Quique Setien: W szatni jest wspaniały klimat, jestem zachwycony postawą piłkarzy

Dariusz Maruszczak

6 marca 2020, 14:00

El Periodico

19 komentarzy

Fot. Getty Images

Wczoraj wieczorem opublikowaliśmy część wywiadu z Quique Setienem dla El Periódico, w którym trener Barcelony wypowiedział się na temat ostatniego zachowania Edera Sarabii. Dziś prezentujemy pełny wywiad z 61-letnim szkoleniowcem. Setien mówi w nim m.in. o reakcji na porażkę w El Clásico, zarządzaniu zespołem czy odizolowaniu się od kryzysów pojawiających się w klubie.

El Periódico: Mogłeś spać po powrocie z Madrytu?

Oczywiście. Gdy ma się tyle lat, potrafi się zaakceptować rozczarowania i ciosy, które zadaje nie tylko futbol, ale również życie. Nie poszło nam dobrze i pozostała po tym meczu spora frustracja. Następnego dnia trzeba jednak wrócić do pracy z dobrym nastrojem, stawić czoła nadchodzącym wyzwaniom i zacząć analizować z wieloma szczegółami wszystko, co się wydarzyło, żeby znaleźć rzeczy, które można poprawić.

Oglądałeś jeszcze raz El Clásico?

Tak, w samolocie powrotnym, żeby opracować to, co się wydarzyło. Nigdy nie ma się pewności, dlaczego do czegoś doszło. W meczach tak często zmienia się sytuacja, że nie wiadomo, co jest bardziej decydujące, z wyjątkiem goli. Reszta to chwile. Pewne rzeczy robi się dobrze, a inne źle.

Co dostrzegłeś?

Zmieniło się dużo rzeczy. Tak się zwykle dzieje. Na boisku każdy kieruje się wrażeniami, a później skupia się dużo bardziej na szczegółach, które uciekają podczas meczu. Wykorzystuje się je po to, aby się poprawić. Nawet sam piłkarz nie ma rzeczywistej percepcji tego, co dzieje się na boisku. Kiedy mówi się o konkretnym zagraniu, nie zawsze da się je zapamiętać dobrze. Kiedy zawodnikom pokazuje się obraz, jest dużo łatwiej. Takie rzeczy bardzo pomagają iść do przodu.

Dominowaliście nad grą, ale w pewnym momencie drużyna się załamała. Strzał Isco obroniony przez Ter Stegena zmienił coś pod względem emocjonalnym w El Clásico.

Naprawdę nigdy nie wiadomo, dlaczego dochodzi do tak wielkich zmian. W pierwszych minutach drugiej połowy dominowaliśmy. Drużyna była naprawdę dobra. Trudno myśleć, że tylko jedno zagranie zmieniło dynamikę, ale rzeczywistość jest taka, że to się stało. Rywale nagle otrzymali pozytywny impuls, kibice zaczęli ich wspierać, naprawdę naciskali i podchodzili wysoko. Po tym zagraniu sprawili, że weszliśmy w dynamikę pesymizmu. Udało nam się przetrwać. Podnieśliśmy się i utrzymaliśmy 0:0. Mieliśmy kolejną dobrą fazę i kiedy byliśmy lepsi z dwoma długimi posiadaniami piłki oraz akcją Martína, strzelili gola.

Barcelona nie kontrolowała jednak meczu od początku do końca.

To prawda, że powinniśmy go kontrolować dużo lepiej. Widzę to. Rozmawialiśmy o tym, szukamy rozwiązania, żebyśmy byli bardziej stabilni.

Cztery straty powodują niepokój w tak doświadczonym zespole jak ten?

Jak we wszystkim w życiu, emocje mają swój wpływ. Nikt nie jest robotem. Są sytuacje, które zmieniają stan ducha. Kiedy piłkarz jest na wysokim poziomie pewności siebie, wszystko wychodzi mu dobrze. A co się zwykle dzieje, kiedy pewność siebie spada? Z wyjątkiem osób o wielkich osobowościach, niektórzy chowają się za rywalami i nie chcą piłki. Przezwyciężenie takich momentów nie jest łatwe. Rozmawiamy o osobach, które czują i cierpią. Nikt nie chce robić czegoś źle, nikt nie chce się mylić. Takie rzeczy dzieją się w futbolu i w życiu. Kontrolowanie tego przez 90 minut jest bardzo trudne. Niektórych kosztuje to więcej niż innych.

I Barça upadła.

Odkąd jestem w futbolu, zawsze mówiłem swoim kolegom lub teraz piłkarzom: wykonaj dobrze pierwsze dwa podania w meczu, nie komplikuj sobie życia. To zbuduje u ciebie pewność siebie. I za każdym razem, gdy wybiegasz na boisko, na którym może ci jej brakować, zrób to samo. To jednak tylko słowa, później w grę wchodzą emocje. Wszystko zależy od momentu i okoliczności. Gdybyśmy mogli kontrolować wszystko, byłoby to bardzo łatwe. To zależy od wielu zmiennych, nie da się kontrolować wszystkiego.

Wydawałeś się spokojny na Bernabéu. Nigdy się nie denerwujesz?

Staram się być spokojny. Czasem jednak się denerwuję, zwłaszcza gdy rywal zbliża się do naszej bramki. Nauczyłem się kontrolować. Trudno jest zobaczyć mnie porywczego, ale mogę mieć swoje momenty. Nie wykluczam tego.

Co sądzisz o całej sytuacji z Sarabią?

Miało to na mnie duży wpływ. Myślę przede wszystkim o klubie i o jego wizerunku, który musi być nieskażony, trzeba o niego dbać. Bardzo martwi mnie ten temat, to coś niezwykle istotnego. Można nas krytykować, bo przeprowadzamy złe zmiany, bo źle planujemy mecze… Z każdego powodu, ale nie za zachowanie. Prawdą jest jednak, że trzeba zrozumieć osobę i sytuację. Eder ma ogromny temperament, który do wielu rzeczy świetnie się nam przydaje. Musi jednak nauczyć się kontrolować. Pracuje nad tym, stara się to poprawić. Coraz rzadziej się to zdarza, ale to coś, co nam się nie podoba.

Takie reakcje widać na każdej ławce trenerskiej.

Tak, ale to nie jest wymówką. Eder stara się rozwiązać ten problem. To młody, impulsywny chłopak z mnóstwem energii, co do wielu rzeczy jest bardzo pozytywne. Reprezentujemy jednak klub, więc zachowanie powinno być nienaganne. W pojedynczych momentach może się coś stać i oszalejesz, ale trzeba starać się to kontrolować.

Rozmawialiście o tym? Co mu powiedziałeś?

Oczywiście, że rozmawialiśmy, on też jest tym zmartwiony. Ta sytuacja nie jest nam obojętna. Staramy się znaleźć rozwiązanie. Pracujemy nad tym. Przeprosiliśmy już odpowiednie osoby, przede wszystkim dlatego, że koniec końców to moja wina. To ja muszę kontrolować takie rzeczy.

Kogo przeprosiłeś? Piłkarzy? Klub?

Wszystkich, wszystkich… Takie zachowanie nie powinno mieć miejsca. Są inne sposoby wypowiadania się. Nie chodzi o składanie wyjaśnień zawodnikom. Nie podobają nam się takie rzeczy. Popełniliśmy błąd i musimy starać się go nie powtórzyć. Nie ciągniemy też tej sprawy dłużej i nie chodzi mi o to, że wypłynęła ona do mediów.

Przeszkadza ci, że wypłynęła?

To nieco wstydliwe, że staje się to sensacją i ma taki wymiar, jaki zyskało. To wstyd, że media używają kamer, które nas śledzą przez cały czas, do czegoś takiego. Powinno się to zmienić. Trzeba z tym skończyć, nie można przez cały czas zasłaniać ust. Nie muszę zmuszać się do tego. Szkoda, że dzieją się takie rzeczy.

To nie jest pierwszy raz.

Nie, to działo się już wielokrotnie w innych miejscach. W Betisie, w Las Palmas, wszędzie… Teraz zwróć jeszcze uwagę na rozmiary tego klubu. Wiele stron ma swoje interesy i myśli, że takie rzeczy mogą nam zaszkodzić i zdestabilizować nas. Tak się nie stanie.

To lekcja dla Sarabii.

Oczywiście. Zostaliśmy już jednak ostrzeżeni, wiedzieliśmy, że tak mogło się stać. Bierzemy na siebie odpowiedzialność, naprawdę przepraszam. Chce sprawiać dobre wrażenie, pragnę, by moje zachowanie było nienaganne. Możecie mnie krytykować za złe planowanie, porażki. To akceptuję, ale moje zachowanie musi być nienaganne. Reprezentuję Barcelonę i moim obowiązkiem jest być uważnym.

Dlaczego zostaliście ostrzeżeni?

Niektórzy ludzie z tego żyją, to godne pożałowania, ale tak jest. Dlatego trzeba uważać. Ja nie mam w zwyczaju zakrywać sobie ust. Nie idzie mi to.

Wiesz, od ilu dni jesteś w Barcelonie?

50?

52.

Tak, przybyłem tu 14 stycznia. Jestem skoncentrowany na tym, na czym muszę się skupić, na mojej pasji, a reszta na mnie nie wpływa. Nie mam możliwości kontrolowania klubu o tym rozmiarze. Nie mogę zamęczać się rzeczami, które nie są przedmiotem mojego zainteresowania. Przejmuję się drużyną, futbolem, przygotowaniem do meczów, treningów…

Jest tak, jak sobie wyobrażałeś?

Nie spodziewałem się niczego. Po przyjeździe do Las Palmas i Betisu starałem się skupiać na futbolu. To prawda, że ostatnie miesiące w Sewilli były trudne. Jednak tak było z zewnątrz. Każdy dzień przeżywałem szczęśliwie z piłkarzami, towarzyszami, asystentami. Byliśmy szczęśliwi, nic na nas nie wpływało.

A czy zamieszanie w Barcelonie nie wpływa na ciebie?

Nie. Nie czytałem niczego krytycznego, jeśli coś się pojawiło, a wyobrażam sobie, że tak. Nie kieruję się opiniami, wystarczy mi to, co mam. W naszym otoczeniu jest wiele osób, z którymi codziennie debatujemy na temat sytuacji sportowych, rzeczy, które powinniśmy poprawić u piłkarzy, czy spraw, w których się myliliśmy.

Masz złe relacje z piłkarzami?

Pierwsze słyszę. Pojawiły się takie doniesienia?

Tak.

Nie wiedziałem o nich. Codziennie przychodzę do szatni, podaję rękę piłkarzom i jest wspaniały klimat. Są rzeczy, które niektórzy chcieliby robić inaczej. Każdy widzi futbol na swój sposób. Relacje, jakie mam, i to, co widzę w szatni, kompletnie mnie nie martwią. Jestem zachwycony postawą piłkarzy, zaangażowaniem, jakie pokazują, chęcią dobrego wykonania rzeczy, które zaplanowaliśmy. Pojawia się tyle doniesień, że… Powiedziałem wielu przyjaciołom, żeby nic mi nie mówili i nie wysyłali. Żyję odizolowany.

Jesteś tak szczęśliwy jak w Betisie?

Niektóre rzeczy są oczywiście inne. Przybyliśmy do Barcelony w innych okolicznościach niż do Lugo, Las Palmas i Betisu. Rozmiar piłkarzy i klubu narzuca się już na wejściu. To nie są dla mnie normalne okoliczności, ponieważ niestety nie przeżywałem takich sytuacji z takimi piłkarzami. Nie mogłem trenować zawodników na tym poziomie. Ostatecznie niemal wszystko jest takie samo i nie ma wielkich różnic. W niektórych przypadkach trwa to trochę dłużej, a w innych krócej. Być może kosztowało nas trochę więcej dotarcie z niektórymi sprawami, ale krok po kroku robimy postępy każdego dnia.

Jakiego rodzaju kwestie kosztowały więcej?

Wielu piłkarzy, kiedy sprawy idą im tak dobrze jak zazwyczaj w Barcelonie, myśli, że te nawyki są dobre, bo dawały im wygrywać. Kiedy przychodzi ktoś nowy i stara się zmienić pewne sprawy, ludzie są trochę powściągliwi i mówią: poczekam, zobaczymy, czy sprzeda mi te pomysły, z którymi przychodzi. Ja na przykład miałem piętnastu trenerów w swojej karierze i tylko dwóch czegoś mnie nauczyło. Reszta niewiele mnie nauczyła. Ten proces trzeba wygrać z upływem czasu. Być może to kosztowało więcej.

Dlaczego?

Do Betisu przychodziłem w trudnej sytuacji. Las Palmas, kiedy trafiłem do tego klubu w ósmej kolejce, było w strefie spadkowej. A tutaj przychodzisz do drużyny, która jest pierwsza w tabeli, i myślisz: "cholera, zobaczmy, jak to poprawić". Przychodzi się do zespołu o takim rozmiarze i sytuacja jest, jaka jest. Krok po kroku zdobywamy prawo, żeby bardziej w nas wierzyli i nasze opinie triumfowały w wielu sprawach, aby sporządzać plan i skupiać się na meczach. Przede wszystkim, aby grali z przekonaniem.

Jak zarządza się Messim?

Messi jest wyjątkowy. To szczęście, że w swoim życiu mogłem spotkać się z piłkarzem, którego grą tak się cieszyłem. Zarządzanie nie jest tak trudne. Na początku wszyscy myślą: "zobaczymy, czy będzie nam podciągał się na poprzeczce". To normalne, zawodnicy są powściągliwi. Wygrywają i nagle przychodzi trener, który owszem, sprawił, że Betis i Las Palmas grało dobrze, ale nic więcej. Rozumieją tę filozofię, ale muszą być ostrożni, kiedy wygrywali tyle rzeczy i nadal chcą wygrywać.

Jak można go przekonać?

Ważne jest to, żeby dotrzeć do piłkarzy poprzez futbol. Zawodnicy proszą trenera o spójność i żeby ich rozumiał. Wszystko to idzie razem. Dobra współpraca między szkoleniowcem i graczami to klucz do doskonałości. Nie jestem trenerem, który coś narzuca. Kiedy gracze mają jakieś wątpliwości, nie mam żadnego problemu, żeby to przeanalizować. Chcę, żeby wychodzili na boisko przekonani. Jeśli się zgadzają, zrobią to z entuzjazmem.

Jak zarządza się piłkarzami, którzy grają przy Messim?

To prawda, że są piłkarze, którzy myślą zbyt wiele o współpracy z nim. Ja również bym to robił. Messi rozstrzygnął 90% meczów tej drużyny. Zawsze mówię moim zawodnikom: "jeśli piłka jest przy nodze dobrych zawodników, zawsze jest większa szansa, że wszystko pójdzie dobrze". Dlatego go szukają, wiedzą, że coś może się wydarzyć. Taka zależność jest czymś normalnym. Wolę, żeby dawali mu piłkę, jestem spokojniejszy.

Rozmawiałeś z Valverde?

Ostatecznie nie. Nie miałem zbyt wiele czasu. Zawsze dobrze jest porozmawiać z osobą, która przeżyła to samo doświadczenie, ale czasem nie wiem, czy to dobry pomysł. Otrzymujesz wiele informacji od jednej czy drugiej osoby, ale możesz się pomylić. Każdy jest inny. Lepiej jest przeżywać doświadczenia, zaczynając na czysto, od zera.

Jak przeżywasz cotygodniowe kryzysy w Barcelonie?

Jestem jednym z trybików w maszynie, której wielkość jest bardzo trudna do kontrolowania. Nie wiem, czy ma 900 pracowników. To normalne, że dzieją się różne rzeczy. Widzimy, jak działa życie i co wiąże się z zainteresowaniem. Mój czas jest bardzo cenny i nie mogę go na to tracić. Muszę poświęcić się rodzinie i mojej pracy. Nie mogę zużywać energii na sprawy, których nie mogę kontrolować, ponieważ zabraknie mi jej na naprawdę ważne rzeczy.

Czy podejmowałeś decyzje sportowe, na które w innych klubach nie miałeś wpływu?

Zrobiliśmy to, co uważaliśmy, że powinniśmy zrobić, przede wszystkim w zakresie planowania i składu. To prawda, że można się pomylić. Kiedy widzi się mecz, myśli się na tej samej zasadzie, że lepiej spisałby się inny piłkarz lub dwóch w środku pola… Zawsze widzi się to po fakcie. Kiedy trzeba podejmować tak wiele decyzji, to logiczne, że można się pomylić.

Co pozostało z tamtego odważnego Setiena, który postawił na ustawienie 3-5-2 w meczu z Granadą? Zrobił krok w tył?

Nie. Zawsze jestem odważny, ale nie jestem samobójcą. Przed postawieniem nogi sprawdzam, jakie jest podłoże. Są sprawy, które trzeba ocenić i nie tylko w aspekcie ofensywnym. Jesteśmy drużyną bardzo dobrą z piłką, ale mniej dobrą bez niej. Dopóki nie będę pewny, że będziemy strzelać cztery gole na mecz, z pewnością nie będę aż tak odważny. Kiedy upewnię się, że mamy tę skuteczność, nie będzie miało również znaczenia, czy strzelą nam dwa gole. Muszę szukać równowagi, nie chcę popełnić samobójstwa. W niektórych momentach mogę zgrzeszyć byciem trochę bardziej konserwatywnym, jeśli postawię na zawodnika z bardziej defensywnymi cechami. Jednak tak naprawdę zawsze patrzy się na bramkę rywala. W Madrycie mieliśmy siedem klarownych okazji do zdobycia gola. To bagaż ofensywny, z którego należałoby być zadowolonym.

Wybrałeś już ustawienie?

Nie jestem w tym zakresie dogmatykiem. Ustawienie zmienia się w trakcie meczu. Wybranie zawodników też wiele zmienia. Wpływ ma też to, na kogo możemy liczyć. Nie możemy jednak lamentować, że kogoś nie mamy, lub szukać wymówek. Można żałować kontuzji Dembélé, ale nie możemy tego naprawić. Dobre w całym moim życiu było to, że dostosowywałem się do okoliczności. Nie ma innego wyjścia. Całe życie upadałem i podnosiłem się. W wieku 21 lat złamałem kość piszczelową i strzałkową, a w następnym roku miałem problemy z kolanem. Przyzwyczajasz się do pokonywania trudności. Przychodzi taki moment, w którym ludzie mają gorzej niż ty. Życie daje wiele lekcji. Narzekasz na coś, a sąsiad ma gorzej od ciebie.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

w sumie jest fajnie. mamy dobry humor, cieszymy się życiem w szatni niezależnie od wyniku, każde podanie kierujemy do Messiego, bo odpowiedzialność za wynik by nam ciążyła a taktyka nie ma znaczenia bo i tak podamy do Messiego.
« Powrót do wszystkich komentarzy