Leo Messi: Nie wiem, czy zostanę po sezonie, ale nie będę negocjował z nikim do końca sezonu

Julia Cicha

27 grudnia 2020, 21:10

186 komentarzy

Fot. Getty Images

Zapraszamy na zapis głośnego wywiadu Leo Messiego z Jordim Evolé. Argentyńczyk zapewnił w nim, że zostanie w Barcelonie przynajmniej do końca sezonu i nie będzie negocjował do tego czasu z innymi klubami.

Co robicie na Święta?

Lecimy do Argentyny, żona i dzieci już tam są. Spotkam się z rodziną, rodzeństwem. To wyjątkowe, szczególnie w tym zamieszaniu.

Macie w domu Mikołaja, Trzech Króli?

I to, i to.

Pamiętasz jakiś szczególny prezent z dzieciństwa?

Zawsze jakaś piłka, buty, koszulka. Coś związanego z piłką. Pamiętam jedną oficjalną turniejową piłkę, była bardzo droga, dla nas trudno było ją kupić. Rodzice zawsze dokonywali niemożliwego, żebyśmy mieli wymarzony prezent.

Myślałem już, że nie uda się umówić tego wywiadu. Skontaktowałem się z tobą po wybuchu pandemii.

Nie jestem kimś, kto może wypowiadać się publicznie o czymś tak poważnym jak pandemia. Nie lubię tego, wolę rozmawiać z przyjaciółmi i rodziną. Obiecałem jednak wywiad o czymś innym.

Masz jakiegoś gola lub mecz, który wywołał w tobie bardzo mocną reakcję?

Teraz są to moje dzieci, muszę za nimi biegać.

Czy podziwiasz jakiegoś sportowca?

Wielu. Rafa Nadal, Federer, LeBron... Cristiano w piłce nożnej. Podziwiam wszystkich wyróżniających się sportowców.

Grasz dużo na Playstation?

Nie, kiedyś grałem, po narodzinach Thiago przestałem. Teraz on zaczyna grać, a ja gram z nim.

Zawsze grasz samym sobą?

Gram każdym, nie mam problemu. To Thiago wybiera drużynę.

Co czujesz do koszulki Barcelony?

Wszystko. Zawsze to mówiłem. Barcelona to moje życie. Jestem tu od 13. roku życia, dorastałem tu, mieszkam tu dłużej niż w Argentynie. Tutaj wszystkiego się nauczyłem, klub wykształcił mnie jako piłkarza i człowieka, dał mi wszystko. Kocham go. Kocham to miasto, wszystko z nim związane.

Kiedy strzelasz gola i dotykasz herb, nie udajesz.

Nie udaję, jeśli czegoś nie czuję, to tego nie robię.

Wiesz ile kosztuje koszulka z twoim nazwiskiem?

80 euro?

85, trafiłeś.

Kupujecie czasem koszulki?

Tak, kupujemy normalnie, mamy niewielką zniżkę.

Jak się czujesz?

Dobrze. Źle zniosłem lato, to wszystko z burofaksem. Potem ciągnęło się to za mną na początku sezonu. Teraz czuję się dobrze, mam chęci, by walczyć na poważnie o wszystko, co przed nami. Klub jest w trudnej sytuacji, wszystko jest skomplikowane, ale ja mam chęci.

Sytuacja finansowa też jest trudna.

Tak, dla wszystkich jest trudna. Jest naprawdę źle. Trudno będzie wrócić tam, gdzie był klub.

Wszyscy wciąż cię obserwują, wypatrują gestów. Jak to znosisz?

Nie udaję, robię to, co czuję. To, co myślę, co mam w sercu. Nie mogę myśleć o opiniach wszystkich, bo oszaleję. Wiele osób mówi, nie mając wiedzy, a ludzie w to wierzą, wierzą mediom. A nie zawsze to prawda.

Płakałeś w ostatnim czasie?

Z przyczyn sportowych nie, ale bardzo cierpiałem. Potem z innego tematu tak, ale wolę o tym nie mówić.

Trafiłeś do Barcelony w wieku 13 lat, bez przyjaciół. Czy wtedy najbardziej cierpiałeś w życiu?

To było bardzo trudne, zostawiałem wszystko - przyjaciół, kraj, szkołę. Wszystko się zmieniło. Jestem nieśmiały, trudno nawiązuję relacje. Część mojej rodziny potem wróciła, bo znosiła to jeszcze gorzej. Tata zapytał mnie "co robimy? Podążasz za marzeniem czy wracamy?". Ja chciałem zostać. Wszystko działo się bardzo szybko. Na początku nie mogłem grać przez dokumenty. Potem doznałem kontuzji w pierwszym meczu, nie grałem przez 3 miesiące.

Byłeś bardzo zamknięty w sobie?

Tak, trudno jest mi się dzielić rzeczami, szczególnie tymi złymi. Zamykam się i przeżywam to sam.

Twoje dzieci chodzą do szkoły gdzieś blisko?

Tak, bardzo blisko.

Jesteś na grupie rodziców na WhatsAppie?

Nie, jest ich mama.

Co najbardziej lubisz robić z synami?

Lubię spędzać z nimi czas, grać w piłkę, uprawiać sport, pływać, spać z nimi. Cieszę się tym wszystkim.

Często synowie przychodzą do was do łóżka?

Zawsze. Thiago już nie, ale młodsi non stop. Czasem jest nas piątka.

Oglądasz z dziećmi kreskówki?

Tak, Świnkę Peppę już przerobiliśmy. Teraz bardziej Youtube, filmiki.

Jesteś uzależniony od telefonu?

Dość mocno, to prawda.

Powiedziałeś, że jednego dnia Thiago wrócił ze szkoły zły, bo ludzie zbliżali się do niego, bo był twoim synem.

On jest jak ja, nieśmiały i bardzo źle to znosi. Nie lubi tego. Powoli się przyzwyczaja, na szczęście ma dobrych kolegów od kilku lat. Chronią go. Mateo radzi sobie lepiej, jest bardziej otwarty.

Wiele osób zbliża się do ciebie ze względu na to, kim jesteś.

Jestem bardzo selektywny w doborze przyjaciół. Widzę, mam intuicję, poruszam się w swoich kręgach.

Mówisz, że masz normalne życie. Nie wierzę w to.

Jest bardzo normalne, czasem wręcz nudne. Wstaję rano, prowadzę dzieci do szkoły, trenuję, wracam, odbieram dzieci, spędzam z nimi czas, Kiedy wracam, jest już 19-20, jemy, oglądamy telewizję. Niewiele więcej.

Kupowałeś kiedyś w supermarkecie?

Tak, czasem tak. Lubię to. Nie chodzę jednak często.

A na rynek chodzisz?

Nie, tam jest dużo ludzi i jest trudno.

W Castelldefels nie ma restauracji, w której ktoś nie powie mi, że kiedyś tam jadłeś.

Czasem chodzimy w różne miejsca, to prawda.

Mógłbyś coś polecić, restauracje są w trudnej sytuacji.

Byłem w wielu, np. w Casanova Beach, Charrito, o wielu zapominam.

Dociera do was, że wiele sektorów jest w trudnej sytuacji. Zdajecie sobie sprawę z cierpienia? Was to nie dotyka bezpośrednio.

Tak, oczywiście jesteśmy na bieżąco, nie jest tak, że nic nie wiemy i nic nas nie obchodzi, bo dużo zarabiamy. Przeżywamy to jak każdy. Ja lubię być poinformowany.

Wiele osób uważa, że jesteś uprzywilejowany. Co ci jednak przeszkadza w byciu Leo Messim?

Tak, jestem uprzywilejowany. Czasem chciałbym jednak być anonimowy i cieszyć się wyjściem do restauracji, do kina, do sklepu, by nikt na mnie nie patrzył, nie obserwował mnie. Jestem jednak bardzo wdzięczny za wszystko, co przeżyłem.

Twoja rodzina była biedna?

Nie, normalna, z klasy średniej. Niczego mi nie brakowało, ale nie mieliśmy luksusów.

Wiesz, ile masz pieniędzy?

Wiem, co robię, czego nie robię, kontroluję to.

Co sądzisz o tym, że po lockdownie piłka wróciła szybciej niż dzieci do szkół?

Możliwe, ale to nie zależy ode mnie. Możliwość rozproszenia się nieco dzięki piłce pomogła ludziom.

Jak gra się na pustym stadionie?

Strasznie, wszystko jest zimne i złe. Przed telewizorem też pewnie jest to dziwne, nudne, inne. Stąd też biorą się inne wyniki, to nie to samo co gra przy pełnym stadionie. Mecze są dużo bardziej wyrównane i dużo brzydsze.

Gracie pod dwa razy w tygodniu, niemal bez przerwy. Liga, FIFA, UEFA wyciskają z was maksimum?

Trzeba wypełnić kontrakty, nie myśli się o sportowcach. Gra co trzy dni to wynik interesów finansowych, nie patrzy się na sport i na samą grę. Ja lubię grać i trenować, robię to. Nie wiem, czy czuję się wykorzystany.

Pamiętasz, gdzie byłeś, gdy dowiedziałeś się o śmierci Maradony?

W domu, otrzymałem wiadomość od taty i włączyłem telewizor. Nie mogłem w to uwierzyć, wszyscy wiedzieliśmy, że Diego nie miał się dobrze, ale nikt się tego nie spodziewał. Dalej nie wierzę, że Maradona umarł. To straszne.

Wyobrażasz sobie twój pogrzeb, taki jak Maradony?

Nie, nie chcę nawet o tym myśleć. To normalne, że Diego miał taki pogrzeb, ze względu na to, co zrobił dla Argentyny. Można było się tego spodziewać. Zasługiwał na wszystko.

Myślisz o śmierci?

Nie. Myślę jednak, co się stanie, kiedy mnie nie będzie, jaka będzie moja rodzina, moje dzieci. Staram się jednak robić to rzadko.

Skąd wziąłeś koszulkę z hołdem dla Diego?

Podarowano mi ją, miałem ją u siebie i uznałem, że to odpowiedni moment na pokazanie jej.

Miałeś na sobie trzy koszulki...

Było zimno.

Musiałeś być pewny, że strzelić, skoro ją założyłeś.

Szczerze mówiąc, tak. Od kilku meczów nie strzelałem, nie umiałem wykorzystać okazji. Tamtego dnia wiedziałem, że musiałem trafić do siatki. To było dziwne, pojawiło się z zagrania znikąd.

Wszyscy wiedzą, że Maradona miał problem z narkotykami, źle traktował też kobiety. Jedna z piłkarek w trakcie minuty ciszy dla Maradony odwróciła się.

Tak widziałem to. Każdy może robić, co chce. Nie każdy lubił Maradonę. Jego sposób życia jednym się podoba, innym nie.

Maradona wielokrotnie opowiadał się za Castro, Maduro... Ty nie mówisz o polityce.

Nie, nie lubię tego. Słucham wszystkiego, uczę się, wyrażam opinie bliskim. Czasem partie są jak drużyny, ludzie mają obsesję, kłócą się. Ja chcę tego, co najlepsze, dla mojego kraju. Chcę, by biedniejsi mogli dobrze żyć, mieć co jeść, nie cierpieli.

Jesteś prawicowy, lewicowy?

Chcę po prostu rozwoju kraju bez dziwactw.

Źle znosisz porażki. Dlaczego?

Nie wiem, zawsze tak było, w dzieciństwie płakałem po porażkach. Szybko się zagotowuję, wtedy nie myślę, robię i mówię spontanicznie, potem żałuję tego, ale taki jestem.

Porażka 2:8 z Bayernem była dla ciebie najgorsza.

Dla wszystkich. To było trudne szczególnie przez to, jak przegraliśmy. Po takim sezonie mogliśmy przegrać, ale nie w taki sposób.

Synowie ci dokuczali?

Nie mówili dużo, ale czasem po porażkach rozmawiają ze mną.

Czy konieczność udowadniania co mecz, że jesteś najlepszy, wywołuje w tobie niepokój?

Nie, bo nie gram, by coś udowodnić. Gram, by wygrać, by robić to co najlepsze dla zespołu.

Byłeś kiedyś u psychologa?

Powinienem, ale nie.

Dlaczego?

Trudno mi to zrobić, nawet Antonela naciskała, żebym poszedł. Ja jednak zachowuję wszystko dla siebie, nie dzielę się tym. Wiem jednak, że tego potrzebuję. Dobrze by mi to zrobiło.

Czy wysłałbyś burofaks ponownie, gdybyś mógł cofnąć czas?

Tak, to był sposób sformalizowania moich życzeń. Wiele razy mówiłem Bartomeu, że chciałem odejść, przez sześć miesięcy. A on mówił "nie, nie". Pokazałem więc, że mówiłem na serio.

Niektórzy wątpili w twoje barcelonismo.

Ja jestem bardzo wdzięczny klubowi, kocham go. Czuję, że też dałem mu wszystko. Zasłużyłem na to, co otrzymałem od Barcelony. Uważałem jednak, że cykl się skończył, że potrzebowałem zmiany, moja głowa musiała odpocząć. Wiedziałem, że to będzie sezon zmian, nowych, młodych piłkarzy. Ja chciałem dalej walczyć o tytuły, o Ligę Mistrzów, mistrzostwo Hiszpanii. Czułem, że to pora na zmiany. Chciałem zrobić to dobrze, a prezydent nie chciał. Zaczął wypuszczać do mediów informacje, by zrobić ze mnie "tego złego". Ja jednak robiłem, co czułem.

Myślałeś wtedy o ludziach skandujących twoje imię na trybunach?

Tak, to było bardzo, bardzo trudne. Nie ma lepszego miejsca do życia niż Barcelona. Moja rodzina nie chciała się przeprowadzić. Czułem, że to było najlepsze dla mnie i dla klubu. To nie powinno było być tak drastyczne.

Zwolnienie Luisa Suáreza przelało czarę?

Nie, zdecydowałem wcześniej, ale to, jak go potraktowano, było okropne, szalone. Odszedł za darmo, zapłacono mu, przeszedł do drużyny, która walczy o to samo co my. Bolało mnie to, jak odszedł, nie sam fakt odejścia.

W czym dokładnie oszukał cię Bartomeu?

W wielu rzeczach, nie lubię mówić o szczegółach. Było ich jednak bardzo dużo, w wielu sezonach.

Klub płacił firmom, by krytykowały was w mediach społecznościowych.

Nie przykładałem do tego wagi, działo się wiele ważniejszych rzeczy w klubie.

Staram się odkryć, co doprowadziło do twojej decyzji.

To nie jedna rzecz, tylko droga. Ostatni sezon był trudny, poprzednie też ze względu na sposób odpadnięcia z Ligi Mistrzów.

Kiedy zostałeś, powiedziałeś, że nie chcesz iść do sądu z klubem. Czy ktoś ci powiedział, że byś przegrał?

Nie, wręcz przeciwnie. Wiele osób potwierdziło mi, że miałem rację, mógłbym odejść. Nie chciałem jednak robić tego w taki sposób.

Uważasz, że Urząd Skarbowy śledzi cię bardziej niż innych?

Nie wiem, miałem problemy z Urzędem, mój tata też. W końcu to rozwiązaliśmy. Nie narzekam, narzekam na to, jak mnie traktowano. Wszystko było wyolbrzymione, prasa madrycka mnie krytykowała, choć w Barcelonie też wiele osób mnie atakowało. Bolało mnie to. Wiele osób przeszło przez to samo, a nie było tak traktowanych.

Czy kibice wszystko wam wybaczają?

Myślę, że nie. Fani wspierają piłkarzy, którzy są w klubie, ale nie wybaczają wszystkiego.

Kiedy ostatnio otrzymałeś wiadomość od Pepa Guardioli?

Nie wiem, rozmawialiśmy. O tym, jak mu idzie w City, tyle.

Nie o ponownym spotkaniu?

Nie, nie było takiej rozmowy.

Dlaczego zawsze mówisz, że Pep był twoim najlepszym trenerem?

Bo jest najlepszy. To, jak przygotowywał mecze w obronie i ataku, jak dokładnie mówił, co trzeba było robić, by wygrać. Miałem "pecha", bo przez długi czas pracowałem z najlepszymi - z Guardiolą i Enrique. Nauczyli mnie wiele taktycznie, myślałem, że po Pepie wiedziałem już wszystko, a Luis dodał nowe rzeczy.

Co sądzisz o plotce, że rządzisz w Barcelonie?

Mówi się to od dawna, wiele osób w to wierzy. Tak samo w reprezentacji – wybieram piłkarzy, trenera. Bardzo mi to przeszkadza.

W sierpniu powiedziałeś, że nie ma projektu, że łata się tylko dziury. Z Koemanem jest projekt?

Tak, zatrudnienie go było trafione. Na początku było trudno, bo mamy wiele nowych osób, piłkarzy.

Co sądzisz o deklaracjach Tusquetsa, że sprzedałby cię latem?

Nie ma potrzeby, by tego mówił. To już minęło

Jesteś socio?

Tak.

Będziesz głosować?

Być może. Wolę się jednak nie opowiadać za żadnym kandydatem. Nie wybieram prezydenta za innych. Nowy prezydent znajdzie bardzo trudną sytuację z powodu pandemii, finansów. Mam nadzieję, że ten, kto wygra, zrobi wszystko dobrze, by klub był tam, gdzie powinien. Na razie tam nie jest.

Wszyscy kandydaci chcą, byś zakończył karierę w Barcelonie. Ktoś do ciebie dzwonił?

Nie, żaden nie dzwonił.

Dziwi mnie ten brak inicjatywy.

Najpierw trzeba wygrać, a potem można rządzić.

Jeśli ktoś ci powie, że sprowadzi Xaviego jako trenera, zostaniesz?

Nie wiem, zobaczymy w czerwcu. Jeszcze tego nie wiem.

A jeśli ktoś ci powie, że Neymar wróci?

Nie ma pieniędzy na piłkarzy, trzeba sprowadzić wielu ważnych zawodników, by walczyć o wszystko. Trzeba im też zapłacić, a to nie jest łatwe. Neymar zapewne jest bardzo drogi.

Może obniży pensję, bo chce z tobą grać?

A jak zapłacić za transfer?

Neymar powiedział, że będziecie grać razem.

Wydaje mi się, że powiedział, że chciałby tego. Trzeba go zapytać.

Macie grupę na WhatsAppie?

Tak, z nim, z Luisem Suárezem. Utrzymujemy relacje. Z Luisem rozmawiam prawie codziennie.

Rozmawialiście między sobą o transferze?

Nie, rozmawialiśmy o losowaniu Ligi Mistrzów. Nie chcieliśmy trafić na PSG i zakładam, że oni na nas też nie. Dwumecz na pewno będzie wyrównany.

Kto jest twoim najlepszym przyjacielem w szatni?

Ci, którzy są w klubie najdłużej. Mamy najlepsze relacje. Nie ma już jednak wielu tych osób.

Jakie są twoje relacje z Griezmannem?

Nie mam z nim żadnego problemu, nigdy nie zrobiłem tego, co mi zarzucano. Nasze relacje są dobre, czasem razem pijemy mate.

Zaczniesz negocjować z innymi klubami w styczniu?

Nie, nie. Poczekam do końca sezonu. Ważne jest dobre zakończenie kampanii, walka o trofea, a nie skupianie się na innych rzeczach.

Wiele osób, kibiców nie chce, żebyś odchodził.

Wiem o tym, wiele osób mnie tu chce. Inni po tym, co wydarzyło się latem, mają inne zdanie. Trzeba zrobić to, co najlepsze dla klubu i dla mnie. Zobaczymy, co powiedzą mi serce i głowa. Ja zostanę mieszkać w Barcelonie, chcę wrócić pewnego dnia do klubu, być jego częścią, jeszcze nie wiem, w jakiej roli. Chcę coś dać.

Mówisz o powrocie. To znaczy, że wyjedziesz?

Zawsze chciałem mieszkać w USA, pograć w tamtejszej lidze. Nie wiem, czy to się wydarzy, nie będzie to teraz.

Czyli nie zobaczymy cię w innych ligach niż MLS?

Nie wiem, skupiam się na tym sezonie, na grze. Inne myślenie nie byłoby dobrze. Sam nie wiem, co zrobię.

Czy gdybyście grali przy pełnych trybunach, gdy ludzie skandują twoje imię, miałbyś inną opinię?

Pewnie tak, znałbym prawdziwą opinię fanów, pokazaliby to na boisku.

Czy coś się zmieniło w ostatnich czterech miesiącach? Jesteś szczęśliwszy?

Tak, jest lepiej. Było mi nawet trudno zaadaptować się w szatni, mamy wiele nowych osób, niewielu wychowanków. Mamy różne kultury, różnimy się od siebie, przez to jest trudno zjednoczyć szatnię, by była silna.

Real jest wykluczony?

Tak.

A Atlético?

Nie, też tam nie trafię.

Co powiesz fanom, którzy się boją, że odejdziesz?

Nie wiem, czy odejdę. Jeśli odejdę, chcę zrobić to jak najlepiej. I pragnę kiedyś wrócić, pracować w klubie, dać mu coś, by był lepszy. Barcelona jest większa niż jakikolwiek piłkarz, także ja. Mam nadzieję, że nowy prezydent będzie sobie dobrze radził.

Kim będziesz, gdy nie będziesz już „crackiem Leo Messim”?

Nie wiem, nie myślałem o tym. Na pewno będzie coś związanego z piłką, to lubię i umiem. Nie będę jednak trenerem. Może dyrektorem sportowym i próbować sprowadzać do klubu piłkarzy, których uważam za dobrych.

Twoja historia w Barcelonie będzie piękniejsza, jeśli zostaniesz.

Tak, to prawda. To historia miłości od dziecka. Nie jest łatwo być tyle lat w jednym klubie, by wszystko było dobre. Zdarzały się złe chwile, radziłem sobie z nimi. Zobaczymy, jakie będzie zakończenie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Całkowicie bez sensu "wywiad". Gadanie o dupie maryny.
« Powrót do wszystkich komentarzy