Dídac Lee: Mamy wspaniałych ambasadorów, w tym najlepszego piłkarza w historii, a to bezcenne

Łukasz Lewtak

5 czerwca 2020, 11:00

L'Esportiu

Brak komentarzy

Fot. Getty Images

Dídac Lee, członek zarządu FC Barcelony zajmujący się cyfryzacją, udzielił wywiadu dla L'Esportiu, w którym mówił głównie o projekcie Barça TV +.

Jak określiłby pan Barça TV +? Czy to taki Netflix Barçy?

Nie wiem, czy to najlepszy sposób, żeby to zdefiniować, ponieważ Netflix ma astronomiczny budżet na swoje własne produkcje, a nasz budżet jest skromny. To najważniejszy projekt obszaru cyfryzacji, odkąd jestem w klubie, czyli od dziesięciu lat. To idealna telewizja dla culés. Ci, którzy mieszkają w Katalonii, mają łatwy dostęp do klubowej telewizji i jej materiałów. Mamy tradycyjną telewizję z ramówką. Z kolei Barça TV + pozwala nam wybierać materiały i czas, w którym chcemy je obejrzeć. Mamy dostęp do ogromnej biblioteki. Ponadto trzeba podkreślić, że jest wiele typów kibiców Barcelony. Niektórzy lubią tylko piłkę nożną, inni chcą także oglądać pozostałe sekcje, jeszcze inni uważnie śledzą futbol kobiecy, niektórym zależy na aktualnościach... To telewizja skrojona pod gusta każdego kibica Barcelony. Dodatkowo teraz będzie można ją oglądać na dowolnym urządzeniu. To krok naprzód dla naszych katalońskich kibiców oraz tych, którzy mieszkają poza regionem i nie mogą tak łatwo uzyskać dostępu do treści związanych z Barçą. Teraz będą mieli dostęp także do materiałów w języku angielskim.

Czy treści w Barça TV + będą inne niż w Barça TV?

Obecna telewizja jest zintegrowana z Barça TV +. Jest cała seria materiałów na życzenie, ale można też odtwarzać Barça TV na żywo, w każdym miejscu i na każdym urządzeniu. Dlatego też została zachowana nazwa. To ewolucja telewizji, którą mamy obecnie. Ma się ona bardzo dobrze, ale umieszczamy ją w świecie cyfrowym, poszerzając zakres treści.

Jak pojawił się ten pomysł?

To efekt ewolucji świata, w którym żyjemy. Nasze życie podlega cyfryzacji. To był logiczny krok, który należało wykonać. Ten pomysł narodził się kilka lat temu. Rozmawiali o tym prezydent Josep Maria Bartomeu i wiceprezydent Manel Arroyo.

Czy myśleliście o współpracy z innymi platformami, jak Netflix, Rakuten TV czy Amazon, aby dotrzeć do szerszego grona odbiorców?

Tak. Siłą platformy streamingowej jest treść. Mamy bardzo ważny atut w postaci Barça Studios. Bez tego to wszystko byłoby niemożliwe. To fabryka, która karmi OTT Barçy. Produkuje treści telewizyjne, ale również treści premium, czyli ogłoszone niedawno seriale, jak ten o La Masii z Albertem Espinosą, serial animowany "Talent Explorers" lub też zrealizowany wcześniej "Match Day". To inny wielki projekt klubu - tworzenie treści zorientowanych na rozrywkę. Przy takich projektach to normalne, że zawiera się współpracę z innymi podmiotami, poczynając od Rakuten TV, naszego głównego sponsora. Zrobiliśmy to już przy okazji "Match Day", który sprzedaliśmy Netflixowi na rynki latynoamerykański, kanadyjski i jeszcze na inne, które wkrótce ogłosimy. To ważne, aby szukać takiej współpracy, która wspomoże nas finansowo w produkcji, ale też sprawi, że dotrzemy do szerszego grona odbiorców. Tak osiąga się pośredni dochód dla marki. Przykładem może być tutaj dokument "The Last Dance of Michael Jordan". Oprócz samych dochodów z praw sprzedanych różnych platformom, wzrosły akcje Jordana, wystrzelił merchandising i ogólnie marka Jordan zyskała na wartości, mimo że sam Jordan zakończył karierę parę dobrych lat temu.

Jak podsumuje pan "Match Day"?

To był innowacyjny projekt. Jesteśmy bardzo zadowoleni, jeśli chodzi o liczbę widzów. Projekt poszedł dobrze również pod względem finansowym. Ponadto to pomogło nam rozpropagować markę Barçy w krajach, w których nie byliśmy tak silni. W Ameryce Łacińskiej "Match Day" jest w czołowej dziesiątce najchętniej oglądanych treści we wszyskich państwach. Na pewno wiele osób odczuwa teraz większą empatię w stosunku do Barçy, zostało culés lub wybrało Barçę na swój drugi klub.

Kiedy druga część?

Już ją ogłosiliśmy, ale ze względu na obecną wyjątkową sytuację musimy się zastanowić i zobaczyć, jaki będzie format - czy to będzie serial, czy dokument. Mamy również wiele materiałów z tych nadzwyczajnych miesięcy. Może byłoby wspaniale stworzyć dokument, który pokaże, co przeżywamy i co możemy pamiętać z tego za kilka lat.

Podczas okresu izolacji było aż 179 milionów interakcji w sieci. Jak to osiągnęliście bez meczów?

Ciężką pracą i innowacjami. Kiedy zaczął się kryzys, my byliśmy już przygotowani. Stworzyliśmy materiały niekoniecznie o tematyce stricte sportowej, ale powiązane ze sportem - o żywieniu, ćwiczeniach fizycznych wykonywanych w domu przez naszych zawodników, fragmentach treningów. Odbiór był fantastyczny.

Podczas okresu pandemii uruchomiliście również sklep internetowy. Jak idzie?

To był chyba pierwszy projekt, który przedstawiłem jako członek zarządu dziesięć lat temu. Musieliśmy to uruchomić w okresie pandemii. Najlepiej sprzedającym się produktem były maseczki. Idziemy krok po kroku, uczymy się, ale jestem przekonany, że w przyszłości będzie to jedno z najważniejszych źródeł dochodu dla klubu.

Barça ma najwięcej obserwatorów w mediach społecznościowych, ponad 350 milionów. Jak to osiągnęliście?

Barça zawsze była bardzo silną marką. Mamy wspaniałych ambasadorów, którymi są piłkarze. Mamy Leo Messiego, najlepszego zawodnika w historii. To jest bezcenne. Poza tym osiągnęliśmy to dzięki ciężkiej pracy i zaufaniu, jakim obdarzył nas zarząd. Teraz to jasne, że trzeba stawiać na cyfryzację, ale dziesięć lat temu to było trudniejsze. Np. iPhone ma tylko jedenaście lat. Wtedy trudno było postawić na cyfryzację, jednak wierzyliśmy w to i osiągnęliśmy pozycję lidera. To była kwestia wiary i teraz zbieramy owoce takiego podejścia.

Obszar cyfryzacji stał się ważnym punktem na mapie przychodów klubu. Jak te 350 milionów osób obserwujących was w mediach społecznościowych przekłada się na konkretne pieniądze?

Bardzo ważne jest to, aby znać swoich fanów. Co innego kibice w Katalonii, a co innego np. w Stanach Zjednoczonych. Staraliśmy się wybadać rynek i zaoferować produkty, które będą pasować każdemu. Zainwestowaliśmy i mamy ogromną bazę danych wszystkich użytkowników. Wiemy, skąd pochodzą, jakie mają zmartwienia i jaka relacja wiąże ich z klubem. Ostatnio przedstawiliśmy program Culés, który pozwoli nam pogłębić przywiązanie kibiców do naszego klubu. Po zapłaceniu stałej kwoty można uzyskać dostęp do wszystkich materiałów dostępnych w Barça TV +, dodatkowych korzyści u naszych sponsorów czy do biletów... Ten program, nowa platforma cyfrowa, Barça Studios i sklep internetowy powinny pozwolić nam wykonać skok jakościowy i przekroczyć 100 milionów euro obecnych przychodów z obszaru cyfrowego. Celem jest 300 mln przychodów za pięć lat.

Na jakich rynkach Barça musi się jeszcze rozwinąć?

Są dwa wielkie rynki poza Katalonią - USA i Chiny. Na żadnym z nich nie możemy spocząć na laurach. Ponadto musimy odkrywać nowe rynki. Robimy to już teraz w Ameryce Łacińskiej.

Urodził się pan w Figueres, ale ma pan korzenie w Chinach. Dlaczego Chińczycy zaczynają kibicować Barcelonie?

Myślę, że przyczynia się do tego parę elementów. Futbol to ważny sport w Chinach, ale tam nie ma tak silnej ligi. Chińczycy czują sympatię do Barçy m.in. dlatego, że mamy takich piłkarzy jak Messi.

Jaki wpływ mają sukcesy sportowe pierwszej drużyny piłkarskiej w ostatnich latach na to, że obserwuje was 350 milionów osób?

Ogromny. To, co widzimy w sieci, jest odzwierciedleniem naszych sukcesów sportowych, a przede wszystkim tego, w jaki sposób je osiągnęliśmy, naszego unikalnego sposobu gry i naszych wyjątkowych wartości.

A Messi?

Jego wpływ jest spektakularny. Mówimy o najlepszym piłkarzu w historii. To przywilej, że jest culé. To, że mamy go w zespole, pomaga nam na każdym polu - sportowym i pozasportowym. 

Czy trzeba opracować jakąś strategię na czas po zakończeniu przez niego kariery?

Nie myślałem nawet o tym, ponieważ mam nadzieję, że będzie z nami przez wiele lat. Poza tym teraz skupiamy się na wszystkich nowych produktach, które przedstawiamy. Ja uważam, że dzięki cyfryzacji Messi może być wieczny.

Wcześniej mówił pan o dokumencie o Michaelu Jordanie. Wyobraża pan sobie podobną produkcję o Leo Messim?

Messi jest światową ikoną, tak jak Michael Jordan. Myślę, że zasługuje na wszystkie dokumenty, jakie ktoś chce o nim przygotować.

Jest pan ekspertem w dziedzinie mediów społecznościowych. Cały czas czekacie na wynik audytu w sprawie zatrudnienia firmy I3 Ventures, która rzekomo oczerniała piłkarzy w sieci. Chce pan, żeby to wszystko już się wyjaśniło?

Tak, bardzo. Nie miałem o tym pojęcia. Odpowiadam za obszar cyfryzacji, ale astronomia to nie astrologia.

Przedstawiacie projekty długoterminowe, a w przyszłym roku odbędą się wybory. Chciałby pan kontynuować to, co zostało rozpoczęte, w innym zarządzie?

Szczerze, nie rozważałem tego. Byłem kibicem Barçy od dziecka, a dziesięć lat temu, kiedy zostałem członkiem zarządu, spełniłem swoje marzenie. Myślę tylko o tym, aby pomagać klubowi i krajowi do ostatniego dnia. Rok to sporo czasu. Teraz chcę jedynie pracować i pomagać Barcelonie w tym kryzysowym czasie.

Poleć artykuł