Christo Stoiczkow dla FCBarca.com: "Złota Piłka straciła na wartości" [cz. 1]

Julia Cicha

Maciej Szumiński

30 listopada 2019, 11:05

31 komentarzy

Autorka wywiadu wraz z Christo Stoiczkowem

W minioną środę wraz z Maciejem Szumińskim (Szumi) mieliśmy niepowtarzalną okazję porozmawiać z legendą FC Barcelony Christo Stoiczkowem. Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą częścią wywiadu z charyzmatycznym, kontrowersyjnym, ale równocześnie bardzo sympatycznym Bułgarem, który od dziecka marzył o zdobyciu Złotej Piłki.

Bardzo dziękuję, że Pan tutaj z nami jest. Zaczniemy od być może najbardziej oczywistego pytania o Złotą Piłkę. W Pana czasach nie zdobywało się tej nagrody wiele razy z rzędu, co roku wygrywał ktoś inny.

Było trudniej.

Tak. Co sądzi Pan o dominacji Leo Messiego i Cristiano Ronaldo w tym plebiscycie?

Złota Piłka straciła na wartości. W momencie głosowania nie wyjaśnia się jak to robić, czym się kierować. Często głosuje się z powodu sympatii do danego zawodnika. Nie ocenia się pracy na boisku i poza nim. W naszych czasach rywalizacja o Złotą Piłkę była większa. Teraz mowa o dwóch piłkarzach, jeszcze może jakiś trzeci i czwarty.

Wygrywa najbardziej medialny…?

Najbardziej medialny, czasem też ten, kto na to zasługuje. Messi jest oczywiści lepszy i uważam, że zdobędzie szóstą Złotą Piłkę.

Będzie Pan 2 grudnia w Paryżu?

Będę, bo w grudniu mija 25 lat od zdobycia przeze mnie Złotej Piłki. Będziemy na wielkiej imprezie.

Mówi Pan, że Leo Messi jest najlepszy, ale równocześnie w książce możemy przeczytać, że nie lubi Pan porównywać zawodników i drużyn z różnych epok. Czy w związku z tym nie powie Pan, że Dream Team był lepszy lub gorszy od Barçy Pepa Guardioli?

Nie można tego porównać. Barcelona jest nieporównywalna. Messi jest graczem, który robi różnicę, zapisał się w historii klubu tak jak wielu innych zawodników. W ostatnich latach Leo zdobywa trofea i ważne nagrody. Brakuje mu jeszcze mistrzostwa świata z Argentyną, Copa América oraz Złotego Buta dla najlepszego strzelca mundialu. Ma jeszcze trochę czasu. Na ostatnim mundialu nie miał szczęścia. Do ostatnich mistrzostw Messiego, na których się pożegna, zostało jeszcze parę lat.

Jeśli mówimy o mundialu, mój kolega urodził się w 1985 roku i jego pierwszym piłkarskim wspomnieniem jest rok 1994. Mistrzostwa świata z Bułgarią oraz Pana Złota Piłka. Czy ma Pan jakieś szczególne anegdoty z tego okresu, historie warte opowiedzenia?

Jedynie radość z gry, dobrą grę oraz zdobywanie tytułów z Barceloną i reprezentacją. Dostałem Złotą Piłkę, bo ludzie uznali, że w tamtym roku byłem najlepszy. Cieszyłem się grą z kolegami z Barçy i reprezentacji. Dlatego ta nagroda jest ważna dla mnie, dla nich, a także dla mojej rodziny. Stoi za tym wiele lat poświęceń.

Powiedziano mi, że lubi Pan zabierać ze sobą wszędzie Złotą Piłkę. Czy to prawda?

Nie, teraz mam ją ze sobą, bo jeżdżę, promując książkę. Normalnie jest zamknięta.

Czyli nie śpi Pan z nią? [śmiech]

[śmiech] Nie, już nie, to już przeszłość, minęło 25 lat. W pierwszym roku sypiałem ze Złotą Piłką. Teraz jest już za stara.

Jakie rady miałby Pan dla młodych piłkarzy, którzy marzą o zdobyciu Złotej Piłki?

W tej książce, która jest już dostępna w języku polskim, jest wiele rad dla młodych zawodników. Jest wiele ważnych rzeczy, które są potrzebne, by spróbować dokonać tego co ja lub inni gracze. Należy pamiętać też o tym, co poświęciłem, żeby zdobyć Złotą Piłkę, Złoty But i Puchar Europy. Dla napastnika nie jest ważne strzelanie bramek w każdym meczu. Dla obrońcy nie zawsze jest ważne zatrzymanie piłki, on też musi grać dla drużyny. Bramkarz broni rzut karny lub wolny także po to, żeby grać dla zespołu. Trzeba nauczyć się, jakie poświęcenia są konieczne, żeby wygrać mecz. Dużo pracy, później znowu dużo pracy, a na końcu bardzo bardzo bardzo dużo pracy. [śmiech]

Nie uważa Pan, że w dzisiejszych czasach piłkarzom brakuje nieco iskry, charakteru?

Nie tyle brakuje, co po prostu go nie mają. Ja mam go aż nadto.

Dwukrotnie powiedziano Panu, że nie nadaje się Pan do gry w piłkę, a Pan zdobył później Złotą Piłkę. Gdyby teraz powiedzieć to jakiemuś chłopakowi, załamałby się i nie walczył.

Charakter jest bardzo ważny. Ja jestem taki sami, jaki byłem w dzieciństwie. Zawsze się buntowałem, walczyłem, chciałem pokazać, że byłem najlepszy. Teraz powie się dziecku, że nie może grać w piłkę, a ono zwiesi głowę i wróci do gier na telefonie. Obecnie jest wiele dodatkowych rzeczy, których w przeszłości nie było. Nie mieliśmy komórek, Facebooka, Instagrama… Po co to wszystko? Ja tego nie mam. Nie chcę. Moje dzieci i kilka osób w biurze zajmują się mediami społecznościowymi i którym mówię, żeby wrzucili jakieś zdjęcie lub post. Ja nie chcę nic na ten temat wiedzieć. To strata czasu. Nie chcę tracić czasu.

W twojej książce pisze Pan: „W zasadzie to jest tak, że kiedy człowiek, który nas kocha, odchodzi z tego świata, nie zabiera tej miłości ze sobą. Zostawia ją z nami. Z tego powodu ślady Johana możecie odnaleźć w każdym jednym meczu Barcelony – zarówno teraz, jak i w przyszłości. Nie mam co do wątpliwości, gdyż Cruyff jest wieczny. W taki czy inny sposób”.

Johan zawsze ze mną będzie. Bardzo wiele mu zawdzięczam, pracował ze mną, zajął się mną i moją rodziną. Zawsze pytał się co słychać u mnie w domu, czy nie ma żadnego problemu… Nigdy nie zapomnę jednego zdania w momencie mojego transferu do Barcelony. Johan zamknął się ze mną w pokoju i zaczął mi wyjaśniać, co muszę robić, jak muszę zmienić mój styl gry, w jaki sposób strzelać więcej bramek. Kiedy skończył, powiedział: „Słuchaj, masz duże umiejętności, ale będę z tobą pracował bardzo ciężko, będę cię codziennie krytykował, bo chcę, żebyś zdobył Złotą Piłkę”. 1994 rok zawsze będzie dla mnie szczęśliwy, ponieważ trener pokazał, jak bardzo może kochać piłkarza. On tak jak ja był obcokrajowcem. Uważam, że nawet teraz, tam w górze, myśli o mnie. Tak wiele zawdzięczam jemu i jego rodzinie. Zawsze kiedy patrzę na tę Złotą Piłkę, chciałbym wygrawerować na niej jego imię, bo na to zasługuje z powodu wszystkiego, co dla mnie zrobił.

Johan jest wciąż obecny w Barcelonie…

Nie wiem, nie ma mnie w klubie.

Mam na myśli jego filozofię. Niemniej jednak coraz bardziej krytykuje się styl gry zespołu, który coraz bardziej odbiega od wizji Cruyffa.

Dokładnie. Coraz bardziej zapomina się o tej filozofii. Trzeba pomyśleć o przyszłości. Zmienić różne rzeczy w szkółce, pozyskiwać piłkarzy o innej mentalności niż teraz. Zastanowić się, dlaczego w ogóle się ich kupuje.

Przykładowo – po co kupować Dembélé, który buntuje się przeciwko jednemu klubowi, przeciwko drugiemu, spóźnia się na treningi…

Nie wiem. Gdybym był w klubie, zapewne by do tego nie doszło. Jednak mnie tam nie ma, więc to nie mój problem. Ja żyję sobie spokojnie w Miami, codziennie gram w golfa, wykonuję swoją pracę, kręcę filmy dokumentalne, dużo podróżuję… Jeśli piłkarz spóźnia się na trening, płaci karę. Jeśli nie gra dobrze, nie gra w ogóle. To takie proste. Jeśli nie wywiązujesz się z tego, co oznacza noszenie herbu Barcelony na piersi, to rozwiązanie jest łatwe – na ławkę.

Gdyby mógł Pan wybrać jednego piłkarza i sprowadzić go do Barcelony, kto by to był?

Dziś nie mogę ci powiedzieć, bo nie pracuję dla klubu, nie udzielam mu wskazówek. Jeśli coś powiem, to zrobią na odwrót. [śmiech]

A nie chciałby Pan pracować w klubie? W jednym z ostatnich wywiadów, w programie „Quan s’apaguen els llums” dało się wyczuć, że gdyby była taka możliwość, wróciłby  Pan do klubu.

Możesz wrócić, jeśli cię chcą. Jeśli cię nie chcą, to nigdy nie wrócisz. Jestem szczęśliwy w Miami, nie myślę za wiele, a w Barcelonie trzeba myśleć o wielu sprawach. Dlatego jestem zadowolony.

Czyli jeśli zadzwonią do Pana, powiedzmy, za rok…

Nigdy nie wiadomo.

Kolejna część wywiadu już wkrótce na FCBarca.com

Autobiografia Christo Stoiczkowa dostępna już teraz w oficjalnym sklepie wydawnictwa SQN

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

@juliacicha to piękna kobieta z mega charakterem , co tu dużo "pisać"

« Powrót do wszystkich komentarzy