Skuteczna Barcelona zwycięża na Camp Nou z Villarrealem

Ściah

24 września 2019, 19:54

493 komentarze

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

2:1

Herb FC Barcelona

Villarreal CF

VIL

  • Antoine Griezmann 6'
  • Arthur Melo 15'
  • 44' Santiago Cazorla 

Barcelona po raz kolejny nie zawiodła w meczu domowym. Niczym dr Jekyll i Mr Hyde przeistoczyła się dzisiejszego wieczoru z bezbarwnej zbieraniny grenadyjskiej w skuteczną maszynkę do osiągania celu. Leo Messi niewątpliwie podbudowany zwycięstwem w plebiscycie FIFA pokazał się z niezłej strony, dokładając swoją cegiełkę do zwycięstwa nad Villarrealem. Martwić może jednak jego zejście z boiska w przerwie.

Po ostatnim fatalnym meczu z Granadą kibice coraz mocniej domagali się zwolnienia Ernesto Valverde. Siedem punktów w pięciu spotkaniach oraz bardzo słaba gra znacząco nadwątliły zaufanie culés do hiszpańskiego szkoleniowca. Ten, ustalając skład na tę potyczkę, był zmuszony pominąć kontuzjowanego Jordiego Albę i zaryzykować z Juniorem Firpo. Również linia pomocy bez De Jonga stanowiła pewne zaskoczenie, chociaż można ją było określić jako „zbilansowanie ofensywną”.

Mecz rozpoczął się od dość odważnych ataków gospodarzy. Już w 3. minucie okazję do strzelenia gola po wejściu za linię obrony miał Messi. Okazało się to zapowiedzią sukcesu, bo już trzy minuty później skutecznością i świetną grą głową popisał się Antoine Griezmann. Z rzutu rożnego wzorowo dośrodkował właśnie kapitan Blaugrany. W kolejnych minutach obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze dominowali, do gry na lewej flance dobrze pokazywał się Firpo, zaś Villarreal od czasu do czasu próbował konstruować akcje, jednak niewiele mu wychodziło. Kiedy w 16. minucie Arthur otrzymał futbolówkę w okolicach 30. metra, nikt nie spodziewał się, że po chwili odpali on w kierunku bramki Asenjo prawdziwego tomahawka! Cudowne uderzenie i szybkie powiększenie przewagi nad rywalem.

Po wypracowaniu takiej przewagi mecz stał się dla Barcelony dość prosty. Podopieczni Valverde grali swoje, utrzymując się przy piłce i wytrącając gości z uderzenia. Dobrze działał zwłaszcza pressing do połowy boiska. Jedynym zgrzytem był niepotrzebny faul Sergiego Roberto w 26. minucie, za który wychowanek otrzymał żółtą kartkę. Niestety już trzy minuty później doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji, kiedy Messi poczuł dyskomfort w mięśniu i przebywał dłuższą chwilę poza boiskiem – zmroziło to kibicom krew w żyłach. Na szczęście dolegliwość okazała się niegroźna i Argentyńczyk wrócił z powrotem na murawę Camp Nou. Status quo utrzymał się aż do 44. minuty, kiedy świetnym uderzeniem z dystansu popisał się niepilnowany Cazorla, pokonując ter Stegena. Warto zaznaczyć, że Niemiec popełnił w tej sytuacji błąd – powinien przenieść futbolówkę nad poprzeczką. Zatem do przerwy mieliśmy 2:1.

Po przerwie kibice doświadczyli niemiłej niespodzianki. Sztab szkoleniowy postanowił dmuchać na zimne i zmienił Leo Messiego, za którego na murawę wbiegł wracający po kontuzji Ousmane Dembélé. Francuz błyskawicznie zameldował się na boisku, dogrywając niezłą piłkę do Griezmanna w 46. minucie. Goście nie zamierzali się biernie przyglądać kolejnej fali naporu Blaugrany i minutę później zrewanżowali się groźną akcją, po której musiał interweniować ter Stegen. Niecałe pięć minut później Dembélé ponownie dryblował na prawej stronie i świetnie dograł do Suáreza, który fatalnie skiksował. To było jedno z wielu kiepskich zagrań Urugwajczyka w tym meczu. W kolejnych minutach mogliśmy zobaczyć głównie walkę w środku pola i kilka sytuacji pod dwiema bramkami, które jednak w żadnym stopniu nie mogły skończyć się golem.

Dopiero w 63. minucie groźną szansę miał Chukwueze, którego uderzenie zablokował Lenglet. Niestety był to tylko wyjątek od niechlubnej reguły, bo aż do 77. minuty na Camp Nou działo się niewiele. Wtedy do gry został wprowadzony Ansu Fati, który zmienił fatalnego Suáreza, a jego pojawienie się wyraźnie rozgrzało kibiców. Jak się okazało, mieli oni rację, bo już w 79. minucie młodziutki wychowanek Barcelony przeprowadził ładną akcję, jednak arbiter odgwizdał spalonego. Nie był to koniec popisów młodziana. Minutę później kapitalnie przełożył sobie futbolówkę w polu karnym i oddał groźny strzał, zaś w 83. minucie zamieszał Albiolem, który zaliczył kontakt z nogą Fatiego. Sędziowie orzekli jednak, że karnego być nie powinno. Do końca spotkania gra niemal w całości opierała się na 16-latku, który w 89. minucie wywalczył rzut wolny. Zaskakującym wykonawcą stałego fragmentu gry został Piqué, który celnie uderzył na bramkę Asenjo. To był ostatni ciekawy akcent tego spotkania. Trzy punkty zgodnie z oczekiwaniami pozostały na Camp Nou. Czy Barcelona przekonała grą i wynikiem? Kibice mogą mieć co do tego poważne wątpliwości.

Fot. Clement Bucco - Lechat / CC BY-SA 3.0

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jeżeli Roberto wychodzi w pierwszym składzie, to znaczy, ze na to zasługuje. Mam nadzieję, ze zagra dobry mecz.

@H14 Zawsze na niego liczę. W końcu wychowanek. :)
« Powrót do wszystkich komentarzy