El Clásico: Trzy gole po raz trzeci

Marcin Poreda

28 lutego 2020, 20:00

28 komentarzy

Fot. Getty Image

10 marca 2007 roku. Na pierwszy rzut oka nic nam niemówiąca data. Nie jest to żadne święto, Dzień Kobiet obchodzimy dwa dni wcześniej, a i na Wielkanoc za wcześnie. A jednak właśnie tego dnia miała miejsce potężna eksplozja, która wstrząsnęła praktycznie całym światem – tym futbolowym. Eksplozja człowieczego talentu. W najważniejszym i najbardziej prestiżowym meczu piłkarskim po raz pierwszy w pełni rozbłysła gwiazda Lionela Messiego – obecnej legendy Barcelony i Argentyny.

Skomplikowana droga

W tamtym okresie Leo nie był anonimowym zawodnikiem już od dłuższego czasu. Do pierwszej drużyny awansował we wrześniu 2005 roku i w ciągu półtora roku wiele razy pokazywał możliwości i skalę swojego talentu. Wyjątkowe w jego wykonaniu były choćby mecze z Chelsea w Lidze Mistrzów oraz występy na mistrzostwach świata w barwach reprezentacji Argentyny. Szybkość, błyskotliwość, ogromna inteligencja w grze oraz unikalna umiejętność dryblingu wyróżniały go na tle innych ówczesnych talentów. Nie brakowało jednak też wątpliwości. Podstawową było zdrowie Messiego. W ciągu kilkunastu miesięcy w pierwszym zespole Barcelony La Pulga stracił aż 167 dni na leczenie. Przełożyło się to na 35 meczów absencji. Wszyscy wiedzieli, że Leo jest ogromnym talentem, ale już wtedy pojawiały się głosy, że zdrowie może być jego najsłabszym punktem.

Messi w meczu z Chelsea w Lidze Mistrzów

Messi wyleczył swoją ostatnią kontuzję 8 lutego 2007 roku i od razu dostał szansę na rozegranie się w spotkaniu z Realem Saragossa. Barcelona przechodziła wtedy przez trudne chwile. Przegrała jesienny Klasyk, a w samej lidze straciła już 26 punktów. Jakby tego było mało, tuż przed rewanżem z Realem Madryt Katalończycy odpadli z rozgrywek Ligi Mistrzów po dwumeczu z Liverpoolem. To był szok dla kibiców, którzy bardzo liczyli na walkę o obronę trofeum. Zespołowi brakowało intensywności i zaangażowania, a liderzy z poprzednich lat nie stawali na wysokości zadania. Problem trafnie wtedy diagnozował nieodżałowany Johan Cruyff w swoim felietonie na łamach La Vanguardii:

Piłka nożna jest jak okrąg. Każde okrążenie to maksymalnie trzy-cztery lata, rzadko zdarza się, aby ten okres trwał dłużej. Po tym czasie motoryka oraz siła fizyczna wielu zawodników spada, coraz ciężej wydobyć z nich to, co najlepsze. Wiem to, bo trenowałem niejeden team.

Obecny zespół Barçy znajduje się właśnie w momencie, o którym mówiłem przed chwilą. Po czterech latach pełnych sukcesów i świetnej gry, prezydent, dyrektor sportowy oraz selekcjoner powinni zdecydować, w jakim kierunku będzie szła ich drużyna, niezależnie od tego, co ten zespół osiągnął w poprzednim sezonie. Nie będę wypowiadał się na temat tego, czy powinny to być małe zmiany, czy rewolucja, oraz których zawodników rotacje te powinny dotknąć, bo tę decyzję pozostawiam włodarzom klubu. Oczywiście są wzloty i upadki, a podczas tak długiego okresu dobrej gry mogą pojawić się słabsze występy, ale nie można przeoczyć momentu, w którym zespół będzie powoli usuwał się w cień.

W takich właśnie okolicznościach do wiosennego Klasyku przystępował Messi.

Legendarne partidazo

Nie tylko w Katalonii nastroje były mieszane. Real Madryt prezentował się jeszcze gorzej. Królewscy prowadzeni przez Fabio Capello do momentu rozegrania 26. kolejki stracili 31 punktów, również odpadli z Ligi Mistrzów i do tego już w styczniu pożegnali się z Pucharem Króla. LaLiga była więc ostatnim ratunkiem dla włoskiego szkoleniowca i jego piłkarzy, żeby nie zakończyć sezonu z pustymi rękoma. Wyjazd na Camp Nou nie był delikatnie mówiąc wymarzonym miejscem na przełamanie.

Pomimo słabej formy obu zespołów, to były wciąż czasy deficytu Klasyków, które odbywały się maksymalnie dwa razy do roku. Kibice jakkolwiek nie narzekaliby na swoich pupilów (a narzekań było wtedy mnóstwo), cały czas traktowali spotkanie odwiecznych rywali jak święto, w którym trzeba bezwzględnie zwyciężyć. Herosem w Katalonii był Ronaldinho. Messiemu nikt nie poświęcał zbyt wiele uwagi. Okładka Mundo Deportivo nie pozostawiała wątpliwości:

Właśnie w takich okolicznościach na murawę wybiegły obie jedenastki. Kapitanami byli odpowiednio Carles Puyol i Raúl – tak wielkie osobistości, dla których trudno znaleźć wystarczającą skalę pochwał i komplementów. Po pierwszym gwizdku Undiano Mallenco lepiej w mecz weszli goście i to oni już w 5. minucie objęli prowadzenie po golu van Nistelrooya. Cules mocno zrzedły miny, bo bramka padła po błędach indywidualnych Thurama i Xaviego. Katalończycy nie pierwszy raz w tamtym sezonie przegrywali przez brak koncentracji i proste uchybienia (brzmi znajomo?).

Na szczęście kilka chwil później rozpoczęła się era Leo Messiego, który między 11. i 91. minutą zaczął pisać swoją legendę. Argentyńczyk najpierw wykorzystał błąd Miguela Torresa, potem celnie dobił strzał Ronaldinho, a w doliczonym czasie gry, kiedy już wydawało się, że osłabiona wykluczeniem niemądrego Oleguera Barcelona przegra na Camp Nou z Realem po raz pierwszy od czterech lat, przeprowadził piękną indywidualną akcję i uderzeniem po dalszym słupku nie dał szans Casillasowi. Na okładce Mundo Deportivo z 11 marca 2007 roku było już miejsce tylko dla jednego piłkarza:

Fot. Getty Images

To spotkanie można śmiało uważać za początek ery Leo Messiego, który od niemal trzynastu lat nieprzerwanie stoi na szczycie futbolowego Olimpu, będąc przez wielu uznawany za najlepszego piłkarza w historii tej dyscypliny.

Zaskakująco podobna teraźniejszość

Obecny sezon jest bardzo podobny do tego, który opisano w poprzednich akapitach. Real i Barcelona zawodzą. Ci pierwsi stracili już 22 punkty w lidze, drudzy jedynie dwa mniej. Tym razem rewanże w Lidze Mistrzów odbędą się po wiosennym Klasyku, ale już teraz oba kluby nie są pewne awansu do ćwierćfinału. Za to wszystko jasne jest już w Pucharze Króla. Tutaj odwieczni rywale zgodnie odpadli z rozgrywek na wcześniejszym etapie. Kibice mają ogromne poczucie niedosytu, są niezadowoleni ze stylu gry drużyn i z wahań formy zawodników. Po sutych latach regularnych sukcesów LaLiga wydaje się popadać w lekki kryzys, który najbardziej odbija się na tych największych. Rywalizują oni bowiem nie tylko ze sobą, ale również z innymi wielkimi europejskimi klubami, które ochoczo punktują słabości i niedociągnięcia.

Messi natomiast zbliża się powoli do końca swojej wspaniałej kariery, jednocześnie nie przestając zadziwiać regularnością. Niegdyś jako 19-latek był nadzieją Barcelony, obecnie to praktycznie na jego barkach spoczywa los zespołu, który w niewielkim stopniu potrafi dorównać jego indywidualnej klasie. W sezonie 2006/07 Argentyńczyk rozegrał 36 spotkań, zdobył 17 goli i 3 asysty. Trzynaście lat później już teraz ma na koncie 29 meczów, 23 gole i aż 16 asyst. W ciągu tej krótkiej podróży na szczyt i długiej dominacji stał się zawodnikiem kompletnym.

Klasyk w powyższych okolicznościach nie zapowiada się w teorii zbyt obiecująco, ale historia pokazuje nam, że nawet w czasach kryzysu możliwe jest doświadczenie wielkiego partidazo. Mecz zostanie rozegrany na Santiago Bernabéu, co bez wątpienia będzie działało na korzyść Królewskich. Mimo wszystko Katalończycy kopać piłkę w Madrycie potrafią, o czym świadczy fakt, że ostatni mecz ligowy przegrali w 2014 roku. O atrakcyjności tego spotkania zadecyduje również podejście trenerów i ich odwaga lub zachowawczość. Trzynaście lat temu Frank Rijkaard i Fabio Capello nie bali się postawić na Leo Messiego, Miguela Torresa i Gonzalo Higuaína, którzy dopiero rozpoczynali poważne kariery. Czy Setien i Zidane pójdą drogą ich słynnych poprzedników?

Następca?

Pisząc o talencie, niespodziance i wyjątkowości konieczne jest odniesienie się do innej wielkiej nadziei Barcelony. Tej obecnej, trzynaście lat po pełnym objawieniu się Leo Messiego. To Ansu Fati. Gwinejczyk z hiszpańskim paszportem przez wielu uważany jest za największy talent ofensywny od czasów początków geniusza z Rosario. Patrząc jednak na okoliczności porównań między nimi w kontekście Klasyku, to trudno postawić znak równości. W 2007 roku La Pulga miał niemal 20 lat, był już znany szerokiej publiczności i brakowało mu tylko wielkich występów potwierdzających jego potencjał. Fati w dniu rozegrania najbliższego meczu w Madrycie będzie aż o 2 lata i 138 dni młodszy od Argentyńczyka. Jego status jest znacznie słabszy. Brak mu ogrania na najwyższym poziomie, nie jest nawet oficjalnie członkiem pierwszego zespołu. Mimo to rozegrał do tej pory już 22 mecze, strzelając 5 goli i notując 1 asystę. To liczby, które dla 17-letniego Leo były poza zasięgiem (9 meczów i 1 gol w sezonie 2004/05).

Mocne stawianie na Fatiego z jednej strony pokazuje jego ogromny potencjał, a z drugiej może okazać się ciosem w plecy. Wszak od kilku tygodni nie jest on w najlepszej dyspozycji - zdobył w tym roku kalendarzowym zaledwie dwa gole w meczu z Levante.

Wydaje się, że jest jeszcze za młody na regularne występy na najwyższym poziomie, i nie ma w tym nic dziwnego. Skoro 17-letni Messi miał z tym problem, to tym bardziej może mieć Ansu.

Mimo wszystko jeden mecz z Realem Madryt, jakkolwiek nie jest obciążony wielką presją, to wciąż może być szansą dla Fatiego na błyśnięcie w podobny sposób, w jaki uczynił to kiedyś Argentyńczyk. Tym bardziej, że hat-trick w Klasyku jest czymś rzadkim. Historia pokazuje nam jedynie siedemnaście takich przypadków od 1928 roku. Tuż przed "trójką" Messiego w styczniu 1994 roku legendarny Romario zdobył trzy gole dla Barcelony w pamiętnej manicie na Camp Nou, a rok później podobnym wyczynem popisał się Ivan Zamorano. Potem nie udało się powtórzyć tego żadnemu innemu piłkarzowi aż do 10 marca 2007 roku, kiedy Messi zadziwił świat. Siedem lat później geniusz z Rosario powtórzył swój wyczyn. W 2020 roku historia zatacza okrąg i być może najbliższy Klasyk ponownie będzie miejscem i czasem eksplozji talentu Leo - po raz trzeci. A może da o sobie znać inny piłkarz? Czy będzie to Fati? A może światu objawi się w pełni talent Viniciusa Juniora? Wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tym, że ten mecz może być wyjątkowy.

Nie przegapmy go.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

"Każde okrążenie to maksymalnie trzy-cztery lata, rzadko zdarza się, aby ten okres trwał dłużej. Po tym czasie motoryka oraz siła fizyczna wielu zawodników spada, coraz ciężej wydobyć z nich to, co najlepsze."

Jak widać ma racje z tego nie da sie już wiecej wykrzesać.

To bedzie jedno z tych El Clasico, gdzie wygra nie ten, ktory jest lepszy, tylko ten mniej zenujacy.
Zreszta caly sezon La Liga tak wyglada. Ten mecz nie zadecyduje, o majstrze bo obydwa teamy, moga przegrac nawet z Blyskawicami Przechowo. Szczegolnie na wyjezdzie.

Fati i jego 3 gole? ...marzenia( chociaż życzę chłopakowi jak najlepiej) ,to sie nie uda. Żeby chociaż jednego strzelił i tak będzie super.

Ten cytat w artykule ( i kilka linijek wcześniej )- nie jestem w stanie odpowiedzieć czy dotyczy czasów opisywanych czy aktualnych. Do obu okresów pasuje idealnie

"Na okładce Mundo Deportivo z 11 marca 2007 roku było już miejsce tylko dla jednego piłkarza"
A ja tam widzę czterech...

EDIT: A sugerowanie, że Vinicius mógłby strzelić hattricka zakrawa na kiepski żart. Ten chłopak w polu karnym jest bezużyteczny, mieliśmy tego przykład w meczu Realu z City.

Thibaut Courtois Czy myślę o Messim przed El Clásico? Nie, już nie. Dla mnie Messi jest jak każdy inny piłkarz. Analizujemy jego akcje tak samo jak zawodników Celty czy Leganés. Pod tym względem nie ma różnicy. Oby Leo sprowadził go na ziemie jak w meczu Chelsi ,gdzie mu załadował dwa kanały

Dlatego uwazam ze na LS powinien wyjsc Fati. Przy obecnej formie Carvajala to Fati moze tam wiatru troche zrobic.

"Mimo wszystko Katalończycy kopać piłkę w Madrycie potrafią, o czym świadczy fakt, że ostatni mecz ligowy przegrali w 2013 roku." W tym zdaniu jest błąd, bo ostatni ligowy mecz na Bernabeu Barca przegrała w 2014r. (3:1). Nie rozumiem jak można pisać artykuły nie sprawdzając wcześniej informacji. Wprowadza to w błąd czytelnika.

El Clasico trochę już straciło smak... Takie czekanie na to w jakiej formie będzie Messi bo od reszty nie można zbyt wiele oczekiwać ;-)

Moim zdaniem Barca niestety w takiej dyspozycji przegra,sam Messi nie da rady. Wolę się mile zaskoczyć niż rozczarować

przecież hattricka zdobył jeszcze raz później messi w wygranym 4-3 klasyku na bernabeu

Bardzo dobry artykuł, ale ostatni klasyk ligowy na Bernabeu przegraliśmy w 2014 roku(1:3)

Hat-trick Messiego w 2013 na Bernabeu?
Hat-trick Suareza w zeszłym sezonie na Camp Nou?

Artykuł bardzo fajny, ale z hat-trickami ostatnio jest coraz częściej :D

Dzięki za uwagę odnośnie hat-tricków. Zrobiłem edycję, żeby nic nie mijało się prawdą. ;)

Bardzo fajny artykuł, ale z hattricków to ja pamietam jeszcze Messiego w wygranym meczu 4:3 na SB za kadencji Martino.

Zauważyliście zmianę nastrojów w Madrycie po meczu z City? Wcześniej mimo tego że dostawali od nas regularny wpier..., to nastroje byly bojowe. Zawsze gazety pisały że grają o zwycięstwo itd. Teraz czuć że się nas boją, boją się kolejnej kompromitacji. Ciekawy mecz będzie, to może zadziałać w dwie strony.

28.10.18
Barcelona vs Real 5:1
Luis Suarez 30, 75 i 83 minuta

Skoro na zbawcę Madryt szykuje sobie Winicjusza, to równie dobrze mógłby go szukać na boiskach krakowskiej okręgówki.