona wyglądała.Generalnie przyszły rok powinien być lepszy nowi się distosują młodzi będą starsi przyjdzie garcia.Klucz to strzelec

Niestety bardzo wiele sprzysięgło się w tym momencie przeciw Barcelonie, zawalona wymiana pokoleniowa do spółki z kryzysem finansowym i ciągłą plagą kontuzji spowodowały że mamy w kadrze weteranów do odstrzału z młodymi zawodnikami, którzy w większości bez starszych kolegów nie są gotowi na przejęcie sterów na boisku. Tak, jak przewidywałem, z trzech najdroższych transferów to Dembele wypada zdecydowanie najlepiej, wszystko rozbija o profil zawodnika, nasz zachwyt Fatim, regularne wspominanie o braku minut De La Fuente i frustracje grą Trincao pokazują jak bardzo potrzebujemy skrzydeł, Ousmane spełnia te wymogi śpiewająco, dlatego mimo tej fatalnej serii kontuzji i problemów dyscyplinarnych dziś jest on jednym z kluczowych piłkarzy Barcy, aby nie popadać w hipokryzję przyznaję, że ja też go skreśliłem ponad rok temu nie wierząc, że kontuzje przestaną go omijać, ale nigdy nie miałem na myśli jego umiejętności.
Griezmann i Coutinho to błędy, za które przyjdzie nam płacić jeszcze długo, transfery nieprzemyślane tak bardzo, że do tej pory nie wiemy co z nimi zrobić. Antoine na tą chwilę wypada zdecydowanie lepiej od Brazylijczyka, mimo strasznej katorgi jego adaptacja idzie do przodu, pojawiają się bramki, od początku jest niezaprzeczalna gra w obronie, jest też odporność na urazy i zmęczenie. Griezmann podchodzi do tematu bardzo poważnie i widać że mu się chce, niestety zawodzi jako jeden z liderów, gdy drużynie nie idzie to zapada się pod ziemię razem z nią, jego zaangażowanie nigdy nie spada, ale jakość gry już tak.
Po tym sezonie w mojej ocenie Barca musi wreszcie rozwiązać problem
Messi - Griezmann - Coutinho, dwóch z tych trzech musi odejść.
W środku pola nadal mamy dylemat, kto ma pomagać De Jongowi, z jednej strony mamy przestarzałego Busquetsa, który nadal daje dużo jakości w rozegraniu, a z drugiej Pjanica, który choć w obronie wygląda lepiej od Sergio (a przynajmniej powinien do cholery...), to jednak nadal nie daje drużyny żadnej pewności.
W fatalnej sytuacji jest natomiast obrona, chyba nie ma kibica, którego nie irytowałby Alba, jego przebłyski w ataku są niwelowane żenującą postawą w obronie, Lenglet w tym sezonie to karykatura jego samego, już od początku coś nie grało, ale odkąd nie ma obok Pique to jest zagubiony niczym nowicjusz, może jednak warto dać więcej minut Umtitiemu jego kosztem, przy okazji może udać się zwiększyć wartość i zainteresowanie Samuelem, bo jego sprzedaż jest moim zdaniem po prostu konieczna. Mamy szczęście że Araujo odpala, bo bez niego defensywa byłaby zupełnym sitem, ale sam fakt że tak młody zawodnik staje się liderem obrony Barcelony wiele mówi o stanie tej formacji.
Bez funduszy powinniśmy się posiłkować piłkarzami z kończącymi się kontraktami, wymienić nimi część nieefektywnych weteranów, ale to też nie będzie proste, upadek wizerunkowy Barcy może być tu nie do przeskoczenia a i nowym władzom może zabraknąć odwagi na taki krok. Ciężko będzie.

Karol Chowański - artykuł w punkt. Piłkarzy "zbędnych" w kadrze wskazał Rami1899, natomiast ze swojej strony jako powód porażki z finale superpucharu wskazałbym w szczególności jeden, ale chyba najistotniejszy - brak włożonego serca w ten mecz. Nasi piłkarze kolejny raz zapomnieli, że do wygranej potrzebna jest wola walki i nieustępliwość.

Dla mnie najbliższe sezony, to będą sezony przejściowe. Zmiana trenera, odejście Leo, zmiana prezydenta, brak finansów. Duża ilość młodziezy. Ta młodzież nas ratuje i uważam, że będą z niej ludzie. Barca to duży klub, który znalazł się w nieodpowiednim dla siebie miejscu obecnie, ale większość klubów ma swoje kryzysy. Nasz po latach dominacji, jeszcze tak niedawno w sumie...też zaliczył zjazd i mimo wszystko to jest naturalne, chociaż można by na pewno uniknac pewnych zaniedbań. Tylko Bartek to nie był pierwszy i nie ostatni prezes na świecie, który pociągnął klub do problemów.

Panie, kapitan białej załogi jest wyrzucany z boiska "raz w tygodniu" i nigdy nie czytałem tak potężnej krytyki skierowanej w jego stronę. Bilbao wygrało mecz barbarzyńskimi metodami, do jakich obiektywny sędzia dopuścić nie powinien. Tu zresztą nie ma nad czym płakać. Puchar nikomu nie potrzebny, tak jak LLiga i CdR, którymi kibic jest nasycony. Przecież jak EV brał ligę, to pisano, że Barca nawet bez niego sobie poradzi i to żadne osiągnięcie. Wystarczy przewinąć kilka artykułów wstecz. Gawiedź chciała przebudowy, którą właśnie przeprowadza Kuman. Więc co, jest dobrze :)

Nigdy nie żyło mi się tak dobrze jak za kadencji Sarkozy'ego, coś się pomyliło Rajmundowi.

Z czym się kompletnie nie zgadzam, to ze stawianiem Pjanica piętro wyżej od Busquetsa. Co z tego, że szybszy i silniejszy, skoro i tak nie chce mu się biegać? A przede wszystkim, to babole sadzą obaj, ale jeśli chodzi o czytanie gry to Busi jest lata świetlne przed Bośniakiem i kompletnie nie rozumiem autora, czemu przypisuje pivotowi w Barcelonie wyłącznie funkcje czysto defensywne. Ktoś musi regulować tempo gry, wybierać stronę akcji itd. Nie może tego robić de Jong w obecnym ustawieniu, bo jak mówi postać z kultowego filmu: nie można być jednocześnie twórcą i tworzywem. Cała nadzieja w młodzieży (bez Trincao, rzecz jasna) i tu pełna zgoda. Ale czemu znowu pretensje o niedawanie minut Puigowi? Gołym okiem widać, że chłopak robi dużo wiatru, który idzie w gwizdek.

Jedyne i aż z czym bym się zgodził to by bardziej stawiano na wychowanków. Dużo więcej na De La Fuente. Sprawdzić Morribę i dać te 20-30 minut Puigowi na koniec, gdy brakuje argumentów.

Bardzo ciekawy i merytoryczny artykuł. Celnie wypunktowane błędy Koemana, ale i te, na które rudy nie ma wpływu. Więcej takich wpisów poproszę

Co się martwicie? Przyjdzie Xavi i będzie Menagerem, trenerem, zagra jako podwieszony napastnik, w pomocy, na obronie za Lągle, będzie sprzedawał bilety w kasach, i rozliczał faktury z klubowego sklepu. Murawa będzie jak nowy dywan, a na wyjazdach będą Barcelonie przyznawać 2 pkt za zły atan boiska. Victor Font ma plan, ma projekt a Xavi zastąpi nam słońce.
To jest dramat.
A co do Trincao to podejrzewam, że 3/4 forumowiczów dałoby więcej FC Barcelonie.
Pozdrawiam

kwestia jest jedna, ten sezon był stracony zanim się zaczął! został stracony, po zabawie w prezesa Bartka, po wywiadzie Messiego, po burofaxie, po wyrzuceniu Suareza z klubu... ten sezon trzeba dograć do końca (niestety on się skończy bardzo szybko, po LM i jak Atleti szybko zdobędzie mistrza to w kwietniu będzie koniec), zrobić wybory, pozbyć się zawodników, którzy są tu przez przypadek, wprowadzić jakiś projekt w życie i czekajmy na nowy sezon! są kwestie sportowe i są kwestie instytucjonalne/finansowe! czy Leo zostanie czy nie, to najmniejszy problem przy tak gigantycznym długu! Jeśli zostanie to będzie trzeba zmniejszyć muu pensję, ale zanim to, to trzeba będzie wypłacić zaległe pensje...czyli powinno się pozbyć kilku zawodników, albo kilkunastu...sorry ale Pjanić to jakaś porażka (porównując go z Arthurem czy też z innymi), niestety kadra musi być inna...Cou ma problem i też pewnie się pożegna, Junior Firpo, Big Sam, Alenya, Griezmann, Martin, Neto, Trincao (na wypożyczenie)...wrócą zawodnicy z wypożyczenia i trzeba coś zbudować na młodych! do zdrowia wrócą Fati, Roberto, może Pique...do klubu przyjdzie Eric Garcia. to będą bardzo trudne czasy dla nas i dla klubu! a to wszystko dzięki jednemu panu - dzięki Bartomeu!

@challenger Sugerujesz, że ta wydrukowana czerwona kartka, to "pokaz bezsilności" Messiego? :D Oraz, że jego gorszy mecz, to efekt braku chęci, a nie wcześniejszej kontuzji? Ciekawie, ciekawie... I że niby Koeman go nagle zmotywuje? ;D
Śmieszy mnie też to podejście do sędziowania i formy - to są 2 różne rzeczy, jednak fakty są takie, że po czerwonych dla Muniaina i Daniego Garcíi, "trochę inaczej" by nam się grało (w 11 na 9).
Trzecia sprawa - pisanie, że Pjanić jest silny i dynamiczny, to jak pisanie, że Messi jest cienki ;) Widzieliśmy w meczu z Cornellą, że Busi, choćby był najwolniejszy na świecie, to prezentuje inną jakość niż Pjanić, Moriba, Puig... Dużo większą jakość.
Zgodzę się jedynie z tym, że Trincão to cienias i spokojnie Konrad może sobie za niego czasem pobiegać, bo gorszy nie będzie.

Niby człowiek wiedzioł a jednak się łudził