Emili Rousaud oficjalnie rezygnuje z udziału w wyborach i wyjaśnia powody swojej decyzji

Dariusz Maruszczak

14 stycznia 2021, 15:00

Marca, Sport, Cadena SER

1 komentarz

Fot. Getty Images

Emili Rousaud podczas konferencji prasowej potwierdził doniesienia medialne, że rezygnuje z wyścigu o fotel prezydenta FC Barcelony, co przekazał już Radzie Wyborczej. Były wiceprezydent klubu wyjaśnił okoliczności tej decyzji i ujawnił pewne szczegóły dotyczące negocjacji z innymi kandydatami.

– Wczoraj o 10:30 odbyłem prywatne spotkanie z Tonim Freixą i powstała propozycja połączenia kandydatur, na podstawie której ośmiu członków naszego zespołu weszłoby do zarządu, a reszta zostałaby umieszczona w różnych komisjach klubu. Uzgodniliśmy, że o 18:00 zorganizujemy spotkanie członków kandydatury, aby ocenić ofertę i podjąć decyzję. Ze względu na mapę wyborczą wierzyliśmy w potrzebę zawarcia sojuszy, aby odnieść sukces. Ostrzegałem, że nie mamy zbyt dużej nadwyżki i możemy nie osiągnąć wymaganej liczby podpisów. Nie jest jednak prawdą, że na pewno by się to nam nie udało, choć mogłoby do tego dojść. Rozmawiałem z Minguellą i myślałem, że moi koledzy zgodzą się na tę fuzję. Ku mojemu zaskoczeniu decyzja większości opierała się na tym, żeby nie akceptować połączenia się z inną kandydaturą. Woleliśmy pozostać poza procesem wyborczym. Taki scenariusz wydaje mi się najczystszy i najbardziej godny. Nie możemy tolerować brudnej wojny – tłumaczył Rousaud.

Były już kandydat na prezydenta odniósł się w tym kontekście do zamieszania związanego z jego podpisami. – Podczas weryfikacji pojawiła się niewiadomego pochodzenia karta do głosowania bez dowodu tożsamości z podpisem pod kandydaturą Benedito. Niepokojące. Jako pierwsi zwracaliśmy uwagę, że są osoby chętne do sprzedaży podpisów i że my nigdy nie będziemy ich kupować. Czystość kandydatury powinna być przed wszystkim. Jestem przekonany, że pracownicy klubu nie mają z tym nic wspólnego. To akt złej woli, nieprzypadkowy. Nie mogę jednak nikogo oskarżyć, że wrzucił kartę Benedito do naszych podpisów. Być może mieliśmy problem z nadzorem. Przyjechaliśmy do klubu z 2501 podpisami i powiedzieli nam, że mamy 2510.

Rousaud przyznał, że prowadził również rozmowy z innymi kandydatami. – Z Fontem byliśmy na bardzo wstępnym etapie. Nie było żadnych propozycji na stole. Rozmawiałem z Fernándezem Alą i zaproponowałem mu, żeby pójść razem. Powiedziałem mu, że można zadzwonić do socios, którzy podpisali się pod jego kandydaturą, i poprosić, aby przekazali podpisy nam. Nie zaakceptował jednak takiego rozwiązania. Nie przekazaliśmy jednak poparcia Freixie, jeszcze nie zdecydowałem, na kogo zagłosuję.

Co ciekawe, słowa Rousauda o włączeniu jego ludzi do zarządu Freixy natychmiast zdementował sam Freixa. – Pragnę z całą stanowczością i zdecydowaniem wyjaśnić, że mimo otrzymywania podczas procesu wyborczego różnych propozycji w celu skonfigurowania mojej kandydatury, akceptowałem tylko piętnastu członków, którzy są w niej zawarci. Żadnego więcej.

Tymczasem konwersacja Rousauda z Freixą prowadzona na WhatsAppie została za pozwoleniem pierwszego z wymienionych odczytana na antenie Cadena SER. Trzeci obok Fonta i Laporty kandydat na prezydenta został zapytany przez byłego już pretendenta w wyborach, czy propozycja została utrzymana. Freixa odparł, że nie zostawi Rousauda. Po odczytaniu tych wiadomości Freixa skomentował, że powiedział to, ponieważ widział, że Rousaud jest zdesperowany. Z kolei Mundo Deportivo donosi, że Freixa za każdym razem odrzucał oferty członka zarządu Bartomeu, a podczas środowego spotkania tylko z grzeczności obiecał rozważenie propozycji wraz ze swoim zespołem, choć była ona nie do przyjęcia. Ponadto miał tłumaczyć, że po dostarczeniu do klubu kart do głosowania połączenie kandydatur nie było możliwe, ponieważ nazwiska członków zarządu figurują już w prezentacji kandydatury.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jeden przydupas Bartomeu dogadał się z drugim przydupasem Bartomeu... jeszcze te lewe głosy, dramat.