W barcelońskich okoliczno-ściah: Ryba psuje się od głowy

Marcin Poreda

16 listopada 2019, 09:17

138 komentarzy

Fot. GettyImages

Pisanie o Bartomeu i Valverde powoli przestaje mieć sens. Większość culés nie ma już problemu z dostrzeżeniem jakości ich pracy i wpływu na to, czym Barcelona jest obecnie. Nieprzemyślane transfery, kiepski styl i kompromitujące mecze w równym stopniu obciążają decydentów. Poza pojedynczymi oseskami bez krzty sensownych argumentów próżno szukać obrońców obecnej władzy i myśli szkoleniowej. Ostatnimi jednak czasy zacząłem dostrzegać, że środek ciężkości krytyki jest zbytnio przeniesiony na trenera i prezydenta. Nie oznacza to oczywiście, że są oni krytykowani za dużo. To piłkarze – wykonawcy zamierzeń osób zarządzających znajdują się pod swoistym kloszem. I nijak nie mają ochoty spod tego klosza wyściubić choćby nosa.

Brudne okno

Dojście do wniosków zawartych w tym artykule nie było takie proste. Bynajmniej nie ze względu na problematykę zagadnienia, lecz podświadome odsuwanie problemu. Coś w stylu obserwacji świata przez coraz to brudniejsze okno. Do mieszkania dociera mniej światła, obraz powoli zaczyna nabierać szarości, ale człowiek wciąż nie dopuszcza do siebie myśli, że powinien wstać i to okno umyć. Kiedy jednak na szybę nasra ptak, obsika ją kot, pies i wydra, a finalnie opluje ją pijany menel o 3 nad ranem, gospodarzowi kończy się cierpliwość. Wstaje wtedy, dostrzega problem i bierze się za mycie. Tym gospodarzem jestem ja. Przez ostatnie sezony widziałem złe zmiany, ale wszystko składałem na karb „księgowego” zarządu i wybieranych przez nich trenerów oraz piłkarskich następców. Kiedy długo byłem raczony transferami w stylu Gomesa, Denisa czy Boatenga, dostrzeżenie spadku jakości gry legend okazało się zadaniem bardzo trudnym. W ostatnich kilkunastu dniach w klubie dało się wychwycić kilka wypowiedzi liderów, które w zestawieniu z ich postawą jeżą włos na głowie. Zatem po kolei.

Mecz był wyrównany, takie jest moje zdanie. Wynik jest za wysoki.

To Sergio Busquets po meczu z Levante, w którym piętnasta drużyna z zeszłego sezonu sprawiła Barcelonie prawdziwe lanie, wykorzystując zachowawczość, brak waleczności, ambicji i zaangażowania.

W drugiej połowie mieliśmy kontrolę nad meczem, ale piłka nie chciała „wejść”. Mam pozytywne odczucia.

To z kolei złotousty Gerard Piqué po meczu ze Slavią, w którym to rywal z Czech wyglądał lepiej od gospodarza. Zwłaszcza w kwestii stylu gry i konstruowania akcji.

To wypowiedzi liderów szatni. Piłkarzy mających największy wpływ na to, co dzieje się w klubie. Jeśli liderzy po takich meczach są zupełnie oderwani od rzeczywistości, jednocześnie grając kiepsko, to trudno mieć pozytywne odczucia.

Rola szatni

W topowych klubach piłkarskich rządzą piłkarze. Myśleniem życzeniowym jest twierdzenie, że dobry manager jest w stanie przejąć w pełni stery w klubie i ustawić podopiecznych po swojemu. Jego główną rolą jest dotarcie do liderów, zmotywowanie do najwyższego poziomu i umiejętne zarządzenie ich charakterami. Ostatnio mówił nawet o tym Víctor Valdés, który o wielkich zespołach może napisać książkę.

W szatni pierwszego zespołu władzę mają piłkarze.

Jest tak w Madrycie, Barcelonie, Monachium i w każdym innym klubie, w którym na boisku rządzą znacznie lepsi piłkarze niż Coutinho. Jedynym wyjątkiem w tej materii był Manchester Sir Alexa Fergusona, ale to nie może dziwić. Kiedy więc szatni coś się nie podoba, to działa w mniej lub bardziej profesjonalny sposób. Dobrym dowodem na to jest poniższy cytat z Piqué.

Co zrobiliśmy, aby Neymar mógł trafić do Barcelony zeszłego lata? W pewnym momencie zaproponowaliśmy prezydentowi Bartomeu pewien układ. Wiedzieliśmy, że chodzi o kwestie finansowego fair play. Nasze relacje z Bartomeu zawsze były bardzo dobre. Powiedzieliśmy, że możemy zmienić warunki kontraktu.

Co jednak, jeśli liderzy nie tyle mają obiekcje odnośnie taktyki, składu i gry, a brakuje im po prostu motywacji do uprawiania zawodu piłkarza na tak wysokim poziomie? Wtedy mamy obecną Barcelonę.

Naczelny błazen

Sztandarowym przykładem jest Gerard Piqué. Człowiek z rodziny milionerów, który wybrał zawód robiący z człowieka milionera, a na koniec związał się z milionerką. Wielokrotnie wspominał, że piłka nożna to jego hobby, i nikt nie miał do niego o to pretensji. Ostatnio jednak coś mu się poprzestawiało w łepetynie i w krótkim odstępie czasu uraczył kibiców poniższymi mądrościami. Zwięźle wytłumaczę sens wypowiedzi.

W Barcelonie rozumieją, że zajmuję się też innymi rzeczami. Nie ma problemu. Wykorzystuję mój czas wolny do zajmowania się tym, co lubię. Śpię po 4-5 godzin dziennie. Brakuje mi czasu na wszystko.

„Robię na co mam ochotę, gram, kiedy chcę, i wszyscy mogą mi skoczyć.”

Ja bawię się dobrze, muszę cały czas szukać bodźców. Czasami szukam motywacji i po zwycięstwie na stadionie rywala gwizdy są jeszcze silniejsze. Wiem, kiedy zrobić szum. Robię to, ponieważ mam na to ochotę. Uważam, że to część widowiska. Szczególnie kiedy, jak się wydaje, prawie wszystko jest kłamstwem. W końcu po dwóch dniach nikt już nie pamięta tego, co powiedziałeś. Wychodzisz i możesz nawet nakłamać, bo to nie ma znaczenia.

„Nie chce mi się już za bardzo grać. Sram pieniędzmi i średnio chce mi się biegać z jakimś Levante albo Slavią. Jak znajdę motywację, to czasami ruszę tyłek.”

Zawsze chcemy wygrywać i dawać z siebie wszystko. Czasami nie idzie nam dobrze. Rozmawialiśmy o tym dużo w szatni. To nie pierwszy raz w ciągu ostatnich lat, kiedy nie gramy dobrze. Trzeba zachować spokój.

„Powoli, nie zmieniajmy niczego. Jest fajnie. Nie muszę się starać, wysilać, a i tak mam pierwszy skład i mogę sobie uprawiać prowizorkę na murawie w ramach mojego hobby.”

Piqué jest symbolem obecnej Barcelony i zmian, które muszą być w niej przeprowadzone. Nie chcę stygmatyzować innych, ale w klubie wyraźnie można odczuć podział na „kumpli” i resztę. Dopóki kumple mieli głód zwycięstw, wykazywali się profesjonalizmem i zaangażowaniem, klub był wzorem. Teraz normalne wypowiedzi należą do rzadkości i słychać je tylko z ust zawodników, którzy są zależni od liderów. De Jong i Ter Stegen będący uosobieniem profesjonalizmu są głównymi reprezentantami tej pozytywnej ekipy. Niestety na tak niewielkiej grupie trudno oprzeć grę w dyscyplinie zespołowej. Kiedy koledzy patrzą na liderów i widzą bumelanctwo, grę za zasługi, bez względu na dyspozycję, nie ma szans że będą w stanie przebić się ze swoim głosem przez ten marazm.

Rewolucja rozwiązaniem

Trudno spodziewać się, że syte lwy nagle znajdą ambicję i motywację do lepszej gry, biegania. Po prostu nierobienia sobie żartów z kibiców, dzięki którym żyją jak pączki w maśle. Im szybciej klub zrozumie, że rola Piqué, Busquetsa, Suáreza, Alby, a nawet Messiego zostanie ograniczona i sprowadzona do roli pomocników, tym szybciej na Camp Nou wróci piękny styl, zaangażowanie i walka od pierwszej do ostatniej minuty. Obawiam się jednak, że stara gwardia nie będzie chciała oddać pola i jednym rozwiązaniem mogą okazać się te drastyczne. Czy ktoś jednak ma wystarczająco duże cojones, żeby użyć takich środków? Obecni decydenci na pewno nie. Trzeba więc czekać na nowy zarząd i trzymać kciuki, że Barcelona wróci na kurs obrany za kadencji Laporty.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Przed tym sezonem byłem za tym aby opaskę kapitańską przejął właśnie Pique. Charyzma, wychowanek, Katalończyk, odpowiedni poziom sportowy i to, że chłop się nie patyczkuje jeśli chodzi o wypowiedzi. W tym sezonie cały ten obraz legł w gruzach. Niestety ale Pique dużo stracił w moich oczach przez te swoje interesy. Przykro mi z tego powodu, ale trzeba powiedzieć wprost , że Pique powinen być przede wszystkim sportowcem. Jeśli przez biznesy nie może zachowywać się profesjonalnie w swoim fachu, to powinien pomyśleć o zakończeniu kariery.

@Puyolex inni piękni też mają interesy, to nie róbmy z Piketa kozła ofiarnego, on tylko miał odwagę o tym powiedzieć
« Powrót do wszystkich komentarzy