Juan Carlos Unzué: Warto cieszyć się życiem, nawet gdy wydaje się, że się rozpada

Dariusz Maruszczak

18 czerwca 2020, 16:00

MD, Marca, AS

22 komentarze

Fot. Getty Images

Były asystent Luisa Enrique Juan Carlos Unzué potwierdził dziś, że cierpi na stwardnienie zanikowe boczne. Człowiek, który od wielu lat był związany z Barceloną jako piłkarz i trener, podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej opowiedział o swojej chorobie i następnych celach. Unzué udzielił przy tym ważnej lekcji człowieczeństwa i hartu ducha.

– Chcę wyrazić wdzięczność prezydentowi Bartomeu i FC Barcelonie za umożliwienie mi zorganizowania tej konferencji prasowej. Jak możecie zobaczyć, staraliśmy się spełnić wymagania sanitarne, których wymaga ta sytuacja, i chcę podziękować mediom i przyjaciołom, którzy są tutaj w ten ważny dzień razem z moją rodziną. Chcę podziękować za obecność doktorom Povedano i Rojasowi, którzy byli moimi lekarzami przez cały ten czas, a także Mai i Marii José z Fundacji Luzon.

– Zebrałem was tutaj, aby upublicznić informację na temat mojego stanu zdrowia. W lutym doktor Povedano potwierdził diagnozę z ubiegłego lata, którą przekazał mi doktor Rojas. Cierpię na stwardnienie zanikowe boczne, bardziej znane jako ALS. W moim przypadku wpływa ono na moje kończyny, ramiona, ręce i nogi w sposób asymetryczny. Na dziś nie ma leczenia ani lekarstwa z wyjątkiem pewnych tabletek, które u większości pacjentów pomagają spowolnić rozwój choroby.

– Być może zastanawiacie się, dlaczego to upubliczniam. Mam dwa powody. Pierwszym jest to, że nie mogłem większości kolegom i znajomym wyznać twarzą w twarz informacji na temat mojego stanu zdrowia ze względu na sytuację, jaką przeżywamy. Mogą więc zobaczyć to w radio czy telewizji i być bardziej spokojni. Mogę was zapewnić, że znoszę to dobrze, że jestem silny mentalnie, aby żyć z tą chorobą, i czuję się uprzywilejowany za to, co życie dało mi do tego momentu. Po tych miesiącach zastanawiania się wiem, co mogę zrobić w odniesieniu do ALS i innego typu chorób, które wydają się niewidoczne, ale istnieją. Każdy może zachorować.

– Drugim powodem jest to, że wykorzystując obecność mediów, widząc małą zauważalność ALS, trudności pacjentów, aby godnie żyć, i brak środków, moim celem nie będzie trenowanie zespołu, mój etap w roli szkoleniowca dobiegł końca. Podpiszę kontrakt z drużyną skromną, ale bardzo zaangażowaną, złożoną z pacjentów ALS. Będę miał niestety wielu kolegów i koleżanek. Jest nas 4 tysiące w tym kraju i na rynku transferowym jest wiele ruchów, ponieważ każdego dnia mamy w zespole trzy nowe twarze, ale niestety tracimy też trzech kolegów z powodu ALS.

– Postaram się wraz z Fundacją Luzon poprawić jakość życia chorych na ALS i spróbujemy zdobyć środki finansowe na badania i znalezienie lekarstwa na tę chorobę, żeby w nie tak odległej przyszłości odszukać rozwiązanie. Przypominam wam, że 21 czerwca jest światowy dzień ALS. Ta społeczność zachęca kluby, ratusze czy firmy, aby oświetlić swoje budynki na zielono, ponieważ to kolor tej choroby. Celem jest to, żeby była ona bardziej zauważalna w naszym kraju.

– Chciałem przekazać wiadomość, którą chowam głęboko w środku. Przedtem wymienię niektórych moich kolegów podróży i z drużyny, Jose, Jordiego, Carlosa Matallanasa… Ponieważ byli dla mnie wzorami do naśladowania i bardzo mi pomogli w tych miesiącach. Pokazali mi wielką zdolność człowieka do przystosowania się i pokonywania trudnych momentów. W tej sytuacji przykuło moją uwagę, że bardzo chcą dalej żyć, cieszyć się mimo trudności. Życie jest tego warte, mimo że się rozpada. Kluczowe jest to, że jutro rano wszyscy się obudzimy. To jest najważniejsze. Możemy rozszerzyć to uczucie na tysiące osób, które cierpią przez tę trudną pandemię. Wykorzystuję tę szansę, żeby przesłać wsparcie i siłę tym, którzy stracili ukochaną osobę w tych miesiącach. Pozwoliło nam to dostrzec siłę, jaką mamy jako społeczeństwo, jeśli pójdziemy razem. To doskonały moment, żeby stworzyć solidny zespół, aby ci z nas, którzy czują się słabsi, byli wspierani przez najsilniejszych. Mamy świetny kraj, ze wspaniałym klimatem i dobrymi ludźmi, ze sposobem życia, którego wielu może nam zazdrościć. Nie czujemy się gorsi od nikogo, ale też nie lepsi. Jest wiele osób, które mają różnego rodzaju problemy, dlatego rozumiem, że jest to jeszcze jeden powód, dla którego musimy mieć uczucie empatii, solidarności, szacunku. Nie zapominajcie, że wszyscy mamy je w środku.

– Jeśli Luis pamięta dzień, w którym poinformowałem go o sytuacji, skomentowaliśmy, że być może to życie, które prowadziliśmy, z wieloma zmianami i niepewnością, pomogło mi zmierzyć się z tą sytuacją, przystosować się, poczuć, że to część życia. Zawsze żyłem teraźniejszością i to pomogło, ponieważ mam to wrażenie, że robiłem wszystko to, czego chciałem w każdym momencie, dlatego mam wewnętrzny spokój. Gdybym był w innym stanie, bardziej depresyjnym, co również mogłoby być normalne, nie byłoby mnie tutaj. Chcę przekazać, że czuję się uprzywilejowany, ponieważ cieszyłem się wszystkim, co mi się przydarzyło. Wyzwanie, które mam teraz, daje mi wielką ekscytację. Chcę zapewnić tę widoczność.

– Pierwsza diagnoza pojawiła się wtedy, kiedy uczestniczyłem w presezonie z Gironą i lekarz powiedział mi, że mogę dalej pracować, ale kiedy opuściłem Gironę, choroba stała się priorytetem. Od zeszłego lata utykam trochę na prawą nogę. Musiałem zmienić technikę chodzenia. To nie ograniczało mnie wcale, żeby być wówczas trenerem. Teraz myślę inaczej i mam przed sobą inne wyzwanie.

– Odkąd dowiedziałem się o diagnozie, miałem jasność, że chcę przystąpić do badań, które są prowadzone. Jest ich kilka i jestem gotowy być częścią każdego z nich.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Smutne to i czuje się jak bym czytał jego pożegnanie,ale trzeba przyznać twardy z niego facet bo potrafi wziąść to na klatę.Dużo zdrowia Unzuè!

Czytając tą smutną informacje mam wrażenie, że czytam swoistego rodzaju pożegnanie na wypadek gdyby... Ciężko się dziwić skoro przed Unzué najważniejszy pojedynek w jego życiu. W takich momentach człowiek po raz kolejny zdaje sobie sprawę, jak cennym darem jest zdrowie. Tak często tym zapominamy a gdy przyjdzie co do czego jest już za późno. Warto o tym pamiętać czytając tak smutne informacje.
Wiele siły i wytrwałości w tej ciężkiej chorobie!

Straszna wiadomość. Sam doskonale wiem przez co będzie musiał przechodzić. Cholernie mnie to zasmuciło. Dlaczego takie cholerne choroby muszą istnieć. Strasznie mnie to wkurza i boli, że muszę z nią walczyć od dziecka na przegranej pozycji i to, że innym ludzią się nagle przytrafia, a inni ludzie swoje zdrowie niszczą. Trzymam za niego kciuki żeby miał jeszcze dużo pięknych chwil i walczył z tym jak najdłużej!

Moja bardzo bliska osoba cierpi na tę chorobę. Niestety widok jak postępuje jest okrutny. Dlatego życzę Unzue wiele siły do walki z chorobą i trzymam mocno kciuki, aby jak najlepiej wypełnił misję, której się poświęci. Czytając jego słowa bije od niego mentalność wielkiego zwycięzcy. Oby towarzyszyła mu do końca!

Straszna wiadomość, aż brzuch ściska.
Podziwiam Trenera za to, że mimo tak poważnej choroby, świadomości o jej nieuleczalności, właściwie braku jakiejkolwiek nadziei, Trener nadal myśli o innych i ich wspiera.
Właśnie w takich sytuacjach człowiek pokazuje swoją siłę, wielkość i człowieczeństwo. Niewielu na to stać. Sam bym chyba nie dał rady...
Bardzo mi przykro Trenerze, bardzo. Oby stał się cud...

Inżynieria genetyczna jest już na wysokim poziomie, warto spróbować.
Z poziomu genetycznego jesteśmy wstanie zlikwidować każdą dolegliwość i chorobę.
Niestety te technologie nie są dozwolone do użytku powszechnego, szkoda.

Zdrowia! .

Piękne słowa Panie trenerze.

To samo cholerstwo, które dopadło naszego Krzysztofa Nowaka gdy ten był w swoim szczytowym momencie kariery. Strasznie smutna wiadomość, trzymaj się trenerze!!!!

Bardzo smutna wiadomość. Choroba niestety nieuleczalna. Nasz Krzysztof Nowak chorował na nią 4 lata, a był dużo młodszy... Jak po pierwszym nusie o chorobie Tito, człowiek zdał sobie sprawę, że najgorsze to kwestia czasu :(

Straszne rzeczy przydarzają się ludziom związanym z Barceloną, i to w tak młodym wieku.

Wieści są o tyle tragiczne, że ta choroba naprawdę bezlitośnie zabija, nie pozostawiając choremu żadnej nadziei. Dlatego bardzo przykro mi z w powodu Unzue. To niewyobrażalny cios dla niego i jego rodziny, aż wilgotnieją oczy.
Jednocześnie przypomina się, jak ważne jest cieszyć się życiem, szczególnie w czasach, w których żyjemy na zmianę strachem i gniewem.
Kłaniam się, przed słowami, jakimi zakomunikował swoją chorobę...

Marzy się cud, że uda się opracować lek hamujący chorobę na amen, ale skłamałbym, mówiąc, że wierzę w taki scenariusz w najbliższym czasie.

Som un equip trenerze Unzue, zdrowia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Bez cierpienia i w szczęściu do samego końca. Tego tobie życzę, trenerze!

Bardzo współczuje. Powodzenia i szybkiego powrotu do zdrowia trenerze !

Smutny sie zrobił ten dzień..