Leo Messi: Barcelona jest moim domem i jedyne, czego chcę, to zwycięski projekt sportowy [cz.2]

Radek Koc

12 września 2019, 14:30

Sport

42 komentarze

Leo Messi udzielił wywiadu dla dziennika Sport. Wcześniej opublikowaliśmy pierwszą część, natomiast poniżej prezentujemy drugą część rozmowy z kapitanem BlaugranyNie zabrakło w niej odniesień do kłopotów Ousmane'a Dembélé, życia rodzinnego w Castelldefels i relacji z Cristiano Ronaldo.

Sport: Czyli w rzeczywistości nie rządzisz w Barcelonie?

Leo Messi: Oczywiście, że nie. Jestem tylko piłkarzem. Jedyną rzeczą, jakiej pragnę, jest zdobywanie kolejnych trofeów. Chcę również po raz kolejny wygrać Ligę Mistrzów. Poza tym chcę pomóc drużynie tym, co najlepiej mi wychodzi, czyli grą w piłkę.

W prasie pojawiły się też informacje o tym, że szatnia Barçy nie chciała Griezmanna. Można było czasami odnieść wrażenie, że graczy Barcelony zabolał fakt, że francuski napastnik najpierw odrzucił ten transfer, a potem zmienił zdanie. Miałeś już okazję lepiej go poznać?

Mieliśmy ze sobą bardzo mały kontakt. Kiedy dołączyłem do drużyny, doznałem kontuzji i od tamtej pory trenuję indywidualnie. Mam mało wspólnych treningów z resztą zespołu. Koledzy wyjechali na tournée, a kiedy wrócili, spędziłem z nimi mało czasu w szatni. Na treningach mnie nie ma. Na pewno jednak będziemy mieli jeszcze szansę, aby przeżyć wiele rzeczy razem z Griezmannem.

Są tacy piłkarze Barcelony, który publicznie wyrazili swój niepokój związany z mało profesjonalnym zachowaniem Dembélé. To zawodnik, który nie pozostawia obojętnym nikogo. Co sądzisz na ten temat?

Ousmane posiada niesamowite warunki i może dokonać wszystkiego, czego tylko będzie chciał. Jest bardzo młody i obecny sezon jest dla niego bardzo ważny, aby wykonać jakościowy skok, na który czeka całe barcelonismo. Musi dokonać zmiany i stać się profesjonalistą. Musi to sobie wbić do głowy. Jego celem powinno być odniesienie sukcesu w Barcelonie, jak sam tego chce. Mam nadzieję, że związany z kontuzjami pech, który prześladował go ostatnio, w końcu go opuści. W zeszłym sezonie doznał kontuzji, kiedy najbardziej go potrzebowaliśmy. Miejmy nadzieję, że w tym sezonie będzie inaczej i zdoła pokazać, na co naprawdę go stać. Ma wiele do pokazania, ponieważ z piłkarskiego punktu widzenia robi wielkie wrażenie.

Z ostatnich 21 transferów przeprowadzonych przez Barcelonę od sezonu 2014/2015 tylko sześciu piłkarzy jest nadal w kadrze zespołu. Dlaczego aż tylu graczy nie radzi sobie w Barcelonie?

Ponieważ gra w Barcelonie jest czymś bardzo trudnym. To największy klub na świecie i wszystko, co go otacza, jest skomplikowane. Mam na myśli kibiców, środowisko, dziennikarzy… Nie jest łatwo wejść na murawę Camp Nou i grać na luzie. Wielu to nie przeszkadza, ale inni to odczuwają. Kiedy piłkarz jest silny mentalnie i wierzy w siebie, potrafi to pokazać w czasie gry. Nie wszyscy jednak jesteśmy tacy sami. Nie wszyscy przyjmujemy w taki sam sposób te wszystkie rzeczy. Nie jest łatwo grać w Barcelonie przez wszystko to, co ten klub znaczy.

Na przestrzeni ostatnich lat w klubie pracowało czterech różnych dyrektorów sportowych. Jaki to ma wpływ na szatnię i jak to przeżyłeś?

W rzeczywistości to nas zupełnie nie dotyka. Oczywiście, że byłoby dobrze dla klubu, aby panowała większa stabilizacja i nie było aż tylu zmian. Stanowisko dyrektora sportowego jest bardzo ważne i powinna je zajmować osoba identyfikująca się z klubem. Powinien to być silny człowiek, zdolny do podejmowania decyzji. Przecież to właśnie on sprowadza piłkarzy, o których prosi trener. Osoba zajmująca stanowisko dyrektora sportowego musi łączyć w sobie te cechy. Musi mieć ważne nazwisko i demonstrować silny wizerunek przed klubami oraz piłkarzami, z którymi będzie negocjować.

Carles Puyol byłby odpowiednim kandydatem?

Nie wiem, czy on by tego chciał i jakie są jego plany. Znajduje się jednak na właściwej ścieżce. Byłby idealnym kandydatem na to stanowisko. Nie wiem jednak, czy ta wizja mu się podoba. Nie rozmawiałem z nim na ten temat. Biorąc pod uwagę jego nazwisko, jakim był piłkarzem i co znaczy dla Barcelony, byłby bardzo dobrym wyborem.

Bałeś się zwolnienia Valverde?

Kiedy dzieją się takie rzeczy, wszyscy od razu myślą o najgorszym. Cele nie zostają osiągnięte, coś podobnego przeżyliśmy już wcześniej. Chociaż myślę, że teraz było jeszcze gorzej. Wszyscy wyobrażali sobie, że to się może powtórzyć. Jak już mówiłem wcześniej, to była nasza wina. Sztab szkoleniowy nie miał nic wspólnego z meczem, jaki zagraliśmy w Liverpoolu. Do tamtego momentu nasz sezon wyglądał znakomicie. Zdominowaliśmy rozgrywki ligowe od początku do samego końca, awansowaliśmy do finału Pucharu Króla. To była bardziej nasza wina niż trenera.

Prezydent Bartomeu powiedział, że zgodnie z umową możesz odejść gratis po zakończeniu obecnego sezonu. Kibice Barcelony powinni być zmartwieni?

W rzeczywistości nie mogę niczego potwierdzić, ponieważ przy kontraktach obowiązuje klauzula poufności i nie można niczego powiedzieć. Gdybym zaczął mówić, naruszyłbym tę klauzulę. Mogę jednak powiedzieć, że chcę pozostać w Barcelonie tyle czasu, ile tylko będę mógł. Chciałbym zakończyć moją karierę w tym klubie, ponieważ to jest mój dom. Z drugiej strony nie chcę mieć długiego kontraktu i zostać tutaj tylko dlatego, że obowiązuje mnie umowa. Chcę być w pełnej kondycji fizycznej. Chcę grać i być ważnym zawodnikiem. Chcę widzieć, że projekt sportowy pozwala myśleć o triumfach. Nadal chcę wygrywać ważne rzeczy z Barceloną. Klauzule czy pieniądze nic dla mnie nie znaczą. Kieruję się w życiu innymi rzeczami. Dla mnie najważniejszą rzeczą jest posiadanie zwycięskiego projektu sportowego.

Będziesz się nad tym zastanawiał sezon po sezonie?

Obecny kontrakt został stworzony dawno temu. Moim celem jest kontynuowanie mojej kariery w Barcelonie tak długo, jak zdrowie mi pozwoli i jak będę widział, że mogę grać na najwyższym poziomie. Obowiązująca umowa mnie nie martwi i nawet się tym nie zajmuję. Nad tymi rzeczami czuwa mój tata. Rozmawia o tym z prezydentem bądź z kimś innym. Ja jedynie przekazuję moje wrażenia i myśli.

Niepodważalnym warunkiem jest istnienie zwycięskiego projektu sportowego?

Oczywiście. Chcę wygrywać w tym klubie. To jest mój dom. Nie mam zamiaru przenosić się do jakiegoś innego miejsca. Chcę natomiast nadal rywalizować na najwyższym poziomie i wygrywać.

Negocjacje z Barceloną już się toczą?

Zajmuje się tym mój tata, ale nie rozmawiamy z Barceloną w tym momencie. Powiedziałby mi o tym.

Kiedy nie grasz, przez kontuzję lub przez zwykły odpoczynek, przeżywasz mecze w towarzystwie twoich synów. W jaki sposób pomagają ci radzić sobie z taką sytuacją? Lepiej ogląda się mecze razem z nimi?

Mogę się nimi bardziej nacieszyć i mam na to więcej czasu, siedząc na trybunie Camp Nou. To piękne, ale wolę być na boisku i przeżywać to od wewnątrz. Minęło już dużo czasu, od kiedy jestem wyłączony z gry.

Jak wygląda czas w domu z dziećmi po przegranym meczu? Mateo nadal ci dokucza?

Przeżywają to. Przede wszystkim Thiago, który jest najbardziej świadomy tego wszystkiego, co się dzieje dookoła. Mateo również. Obraził się na mnie, kiedy powiedziałem, że kibicował innej drużynie, a nie Barcelonie. Kiedy powiedzieli w mediach, że Mateo celebrował gola Betisu, to było kłamstwo. To była akcja naszego zespołu. Piłka uderzyła w siatkę od tyłu, a Mateo myślał w pierwszej chwili, że padł gol. Kiedy potem oglądał tę scenę, narzekał i mówił, że nie jest kibicem Betisu i wspiera Barçę. Zaczyna rozumieć coraz więcej, kiedy przegrywamy. Wie, co oznacza porażka dla mnie lub dla całej drużyny.

Przeżywają to jak prawdziwi culés?

Tak, obaj. Poza tym nie znoszą przegrywać. Kiedy przegrywają, ja też źle to znoszę.

Męczy cię czasami bycie Leo Messim?

Nie męczy mnie. Dzięki Bogu mogę doświadczać różnych niesamowitych rzeczy i to jest piękne. Prawdą jest natomiast, że chciałbym być niezauważany. Przede wszystkimi wtedy, kiedy jestem z moimi synami w szkole lub na ulicy. Czasami zawożę ich o godzinie 8:30 rano, ludzie podchodzą do mnie, prosząc o zdjęcie czy autograf, a ja jestem cały zaspany. No ale nic, nie narzekam.

Kiedy ktoś z klasy Thiago organizuje przyjęcie, stawiasz się w Chiqui Parku?

Tak, jeżdżę tam. Thiago ma paczkę przyjaciół, która liczy 8-9 osób, i są ze sobą bardzo związani. Wszędzie chodzą razem. Biorę udział w takich spotkaniach.

Próbowałeś pozostać niezauważonym?

Nie. Zawsze, kiedy wychodzę z domu, nastawiam się na to, co się może wydarzyć.

Masz jakieś swoje ulubione miejsce w Barcelonie?

Prawda jest taka, że bardzo rzadko pojawiamy się w Barcelonie. Nasze życie toczy się w Castelldefels. Szkoła dzieci znajduje się blisko naszego domu. Kiedy zaczyna się rok szkolny i normalna rutyna, dostosowujemy się i zależymy od nich. Dlatego też nie jeździmy zbyt często do Barcelony. Wszystko robimy w Castelldefels.

Co robisz, kiedy jeździsz do miejscowości Cerdanya? Dlaczego tak ci się tam podoba?

Uwielbiam to miejsce. Można tam znaleźć dużo spokoju i ma niesamowite krajobrazy. Cieszę się, że moje dzieci mogą tam jeździć na nartach. Bardzo to lubią. A ja mogę się tam wyłączyć i cieszyć tym wszystkim, co mam dookoła.

Zostałeś odznaczony Krzyżem Świętego Jerzego. Jakie to miało dla ciebie znaczenie?

To był prawdziwy zaszczyt. Odebranie takiej nagrody jest czymś niewiarygodnym. Zamyka się w ten sposób pewne koło. Przybyłem do Barcelony jako dzieciak. Zawsze mówiłem, że jestem Argentyńczykiem, ale mam silne poczucie bycia Katalończykiem. To wyróżnienie jeszcze bardziej to uwypukliło i sprawiło, że poczułem się Katalończykiem jak nigdy wcześniej. To był bardzo wzruszający dzień dla mnie i dla mojej rodziny.

Co możesz nam opowiedzieć o Antoneli? Dużo się mówi o tobie i twoich synach, ale mało o niej. W jaki sposób pomaga ci w najtrudniejszych chwilach?

Tak, ona jest dla mnie wszystkim. To, że jest u mojego boku, upraszcza wiele spraw. Znamy się już od bardzo dawna i doskonale wie, jaki jestem. Wie, w jaki sposób do mnie dotrzeć w każdym momencie, szczególnie w tych złych. Antonela to osoba, która praktycznie nie ma złych dni i zawsze jest w dobrym humorze. To wspaniała partnerka.

Od kiedy ją znasz?

Kiedy się poznaliśmy, ja miałem 7 lat. Nasz związek zaczął się później.

To twoja najlepsza przyjaciółka?

Była kuzynką mojej najlepszej przyjaciółki. Tak się poznaliśmy.

Jak przeżyłeś to, co stało się z córeczką Luisa Enrique?

To było coś strasznego. Nikt się tego nie spodziewał, choć wiedzieliśmy bardzo niewiele na temat postępów w leczeniu. Nigdy nie spodziewasz się takiej wiadomości i tym bardziej, kiedy chodzi o tak młodą osobę. Niestety takie rzeczy dzieją się dosyć często. Dla nas to jednak była bardzo bliska osoba… Przeżyliśmy z nią wiele chwil. Wiedzieliśmy ją w szkole, była koleżanką dzieci niektórych kolegów z drużyny… To było coś strasznego. Nie ma na to wytłumaczenia i bardzo to przeżyliśmy. Wszyscy mamy dzieci i wyobrażenie sobie tego, co musi czuć rodzina tego dziecka, jest okropne. Nie mogę powiedzieć nic więcej na ten temat, bo nie wiem, co czułbym w takim momencie. To trudny temat.

Cristiano Ronaldo powiedział, że chciałby z tobą zjeść kolację. Widzisz siebie w takiej sytuacji? Zaakceptowałbyś zaproszenie?

Nie mam z tym żadnego problemu. Zawsze mówiłem, że nie miałem z nim żadnego problemu. Nie byliśmy przyjaciółmi dlatego, że nie dzieliliśmy tej samej szatni. Widywaliśmy się tylko na galach albo na rozdaniu nagród. Na ostatniej gali spędziliśmy najwięcej czasu na rozmowie ze wszystkich okazji i najbardziej się do siebie zbliżyliśmy. Nie wiem, czy dojdzie do tej kolacji, ponieważ nie jestem pewny, czy wpadniemy na siebie. Każdy z nas mieszka w innym miejscu i ma różne zobowiązania. Gdyby jednak miało kiedyś do tego dojść, nie miałbym z tym żadnego problemu.

Twoja fundacja przekazała trzy miliony euro na rzecz szpitala Sant Joan de Deu. To była jedna z najwyższych darowizn, jakie kiedykolwiek przekazano. Dlaczego to zrobiłeś?

Musieliśmy zdobyć trzydzieści milionów euro, aby zrealizować cały projekt. Cała rzecz rozpoczęła się od mojej cieszynki z palcami na policzkach. Mogłem spędzić trochę czasu z dziećmi, które cierpiały na tę chorobę. Chcieliśmy zbudować porządny ośrodek, w którym można by się leczyć. Wiele osób włączyło się w to dzieło i jestem za to wdzięczny. My również to zrobiliśmy. Zebraliśmy pieniądze potrzebne do zbudowania tego centrum i to było coś niesamowitego. Nasza fundacja wspiera najbardziej potrzebujące dzieci i włączyliśmy się do walki z chorobą, która jest śmiertelna dla wielu z nich. Rozmawialiśmy o tym w przypadku Xany. Nie mogę się doczekać, kiedy centrum zostanie dokończone i potrzebujące go osoby będą z niego mogły skorzystać.

Fot. Nazionale Calcio / CC BY 2.0

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

No tak, bo La Rambla lepiej wie, że Valverde sie nie nadaje niż D10S xd

Już wyobrazam sobie ten szał aparatow i kamer gdzie prawdopodbnie dwóch najlepszych pilkarzy w histori siedzą sobie razem w restauracji i jedzą fileta mignon. Epickie wydarzenie

Pod wywiadami powinien być zakaz komentowania. Jedno zdane i niektórzy takie teorie wymyślają, że szok :)

Ten wywiad wskazuje jednoznacznie (moim zdaniem), że Messiemu i spółce jest bardzo nie po drodze z zarządem

Dla mnie najciekawszy fragment jest o Dembele. Wygląda to tak jakby Messi też już chciał żeby bachor wbił sobie do głowy że to nie Bundesliga, a najlepiej niech idzie za Neymara xD

Ja chciałbym zobaczyć Barcelonę już bez Messiego suarez i reszty weteranów i zobaczyć jedność na boisku aby barcelona była jednym wielkim zespołem ktora gra jako zespół drużyna

https://youtu.be/vm_y-kRzo14 link do wywiadu z Leo

Zwycięski projekt ?! Trzebabylo nie wstawiać się na Valdim

Zastanawiam się jak Leo, chcący mocnego projektu sportowego akceptuję najsłabszy punkt tego projektu czyli Ernesto Valverde?

Rozumiem Messiego jest oddany Barcelonie ale też głodny zwycięstwa w LM..

Leo zgania na tate ze to ten twardo negocjuje magiczne kontrakty z Barca, +100mln... a on o niczym nie wie;)

Piękny wywiad, ale jak wyjaśnił ekspertuff z LR: "To była bardziej nasza wina niż trenera."

Boże chroń Króla!

Było chyba lepiej jak nie udzielał wywiadów.

Przegrali z Romą i Liverpoolem, bo Messi powiedział do Bartka, że kończy karierę po wygraniu Ligi Mistrzów. Dlatego mamy Valverde na ławce, oni sabotują klub ...

Pamietam jak Kiko gral dla Atleti za 1 euro. Leo nie badz gorszy!
Za Twoja pensje to bysmy sciagneli Neya, Pogbe i Ronaldo :P

To jest oczywiste że Leo nie odejdzie do żadnego innego klubu w europie , to jest żywa legenda Barcelony i jej najlepszy zawodnik. Mam nadzieję że poprowadzi nas w tym roku do upragnionej ligi mistrzów

W kontekście wspólnej kolacji z CR7 - Czy tylko ja widzę dystans Leo do tego pomysłu? Wszak pomiędzy "Tak, chętnie zjadłbym z nim kolację gdyby była okazja" a "Mało prawdopodobne, bo mieszkamy w innych miejscach i mamy różne zobowiązania, ale nie mam z tym problemu" daje się dostrzec wyraźną różnicę ;)

Oczywiście bez żadnej teorii spiskowej. Po prostu zastanawiam się czy to takie tłumaczenie niedosłowne czy faktycznie coś leży mu na wątrobie w związku z Cristiano :)

"(...) Sztab szkoleniowy nie miał nic wspólnego z meczem, jaki zagraliśmy w Liverpoolu. (...) To była bardziej nasza wina, niż trenera."

Po tym czasie jaki upłynął jestem w stanie się z tymi słowami zgodzić. Problemem jest jednak to, że nie chodzi tylko o kompromitację z Romą i Liverpoolem. My chcemy oglądać efektowną i efektywną grę. Ta nudna i defensywna Barcelona byłaby do zaakceptowania, gdyby dawała lepsze wyniki niż ta z lat przed Valverde. Samo mistrzostwo Hiszpanii nie jest niczym ponad to. To jest główny powód dlaczego chciałbym, żeby doszło do zmiany trenera.

"Klauzule czy pieniądze nic dla mnie nie znaczą."
Trochę dziwnie te słowa brzmią w ustach człowieka, który ma taki kontrakt w klubie.