Podsumowanie LaLigi: Waleczne Atlético wykorzystuje potknięcia rywali

Marcin Poreda

2 września 2019, 20:30

11 komentarzy

Przez ostatnie sezony LaLigę śmiało można było określić mianem rozgrywek jednej ekipy (Barcelony), którą goniły, z lepszym lub gorszym skutkiem, dwa stołeczne zespoły (Real i Atlético). Za nami już trzecia kolejka potyczek w sezonie 2019/20 i jak na razie sytuacja w tabeli jest dużą niespodzianką dla obserwatorów. Barcelona i Real po raz kolejny straciły punkty, prezentując jednocześnie futbol nie najwyższych lotów. Na drugim biegunie znajduje się Athletic Club, który zdecydowanie pokonał Real Sociedad w derbach Baskonii. Największym zaś wygranym tej kolejki jest Atlético, które jako jedyne zdobyło komplet punktów we wszystkich dotychczasowych meczach i stało się samodzielnym liderem hiszpańskiej pierwszej ligi.

Choć wszystkie mecze były rozgrywane w różnych miejscach na Półwyspie Iberyjskim, to każdy z nich miał element wspólny. Przed rozpoczęciem każdej potyczki zespoły i kibice oddali hołd niedawno zmarłej córce Luisa Enrique – Xanie.

Sevilla liderem, ale tylko na chwilę, Athletic nie pozostawia wątpliwości

Kolejną turę zmagań w piłkarskiej Hiszpanii rozpoczęło spotkanie Sevilli z Celtą Vigo. Gospodarze byli faworytami tego spotkania, zgromadzili do tej pory komplet punktów, jednak na piłkarzach z Galicji bynajmniej nie stawiano krzyżyka. Wszak trafili oni do tej pory na jednych z najtrudniejszych przeciwników – Real Madryt i Valencię, zdobywając trzy punkty. Mimo wszystko mecz przez niemal 90 minut przebiegał jednostronnie. Chłopcy Lopeteguiego atakowali przez większość czasu, jednak mieli poważne problemy z wykreowaniem dobrych okazji strzeleckich. Celta zaś przy udziale szczęścia i solidności skutecznie torpedowała poczynania rywali, nie podejmując większego wysiłku w ofensywie. Wszystko zmieniło się w 81. minucie, kiedy Franco Vázquez w niezłym stylu wykończył dośrodkowanie Banegi z rzutu wolnego – Andaluzyjczycy mogli cieszyć się z upragnionego prowadzenia. Kiedy już wydawało się, że Sevilla zdobędzie kolejne trzy punkty, jedyną sensowną akcję Celty w meczu przeprowadzili Mina z Denisem i to właśnie były piłkarz Barcelony doprowadził do wyrównania, uciszając kibiców na Pizjuán.

W przeciwieństwie do poprzedniego zestawienia trudno było wskazać jednoznacznego faworyta w meczu w Kraju Basków. Wszak mecze derbowe rządzą się swoimi prawami. Obie drużyny przystępowały do starcia, mając na koncie po jednym zwycięstwie i remisie. Przebieg meczu w pełni odzwierciedla charakter drużyn oraz ich szkoleniowców: Garitano i Alguacila. Gospodarze od razu przejęli inicjatywę i za sprawą Iñakiego Williamsa udało im się strzelić gola już w 11. minucie. Piłkarze Realu Sociedad zakasali rękawy i próbowali zdominować rywali, jednak to znów Athletic zadał cios – Raúl García pięknym technicznym uderzeniem z dystansu pokonał Moyę.

Od tej pory Lwy jeszcze bardziej się wycofały, pokładając nadzieję w swojej defensywie, natomiast goście przez resztę meczu dominowali w posiadaniu piłki, ale zupełnie nie potrafili stworzyć sobie okazji do strzału. Dodatkowo groźnie wyglądającej kontuzji doznał Asier Illarramendi, który może pauzować nawet dwa miesiące. Finalnie więc wynik nie uległ już zmianie i Athletic dołączył do Sevilli jako współlidera tabeli LaLigi.

Blaugrana bez paliwa i zabójczy finisz Levante

Sobotnią turę rozgrywek rozpoczęło spotkanie Osasuny z Barceloną. Goście opromienieni wysokim zwycięstwem nad Betisem w ostatniej kolejce mieli za zadanie wywieźć z Pampeluny komplet punktów. Stało się jednak inaczej. Już w 7. minucie prowadzenie gospodarzom dał Torres i na tyle zmroziło to krew w żyłach piłkarzom Valverde, że ci do końca pierwszej połowy prezentowali się fatalnie. Txingurri zdecydował się więc na radykalne środki i w przerwie wprowadził na murawę szesnastoletniego Ansu Fatiego. O dziwo młokos potwierdził intuicję swojego trenera i zdobył gola po ładnym uderzeniu głową. Później drugiego gola dołożył kolejny zmiennik – Arthur i już wydawało się, że trzy punkty powędrują do Katalonii. Na szczęście dla gospodarzy otrzymali oni jednak prezent w postaci zagrania ręką w polu karnym przez Piqué i Munuera nie miał wątpliwości – podyktował „jedenastkę”, którą na bramkę zamienił ponownie Torres. Pod koniec meczu wspaniałą okazję zmarnował jeszcze Pérez i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2.

Tuż po zakończeniu meczu w Pampelunie do starcia przystąpiły Levante oraz Real Valladolid. Kibice w Walencji obejrzeli bardzo wyrównane i pełne walki spotkanie, w którym ciosy były wyprowadzane regularnie z obu stron. Kiedy już wydawało się, że żadna drużyna nie znajdzie drogi do siatki, błąd popełnił Porro i Sergio León strzelił głową pierwszego gola w meczu. Goście próbowali się odgryźć, ale to Morales w doliczonym czasie gry ustalił wynik końcowy. Finalnie 2:0 na Estadi Ciutat de Valencia i czwarte miejsce w tabeli dla Levante – brawo.

Nudy pod Madrytem, ważne zwycięstwo Betisu

W tym samym czasie na murawę Coliseum Alfonso Pérez wybiegli piłkarze Getafe i Alavés. Finalnie kibice nie obejrzeli zbyt ciekawego widowiska, choć pierwsze pół godziny tego nie zwiastowało. Najpierw bramkę dla gospodarzy zdobył Molina, a kilka minut później wyrównał Joselu. W dalszej części meczu trenerzy jakby przestraszyli się kolejnych strat goli i w związku z tym piłkarze ograniczali się głównie do walki w środku pola oraz do oddawania strzałów z dystansu. Dość powiedzieć, że zdobyte do tej pory bramki były jedynymi celnymi strzałami w tym meczu. W związku z tym drużyny podzieliły się punktami – znacznie bardziej zadowoleni powinni być goście.

Sobotnie zmagania zakończyło starcie Betisu z Leganés. Obie drużyny fatalnie rozpoczęły ligowe zmagania, nie zdobywając do tej pory ani jednego punktu. W związku z tym ten mecz miał być dla jednej z nich przełamaniem. Tak też się stało. Zdeterminowani gospodarze, którzy „na papierze” wyglądają znacznie lepiej dominowali w aspekcie posiadania piłki, ale nie potrafili przekuć tego na gole. Zamiast tego to właśnie Pepineros otworzyli wynik spotkania – Braithwaite dobił futbolówkę po kiepskiej interwencji Roblesa. To mocno rozeźliło Verdiblancos, którzy rzucili się do zmasowanego ataku. Efekty przyszły już po chwili. Najpierw wyrównał Loren, a następnie wynik meczu ustalił Fekir. Tym sposobem Betis zdobył pierwsze punkty w sezonie, a Leganés stało się samodzielną czerwoną latarnią LaLigi.

Ekscytująca niedziela, czyli remontady madrytczyków

W niedzielne popołudnie jako pierwsi do boju przystąpiły Nietoperze oraz beniaminek z Majorki. Gospodarze pomimo mocno przeciętnego wejścia w sezon byli zdecydowanym faworytem. Początek spotkania zaskoczył – Mallorca aż dwukrotnie strzeliła w obramowanie bramki Cillessena. Te sytuacje zemściły się w dalszej fazie meczu, kiedy już Valencia przejęła kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Jej praca została nagrodzona pod koniec pierwszej połowy, kiedy sędzia podyktował rzut karny po faulu na Coquelinie. „Jedenastkę” na gola pewnie zamienił Parejo. Po przerwie nic się nie zmieniło – można powiedzieć wręcz, że mieliśmy powtórkę z rozrywki. Kolejny rzut karny i kolejny gol Parejo. Trzy punkty zostają w Walencji.

Trzy to również liczba goli, które stracili na swoim stadionie zawodnicy Espanyolu w meczu z Granadą. Goście nie pozostawili żadnych wątpliwości, kto w tym meczu jest lepszy. Już w 13. minucie bramkę zdobył Puertas, a po przerwie dorzucili się jeszcze Fernández i Azeez. Los Pericos nie było stać na choćby trafienie honorowe i stało się to kolejny raz w tym sezonie. Espanyol w tych rozgrywkach nie zdobył nawet jednego gola – wielka szkoda.

W tym samym czasie niespodzianką pachniało na Wanda Metropolitano, kiedy po dziewiętnastu minutach Eibar prowadził z Atlético 2:0. Wtedy dał znać o sobie duch drużyny Diego Simeone. Najpierw, jeszcze w pierwszej połowie, bramkę kontaktową strzelił João Felix, potem wyrównał wprowadzony po przerwie na murawę Vitolo. Kiedy wydawało się już, że pomimo starań gospodarze nie zdobędą kompletu punktów, w niemal ostatniej akcji meczu do siatki trafił Thomas i remontada stała się faktem.

Dzięki temu Los Colchoneros stali się samodzielnymi liderami LaLigi ze wszystkimi możliwymi wygranymi na koncie.

Piłkarski weekend zakończył się w Vila-real, gdzie Real Madryt miał nadzieję na nabranie rozpędu po ostatniej wpadce na Santiago Bernabéu, zaś gospodarze chcieli odnieść pierwsze zwycięstwo w sezonie. Wszystko rozpoczęło się po myśli Żółtej Łodzi Podwodnej, kiedy po niepewnej interwencji Courtois piłkę do bramki dobił Gerard Moreno. Królewscy próbowali wyrównać i ta sztuka udała im się tuż przed przerwą. Kapitalnym zagraniem popisał się Jović, a całą akcję wykończył Bale. W drugiej połowie zobaczyliśmy bardzo podobny scenariusz. Najpierw znów po dobitce gola dla Villarrealu zdobył Gómez, a w ostatnich minutach meczu sprawy w swoje ręce wziął ponownie wziął Bale i doprowadził do wyrównania. Mecz zakończył się więc podziałem punktów, który nie satysfakcjonuje do końca żadnej ze stron. Gospodarze nadal bez wygranej, a Real Madryt stracił kolejne punkty, kiedy miał dużą okazję na odskoczenie Barcelonie.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Waleczne Atletico to już norma. Walecznej Barcelony już chyba dawno nikt nie widział.
« Powrót do wszystkich komentarzy