Sandro Rosell: Podczas jednej z walk w więzieniu byłem tak blisko, że trysnęła na mnie krew

Dariusz Maruszczak

29 maja 2020, 16:00

Marca, COPE

3 komentarze

Fot. Getty Images

Sandro Rosell udzielił kolejnego wywiadu hiszpańskim mediom, w którym opowiedział w szczegółach o brutalności okresu spędzonego w więzieniu i agresji ze strony innych osadzonych. Były prezydent FC Barcelony przyznał się, że zdarzało mu się płakać, za co był na siebie zły, ale mimo to po wyjściu z więzienia wrócił tam, aby spotkać się z kolegami. Odniósł się również do możliwego transferu do Barcelony Lautaro Martíneza i Neymara oraz do spekulacji dotyczących powiązania Florentino Péreza z jego sprawą.

Czy wszyscy powinniśmy spędzić kilka dni w więzieniu?: Przede wszystkim ludzie, którzy wysyłają innych do więzienia, żeby zdali sobie sprawę, że przed podjęciem takiej decyzji trzeba ją bardzo dobrze przemyśleć. To bardzo ważne doświadczenie, odkrywasz siebie na nowo, ale to złe miejsce. Odkrywasz niesamowite rzeczy związane z człowieczeństwem, takie jak solidarność między więźniami, ale pozbawienie cię wolności jest złe. Jeśli znajdziesz kogoś, kto mówi, że więzienie jest dobre, kłamie.

Walki w więzieniu: Widziałem je z bliska. Byłem przy jednej tak blisko, że poplamiono nas krwią. Jednemu więźniowi wbito złamany kij od miotły. Byliśmy tak blisko i trysnęło tyle krwi, że wszystkich nas pobrudziła, książki, ubrania… Częste było również policzkowanie. Kilka razy zostałem skarcony, ale nie brałem udziału w walkach. Jeden wariat powiedział do mnie: „jesteś zasranym Katalończykiem, wszyscy Katalończycy muszą umrzeć”. Inny powiedział, że jeśli nie będę mu codziennie kupował kawy, spierze mnie na kwaśne jabłko. Nie zrobiłem tego. Postawiłem mu się i powiedziałem, że coś mu się pomyliło, i trochę spuścił z tonu. Jeśli dasz się zastraszyć, musisz płacić codziennie za kawę 1 euro, co jest fortuną. W więzieniu masz 100 euro tygodniowo, a ja miałem dużo wydatków na papier, znaczki, karty telefoniczne… Nie bałem się, ale niektórzy więźniowie wzbudzali respekt. Strach nie, ale respekt. Gdy widziałeś, jak kilka bestii z Europy Wschodniej podnosi ciężary na siłowni, mówiłeś sobie „matko boska, jeśli będą tutaj policzkować, lepiej będzie uciekać”.

Narkotyki: Nie proponowano mi narkotyków, ale przede mną krążył handel nimi. Tak, w więzieniu są narkotyki. Są sprowadzane w ukryciu podczas wizyt. Dowiedzieliśmy się również o innym więźniu, który nagrywał nas telefonem komórkowym.

Święta i rocznice: W wigilię Bożego Narodzenia dali nam coś w rodzaju antrykotu, bezalkoholowy szampan i babkę. Na sylwestra winogrona o ósmej wieczorem, ponieważ w nocy trzeba być w swojej celi. Najgorsze dni były wtedy, gdy nie mogłem świętować osiemnastych urodzin mojej młodszej córki i 25. rocznicy ślubu z moją żoną. Nigdy nie będę mógł tego świętować, ponieważ to już minęło.

Powrót do więzienia: Wróciłem do więzienia, żeby zobaczyć się z kilkoma kolegami, którzy wciąż są w środku. Przyjaciółmi, którzy nie mają rodzin, które by ich odwiedzały. Przywiozłem trampki sportowe, są one bardzo potrzebne w więzieniu. Z innymi, którzy już wyszli, też się widzieliśmy, rozmawiam poprzez chat z innymi więźniami. Lubię pozostawać z nimi w kontakcie.

Przyjaciele: Mam taką samą liczbę przyjaciół jak wcześniej, przed pójściem do więzienia. Niektórych straciłem, ale innych zyskałem. Nie straciłem żadnego prawdziwego przyjaciela, gdzieś zgubiłem tych z drugiego i trzeciego rzędu.

Płacz: Płakałem w więzieniu. Z bezsilności, smutku… Myślę, że nie z depresji, chociaż też ją przeszedłem, więc nie wiem. Nie płakałem przez wiele lat. Na początku byłem wściekły, duma podpowiadała mi „nie może być tak, że płaczesz”. Byłem zły, że płakałem ze złości. Nie pamiętam, ile razy, ale na pewno więcej niż pięć.

Potencjalne spotkanie z sędzią: Nie powiedziałbym jej nic. Nie wiem, czy bym na nią spojrzał, czy jej unikał. Nie wiem, jak ona by zareagowała. Wolę nie być w takiej sytuacji, ponieważ wystawiłbym się na próbę. Nie rozumiem, dlaczego ta pani działała w taki sposób, kiedy wszyscy wiedzieli, że nic się nie wydarzyło. W jaki sposób zabrano się do śledztwa ws. katalońskiego biznesmena, który był prezydentem FC Barcelony, z urzędu, bez żadnego pozwu, ze względu na operację sprzed 12 lat, w hiszpańskiej, a nie brazylijskiej prokuraturze, gdzie miało to miejsce. Nadal tego nie rozumiem, dlatego złożyliśmy pozew, aby ona lub ktoś inny wytłumaczyli nam, czy się pomyliła, czy zrobiła to specjalnie.

Dwa lata życia: Dwa lata życia w więzieniu nie mają ceny. Ile są warte dwa lata życia? Wyobraź sobie, że umierasz i lekarz mówi „dam ci dwa lata życia więcej, ale w zamian musisz mi oddać wszystko”. I co mu dajesz? Dajesz mu wszystko. Zapłacisz wszystko, co masz. To bezcenne. To straszne, że okradają cię z dwóch lat życia.

Florentino Pérez, transfer Neymara i więzienie: Florentino nie dzwonił do mnie bezpośrednio, ale poprzez przyjaciela. Zmieniłem telefon. Nie twierdzę, że transfer Neymara do Barcelony zamiast do Realu wpłynął na moją sprawę, ale… W więzieniu przeszedłem 6500 kilometrów. To dużo czasu na myślenie. Ewidentnie był ktoś, kto pociągał za sznurki. W takiej sytuacji zaczynasz myśleć, kto to mógł być. Myślisz o swoich ostatnich latach życia i zastanawiasz się, komu mogły nie spodobać się decyzje, jakie podejmowałeś. Rzucam pytanie w powietrze. Jeśli ktoś czuje się dotknięty, kiepska sprawa, ale nie sądzę, żeby Florentino i Real tak się czuli. Nie jesteśmy przyjaciółmi z Florentino, ale darzę go sympatią.

Niepodległość: Uważam się za katalońskiego niepodległościowca z serca, nie z rozumu. Mój umysł nie jest w tej chwili przygotowany na zaakceptowanie niepodległości Katalonii ze względu na to, jak zmontowany jest ten kraj.

Kupno Neymara: Gdybym był prezydentem Barcelony, spróbowałbym kupić Neymara. Jest drugim najlepszym piłkarzem na świecie po Messim i doskonale pasowałby do filozofii klubu. Jednak po takich doświadczeniach podpisałbym z nim dwa kontrakty, jeden sportowy i drugi związany z zachowaniem.

Lautaro: Nie kupiłbym Lautaro za 111 milionów, ale szukałbym dwóch piłkarzy z innych pozycji, aby przeprowadzić wymianę. To trudne, ale tego bym próbował.

Przyszłość: Nie wiem, czy chcę wrócić do pracy w marketingu sportowym. Chcę czegoś bardziej relaksującego, nie tak teatralnego i agresywnego. Bez szaleństw, ciesząc się bardziej przyjaciółmi i rodziną. Przywiązuję znaczenie do małych rzeczy, pijąc zimne piwo z przyjacielem w barze, zamiast myśleć o interesie, który mam zrobić.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Zaleciało trochę stereotypowo o tej wschodniej europie, rozumiem, że chłopaki po wyciskaniu jarali ćmiki w słowiańskim przykucu i lustrowali Sandro.

Nie chcę być niegrzeczny ale po takim wyznaniu nasuwa się pytanie. Czy podczas pobytu w więzieniu na Sandro Rosella tryskała tylko krew?