Antoine Griezmann wraca na stadion, na którym niemal wygrał Ligę Mistrzów

Julia Cicha

10 grudnia 2019, 12:00

AS

7 komentarzy

Fot. Getty Images

28 maja 2016 roku był jednym z najsmutniejszych dni w karierze Antoine’a Griezmanna. Francuz był kluczowy w wygraniu przez Atlético ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Barceloną i półfinału z Bayernem, zdobywając dwie bramki przeciwko Katalończykom i jedną przeciwko Niemcom. W finale nie wykorzystał jednak rzutu karnego przy wyniku 1:0 dla Realu Madryt.

Griezmann odnalazł w jednej z akcji Fernando Torresa, który został sfaulowany przez Pepe. Antoine podszedł do jedenastki i zmierzył się z Keylorem Navasem. Jego mocne uderzenie trafiło jednak w poprzeczkę. W późniejszej serii rzutów karnych Francuz już się nie pomylił, zwodząc bramkarza lekkim strzałem. Spojrzał wtedy w niebo i krzyknął ze złością, bo wiedział, że gdyby wcześniej nie przestrzelił, Atlético mogłoby zdobyć tytuł.

Od tamtej pory zawodnik nie wrócił na San Siro, nie dotarł też do kolejnego finału Ligi Mistrzów. Zdobył co prawda Ligę Europy z Atlético, pokonując w finale Olympique Marsylia. Wciąż brakuje mu jednak pucharu za najważniejsze europejskie rozgrywki. – Wciąż czuję się winny z powodu tamtego karnego. Gdybym wyrównał stan meczu, wygralibyśmy spotkanie – pisze Griezmann w swojej autobiografii.

Obecnie sytuacja napastnika w Barcelonie powoli ulega zmianie. – Trzeba mu pogratulować, umie się zaadaptować, a to niełatwe – powiedział ostatnio Luis Suárez. Relacje tridente poprawiły się, zawodnicy strzelają bramki, a prywatnie widziano ich na wspólnej kolacji. Griezmann coraz lepiej czuje grę Barçy, pojawia się odpowiednich strefach, by współpracować z Messim, rozumie się z Ter Stegenem, będąc 50 metrów od niego. W Mediolanie będzie chciał zapomnieć o demonach z przeszłości i rozegrać świetny mecz.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

"Rozumie sie nawet z Ter Stegenem stojac 50metrow od niego" dobre ^^

Prawie a jednak braklo ... Kto o tym bedzie pamietal za 30 lat ze ramos tam spalil ...

to ten finał, gdzie Real strzelił ze spalonego, prawda?

Zabawny tytul artykulu:)

I spartaczyl karniaka.