Zakupy (prawie) bez limitów, czyli rynek transferowy, jakiego nie znaliśmy

Łukasz Lewtak

3 kwietnia 2020, 20:00

Transfermarkt, Marca, Playratings, Mundo Deportivo, Jotdown, własne

34 komentarze

Fot. Getty Images

W dobie koronawirusa pojawia się wiele doniesień transferowych, które zapełniają strony hiszpańskich dzienników sportowych. Na pierwszy plan wysuwają się Neymar i Lautaro Martínez. W kontekście ich transferów pojawiają się kwoty rzędu 180 i 110 milionów euro. Nie wyklucza się, że w lecie Barcelona sprowadzi zarówno Brazylijczyka, jak i Argentyńczyka, czyli wyda prawie 300 milionów euro. Takie sumy już nas chyba nie szokują, ponieważ w ostatnich latach stały się codziennością w trakcie okienek transferowych. Kiedyś mówiono jednak o zupełnie innych kwotach. W okresie epidemii koronawirusa warto zatrzymać się na chwilę również po to, aby zastanowić się, kiedy i dlaczego rynek transferowy przybrał zupełnie nowe oblicze.

Jeśli spojrzymy na dane dotyczące transferów przeprowadzanych w całej drugiej połowie XX wieku, od razu zauważymy, że ich koszt nieustannie wzrastał. W piłce nożnej obracano coraz to większymi pieniędzmi. Po pierwsze, z powodu kilku dekad wzrostu gospodarczego w Europie po II wojnie światowej. W tym okresie na Starym Kontynencie dochód per capita potroił się, a co za tym idzie, ludzie mieli więcej pieniędzy na różnego rodzaju uciechy, takie jak np. futbol. Po drugie, postępowała globalizacja. Ligi krajowe stały się wydarzeniami na skalę światową. Globalizacja przyniosła zysk, ale też nierówności. Wcześniej każdy kraj miał swoje gwiazdy, przez co były one porozrzucane po ligach na całym świecie. Dziś natomiast sportowcy walczą o to, aby być gwiazdami globalnymi. Nagrody są absurdalnie wysokie, ale wszystko mogą zgarnąć tylko nieliczni, skupieni w określonych klubach i rozgrywkach. Gwiazdy generują astronomiczne przychody, ponieważ w zglobalizowanym świecie ich praca jest widoczna dla milionów osób. Dlatego też ich transfery stały się tak drogie.

Sprawa Bosmana i transferowe trzęsienie ziemi

W historii rynku transferowego istotna jest dość mało znana tzw. sprawa Bosmana z 1995 roku, kiedy to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał za nielegalne dwie praktyki stosowane do tamtej chwili powszechnie w europejskiej piłce. Po pierwsze, orzekł, że po zakończeniu umowy z klubem piłkarz jest wolny i może podpisać kontrakt z dowolnym innym zespołem, dlatego też nielegalne są odszkodowania, które były na porządku dziennym w wielu krajach. Po drugie, Trybunał uznał, że limit obcokrajowców nie dotyczy zawodników z innych państw Unii Europejskiej. Po tym wyroku przez futbol przeszło prawdziwe transferowe trzęsienie ziemi.

Powstał europejski rynek piłkarski, a w kolejnych sześciu latach co sezon bito rekordy kwot transferowych. Najpierw Blackburn ściągnęło Shearera za 15 milionów funtów, następnie Ronaldo odszedł z Barcelony do Interu Mediolan za 28 milionów euro, później Denilson zamienił São Paulo na Betis w zamian za 31,5 mln euro, potem Christian Vieri opuścił Lazio i udał się do Interu za 46 mln euro, aż wreszcie w 2000 i 2001 roku doszło do dwóch wielkich, galaktycznych transferów. Luis Figo i Zinedine Zidane trafili do Realu Madryt za odpowiednio 60 i 77 milionów euro. Machina ruszyła i już nie dało jej się zatrzymać, choć rekordowego transferu Zidane’a długo (dokładnie przez 8 lat) nikt nie przebił w liczbach bezwzględnych, co jeszcze bardziej znaczące, zważywszy na dewaluację pieniądza z czasem, o której nie będziemy tutaj szeroko pisać – jest jednak oczywiste, że 77 mln euro w 2001 roku miało o wiele większą wartość niż w tej chwili. Dla zobrazowania tego tylko podam, że według badań Play Ratings transfer Ronaldo z Barcelony do Interu Mediolan w 1997 roku na dzisiejszym rynku byłby wart 388 milionów funtów.

Dzięki otwarciu rynku wielkie kluby nie musiały ograniczać się już do piłkarzy ze swojego kraju oraz kilku gwiazd z innych państw. Zaczęto szukać talentów w całej Europie, a z Ameryki Południowej ściągano coraz większą liczbę zawodników, wielu z nich z podwójnym obywatelstwem. Ogromnie wzrosła konkurencja, kluby zaczęły walczyć o najbardziej utalentowanych graczy, a ceny transferów zwiększyły się kilkukrotnie. Najlepsi piłkarze koncentrowali się w konkretnych ligach i największych zespołach, które zaczęły dominować nad innymi. Tak powstał świat futbolu, który znamy dziś.

Rekordy ostatniej dekady

Rekordowy transfer Zidane’a z 2001 roku został przebity w liczbach bezwzględnych dopiero osiem lat później, kiedy to Real Madryt kupił Cristiano Ronaldo z Manchesteru United za 94 miliony euro. W kolejnych latach rynek był bardziej umiarkowany. W sezonie 2010/11 najdroższym transferem było przejście Fernando Torresa z Liverpoolu do Chelsea za 58,5 miliona euro, w kampanii 2011/12 – przeprowadzka Sergio Agüero z Atlético Madryt do Manchesteru City za 45 mln euro, a w rozgrywkach 2012/13 – transfer Thiago Silvy z Milanu do PSG za 42 mln euro.

Po trzech latach względnego spokoju i umiarkowania na rynku wybuchła bomba. Sezon 2013/14 naznaczył początek trwającego do dziś okresu transferów, o jakich wcześniej nikt nawet nie śmiał marzyć. Florentino Pérez ponownie rozbił bank, sprowadzając Garetha Bale’a za 101 mln euro. Barcelona nie chciała pozostać w tyle i przystąpiła do wyścigu. Następnego lata Real ściągnął Jamesa Rodrígueza z Monaco za 75 milionów, a Barça sprowadziła Luisa Suáreza za 81 mln. Lista najdroższych transferów w kolejnych sezonach jest imponująca: w 2015 roku Manchester City kupił Kevina de Bruyne z Wolfsburga za oszałamiającą kwotę 76 milionów euro, w 2016 Paul Pogba trafił do Manchesteru United z Juventusu za 105 mln, aż wreszcie nadszedł rok 2017, kiedy przekonaliśmy się, że szejkowie z krajów Zatoki Perskiej mogą naciągnąć transferową strunę jeszcze bardziej. Neymar odszedł z Barcelony do PSG za 222 mln euro, a w 2018 roku paryżanie wykupili jeszcze Kyliana Mbappe za 145 mln euro + 35 mln zmiennych (nie mogli oficjalnie zrobić tego wcześniej z powodu Finansowego Fair Play). Ponad 400 milionów euro w dwa lata. Czy to będzie granica, której nikt już nie przekroczy, ponieważ za nią jest tylko łamanie zasad Finansowego Fair Play i groźba wyrzucenia z Ligi Mistrzów (całkiem realna, jak się niedawno przekonaliśmy na przykładzie Manchesteru City)?

Barcelona idzie na zakupy

Ostatnie lato przyniosło nam transfery João Felixa z Benfiki do Atlético za 126 mln euro oraz Antoine’a Griezmanna z Atlético do Barcelony za 120 mln euro. Barça zaczęła regularnie pojawiać się na liście klubów przeprowadzających najdroższe transfery w 2014 roku. W pierwszej dziesiątce najdroższych transferów w historii jest trzech zawodników, którzy trafili na Camp Nou – Philippe Coutinho na trzecim, Ousmane Dembélé na piątym i Antoine Griezmann na szóstym miejscu. Neymar jest 13., Luis Suárez – 17., Frenkie de Jong – 22., a Zlatan Ibrahimović – 28.

Widzimy więc jak na dłoni, że w ostatniej dekadzie, czyli pod wodzą Sandro Rosella i Josepa Marii Bartomeu, Barcelona dołączyła do szaleńczego wyścigu potęg na rynku transferowym. Niektórzy powiedzą, że to konieczność obecnych czasów, inni stwierdzą, że Barça niepotrzebnie odeszła od korzeni, czyli filozofii stawiania na wychowanków. 25 listopada 2012 w starciu z Levante na boisku przebywało 11 canteranos: Valdés; Montoya, Piqué, Puyol, Jordi Alba; Xavi, Busquets, Cesc; Pedro, Messi i Iniesta. Osiem lat później taki scenariusz jest już nierealny. Częściowo na pewno dlatego, że Barcelona ściągnęła w ostatnich sezonach wiele gwiazd za ogromne pieniądze. Imponujące jest na pewno to, że było ją na to stać dzięki marketingowi i nowym sponsorom, w tym sponsorowi na koszulce. Gdzie byłby teraz zespół, gdyby cały czas stawiano głównie na młodych, utalentowanych piłkarzy z La Masii? Tego nie możemy jednoznacznie stwierdzić. Osobiście pokładałbym więcej zaufania w trenerów ze szkółki i wierzył w to, że gdyby w La Masii byli gracze o poziomie generacji Messiego, Xaviego, Iniesty czy Busquetsa, błyskawicznie znaleźliby się w pierwszym zespole. Każdemu zostawiam jednak tu miejsce na własną opinię.

U progu XXI wieku Barça nie nawiązała transferowej rywalizacji z Realem, nie miała też wychowanków. 6 kwietnia 2002 roku zagrała bez żadnego canterano, w składzie: Bonano, Reiziger, Christanval, Abelardo, Coco; Cocu, Rochemback, Luis Enrique; Rivaldo, Overmars i Saviola. Wtedy klub był w kryzysie, w lidze zajmował czwarte albo szóste miejsce, potem Barçę w górę wywindowało wspaniałe pokolenie wychowanków. Czy niepowtarzalne? Możliwe, że w ostatnich latach Barcelona doszła do tego wniosku i dlatego przeszła na model funkcjonowania, który odpowiada standardowi w dzisiejszym futbolu na najwyższym poziomie. Teraz Barça rywalizuje z Realem o praktycznie każdego utalentowanego piłkarza. Przygotowała się do tego na poziomie instytucjonalnym i finansowym. Być może jest to mało kompatybilne z ideą Mes que un club, jednak nie jestem pewien, czy obecne czasy to okres, w którym odnajdą się futbolowi idealiści, marzyciele i romantycy.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
konto usunięte

"[...] jednak nie jestem pewien, czy obecne czasy to okres, w którym odnajdą się futbolowi idealiści, marzyciele i romantycy."
Wielka szkoda.

Bardzo dobry artykuł, pochwała dla redaktora. Brakuje mi trochę więcej tego rodzaju publicystyki tutaj ale w tym klubie zdania są podzielone 50/50 chyba w prawie każdej kwestii :P

Ten zjebany barris i jego neymar

Sprzedamy Coutinho, Dembele, Rakitica, Vidala, Semedo, Firpo i Umtitiego.
Ściągamy Neymara i Lautaro. Na lewą np. Kurzawa za free, na prawą Emerson.
Przychodzi Trincão i Pedri. Z wypożyczenia mogą wrócić Alena, Todibo. Jest jeszcze Araujo. Myślę, że jest to do zrobienia.

Ceny tych wszystkich zawodników to już lekka przesada tak samo jak zarobki Za 10 lat to za ile się kupi zawodnika 500mln euro a może bilion. Uwielbiam piłkę i miło się patrzy na piłkarzy którzy są najlepsi w tym co robią ale nie może być takiej dysproporcji w zarobkach..jeden zarabia 5 tysięcy złotych drugi 5 mln euro. Ludzie bez przesady Wiem że piłka nożna to poświęcenie często z dala od swojego kraju i gra się do pewnego wieku ale bez przesady..


jeżeli Barca kupi jednego i drugiego i to w tobie koronawirusa to chyba będzie apogeum głupoty tego zarządu przy obecnym składzie :D

Jeśli chodzi o tego koronawirusa to Barca jest top3 w klubach które stracą na tym najwięcej finansowo I to będzie tragedia bo zarząd już tak zadluzyl klub przed tą całą epidemia A teraz tylko się to pogłębi

Jakby naprawdę pozbyć się z klubu niepotrzebnych graczy czyli Dembele, Coutinho, Rakiticia i Vidala to myślę, że jakoś udałoby się kupić w to lato tego Neymara. Griezmanna też bym chętnie pożegnał, bo gołym okiem widać, że po prostu średnio się u nas odnajduje i chyba sam też ma takie odczucia, ale jeśli sezon 20/21 wystartuje normalnie to Suarez będzie miał prawie 34 lata i nie da rady zagrać całego sezonu na 100% możliwości, dlatego druga dziewiątka musi być w klubie. Jestem pewny, że gdyby nie pandemia koronawirusa i ogromne straty klubu to w nadchodzącym okienku dalibyśmy radę kupić Neymara, no ale w tej sytuacji wydaje mi się, że niestety nie ma na to szans.

,,Było nas stać,, szkoda że te ,,gwiazdy,, nie rozbłysły, ech szkoda gadać, idę sie napić ,,lekarstwa,, na wirusy

Pokolenie super wychowanków wywindowało Barcę na maksymalny poziom sportowy i finansowy.
Było oczywiste, że żeby to podtrzymać, potrzeba większych inwestycji w transfery.
Chyba, że ktoś chciałby ogrywać w nieskończoność niewypały ze szkółki.

Ale ta kasę trzeba było wydawać z głową.
I sprzedawać też z głową.
A to się tu zdecydowanie nie udało.

Można było sprzedać Rakiticia czy Umtitiego za 70-80 mln, ale nikt mądry nie wyczuł okazji.
I teraz pójdą za czapkę gruszek, niewiele ostatnio wnosząc do gry zespołu.