Christo Stoiczkow dla FCBarca.com: "Nowy Messi? W aptece takich nie sprzedają" [cz. 2]

Julia Cicha

Maciej Szumiński

4 grudnia 2019, 12:03

13 komentarzy

Autorka wywiadu wraz z Christo Stoiczkowem

Niedawno wraz z Maciejem Szumińskim (Szumi) mieliśmy niepowtarzalną okazję porozmawiać z legendą FC Barcelony Christo Stoiczkowem. Zapraszamy do zapoznania się z drugą częścią wywiadu z charyzmatycznym, kontrowersyjnym, ale równocześnie bardzo sympatycznym Bułgarem, który od dziecka marzył o zdobyciu Złotej Piłki. Pierwszą część rozmowy znaleźć można tutaj.

Równocześnie bardzo zachęcamy do obejrzenia nagrania pełnego wywiadu z polskimi napisami (specjalne podziękowania dla Rafała Kowalczyka (@Aveiro), które już pojawiło się na naszym kanale na platformie YouTube. Nie zapomnijcie polubić i zasubskrybować!

Przejdźmy do nieco trudniejszego tematu. W swojej książce pisze Pan, że w 1994 roku, w finale Ligi Mistrzów Barcelona zlekceważyła nieco Milan. Czy uważa Pan, że to samo przytrafiło się drużynie z Romą i Liverpoolem?

Nie można porównać dwóch epok. My dotarliśmy do finału i go przegraliśmy. Żeby zagrać w finale, trzeba wcześniej wygrywać mecze. Obecnie Barça nie zagrała w finale, odpadła wcześniej, to wielka różnica. My przegraliśmy, bo zagraliśmy bardzo źle, to nie był dzień, w którym by nam wychodziło. Nie mieliśmy dość czasu na regenerację po sobotnim meczu w lidze. Milan miał kilku nieobecnych zawodników, ale i tak był świetnym zespołem i nasza porażka 0:4 to mały wymiar kary. Cóż, to jedno ze wspomnień. Czasem wygrywasz, a czasem przegrywasz i wyciągasz wnioski na przyszłość.

Myśli Pan, że największym problemem obecnej Barcelony jest mentalność?

Konformizm. Kiedy ktoś zadowala się tym, że jest najlepszy, zaczyna być coraz gorszy. Trzeba to zmienić. Walczyć każdego dnia i udowadniać swoją wartość. Obojętnie na jaką pozycję nie spojrzysz, jeśli nie ma się rywala, pojawia się wygodnictwo. Jeśli nie masz rywala, jesteś najlepszy, ale kiedy ktoś zaczyna z tobą rywalizować, to już co innego. Barça musi mieć 22 piłkarzy rywalizujących bezpośrednio ze sobą. Nie tylko jedenastu, a pozostałych dziesięciu do treningów i sparingów.

Według mnie obecnie w składzie jest właściwie tylko dwóch graczy, którzy zawsze dają z siebie wszystko i walczą w każdej sekundzie spotkania. To Luis Suárez i Arturo Vidal.

Niektórzy piłkarze robią różnicę. Arturo Vidal jest w dzisiejszej piłce wojownikiem, Luis Suárez jest taki sam. Messi również. Chce wygrywać każdy mecz, bo pragnie zdobyć Złotą Piłkę i być najlepszy na świecie. Dwóch czy trzech graczy nie wystarczy. Potrzeba całego zespołu. Gdzie pojawiają się błędy? Inne drużyny też chcą rywalizować. Dembélé musi grać lepiej, Griezmann musi grać lepiej, Busquets i Piqué muszą się obudzić…

I zostawić tenis…

Tenis, padel, polityka – to wszystko łatwe. Ja chcę zobaczyć go na boisku. To co innego.

Jest Pan zwolennikiem kupowania piłkarzy czy stawiania na wychowanków? Czy w La Masii jest już jakiś przyszły Messi, Xavi, Iniesta?

Nie ma. Nie da się ich kupić, a aptece takich nie sprzedają. Nad tym należy pracować. Kto to robi? W ciągu ostatnich ośmiu lat nikt nie przeszedł ze szkółki do pierwszego zespołu. Komu się udało?

Jest Carles Aleñá, który nie gra. Jako ostatnio awansował Sergi Roberto.

Takich jak Aleñá są tysiące. Sergi Roberto jest jedyny.

Mówi się teraz również o Ansu Fatim i Riquim Puigu.

I? Kto jeszcze?

Nikt więcej.

I dużo to daje? Dwóch piłkarzy? Właśnie dlatego klub jest zmuszony kupować zawodników, bo u siebie nie pracują. Szkółka jest dużym problemem Barçy.

Z drugiej strony bronił Pan jednak Coutinho.

Zawsze będę go bronił. On musi oczywiście dać z siebie o wiele więcej, ale bronię go, bo widzę, że ma duże umiejętności. Jeśli się nie obudzi i nie będzie chciał grać jak najlepiej, co możemy zrobić? Przychodzi moment, w którym trzeba go sprzedać albo wypożyczyć tak jak teraz do Bayernu. Ile meczów tam rozegrał?

Sporo, ale już pojawiły się głosy, że nie jest wart zapłacenia za niego 120 milionów, a tyle wynosi ponoć klauzula. Najbardziej prawdopodobnie jest, że wróci na Camp Nou.

Dokładnie. I co zrobimy? Znów Dembélé i Coutinho.

Griezmann, Messi, Suárez…

A kiedy będzie grał Fati? Nigdy.

We wczesnej fazie Pucharu Króla. [śmiech]

W Pucharze Króla nie, w Pucharze Katalonii. [śmiech]

Po odejściu z Barcelony podpisał Pan umowę z klubem z Arabii Saudyjskiej, w którym rozegrał Pan dwa mecze. Można powiedzieć, że był Pan prekursorem, jako jeden z pierwszych zobaczył, że tam jest potencjał i duże pieniądze.

W przeciwieństwie do wielu zawodników ja grałem z miłości, bo lubię piłkę nożną. Nie poszedłem tam dla pieniędzy. Potrzebowałem rozegrać kilka meczów, by przygotować się do Mundialu 1998. Rozegrałem dwa spotkania w Arabii, potem wróciłem do CSKA na kolejne cztery starcia w celu przygotowania się do mistrzostw. Miałem to szczęście, że z zespołem Al-Nassr zdobyliśmy Puchar Zdobywców Pucharu Azji. To przeszło do historii. Al-Nassr – mistrz Azji.

Ale samochodu Pan nie wygrał… [nagrodą dla strzelca pierwszej bramki dla saudyjskiego zespołu był Mercedes – przyp. red.]

Niestety nie [śmiech]. Bramkarz obronił mój rzut karny. Jestem jednak zadowolony, awansowaliśmy do finału i wygraliśmy. Mieliśmy zespół, który bardzo ostro rywalizował i wiedział, że chce wygrać.

A co sądzi Pan o tym, że teraz przeniesiono Superpuchar Hiszpanii do Arabii Saudyjskiej? Pojawiają się głosy, że to niesprawiedliwe względem hiszpańskich kibiców.

Nie wiem. Mnie jest obojętne, gdzie zagrają. Chcę tylko, żeby Barça wygrała.

Ostatnie pytanie – mojemu koledze przypomina Pan Zlatana Ibrahimovicia…

Nie, ja jestem sobą. Zlatan jest ode mnie gorszy.

Pan i Zlatan w prime time w amerykańskiej telewizji. Zrobiłby Pan to?

Już zrobiłem. Rozmawiamy ze Zlatanem niemal tym samym językiem, bo on urodził się w Bośni. Nie muszę więc rozmawiać z nim ani po angielsku, ani po hiszpańsku, ani po włosku. Mamy swój język. Nakręciliśmy dwa dokumenty o Zlatanie. Poleciałem do Szwecji, do miejsca, w którym mieszkał. Do dzielnicy, z której wyszedł, by stać się Zlatanem Ibahimoviciem.

A po polsku rozumie Pan jakieś słowo?

Dobrze. [odpowiedź po polsku – przyp. red.]

[śmiech] Bardzo dziękuję za wywiad.

Merci.

Autobiografia Christo Stoiczkowa dostępna już teraz w oficjalnym sklepie wydawnictwa SQN

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Moim zdaniem @juliacicha nie stracila na wartosci po tym wywiadzie (;)) Troche sie denerwowala, ale to zrozumiale, "Szeryf" to legenda i bardzo rezolutny facet - trzeba byc przygotowanym (i byla przygotowana).
Fajnie sie go slucha, chociaz mozna uslyszec lekki zal w jego glosie, gdy mowi o niektorych sprawach np. gdy zostal zapytany o to, kogo by kupil.
W kazdym razie swietnie, ze wywiad zostal przeprowadzony po hiszpansku.
Fajnie sie to ogladalo, mimo iz pani Julia sie skrzetnie ukrywala.

no to teraz czekamy na wywiad z Messim, może da wam potrzymać 6 złotych piłek :D

Tez chcialbym sobie potrzymac Zlota Pilke

Jak sie uczyć to od najlepszych, więc takie pytanie do Julii:). Jakieś rady dla osób, które chciałyby zacząć na początek indywidualną naukę hiszpańskiego? Czego unikać, na co zwracać uwagę, skąd najlepiej czerpać wiedzę i materiały? Z góry wielkie dzięki!

Co do szkolki dobrze mówi. Ogólnie warto zanc historie i to co zrobił Cruyff z paczką zawodników między innymi Stoiczkowem. Przywrócił wtedy Barce na szczyt w Hiszpanii i wygrali pierwszy puchar Europy po latach długiej posuchy dla klubu. Guardiola który nawiązywał do tego co zrobił Cruffy również dał nam wiele radości.
Nie powinniśmy odchodzić od tego i tych wartości bo tracimy tożsamość i coś co jednoczy klub. Wbrew pozorom to wpływa nawet na to ych którzy przychodzą. Jeśli w klubie nie ma odpowiedniej atmosfery to stajemy się następnym MU czy Chelsea gdzie zawodnicy nie czują że biorą udział w czymś wielkim i są częścią czegoś więcej niż kolejnego bogatego klubu gdzie mogą dobrze zarobić i coś wygrac.
Z jednej strony musi być presją z drugiej wartości żeby stworzyć atmosferę. Budować możemy to tylko na tak świetnych fundamentach jak Cruyff jego styl i Guardiola bo nie dość że oni dali piękna grę piękna atmosferę to jeszcze wielkie sukcesy.
To że Barca ma pieniądze to za mało i pokazuje to przykład właśnie takiego Mu Chelsea czy kilku innych klubów. Jeśli zamysł zarządu jest tylko taki żeby stać się jedna z potęg to nie rozumiem tego. Pieniądze pompowane w kupno gwiazd to potwierdzają. Naprawdę kupiliśmy w krótkim odstępie 3 zawodników za ponad 100mln których kupno nie było konieczne.
Barca to powinna być Barca i każdy powinien wiedzieć czemu jesteśmy wyjątkowym klubem

Juz nikt nigdy nie wygra 6 ZP I nie strzeli tylu goli dla Barcelony