Kuzyn Érica Abidala: To ja oddałem Éricowi wątrobę, nie wziąłem za to żadnych pieniędzy

Ela Rudnicka

18 listopada 2019, 14:00

Mundo Deportivo, El Confidencial, Marca

12 komentarzy

Fot. Getty Images

Gérard Armand udzielił wywiadu dziennikowi El Confidencial. Kuzyn Érica Abidala opowiedział o okolicznościach przeszczepu wątroby i zapewnił, że nie przyjął żadnych korzyści finansowych w związku z tą sprawą. Przypomnijmy, że Éric Abidal i Sandro Rosell zostali wezwani na przesłuchanie do sądu w tej sprawie na 22 listopada.

- Éric i ja jesteśmy kuzynami. Jego ojciec jest bratem mojej matki. Kiedy byliśmy dziećmi, spędzałem wakacje w jego domu. Przez wiele lat spędzałem ten czas z jego rodziną.

- W lutym 2012 r. zadzwoniła do mnie żona Érica. On o tym nie wiedział. Zrobiła to, ponieważ sprawa była bardzo pilna, a on (Éric) nie chciał początkowo, żeby dawcą była osoba żywa.

- Zgodziłem się, ponieważ wydało mi się to normalne. Éric jest moją rodziną, potrzebował wątroby, żeby dalej żyć. Jestem dobrym człowiekiem, dlatego też zgodziłem się bez wahania. Poza tym nie byłem wtedy w dobrym momencie mojego życia, byłem samotny, nie miałem jeszcze żony, pytałem sam siebie: „po co tutaj jestem?”. Kiedy zadzwoniła do mnie żona Érica, pomyślałem, że to znak od Boga, który dawał mi w ten sposób szansę zrobienia czegoś dobrego. Zrobiono mi badania i okazało się, że mogę zostać dawcą.

- Spotkałem się z chirurgami. Wyjaśnili mi, że przeszczep jest bardziej niebezpieczny dla dawcy niż dla biorcy. Bardziej niebezpieczny dla mnie niż dla niego. Wytłumaczyli mi, jakie jest ryzyko, i zapytali, czy w dalszym ciągu chciałem to zrobić. Ja podjąłem decyzję już wtedy, kiedy zadzwoniła do mnie jego żona. Nawet przez chwilę się nie bałem.

- Kiedy usłyszałem o rozmowach Rosella z Juanjo Castillo, który również będzie zeznawał, nie rozumiałem nic z całej sytuacji. Dlatego też pójdę do sądu, chcę wiedzieć, czy ktoś skorzystał na tym finansowo. Nie byłem w stanie niczego powiedzieć. To ja oddałem mu wątrobę. Nic z tego nie rozumiałem. Odwiedzili mnie krewni. Byłem przez półtora miesiąca w szpitalu. Kiedy przeczytałem, że wątroba, którą dostał Éric, nie była moja, skamieniałem. Na początku się śmiałem. Nie miałem pojęcia, o czym mówili ci wszyscy ludzie.

- Na początku myślałem, że to coś okropnego, ponieważ to ja byłem dawcą. Później, po kilku miesiącach, zacząłem zadawać sobie pytania. Wyobraziłem sobie wszystkie możliwe scenariusze. Nie rozumiałem nic, dalej tak zresztą jest. Dlatego pójdę na przesłuchanie, chcę dowiedzieć się, czy ktoś odniósł korzyści finansowe w związku z przeszczepem... Chcę oczyścić moje imię. To dla mnie bardzo ważne.

- Teraz myślę, że coś mogło się wydarzyć. Chciałbym się dowiedzieć, co to dokładnie było. Najlepiej, żeby okazało się, że tak nie było. W innym wypadku, mam nadzieję, że Éric nic nie wie na ten temat, że nie miał z tym nic wspólnego. Jeśli by tak było, to byłoby okropne. 

- Nie otrzymałem nic w związku z przeszczepem. Mój adwokat przyjechał do mnie do Barcelony, powiedziałem mu to samo, co w sądzie, że mam mój stary samochód, pracuję w tej samej firmie, teraz jestem nawet na liście dłużników… Gdybym otrzymał korzyści finansowe w zw. z przeszczepem, zmieniłbym pracę, ponieważ jestem robotnikiem.

- Pierwszą rzeczą, którą powiedziała mi jego żona, kiedy do mnie zadzwoniła, było to, że nie mogą mi zapłacić, ponieważ zostałoby to uznane za handel organami. Poza tym nie chciałbym tego, ponieważ Éric to moja rodzina, jest moim kuzynem, zrobiłem to dla niego. Nie wziąłem za to pieniędzy. Zaznaczcie to wyraźnie w waszym dzienniku – nie otrzymałem żadnych korzyści finansowych w zw. z tą sprawą.

- W dniach przed operacją nasze relacje były dobre. Nie widzieliśmy się od długiego czasu, to było więc nasze ponowne spotkanie, to było cudowne. Teraz nie rozmawiałem z nim przez ostatnie osiem albo dziewięć miesięcy. Chcę, żeby to wszystko się już skończyło.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Będzie jak z negocjacjami Griezmanna. Okaże się że dawca nie był spokrewniony a klub kłamał. Postawiliby sprawę jasno- tak pomogliśmy Abidalowi znaleźć dawce, klub zapewnił mu wsparcie finansowe w zamian za to bo tak należało zrobić. Mes que un club i smród by się nie ciągnął.

Mam nadzieję, że nie doszło do handlu organami...

W tej całej historii odbiegajac od głównego wątku, smutne jest to, że kuzyn Abidala ryzykowal dla niego życie, ma jakieś pewnie śmieszne długi (smieszne,biorac pod uwagę wysokość pensji Abidala) , a ten mu nie pomoże ich spłacić, żeby chłop miał przynajmniej taki spokój na głowie.

Nie znam sie na medycynie... W jaki sposob kuzyn Abidala teraz funcjonuje?

Zobaczymy jak zrobią testy DNA :)

Chłop ryzykował życie aby kogoś uratować, a teraz jeszcze po sądach musi latać..