Luis Enrique ujawnia, jak motywował piłkarzy Barcelony przed finałem Ligi Mistrzów w 2015 roku [Aktualizacja]

Dariusz Maruszczak

6 czerwca 2020, 08:35

Mundo Deportivo, FCBarcelona.cat

21 komentarzy

Fot. Getty Images

Dziś mija pięć lat od ostatniego triumfu Barcelony w Lidze Mistrzów. Przy tej okazji Luis Enrique ujawnił, jak motywował swoich podopiecznych przed finałową rywalizacją z Juventusem.

W sezonie 2014/2015 Barcelona mierzyła się z włoskim klubem w finale Ligi Mistrzów rozgrywanym w Berlinie. Luis Enrique musiał przemówić do piłkarzy, aby odpowiednio ich nastroić na tę rywalizację i jednocześnie zdjąć z nich napięcie. Były trener Blaugrany ujawnił, jak wyglądała jego przemowa w hotelu przed meczem.

– Przemowy, które zwykle robię w hotelu, są taktyczne, ale tego dnia szukałem czegoś motywacyjnego, co mogłoby pomóc piłkarzom lub co uważałbym, że mi by pomogło jako zawodnikowi. Zrobiłem coś na kształt żartu. Zapytałem ich w końcu: „co najgorszego waszym zdaniem może się nam przydarzyć w finale?”. Niektórzy zaczęli mówić. Xavi i Alves, czy generalnie weterani, mówili: „nie będziemy wierni naszemu stylowi”, tego typu rzeczy związane z futbolem. I powiedziałem im: „najgorsze, co może się wam przydarzyć, to bycie piłkarzem Juventusu i konieczność zmierzenia się z Barceloną. Wyobraźcie sobie krycie Suáreza, Neymara, Messiego, Iniesty, Busquetsa… Wyobraźcie sobie, że próbujecie strzelić gola Marcowi, że jesteście Moratą i próbujecie strzelić gola przy Piqué czy Mascherano, że jesteście Evrą i musicie bronić ataków Alvesa…”. To był trochę żart, ale powiedziałem im: „wyobraźcie sobie, że to odprawa Juventusu i mówię wam o Barcelonie. Bylibyście zesrani”. Pojawiło się przynajmniej kilka uśmiechów, a potem ich jakość zrobiła różnicę – powiedział Luis Enrique. Barcelona wygrała 3:1 i sięgnęła po piąty Puchar Mistrzów w swojej historii.

Luis Enrique skomentował tamten finał dla mediów FC Barcelony.

Finał: Był niezapomniany. Jednak nie został mi w pamięci tylko on, ale również fazy pucharowa i grupowa. Zwłaszcza że droga była trudna, a w żadnym momencie Barça nie była wyeliminowana z Ligi Mistrzów.

Nerwy w finale: Nigdy nie byłem bardziej zdenerwowany w moim życiu trenerskim czy piłkarskim. Miałem nadzieję, że się uspokoję, ale czułem wewnętrzne napięcie, z którym trudno było sobie radzić.

Gole: Pierwszy gol stanowił zastrzyk morale. Rywal mówi wtedy „zaczynają na poważnie”. To coś, co charakteryzuje Barcelonę i z czego wszyscy jesteśmy dumni jako culés. Bramka Suáreza nie była tą, którą najmocniej świętowałem w swoim życiu, ponieważ było nią trzecie trafienie. Przy 2:1 świętujesz, ale nie wiesz, że to jeszcze nie koniec.

Puchar Mistrzów: To najpiękniejsze, co może przeżyć piłkarz, trener czy kibic: wygranie Ligi Mistrzów i zdobycie trypletu. Był to drugi tryplet w historii Barcelony. Najpiękniejsze jest to, że widzisz, że uszczęśliwiłeś tyle osób.

Sezon 2014/2015: To był niezapomniany sezon. Myślę, że żaden culé nie może go zapomnieć, a ci z nas, którzy byli jego częścią z wewnątrz, tym bardziej.

Drużyna i tridente: Dla mnie wielkość tego tridente to nie tylko poziom piłkarski, ale też zdolność, którą mieli jako ludzie, aby postawić interes zespołu nad indywidualnym. Drużyna była zjednoczona i zaangażowana.

Mistrzostwo i Puchar Króla: Piłkarze byli wystarczająco inteligentni, żeby zrozumieć, że Liga Mistrzów jest piękna, ale jest jeszcze piękniejsza, jeśli możesz do niej dodać mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Króla.

Parada: To było imponujące i cudowne. Jednak nie tylko ten dzień. Dzień finału, następny dzień, całe lato to szczęście towarzyszyło ludziom w barwach Barcelony. Musi się wydarzyć wiele rzeczy, żeby zdobyć tryplet, i kiedy to się dzieje, po prostu trzeba się tym cieszyć.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jak jest po katalońsku/hiszpańsku "bylibyście zesrani"?

To już 5 lat....

Valverde by zapewne kucnął i oddał się chwili zadumy... A potem robimy z siebie pośmiewisko na cały świat jak to miało miejsce 2 lata pod rząd.

Szkoda że nie podzielił się tym z Ernesto przed rewanżem z Liverpoolem