Podsumowanie LaLigi: Sevilla nowym liderem, Ansu Fati rozbudza nadzieje w Barcelonie

Błażej Gwozdowski

17 września 2019, 13:30

1 komentarz

Czwarta kolejka spotkań LaLigi za nami. Emocji nie brakowało, padło 27 bramek, Atlético straciło pierwsze punkty i prowadzenie, a Barcelona i Real wygrały swoje spotkania. Tabela ligowa powoli zaczyna zbliżać się do tej oczekiwanej przez ekspertów, choć Sevilla w roli lidera zdaje się temu trendowi przeczyć. Klasyfikację zamyka Leganés, które wciąż czeka na pierwsze punkty, a w niewiele lepszej sytuacji znajdują się ekipy Getafe i Eibaru pozostające bez zwycięstwa.

Udany początek sezonu w wykonaniu Atlético i Sevilli można było przewidzieć, choć dopiero na tle słabszych wyników walczących z kontuzjami Barcelony i Realu został on faktycznie doceniony. Układ tabeli nie jest jednak jedyną konsekwencją wspomnianych problemów kadrowych. W takich okolicznościach swoją szansę otrzymali Ansu Fati oraz Carles Pérez, a wypędzamy latem z klubu Gareth Bale zyskał niepodważalne miejsce w pierwszym składzie.

Na Majorce bez bramek pomimo jedenastek, Real i Villarreal nie zawodzą

Już w piątek do boju ruszyły Real Mallorca oraz Athletic. Baskowie byli zdecydowanym faworytem spotkania, które okazało się zaskakująco wyrównane. Prawdziwe emocje przyniosła jednak dopiero końcówka meczu. Najpierw Salva Sevilla obił obramowanie bramki, a następnie Prats zmarnował rzut karny. Kiedy Baskowie uciekli spod topora i w doliczonym czasie Aduriz decyzją sędziego ustawił piłkę na jedenastym metrze, wydawało się, że to Athletic zwycięży. Tymczasem inne plany miał świetnie dysponowany tego dnia Reina, który skutecznie interweniował, ratując punkt gospodarzom.

W sobotę na Santiago Bernabéu kibice oczekiwali pewnej wygranej Realu i po pierwszej połowie mogli być usatysfakcjonowani. Benzema zdobył dwie bramki, a Casemiro dołożył trzecią i rozpoczęło się świętowanie na trybunach. Za sprawą trafień Mayorala i Gonzalo Malero w drugiej części spotkania była to jednak fiesta z wyraźnym dreszczykiem emocji. Mniej zwrotów akcji mieliśmy na Butarque, gdzie Villarreal pewnie wypunktował Leganés 3:0. Co prawda sam mecz był wyrównany, a dobrze znany w Barcelonie José Arnaiz mógł nawet dać prowadzenie gospodarzom, jednak ostatecznie jakość była po stronie gości. Dwa gole Gerarda Moreno przedzielone samobójczym trafieniem Jonathana Silvy to był naprawdę wysoki wymiar kary.

Ansu Show w Barcelonie, Atlético pokonane

Unikalna umiejętność zwyciężania pomimo braku wielu okazji i przy niezbyt porywającej grze dała podopiecznym Simeone wiele punktów. W San Sebastián tym razem jednak się nie objawiła, za to po raz kolejny przypomniał o sobie Martín Ødegaard. Młody Norweg wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, a Nacho Monreal ustalił wynik spotkania. Nie były to piękne bramki, ale interwencje, jakie zaserwował w końcówce meczu Miguel Ángel Moyá, mogły się podobać.

Ostatnie sobotnie widowisko zapowiadało się najciekawiej i rzeczywistość tym razem sprostała oczekiwaniom. Kibice zgromadzeni na Camp Nou już w pierwszych 10 minutach mogli podziwiać, jak duet de Jong - Ansu Fati rozmontowuje obronę Valencii, a po przerwie kolejne gole dołożyli Piqué oraz wracający po kontuzji Luis Suárez. Święta nie popsuły nawet dwie bramki gości. Gameiro już w pierwszej połowie zasygnalizował, że mecz nie dobiegł końca, a Maxi Gómez tuż przed gwizdkiem kończącym spotkanie dał do myślenia nowemu trenerowi Valencii, który pozostawił go na ławce rezerwowych. 

Pierwsza wygrana Espanyolu, Sevilla wyprzedza Atlético

W niedzielne południe mający za sobą fatalny start Eibar szybko wyszedł na prowadzenie w meczu z Espanyolem dzięki asyście Orellany i bramce Ivána Ramisa, a następnie robił wszystko, by ten korzystny wynik dowieźć do końca. Niestety ostatni kwadrans należał do gości. Ferreyra wyrównał w 76. minucie, a dosłownie chwilę później na 2:1 trafił Esteban Granero. Nawet czerwona kartka dla Naldo w końcówce spotkania nic już nie zmieniła i to Espanyol mógł cieszyć się z pierwszej wygranej w sezonie.

Przed szansą na objęcie fotela lidera stanęła tymczasem Sevilla. Podopieczni Julena Lopeteguiego musieli jednak pokonać solidne Deportivo Alavés na wyjeździe. Choć przewaga gości w przekroju meczu była bezdyskusyjna, to wielu bramek nie oglądaliśmy. Duży w tym udział Fernando Pacheco, który aż sześciokrotnie udanie interweniował. Spośród 19 oddanych strzałów tylko uderzenie Joana Jordána z rzutu wolnego zostało zamienione na gola - gola wartego awans na pierwszą pozycję w tabeli.

Czerwono w Vigo i Sewilli, Osasuna wciąż bez porażki

Niedziela była pracowita dla arbitrów sędziujących tego dnia w Vigo i Sewilli. Zarówno Eduardo Prieto Iglesias, jak i sędzia González González pokazali po dwie czerwone kartki dla gospodarzy. Celta w takich okolicznościach musiała uznać wyższość Granady, natomiast Getafe zdołało wywieźć z Andaluzji zaledwie jeden punkt, choć grało z przewagą zawodnika przez ponad godzinę, mając korzystny wynik po trafieniu Jaime Maty z rzutu karnego.

Dobrą formę po raz kolejny pokazała Osasuna, która co prawda tylko zremisowała z Realem Valladolid 1:1, ale zaprezentowała naprawdę miły dla oka futbol. Goście oddali w niedzielę aż 16 strzałów na bramkę i Jordi Masip nie mógł narzekać na nudę. Ostatecznie podopieczni Jagoby Arrasate pozostają jedną z czterech drużyn, które wciąż nie zaznały goryczy porażki.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Przypominam sobie jak, po gdzies 8 kolejce zeszlego sezonu. mowilem, ze Sevilla to nie przeciwnik i nie ma co sie ich bac. Zostalem zjechany jak chlopiec a po kilku kolejkach Sevilla zaliczyla wielki dolek formy i wszyscy o nich zapomnieli.
W tym sezonie bedzie podobnie. Real i Atleti wygladaja blado. Na razie gramy dobrze u siebie a na wyjezdzie, no coz... wroci Messi i on zapewne kilka meczow nam wygra o ile Pique z Alba sie ogarna.
Sadze, ze 85-87 ligowych punktow powinno wystarczyc na majstra.